czwartek, 15 marca 2012
czwartek, 1 marca 2012
Potega intuicji
Penny Pierce zaczynała swoją karierę jako grafik w wielkiej korporacji. Jak sama mówi – taka twórcza praca pozwalała jej utrzymywać intuicję w ciągłej gotowości po to, by w sposób pozawerbalny zrozumieć osobę dla której pracowała: jej charakter, potrzeby i oczekiwania. I nie ma w tym nic dziwnego, bo niemalże każdy z nas używa intuicji w rozwiązywaniu najrozmaitszych problemów codziennego życia. Tak naprawdę intuicja jest najpotężniejszą ze wszystkich naszych umiejętności, bo pomaga nam przetrwać, dlatego powinniśmy używać jej jak najczęściej.
Nasze ciało jest w nieustannej wibracji pod wpływem zewnętrznych bodźców. Jesteśmy wręcz przeładowani informacjami. To ciągłe bombardowanie sprawia, że mamy kłopot aby je zaabsorbować, zrozumieć i wyciągnąć z nich wnioski. Potrzebna jest więc nam do tego szybsza i bardziej bezpośrednia droga. Takim bezpośrednim poznaniem jest właśnie intuicja, dzięki której w jednej chwili wiemy czy mamy rację czy nie, bez konieczności posiadania dowodów potwierdzających trafność tej oceny. Dzięki intuicji nie tylko wiemy co należy zrobić, ale natychmiast rozumiemy wszystkie niuanse związane z problemem, który właśnie rozwiązujemy.
To dlatego w ciągle przyspieszającym życiu, potrzebny jest nam nowy rodzaj percepcji, która pozwoli przyswoić liczbę informacji jakie nieustannie otrzymujemy i intuicja świetnie się do tego celu nadaje. Nie oznacza to oczywiście, że trzeba zrezygnować z osiągnięć nauki czy też ze wskazań logiki. Intuicja jest narzędziem, jest pierwszym ze zmysłów który chwyta problem. Wielu ludzi odrzuca jednak podpowiedzi jakie daje intuicja i dopiero po fakcie ze zdumieniem mówi: „wiedziałem/am, że tak się stanie!”
Nasz rozum w sposób automatyczny stara się odizolować intuicję od naszej percepcji, dlatego należy stworzyć takie warunki, aby powstał rodzaj porozumienia z samym sobą po to, by zaufać pierwszemu wrażeniu. Takie podejście można w sobie wypracować poprzez trening i w ten sposób nauczyć się nie tylko słuchać takich impresji ale i do nich mówić.
Możemy sami sobie zadać pytanie: „Dlaczego zauważam akurat to a nie co innego? Dlaczego myślę, że to właśnie się wydarzy?” Taki dialog sprawia, że naszemu intuicyjnemu wnętrzu możemy zaufać.
W powszechnym przekonaniu wierzy się, że to kobiety działają bardziej intuicyjnie od mężczyzn. Jest w tym sporo racji bo „uzwojenie” mózgu kobiet jest nieco inne niż u mężczyzn. Kobiety np. mają więcej włókien łączących prawą półkulę z lewą, dlatego sposób w jaki podchodzą do problemu jest bardziej bilateralny – czyli obie półkule rozwiązują problem w tym samym momencie. Dla odróżnienia, mężczyźni podchodzą do problemu unilateralnie, poprzez użycie najpierw lewej półkuli a dopiero później prawej. Mężczyzna musi podjąć świadomą decyzję aby zezwolić sobie na intuicyjne podejście do problemu, gdy tymczasem u kobiet intuicyjność pojawia się w sposób naturalny, przemieszana z twardą i konsekwentną logiką.
Intuicja nie ma jednego źródła. Pochodzi z wyższego wymiaru lecz także z fizycznej rzeczywistości. Intuicja jest jak system operacyjny który łączy w jedną całość nasze ciało (hardware) i umysł (software), tworząc świadomość.
Ciało często jako pierwsze wykrywa np. zagrożenie, tworząc rodzaj intuicji instynktownej. Intuicję taką odziedziczyliśmy w spadku prawdopodobnie po naszych zwierzęcych (być może) praszczurach. Ciało wyłapuje jakiś sygnał, który odpala system nerwowy położony wzdłuż kręgosłupa. Kręgosłup prostuje się nagle tak jak to widzimy u zwierząt stających „słupka” i wypatrujących zagrożenia. Taki sygnał zostaje następnie przekazany do dolnej partii mózgu. U człowieka radosny instynkt wytwarza uczucie przyjemnego ciepła a niepokój sprawia, że mamy wrażenie leżenia pod ciężkim, zimnym, namokniętym kocem…
Kiedy takie uczucie przesuwa się do środkowej partii mózgu, natrafia tam na nasze sensory i dopiero tam intuicja objawia się w swojej pełnej formie. Czujemy wibrację, słyszymy głosy w głowie, mamy wizje, flesze… Niektórzy czują nawet zapachy. Następnie uczucie wędruje do górnej partii mózgu, gdzie nabiera ono określonego znaczenia. Wszystko nagle nabiera sensu i to jest ten moment w którym zwykle chwytamy się za głowę z okrzykiem: „Aha!.” W tym właśnie momencie uświadamiamy sobie całą sytuację.
Intuicja jest więc percepcją bezpośrednią, która dzieje się „tu i teraz”, bez potrzeby posiadania logicznego dowodu na to że jest ona właściwa. Jest to percepcja w której wie się wszystko na temat problemu – za jednym zamachem i najczęściej taka właśnie ocena jest właściwa.
Niektóre nasze intuicyjne wnioski mają swój początek w naszym ciele, ale odbieramy także informacje wyższej świadomości, pochodzące jakby ze świata istniejącego w innym niż nasz wymiarze. Tak więc intuicja podnosi się w stronę naszego mózgu ale także na niego opada i nie jest to jakieś zjawisko nadprzyrodzone – tak po prostu (wg Penny Peirce) zbudowany jest człowiek.
Takie odbieranie świata sprawia, że człowiek czuje silną potrzebę uczestnictwa w duchowym misterium. W momencie gdy staramy się otworzyć w kierunku wiedzy intuicyjnej, wchodzimy w stan podwyższonego uduchowienia. Jest to doznanie mistyczne, które ma połączenie z Naturą. Prawdziwa i szczera intuicja zawsze łączy człowieka z duchem. Dla Penny Peirce intuicja jest najważniejszym narzędziem w interakcji z otaczającym nas światem. Intuicja wg niej powinna być używana codzienne. Intuicja odbiera sygnały jakie wysyła ciało i podąża za nimi sprawdzając dokąd ją one zaprowadzą. Penny Peirce wierzy, że przy częstym używaniu intuicji trening czyni mistrza i z czasem używa się jej w sposób perfekcyjny. Należy tylko uważać, aby nie pomylić emocji z intuicją. Czasem czegoś mocno się pragnie, lub nie chce się zrobić komuś przykrości i na podstawie tych emocji podejmuje się decyzje, które najczęściej nie okazują się najlepsze i wpada się przez to w kłopoty. Dlatego podchodząc intuicyjnie do problemu należy unikać ekscytacji i być jak najbardziej neutralnym. Właściwie odebrana intuicja sama wpływa na samopoczucie, budując zadowolenie, a nawet wesołość i dziecięcy wręcz entuzjazm. Rozpoznajemy ją korzystając z doświadczenia i różnych błędów popełnionych w przeszłości.
Niektórzy ludzie boją się używać intuicji. Boją się, że poprzez taką otwartość dowiedzą się czegoś złego. Ale to oznacza, że tak naprawdę nie ufają oni samym sobie. Wierzą, że świat zewnętrzny ich przerasta, separuje się od nich i przytłacza. Dlatego tak ważne jest aby zaufać samemu sobie, bo dzięki temu można uzyskać wiele cennych informacji. Należy nauczyć się o nie pytać i wcale nie trzeba dowiadywać się wszystkiego na raz. Penny mówi, że „Trzeba wiedzieć, kiedy należy wiedzieć, kiedy taka wiedza będzie nam potrzebna”. Nie ma sensu wiedzieć zbyt wiele o rzeczach odległych – ważne jest to co jest tuż za rogiem i o to należy pytać.
niedziela, 17 kwietnia 2011
Przesladowania elektroniczne
Nagminnie instaluje się w samochodach gps-y, które bez wiedzy właściciela rejestrują jego podróże. Najczęściej taki gps nie jest większy od nośnika pamięci USB, który za pomocą silnego magnesu trzyma się podwozia samochodu. Ostatnio pokazano w amerykańskiej tv historię młodego człowieka, który ku własnemu zaskoczeniu odkrył takie urządzenie podczas zmiany oleju w swoim samochodzie.
Zwykle – za często fałszywe poczucie bezpieczeństwa – płacimy naprawdę wysoką cenę, jaką jest rezygnacja z wolności i praw obywatelskich. Zakładając konta na Facebooku czy Tweeterze tworzymy dobrowolną kartotekę informując kogo trzeba o tym, co robimy, czym się zajmujemy, z kim się spotykamy, pijemy piwo itd. Strona Facebooka sama w sobie wygląda jak z kartoteki, zaczynając się od imienia, nazwiska przez datę urodzenia, wykształcenie, pracę, aż po zainteresowania i kontakty.
Działania, które prowadzą do prześladowań elektronicznych często rozpoczynają się zorganizowanym śledzeniem ofiary tak, aby wiedziała ona, że jest śledzona. Ma to nakręcić spiralę strachu. Wykorzystuje się technologie elektromagnetyczne, które wywołują np. ból głowy i bezsenność. Wiele ofiar narzeka na głosy, które słyszy nie tylko w swojej głowie, ale także w swoim otoczeniu. Do tego celu używa się dowolnych urządzeń elektronicznych, które są w stanie wytworzyć wibrację i dzięki temu przekazują określone dźwięki. Sygnał taki ma ściśle dopasowaną częstotliwość i tylko ofiara jest w stanie usłyszeć skierowane do niej głosy.
Jeśli ktoś słyszy głosy w głowie – oznacza to wykorzystanie słuchowego efektu mikrofalowego, które to zjawisko zostało dokładnie opisane (także w podręcznikach wojskowych) już pod koniec lat 60-tych i zastosowane w kilku patentach jak np. miotacz bólu. Wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że pada ofiarą takiego systemu i szuka pomocy w gabinetach psychiatrycznych, gdzie ordynuje im się leki, które oczywiście nie pomagają. Najczęściej ofiarami użycia takiego systemu padają osoby, które nie mogą liczyć na wsparcie swoich bliskich, są samotne, przez co stają się łatwą ofiarą.
Czemu więc służy technologia dzięki której atakuje się bogu ducha winnych ludzi? Wszystko wskazuje na to, że po udoskonaleniu ma ona pozwolić na kontrolę na odległość ogromnej liczby osób.
W październiku zeszłego roku (2010) dr Hall skontaktował się w tej sprawie z wieloma lekarzami, którzy potwierdzili jego podejrzenia dotyczące prześladowań elektronicznych. Byli to lekarze tacy jak Fred Bell – badający zastosowanie broni psychologicznej i holograficznej, Peter Philips z Sonoma State University, Nick Bagich – ekspert w kwestii używania HAARP-a, Colin Ross, który napisał książkę „The CIA Doctors” opisując m. in.program MK Ultra, Terry Robertson zajmujący się historią stosowania technologii elektronicznych prześladowań i wielu innych.
Konferencję zorganizowano w Kalifornii, bo w tym stanie znajduje sie najwięcej ofiar prześladowań elektronicznych ale definitywnie jest to fenomen globalny i doświadczenia tego typu prowadzi się w różnych częściach świata.
Takie prześladowania to przede wszystkim tortura od której nie sposób się uwolnić i przed którą nie ma się gdzie schować. Wieloletnie wystawienie ofiary na ten rodzaj ataku ma, wg. dr Halla, odpowiedzieć na pytanie ile czasu trzeba, aby kontrolować daną osobę lub… doprowadzić ją do szaleństwa, pozbawiając pieniędzy, pracy i domu.
Osoba wystawiona przez lata na takie prześladowanie jest nieustannie napromieniowywana wiązką mikrofalową i być może drugim celem doświadczeń jest sprawdzenie, jaki rodzaj raka wywołać w ten sposób najłatwiej. Być może ofiarą takich prześladowań był zamachowiec, który strzelając do kongreswoman Gabby Gifford w Arizonie, zabił 9 niewinnych osób. Stwierdzono u niego niepoczytalność po tym, jak wyznał, że słyszy w swojej głowie głosy i prowadzi z nimi całe konwersacje.
Po takim oświadczeniu amerykańskiej Sekretarz Stanu, prezydent Obama ( w listopadzie 2010 r.) uznał, że należy dokonać ewaluacji systemu, aby upewnić się, że podobne doświadczenia nie powtórzą się już więcej. Przy urzędzie prezydenta USA powstała komisja badająca kwestie bioetyczne dotyczące eksperymentow prowadzonych na ludzkiej populacji.
Komisja ta spotyka się na obradach cztery razy do roku – po raz ostatni w zeszłym miesiącu. Dr. Hall zreferował problem prześladowań elektronicznych, jednak to co powiedział, nie zostało wzięte pod rozwagę, bo członkowie komisji nie mają dostępu do dokumentacji tajnych programów naukowych – które oficjalnie nie istnieją.
Doświadczenia takie prowadzone są tak przez US Army, jak i CIA. Armia niewątpliwie przeprowadzała doświadczenia ze słuchowym efektem mikrofalowym, który miał być użyty przeciwko armii przeciwnika. CIA ma za sobą słynne doświadczenia z kontrolowaniem ludzkiej świadomości w ramach programu MK Ultra a także z używaniem narkotyków, kreowaniem syndromów medycznych i przeprowadzaniem doświadczeń z implantami mózgowymi mającymi dopomóc w kontrolowaniu człowieka. Wiele tych doświadczeń jest ukrytych jako niewinne eksperymenty uniwersyteckie
czwartek, 10 marca 2011
Myśli samobójcze młodzieży - częstsze niż kiedykolwiek
Zachowania samobójcze wśród osób w okresie dojrzewania są niewątpliwie jednym z poważniejszych problemów naszego społeczeństwa. Próby samobójcze podejmuje od 2 do 10% adolescentów, a w latach 1989 - 1995 liczba samobójców między 15 a 20 rokiem życia wzrosła w Polsce o 110,2 % [1]. Czynników wpływających na taki stan rzeczy jest wiele i zazwyczaj pozostają one w interakcji ze sobą. Najczęściej wymienia się wśród nich:
• zaburzenia psychiczne (choroby afektywne, a zwłaszcza depresję oraz nadużywanie substancji psychoaktywnych),
• nieprawidłowe relacje interpersonalne w rodzinie, grupie rówieśniczej lub z innymi znaczącymi osobami,
• występowanie w rodzinie samobójstw i zaburzeń psychicznych,
• frustracja potrzeby osiągnięć, autonomii, porządku oraz potrzeby poznawczej,
• czynniki biologiczne (zwłaszcza obniżony poziom takich neurotransmiterów jak serotonina, dopamina i noradrenalina),
• spiętrzenie negatywnych wydarzeń życiowych (np. niepowodzenia szkolne, utrata poczucia bezpieczeństwa, choroba, nadużycia fizyczne, emocjonalne i seksualne, zawód miłosny),
• zaburzenia rozwojowe i zaburzenia osobowości [2].
Istotną cechą części dzisiejszych adolescentów jest brak skutecznych mechanizmów radzenia sobie z niesprzyjającymi wydarzeniami życiowymi, co skutkuje pojawieniem się wyuczonej bezradności prowadzącej do rezygnacji z osiągnięcia danego celu oraz wycofywania się z trudnej sytuacji. Właśnie owa bezradność i idące za nią poczucie beznadziejności bywają niejednokrotnie motorem ostatecznej autoagresji. Według badań Gmitrowicz i Dubla najczęstszym psychologicznym motywem podjęcia próby samobójczej przez uczniów z terenu Łodzi jest brak sensu życia (47,6%), a w dalszej kolejności: kłopoty w szkole (30%), trudna sytuacja rodzinna (24,9%), strata kogoś bliskiego (22,9%) oraz fascynacja śmiercią (19%) [3].
Dla samobójców śmierć jest ucieczką od doświadczania bólu i jedynym możliwym rozwiązaniem. Ich typowymi cechami osobowości są m. in.: neurotyzm, impulsywność, niskie poczucie własnej wartości, introwersja jak również pasywność i niedostosowanie społeczne. Trudno jest określić, w jakim stopniu obecność powyższych cech jest wynikiem czynników wrodzonych, a w jakim efektem działania niekorzystnych wpływów środowiskowych. Wiadomo jednak, iż współwystępowanie tych cech z czynnikami zachowań suicydalnych znacznie podnosi ryzyko dokonania zamachu samobójczego przez nastolatków.
Jednak wbrew powszechnym opiniom nie każda próba samobójcza spowodowana jest faktyczną chęcią odebrania sobie życia. Osoby dokonujące jej z wykorzystaniem metody o niskiej śmiertelności (np. poprzez przedawkowanie leków) zazwyczaj chcą pokazać otoczeniu, lub wręcz całemu światu, ogrom swojego cierpienia, oczekują wsparcia, uwagi oraz zaspokojenia swoich potrzeb emocjonalnych. Tak naprawdę toczy się w nich wewnętrzna walka między pragnieniem ulżenia sobie w cierpieniu poprzez przerwanie strumienia świadomości, a chęcią życia i nadzieją na jego zmianę. W literaturze określa się takie osoby mianem parasamobójcow [4].
Abstrahując od tego z jakim rodzajem zachowania samobójczego mamy do czynienia, należy pamiętać, że każde z nich poprzedzone jest zwykle kilkoma symptomami świadczącymi o tym, że z daną osobą dzieje się coś niedobrego. Owe symptomy zwane są inaczej syndromem presuicydalnym, w skład którego wchodzi:
• wspominanie o samobójstwie, śmierci i / lub o poczuciu bezsensu życia i bezradności. Fascynacja śmiercią i wyobrażeniami o niej.
• zmiany zachowania takie jak np.: rozdawanie swoich cennych rzeczy, izolowanie się od ludzi, zaniedbywanie swojego wyglądu, słuchanie określonej muzyki,
• agresja hamowana lub autoagresja, szczególnie, gdy dana osoba ma już za sobą próbę samobójczą i/lub skłonność do zachowań impulsywnych [5].
W wielu środowiskach zwykło się mówić, że osoba, która naprawdę chce odebrać sobie życie nie komunikuje tego w żaden sposób. Nic bardziej mylnego. Jeśli dorastający często porusza temat śmierci, mówi, że jego życie jest nic nie warte lub spełnia inne kryterium syndromu presuicydalnego, to pozostawienie tego faktu bez echa byłoby czymś wielce nieodpowiedzialnym.
Młodzi ludzie potrzebują dużo uwagi, cierpliwości i zrozumienia, chociaż często w obawie przed pokazaniem innym własnej słabości zamykają się w sobie, tłumiąc jednocześnie wszystkie negatywne odczucia i znacznie utrudniając pozostałym osobom możliwość udzielenia im pomocy. Aby jednak zbliżyć się do nich trzeba na pewno stworzyć atmosferę zaufania np. poprzez traktowanie ich z pozycji partnera. Często powiedzenie im, że mogą się do nas zwrócić z każdym problemem jest ważnym krokiem ku zbudowaniu z nimi dobrych i autentycznych relacji. To na nich opiera się autorytet dorosłego i to dzięki nim, będziemy w stanie odpowiednio wcześnie dostrzec wszelkie niepokojące symptomy w zachowaniu młodzieży. Pamiętajmy, iż bycie kimś dorosłym nie wiąże się jedynie z krytykowaniem czy narzucaniem własnego zdania, a nasza szybka reakcja na wzbudzające obawy zachowanie kogoś młodego może w znaczący sposób wpłynąć na jego dalsze (oby jak najlepsze) losy.
www.artelis.pl
Gniew i przyczyny jego powstawania
EKSPLOZJA GNIEWU
Moment, kiedy czujemy, że dopada nas gniew, porównałabym do sytuacji, w której - powiedzmy - połknęliśmy ładunek wybuchowy niewiadomych rozmiarów, a ktoś stojący nieopodal "życzliwie" odpalił lont. W miarę jak narasta w nas gniew, lont zdaje się palić coraz szybciej. W obliczu narastającego wybuchu, czujemy, że jest nam coraz goręcej, oczy stają się coraz bardziej okrągłe, aż w końcu prawie wyłażą z orbit. Czujemy nadchodzącą (nieuniknioną?) eksplozję. A zaraz potem następuje niekontrolowane TRAAACH!
Wybuchamy.
Ogień, który pojawia się po wybuchu, raczej bywa gwałtowny. Często jest bezlitosny, ślepy i destrukcyjny - niszczy wiele dobrych relacji, które budowaliśmy czasami bardzo długo i cierpliwie. My sami, w porywie tej emocji, stanowimy centrum katastrofy - stajemy się nagle gwałtowni, bezlitośni, ślepi na to, co wyprawiamy. Zupełnie, jakbyśmy na krótką chwilę przestawali być sobą.
Taki gwałtowny wybuch silnego gniewu, w przypadkach podobnych do opisanego, zawsze jest zadziwiająco krótki. Nigdy nie miotamy się wściekle dłużej, niż zaledwie parę minut. Gwałtowny wybuch, przemija równie szybko jak się pojawił, jednak to, co po nim zostaje... katastrofa. Obraz rozpaczy, smutku, oraz żalu.Taki oto obraz widzimy w oczach bliskich nam ludzi i czujemy we własnych sercach. Pojawiają się wyrzuty sumienia, że przez jedną krótką chwilę, byliśmy zdolni wyrządzić wiele krzywdy sobie i innym, że byliśmy w stanie wypowiedzieć - WYKRZYCZEĆ - tak wiele nie potrzebnych słów. Że byliśmy niewdzięczni wobec osób, z których uczyniliśmy ofiary naszego głupiego wybuchu - nierzadko wobec tych, których na prawdę kochamy.Ból fizyczny jest cierpieniem, lecz po jakimś czasie mija bez śladu. Nieopatrznie wypowiedziane, przynoszące cierpienie słowa, pozostają w sercach nawet na długie lata...
A CO TO TAKIEGO???
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy przybyszami z zewnątrz - z innego świata. Spacerujemy sobie po Ziemi, podziwiając to, jak wspaniale jest urządzona, jakie to miłe miejsce do zamieszkiwania.
Nagle na swej drodze napotykamy rozwścieczonego człowieka. Przez chwilę patrzymy na jego dziwny wygląd i zachowanie, a potem w całej swej kosmicznej nieświadomości ludzkich emocji, podchodzimy i pytamy:
- Co Ty robisz, Człowieku?
- Wściekam się!!! - mówi człowiek, a jego oczy miotają iskry.
Cofamy się nieco, w obliczu tak dziwnej twarzy, ale jesteśmy ciekawi, więc pytamy dalej:
- Co to takiego, ta wściekłość?
Człowiek zatrzymuje się na chwilę, patrzy na nas i drapie się w głowę...
- Powiedz, jak wygląda gniew?- naciskamy. - Czy ma kolor?
- Nie.
- Zapach?
- Nie.
- Smak?
- Nie.
- Może ma jakiś kształt?
- Nie. Nie ma również kształtu.
Teraz z kolei my drapiemy się w głowę...
- Czy ten gniew towarzyszy Ci zawsze?
- Raczej rzadko.
- A więc po czym poznajesz, że przychodzi?
- Doświadczam go.
- Czego Ty właściwie doświadczasz? Nie ma smaku, kształtu, koloru, zapachu... Gdzie go doświadczasz? Czy ten iluzoryczny gość pojawia się w Twojej głowie? W sercu? W nodze?
- Nie wiem, gdzie się pojawia... Może w sercu, może w głowie?
- Gdybyśmy teraz rozkroili Twoje serce, lub głowę, byłby tam? Mógłbym go zobaczyć?
- Nie znalazł byś nic oprócz mięsa i krwi.
- Jeżeli ten gniew, który właściwie nie istnieje, ma zdolność pojawiania się - też nie wiadomo właściwie gdzie - a następnie opuszcza Cię, to gdzie on się wtedy podziewa? Ma jakieś konkretne mieszkanie?
- Nie sądzę, przybyszu... Właśnie uświadomiłeś mi chyba, że gniew z realnego punktu widzenia wcale nie istnieje. A jednak się pojawia, czuję to. Nie wiem co zrobić, kiedy zaczynam doświadczać tej emocji, nie czuję się dobrze, kiedy się pojawia...
- Może znasz kogoś, kogo mógłbyś nim obdarować i ta osoba poczułaby się szczęśliwa, że go doświadcza?
- Z pewnością nie znajdę nikogo takiego na całym świecie!
- No to wyrzuć go do śmieci. Wygląda na to, że nie jest Ci potrzebny...
ŚWIADOMOŚĆ PRZESZKADZAJĄCEJ EMOCJI
Jesteśmy ludźmi i to, co odróżnia nas od innych, żywych istot, to jest nasza zdolność świadomego myślenia. Co za tym idzie - zdolność kontrolowania zachowań.
Każdy z nas doświadczył już gniewu, każdy z nas zdaje sobie sprawę, że działanie pod wpływem tej silnej, szkodliwej emocji nie jest w swoich skutkach ani mądre, ani dobre. Ważnym jest jednak, by nauczyć się zauważać moment, kiedy ten niechciany gość się do nas zbliża. Jest to ważne, ponieważ w chwili, gdy świadomie zdamy sobie z tego sprawę, być może będziemy w stanie odwrócić się, sięgnąć wzrokiem gdzie znajduje się koniec nieszczęsnego lontu, podejść do niego i spokojnie zdeptać go butem.
RADZIMY SOBIE Z GNIEWEM
Nie wydaje mi się, że poradzenie sobie z dopadającym nas gniewem będzie łatwym zadaniem - o nie! Powodem dla którego pierwsze lekcje kontroli i świadomości gniewu są trudne, to nasze nawyki. Jeżeli mamy nawyk gniewania się, jeżeli robiliśmy to często i od dłuższego czasu, trudno będzie nam zmienić nasze postępowanie ot, tak - z dnia na dzień. Jest to jednak możliwe, jeżeli włożymy w tę pracę nasze chęci, dobrą wolę i dużo starań. Ponieważ nasze emocje dotyczą nas samych, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie - czy dobrze się czujemy, gdy się złościmy? Czy jest nam to do czegoś potrzebne? Czy naszym celem jest krzywdzić innych, wypowiadać nie potrzebne słowa, dopuszczać się - o zgrozo - rękoczynów? Czy chcemy, by osoby w naszym towarzystwie poczuły się źle?
Zamiast wybuchać, niczym mała bomba zegarowa, chyba lepiej wyjść z całej sytuacji.Pójść na spacer, umyć samochód, skopać ogródek. Jeżeli nie pomoże, nawet sięgnąć po uspokajające środki farmakologiczne, jest ich w aptekach na prawdę sporo. Można zaparzyć wyciszającą herbatę, lub też pić ją regularnie. Tylko od nas bowiem zależy, co zrobimy z naszymi emocjami, a w efekcie - z naszym życiem. Od nas samych zależy jak wykorzystamy potencjał, który mamy - świadomość, rozum, inteligencję, mądrość.
www.artelis.pl
Od stresu do samodoskonalenia
Historia znajomej.
Moja znajoma szykowała się do sprawy rozwodowej. Drażliwym tematem był zakres opieki nad synem. Bardzo się denerwowała tym, że jej były tak to wszystko załatwi, że nie będzie mogła być z synem w żadne święta. Powiedziałem do niej: "Zobaczysz, wszystko będzie dobrze". Na co ona odpowiedziała: "Ja wiem, że pozytywne myślenie to podstawa. Wiem, że powinnam już teraz myśleć i wizualizować, że wszystko pójdzie, jak powinno. Znam siłę podświadomości. Jestem po kursie Metody Silvy. To wszystko wiem, ale jak mam to zrobić, skoro kiedy tylko pomyślę o rozprawie, strach i nerwy są tak wielkie, że o żadnej medytacji, wizualizacji czy nawet spokojnym myśleniu nie ma mowy. Od kilku dni nie mogę spać, jeść ani logicznie myśleć". Byłem w kropce. Nie wiedziałem, co sensownego mógłbym powiedzieć. Zdałem sobie również sprawę z tego, że w moim życiu też miewałem momenty, kiedy powinienem coś naprawić ale stres na to nie pozwalał. Zacząłem szukać. Najpierw zrobiłem analizę chcąc odpowiedzieć sobie na pytanie: co tak naprawdę powstrzymuje nas od tworzenia pozytywnych wyobrażeń, które z kolei prowadzą do tworzenia rzeczywistości.
Stres a dystres.
Stwierdziłem, że wszyscy zgodnie twierdzą iż tym, co nas powstrzymuje w rozwoju jest stres a dokładniej mówiąc jego odmiana - dystres. Czyli najpierw muszę “zlikwidować stres!” To był jednak zbyt daleko idący i pochopny wniosek. Stres jest potrzebny bo “popycha” nas do działania. Dopiero dystres nas “paraliżuje”. Zmuszony więc byłem do wprowadzenia zamiany twierdzenia na: “musimy kontrolować stres!”. Dokładniej mówiąc chodzi tu o możliwość obniżania poziomu stresu do takiego, w którym będzie nas “popychał” do działania i rozwoju. Wyobraź sobie taką sytuację. Masz dom. Jest duży i wspaniały, ale co za tym idzie, dość kosztowny w utrzymaniu. Wiesz, że dobrze byłoby wymienić dach ale póki co nic nie cieknie (minimalny poziom stresu - brak działania). Po jakimś czasie odkrywasz, że zaczęło ciec. Zabierasz się do roboty. Wymieniasz kilkanaście dachówek, rezerwujesz fundusze, gromadzisz materiały, bo wiesz, że cały dach trzeba przełożyć. (to właśnie optymalny poziom stresu motywujący nas do podjęcia działań). Przychodzi wichura. Zrywa dach, woda zalewa wszystkie pomieszczenia. Meble nadają się tylko do wyrzucenia. Konstrukcja ścian została zachwiana. Budynek grozi zawaleniem. Już wiesz, że na wszystko nie starczy ci pieniędzy. Ręce opadają. Najchętniej rzuciłbyś to wszystko i zapadł się pod ziemię (to właśnie ten poziom stresu, który blokuje rozwój i powoduje utratę sił i chęci do działania).
Aby więc móc się rozwijać musisz “zejść” z poziomu dystresu do poziomu optymalnego. To jednak nie wszystko.
Przebacz sobie.
Wyobraź sobie, że zamiast wichury było wypalanie trawy. Sąsiad chciał zrobić trochę porządku u siebie. Nie chciał by dym ci dokuczał więc poczekał aż wyjedziecie z domu. Podpalił trawę. Zerwał się wiatr, iskry poleciały do Twoje ogrodu. Zaczęła się palić sucha trawa z zeszłego roku. Nie skosiłeś jej bo nie było czasu a później przyszły deszcze. Zostawiłeś uchylone okno, zajęły się firanki i poszło. Zanim przyjechała straż pozostały zgliszcza. Nie zdążyłeś ubezpieczyć domu. Sąsiad nie ma grosza “przy duszy”. Jak byś mógł to byś go rozszarpał. Mija trochę czasu. Sąsiad cię przeprasza. Jeszcze trochę się gniewasz ale w końcu mu przebaczasz.
O’K, przebaczyłeś jemu ale czy sobie też?
Zainspirowała mnie do takich przemyśleń książka Roberta Krakowiaka "Uzdrowić dzieciństwo”.
Temat przebaczania sobie jest często pomijany o często to właśnie on jest przyczyną “nieuzasadnionych” lęków czy nawet depresji. Jeśli więc przebaczyłeś sąsiadowi, że przez jego nieuwagę spłonął twój dom czy również przebaczyłeś sobie, że:
- nie uprzątnąłeś trawy z zeszłego roku
- nie ubezpieczyłeś domu
- zostawiłeś uchylone okno
- nie zamontowałeś alarmu mogącego automatycznie powiadomić straż ( a żona mówiła ci o tym).
To jest oczywiście tylko przykład, może trochę wydumany ale pokazuje schemat naszego działania. Przecież często słyszymy o tym, że musimy przebaczać nawet wrogowi albo, że musimy kochać “bliźniego swego jak siebie samego”. Ale nie słyszymy:”kochaj samego siebie” czy “przebacz sobie”. Tak jesteśmy wychowywani. Komukolwiek o tym mówiłem, każdy przyznawał mi rację ale zaraz padało pytanie: “ale jak to zrobić?”.
To pytanie długo mnie nurtowało ale doszła jeszcze jedna kwestia.
Wolne miejsce.
Stres zajmuje w naszej “przestrzeni emocjonalnej” określone miejsce jeśli więc częściowo go wyrzucimy pozostanie “puste miejsce”, które musimy natychmiast uzupełnić pozytywnymi emocjami. W przeciwnym razie miejsce to zostanie zapełnione kolejnym stresem (podobne przyciąga podobne).
Po miesiącach poszukiwań, sięgania do różnych źródeł, porad u osób zorientowanych w rozwoju osobistym, opracowałem metodę powrotu do stanu radosnego, twórczego spokoju. Jest to taki stan, kiedy czujemy “lekkość bytu”, kiedy medytacje i rozważania sprawiają nam przyjemność.To taki stan, w którym z wiarą i nadzieją patrzymy w przyszłość i kiedy widzimy, że ta przyszłość już się spełnia w taki sposób, jak tego sobie życzymy.
Moja Metoda.:
1) Dla zmniejszenia poziomu stresu używam metody EFT (Technika Emocjonalnej Wolności) według wskazań Horsta Benescha, które znalazłem w książce "Zapukaj po zdrowie" .
Dlaczego ta? Trafiłem na nią przypadkiem i nie żałuję. Napisana bardzo konkretnie bez "lania wody". Szybko przechodzisz do działania.
2) Po wybaczeniu sobie powstaje "przestrzeń", którą szybko trzeba zapełnić. Zainspirowała mnie wypowiedź z jakiegoś forum (niestety nie potrafię sobie przypomnieć z jakiego), żeby odwrócić EFT. I tak uczyniłem. Zaraz po wybaczeniu znowu EFT ale tym razem z pozytywną afirmacją.
3) Jestem już spokojny, pełen dobrej energii. Teraz jest czas na Metodę Silvy czyli medytacja z wizualizacją. Więcej: "Samouzdrawianie Metodą Silvy".
4) Spraktykowałem, że aby afirmacje z Metody Silvy spełniały się dość szybko nie wystarczą tylko te sesje. Potrzebne są również pozytywne wibracje. Są one jakby przedłużeniem seansu Metody Silvy. Żeby utrzymać dobre wibracje zacząłem korzystać z metod podanych w książce: "Proś a będzie Ci dane". Nie specjalnie lubię ten typ mistyczno channellingowego pisarstwa, ale "wyłuskałem" z tej pozycji sposoby utrzymania i zwiększenia w sobie pozytywnych wibracji. Przy połączeniu ich z Metodą Silvy rzeczy dzieją się błyskawicznie.
Jak należy korzystać z tej metody.
* EFT doraźnie. Kiedy czujesz nieuzasadniony lęk czy niepokój, znajdź spokojne miejsce. Sesja uwalniająca i sesja zapełniająca. Kwadrans i jest po wszystkim. Często używam EFT przed sesją metody Silvy, kiedy nie mogę zejść do poziomu alfa bo mam rozbiegane myśli, serce kołacze, czuję niepokój itp.
* Metoda Silvy:
- raz dziennie - dobrze
- dwa razy dziennie - jeszcze lepiej
- trzy razy dziennie - idealnie
- sesja pięciominutowa - dobrze
- sesja dziesięciominutowa - jeszcze lepiej
- sesja piętnastominutowa - idealnie
* Metody utrzymania pozytywnych wibracji - pomiędzy EFT i Metodą Silvy.
* Systematyczność. Ćwicząc systematycznie t metodą można nie tylko osiągnąć wysoki poziom rozwoju duchowego ale również pozytywnie wpłynąć na swoje zdrowie, zarówno w znaczeniu psychiki jak również i fizjologii. Nie mówiąc już o poprawie stosunków rodzinnych, samoakceptacji czy samoocenie.
www.artelis.pl
Efektywniejszy mózg
Niezależnie od tego czy jesteśmy pogrążeni we śnie czy czuwaniu, komórki naszej kory mózgowej komunikują się ze sobą i wytwarzają fale mózgowe reprezentujące różne stany naszego umysłu. Ich bioelektryczną aktywność, mierzącą zaledwie jedne milionowe wolta, można rejestrować i obserwować dzięki umieszczeniu specjalnych sensorów na skórze głowy.
Jedne z pierwszych fal, które odkryto w funkcjonowaniu ludzkiego mózgu na początku XX wieku, dzięki prototypom encefalografu były fale Alfa. Taką nazwę nadał im pionier encefalografii Hans Berger od Alpha, która jest pierwszą literą Greckiego alfabetu.
Fale Alfa pojawiają się i znikają. W bardzo głębokim śnie nie ma fal Alfa, podobnie gdy jesteśmy bardzo pobudzeni i wzburzeni. Fale Delta (0-4 cykle na sekundę) obecne są tylko w najgłębszych fazach snu, Theta (3-7 Hz) w lekkim śnie i na jawie w stanach senności, rozkojarzenia, medytacji. Alfa (8-12 Hz) występują gdy jesteśmy zrelaksowani, wyciszeni, ale też świadomi zewnętrznego świata. Fale Beta (13-35 Hz) wypełniają stan naszej codziennej świadomości, oscylują szybko gdy jesteśmy zestresowani, napięci.
Te różne rodzaje fal występujących w różnych stanach i sytuacjach porównuje się do działania skrzyni biegów w samochodzie. Delta to pierwszy bieg, Theta drugi, Alfa trzeci a Beta czwarty. Żaden z biegów nie jest ważniejszy niż inne, każdy przydaje się w odmiennych warunkach jazdy. Problemy pojawiają się wtedy gdy nie umiemy płynnie przejść pomiędzy biegami lub któryś z biegów się zepsuł. Gdy ruszamy z pierwszego biegu a potem od razu przeskakujemy na czwarty pomijając drugi i trzeci, możemy szybko doprowadzić do zatarcia skrzyni biegów.
Tak jest gdy zrywamy się z łóżka na agresywny dźwięk budzika, przerywając głęboki sen (Delta). Wypijamy kawę i biegniemy do pracy. Od razu czujemy lęk i stres (Wysoka Beta) czując presję czasu. Kofeina hamuje Thetę i Alfę, promując Betę. Wracając wyczerpani po dniu pracy, często pomijamy czas relaksacji i wyciszania się (Alfa), zasypiamy kamiennym snem (Delta). Nasz mózg jest wtedy mało elastyczny. Nie potrafimy umiejętnie i płynnie przechodzić z jednego stanu do drugiego i korzystać z ich dobrodziejstw.
Nic dziwnego, że tak jak wysokie rachunki za naprawy samochodu, przy opisanej wyżej jeździe, musimy słono płacić lekarzom i farmaceutom, bo taki tryb funkcjonowania szybko nas wyczerpuje i czyni podatnym na stres i choroby.
Beta, beta i więcej beta. Produktywność, osiągnięcia, wyniki. Nie ma czasu i nie jest popularne kultywowanie wewnętrznego spokoju, rozwijanie duchowego życia, medytacja. Wszystko to reprezentują fale Theta i Alfa. Bez nich jesteśmy podatni na stres, wypalenie. Nasz układ immunologiczny jest słaby. Naszym mózgom brakuje umiejętności samowyciszania i samoukojenia. Gdy trapią nas kłopoty włączamy telewizor żeby tylko o nich nie myśleć i to jest jedyna metoda radzenia sobie ze stresem jaką stosujemy.
Więcej fal Alfa oznacza mniej lęku, lepszą odporność i większą kreatywność. Odkryto, że osoby kreatywne od mało kreatywnych odróżnia właśnie zdolność do nagłego zwiększenia Alfa, szczególnie po lewej stronie mózgu. Zawsze kiedy wpadłeś nagle na jakiś niecodzienny pomysł możesz być pewien, że poprzedzał je wzrost Alfa w twoim mózgu.
Genialni sportowcy też mają taką umiejętność i świetne występy poprzedza u nich wzrost Alfa. Dzieje się tak u najlepszego golfisty przed celnym posłaniem piłeczki do dołka, u gracza w koszykówkę przed trafieniem gładko do kosza, u łucznika przed trafieniem w środek tarczy. Badania pokazały, że u sportowców wraz z postępem treningów stopniowo zwiększała się ilość Alfa tuż przed ich najlepszym wykonaniem.
Jeśli chcesz czuć mniej stresu i lęku, być bardziej spokojnym, kreatywnym i doskonalić się w jakiś umiejętnościach, możesz uczyć się zwiększać swoje fale Alfa dzięki treningowi EEG-Biofeedback.
Taki trening dostarcza ci w czasie rzeczywistym informacje o bioelektrycznej aktywności mózgu i możesz uczyć się zwiększania swoich fal Alfa. Biologiczne sprzężenie zwrotne zwiększa zdolność do samoregulacji i sprzyja elastyczności mózgu abyśmy w pełni mogli korzystać ze wszystkich czterech biegów. Biofeedback uczy sztuki panowania nad sobą, rozumienia własnego ciała i bycia mądrym użytkownikiem własnego mózgu.
www.artelis.pl
środa, 9 marca 2011
Człowiek po przebytym kryzysie psychicznym
Wielu jest ludzi na świecie, którzy usilnie walczą z problemami natury psychicznej. W artykule poruszona jest bardziej kwestia dążeń do zmiany swojego światopoglądu,aniżeli wyzdrowienia.
rozdział pierwszy
Każdy,kto przeżywa jakiś kryzys,powinien zmierzyć się najpierw z tym,co utrudnia mu uzyskanie wewnętrznego spokoju, a później dopiero,po latach pracy nad sobą jest możliwa częściowa metamorfoza,na zasadzie kształtowania na nowo swoich zachowań,emocji negatywnych i walki z nimi.Wyobraźmy sobie człowieka,który nigdy w swoim życiu nie zaznał tego,co nosi miano pozytywnych uczuć jak i myślenia.Zamiast tego popadał ze skrajności w skrajność,dokonywał licznych prób samobójczych pod postacią samookaleczeń,zatruwania się lekami,które stale zażywał,bo przepisywał mu lekarz psychiatra.Ponad to każdy podniesiony ton głosu,zwrócenie uwagi sprowadzał się do poczucia bardzo silnego lęku i napięcia.Taka osoba nie zdawała sobie sprawy z tego,że życie może być piękne,a ludzie żyją po to aby móc kreować swoje postawy,osobowość,charakter,nie mając przy tym żadnych problemów z psychiką.
To jest prosty przykład osoby,która nie ma poczucia stabilności,stale jest narażona na wszelkiego rodzaju traumy i stres, którego nie da się tak łatwo pokonać,a jak się to już opanuje,to istnieje kwestia ciągłej nawrotowości.Pewnego razu ten zrezygnowany człowiek spotkał na swojej drodze młodą osobę,która przeżywając podobny, zdrowotny dylemat,postanowiła, że pomoże w walce z ogólnym poczuciem niskiej wartości i braku ego,które było dla niego jednym z ważniejszych problemów.Walka opierała się głównie na szczerych rozmowach,znajdowaniu w sobie tego,co było najcenniejsze.Nasz zdesperowany człowiek bardzo interesował się przyrodą i lubił podróże.To one sprawiały,że w czasach kiedy był zdrowy,często wyjeżdżał na urlop w góry,albo nad głębokie jezioro.Było to jego życiową pasją.Druga osoba-przyjaciel na dobre i na złe kochał komputery.Informatyk z zawodu,niestety przeszedł na rentę inwalidzką z powodu przewlekłej choroby psychicznej.Jeden z nich postanowił,że będzie organizował wiele różnych podróży po całej Polsce,zaś ten drugi starał się zainteresować swojego dobrego znajomego pracą przy komputerze.Jednak terapia nie była na tyle skuteczna,aby pomóc w walce z silnymi emocjami.Zajęcia przy komputerze jak i podróże,nigdy nie ujrzały światła dziennego pod postacią rozplanowanego grafiku, jedynie jedna mała wycieczka do parku i włączenie jedyny raz komputera, aby przejrzeć skrzynkę mailową-to wszystko.Obaj zatrzymali się w tym samym,martwym punkcie.Wydawałoby się,że nie było sposobu na jakąkolwiek mobilizację. Aż tu nagle pojawiła się pewna młodziutka dziewczyna,która właśnie studiowała psychologię.Dwu mężczyzn poznało ją w najważniejszym a zarazem najgorszym dla nich czasie,pod względem psychicznym. Kończyła właśnie zajęcia z psychologii społecznej i stała na przystanku autobusowym.W pewnej chwili dziewczyna usłyszała jak ci młodzi mężczyźni się kłócą.Była to drobna wymiana zdań,jednak ich tony głosów miały donośny oddźwięk.Kobieta zainteresowała się tą burzliwą rozmową dwojga osób.Z rozmowy wynikało,że spór powstał pod wpływem silnego ataku agresji,której jeden z nich nie był w stanie pokonać.Młoda studentka postanowiła,że im pomoże i tak się zaczęło.„Długa rozmowa i chęć samorealizacji nie wystarczą.Trzeba mieć odpowiednie kwalifikacje psychoterapeutyczne,aby móc stale kontrolować ich emocje-pomyślała”Całe szczęście dziewczyna mając zajęcia na uczelni miała bardzo dobry kontakt z terapeutami,którzy mieli odpowiednie predyspozycje do takiej formy terapeutycznej.
rozdział drugi
SIŁA WOLI-SAMODYSCYPLINA- ewentualnie-WZGLĘDNA UPARTOŚĆ-są to ważne elementy które warunkują budowanie,bądź umacnianie osobowości, która jest zaburzona.Jeśli nie ma silnej woli,to psychoterapeuta za pomocą odpowiedniego oddziaływania dostępnymi metodami na danego pacjenta, próbuje w ten sposób zmienić jego nastawienie do świata zewnętrznego a tym samym poprawia jego stosunek do siebie, by mógł się on pogodzić z własną niedoskonałością,jaką jest zaburzona sfera emocji.Podobnie jest z innymi elementami,które można wykształcić w sobie,nawet jak się ich nie ma.To ma silny związek z nastawieniem chorego człowieka do terapii i od osoby,która takiej formy leczenia używa.Jasne jest że jeśli osoba źle na pacjenta oddziałuje, to nie można się spodziewać pozytywnych wyników takiego leczenia.I tutaj ma duże znaczenie względna upartość chorego:” zrobię wszystko aby się zmienić i nikt mnie nie zniechęci!”Oczywistym jest że musi być wspominana już wcześniej samodyscyplina, bo jeśli chcemy się zmienić,to nie wystarczy jednorazowe zmobilizowanie się.Nie raz jest tak że się człowiekowi choremu chce wykonać daną czynność w kierunku własnego dobra, ale po chwili oponuje i mówi: „nie zrobię tego już nigdy więcej w swoim życiu-na tym koniec, wystarczy”, albo:„to nie ma żadnego sensu,bo i tak w końcu dojdzie do takiego skrajnego momentu,że nie będzie mi się chciało nic zrobić”
rozdział trzeci
Dwóch panów po długoletniej terapii,mając w sobie silną wolę zmiany dotychczasowego życia osiągnęli bardzo wiele. Potrafili organizować swój dzienny harmonogram zadań,nie byli odtąd aż tak nerwowi,a jeżeli były trudne chwile,to mając głęboki wgląd w siebie potrafili nad tym zapanować.Ich zmiana nastrojów była silną metamorfozą,bo człowiek który nie czuje nic poza agresją i silnymi negatywnymi uczuciami po wielu latach przekonuje się do siebie i potrafi walczyć ze swoimi słabościami,to jest to jedną z najprzyjemniejszych i najbardziej wartościowych aspektów w życiu takiego człowieka
---a.s
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
Psychologia klasyczna
Psychoanaliza klasyczna
Autorem artykułu jest Monika Szydziak
Artykuł zawierający podstawowe informacje na temat 3 głównych struktur osobowości oraz okresów rozwojowych wg. psychoanalizy. Czym tak naprawdę ona jest i co zakładała pierwotnie?
Otóż psychoanaliza jest to teoria osobowości stworzona przez Zygmunta Freuda bazująca na biologii i podkreślająca kluczową rolę procesów instynktownych. Według niej, siłą determinującą zachowanie człowieka są popędy charakteryzowane przez źródło, cel i obiekt. Źródło popędu jest wewnętrzne, cielesne; celem jest rozładowanie napięć i osiągnięcie przyjemności, a obiekt to osoba lub rzecz, do której kierowane jest działanie. Freud wyróżniał dwa główne popędy: libidialny (potrzeba seksualna, poszukiwanie miłości, przyjemności) i agresywny (wszelkie tendencje destrukcyjne, w tym tendencje do autoagresji) .
Psychoanaliza klasyczna dzieli osobowość na trzy główne struktury: id, ego i superego. Każda struktura ma swoje funkcje i w zdrowej, dojrzałej osobowości te trzy struktury tworzą wyważone, zintegrowane zachowanie.
Id
Jest zdeterminowane biologicznie i reprezentuje wszelkie dziedziczne, instynktowne popędy. Poszukuje natychmiastowego zaspokojenia wszystkich potrzeb i pragnień, będąc przy tym irracjonalnym, impulsywnym i nie zwracając uwagi na ograniczenia społeczne. Freud określał je pierwotnym procesem myślowym.
Ego
Rozwija się z id i działa według „zasady rzeczywistości”. Jego główną funkcją jest utrzymywanie równowagi między zakazami i ograniczeniami płynącymi z otaczającego jednostkę świata, a irracjonalnymi i nieukierunkowanymi popędami pochodzącymi z id. Ego bywa często określane jako struktura kierująca lub zawiadująca osobowością, a twórca psychoanalizy nazywał podstawą wtórnego procesu myślowego.
Superego
Rozwija się między czwartym a szóstym rokiem życia, zawiera wewnętrzne reprezentacje wszystkich moralnych sankcji i zakazów istniejących w kulturze otaczającej daną jednostkę. Sprawia, iż jakiekolwiek złamanie owych zakazów rozbudza w jednostce poczucie winy i lęku .
Jak widać te trzy komponenty osobowości mają sprzeczne motywy i cele. Sprzeczność ta powoduje pojawienie się lęku, czyli emocji niechętnie odczuwanej przez człowieka, z która ludzkie ego stara sobie poradzić. Sposoby radzenia sobie z lękiem to mechanizmy obronne takiej jak np. racjonalizacja (używanie samooszukujących się usprawiedliwień nieakceptowanego zachowania lub niepowodzenia), projekcja (przypisanie własnego, nieakceptowanego impulsu innej osobie), wyparcie (usunięcie ze świadomości bolących lub budzących lęk myśli, wyobrażeń i wspomnień) czy regresja (powrót zwykle pod wpływem stresu do zachowania charakterystycznego dla wcześniejszego okresu rozwojowego).
Freud uważał opisane powyżej id, ego i superego za zasady porządkujące, mające wyjaśnić ogromną zależność ludzkiego zachowania, w tym zachowania dzieci, co było istotne dla procesu wychowania. Według jego teorii właściwe wychowanie miało polegać na balansowaniu między dostateczną gratyfikacją (nagradzaniem), dającą przyjemność i poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego, a odpowiednią dla fazy frustracją, która uczy zastępowania zasady przyjemności zasadą rzeczywistości .
Istotnym elementem psychoanalizy klasycznej jest determinizm psychiczny oraz łączące się z nim motywy nieświadome. Ów determinizm przekonuje, iż w naszym codziennym funkcjonowaniu psychicznym nie istnieje coś takiego jak przypadek, a wszystko co robimy, czujemy, myślimy itp. motywowane jest przez wewnętrzne, nieświadome siły. Freud podzielił ludzką aktywność psychiczną na część świadomą, przedświadomą i nieświadomą. Świadomość stanowi najmniejszą część życia psychicznego i obejmuje to, co doświadczane jest bezpośrednio. Przedświadomość to fakty, zdarzenia i spostrzeżenia, których nie jesteśmy świadomi, lecz skupienie na nich uwagi umożliwia ich przypomnienie. Nieświadomość natomiast zawiera wszystkie treści naszego życia psychicznego, które nie są przez nas akceptowane np. lęki, nadzieje, impulsy lub bardzo nieprzyjemne wspomnienia z dzieciństwa, opuszczające strefę świadomości dzięki mechanizmowy wyparcia.
Teoria Freuda zajmowała się również rozwojem człowieka, opisując go jako przejście przez fascynacje cielesne: od oralnej, przez analną, do fallicznej. Te trzy fascynacje stanowią stadia rozwoju psychoseksualnego (opisanego poniżej) i razem z okresem latencji i stadium genitalnym, uważane są za jeden z głównych filarów psychoanalizy klasycznej.
Stadium rozwoju |
Strefa erogenna |
Prototypowa aktywność |
Konflikt / cele |
Osobowość / cechy charakteru |
Oralne (0-2 lata) |
usta |
Ssanie, gryzienie, połykanie |
Konflikt między pragnieniami libidalnymi i sadystycznymi. Cel: relacja ufnej zależności |
Oralno – inkorporująca: zależność, bierność, łatwowierność. Oralno – sadystyczna: zawiść, zachłanność, ambicja. |
Analne (2-3 lata) |
Zwieracz odbytu |
Potrzeba wydalania, trening czystości |
Konflikt między kontrolą a jej brakiem. Cel: niezależność |
Analno – retencyjna: upór, systematyczność, oszczędność. Ekspulsywna (wydalająca): okrucieństwo, porywczość. Produktywna (twórcza). |
Falliczne (4-5 lat) |
Narządy płciowe |
Aktywność autoerotyczna |
Konflikt: lęk kastracyjny, zazdrość o penis. Cel: identyfikacja seksualna, powstanie superego. |
Falliczna: zainteresowanie bez zakłopotania, inicjatywa bez poczucia winy. Falliczno – narcystyczna: agresywność, zuchwałość. |
Po stadium fallicznym następuje okres latencji przypadający między 6 a 12 rokiem życia. Jest to czas braku aktywności schematów rozwojowych i słabej dynamiki popędu seksualnego, gdyż libido nie koncentruje się w żadnym szczególnym obszarze ciała. Okres latencji to również czas rozwoju ego, a zwłaszcza sprawności intelektualnych i społecznych.
W czasie dojrzewania – konkretnie między 13 a 18 rokiem życia ponownie pojawia się zainteresowanie seksualna przyjemnością, a młoda osoba wkracza w stadium finalnej dojrzałości zwanej stadium genitalnym. Wszelkie wcześniejsze popędy seksualne związane z określonymi sferami ciała łączą się w zintegrowany zestaw dorosłych seksualnych postaw i uczuć.
Psychoanaliza klasyczna do dziś znajduje odzwierciedlenie w psychoanalitycznej tendencji do myślenia w kategoriach stadiów rozwojowych, Co prawda tylko nieliczni analitycy sprowadzają współcześnie wszystkie zjawiska do klasycznych teorii popędu, ale większośc uznaje podstawową teorię stadiów rozwojowych.
---Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
wtorek, 8 marca 2011
Gniew
Wielu ludzi czuje wyraźny lęk przed odczuwaniem i wyrażaniem swoich uczuć, a także przed byciem obiektem uczuć innych. Stwierdzenie to dotyczy szczególnie gniewu. Zwykle uzewnętrzniamy tylko tzw. aprobowane uczucia, a i wtedy barierą, która nas hamuje są nasze obawy, ostrożność i indywidualne ograniczania. Spłycamy głębię naszych uczuć, ich bogactwo i natężenie. Przejawiamy je albo bardzo powierzchownie, albo nieodpowiednio do sytuacji, albo na oba sposoby jednocześnie. Przywdziewamy maskę obojętności, choć w duszy aż się nam gotuje. Odsuwamy emocje i uczucia w czasie, tłumacząc się dystansem, który na pewno pozwoli nam później spojrzeć na wszystko trzeźwiej, rozsądniej i spokojniej. Nie wiemy, że postępując w taki sposób, fundujemy sobie chory klimat emocjonalny, czyli stwarzamy środowisko, w którym ludzie czują często co innego, niż okazują. Kiedy są zagniewani - uśmiechają się słodko lub sztywnieją i nie robią nic. Kiedy są radośni i szczęśliwi - okazują powagę lub milczą. Brakuje im szczerych. uczciwych, prostych i czytelnych przejawów uczuć. Stąd niedaleka już droga do stanu poważnego niedosytu uczuć -aż do emocjonalnej próżni. Zamiast adekwatnej do okoliczności reakcji emocjonalnej, możemy spotkać się z powierzchownym, histerycznym, manipulatorskim wybuchem. Nie załatwia on nic. Natomiast pogłębia zamieszanie i tłumi prawdziwe uczucia. U takich ludzi histeria często przechodzi w odrętwienie lub całkowity paraliż emocjonalny. W takiej atmosferze psychologicznej małe problemy wzbudzają bardzo silne reakcje, wielkie zaś trafiają w pustkę. U dziecka wytwarza się np. wówczas sieć zawiłych sprzeczności, których nie jest ono w stanie zrozumieć. Dotyczy to szczególnie gniewu i w konsekwencji może prowadzić do jego unikania oraz okaleczenia tego ważnego obszaru emocjonalnego. Dorośli fundują zwykle dzieciom komunikaty: „Dzieci i ryby głosu nie mają”, „Ja mam prawo się gniewać w tym momencie, ale ty nie”. Albo: „Dlaczego nie możesz być taki jak ja?” - „Ja nigdy nie wpadam w gniew, a nawet, gdy się gniewam, nie okazuję tego”; „Kiedy się gniewasz, wiem, że mnie nie kochasz”; „Grzeczne dzieci nie złoszczą się - a na pewno nie na dorosłych”; „Jeśli będziesz się złościć, nikt cię nie polubi” ; „Jeśli ciągle będziesz się gniewać, na pewno będziesz miał kłopoty”: „Cywilizowani ludzie nie wpadają w gniew, ale jeśli będziesz się złościł, będę musiała powiedzieć tacie, a on rozgniewa się i będzie musiał ukarać cię, kiedy wróci do domu”. Takimi informacjami rodzice wywołują u dziecka tzw. podwójną blokadę. Można ją sparafrazować zdaniem: „Nie duś tego w sobie. Nie znoszę, kiedy to ukrywasz. Wyrzuć to z siebie! Ale kiedy to okażesz, to zbiję cię za brak szacunku”. Powstaje sytuacja, w której każde zachowanie jest niewłaściwe. Powoduje ona powstawanie silnych lęków, dużych trudności w radzeniu sobie z gniewem. paraliżu emocjonalnego, a w konsekwencji - ciągłych konfliktów z otoczeniem.
Wynikiem takich oddziaływań wychowawczych mogą być dwie wielkie blokady odczuwania i okazywania gniewu.
www.artelis.pl
Zrozumieć kobietę, komunikacja między kobietą a mężczyzną
Psychika kobiety i mężczyzny różnią się znacznie, stąd w każdym związku dochodzi do nieporozumień, konfliktów, zadrażnień. Komunikacja jest jedynym sposobem, aby utrzymać związek, zażyłość, uczucie pomiędzy dwiema osobami różniącymi się praktycznie wszystkim: płcią, wykształceniem, pochodzeniem, mentalnością, marzeniami. Chyba że trafiłeś na osobę bardzo podobną do siebie. Ja nie, ale nie jestem z tego powodu nieszczęśliwy!
W związku realizujemy swoje marzenia. Związek z drugą osobą to dla nas najważniejsza sprawa na świecie. W nim chcemy czuć się bezpiecznie, chcemy ufać partnerowi bezgranicznie. Bardzo silnie odczuwamy każde słowo wypowiedziane w celu zranienia nas. Reagujemy albo wycofaniem się, albo atakiem. A przecież słowa, które padają nie muszą nas ranić. A być może wypowiadający je nie miał intencji nas obrażać. Co się zatem stało? Ano, nie umiemy ze sobą rozmawiać.
Brak umiejętności przekazywania swoich uczuć jest widoczny już w fazie zalotów (kto używa jeszcze tego słowa?!). Nie potrafimy mówić o uczuciach, które żywimy do wybranki czy wybranka. Nie wszystko oczywiście trzeba powiedzieć, ale wyobraź sobie osobę, która stosuje metodę tzw. "końskich zalotów". Toporny dowcip, słowa nie na miejscu mogą być odebrane nie jako przejaw sympatii, a jako atak. Bez słów wyjaśnienia się nie obędzie.
A umiejętności przekazywania swoich stanów emocjonalnych u młodzieży szukać ze świecą. U starszych zresztą też, więc jak mają nauczyć tego swoje dzieci?
Z drugiej strony istnieją osoby, które nie lubią bezpośredniego prosto w twarz komunikowania: kocham Cię. Z uwagi na doświadczenia rodzinne, jak i swoje własne, nie wierzą w tak oznajmione uczucie. Należy więc być ostrożnym i dobierać słowa do osób, nigdy odwrotnie.
Według V. Albisetti, aby być konstruktywną, komunikacja w małżeństwie:
nie może oskarżać,
nie może wyśmiewać,
nie może dominować,
nie może żywić urazy,
nie może być drobiazgowa, powtarzać się.
Trudne? A czy ja twierdziłem, że będzie łatwo?!
Co więcej: cały czas musisz być gotowy do zmiany swojego stanowiska, musisz być otwarty na to, co mówi ukochana osoba. To też jest element miłości, prowadzący do trwałego związku. A każdy o takim marzy...
Bardzo często, mnie się to też zdarza, wchodzimy w rolę ofiary swojego partnera. Dajemy do zrozumienia, że nas ogranicza, jest gorszy w swoim uczuciu do nas, nie daje tyle, ile my. Gierki słowne uprawiane na co dzień mają na celu zdominowanie partnera, podporządkowanie go nam. Manipulujemy osobą, którą kochamy. A gdy odkryjemy, że to samo czyni partner, jesteśmy oburzeni!
Bezpieczeństwo w związku, ważniejsze dla kobiet niż mężczyzn, buduje się również poprzez rozmowę. Czujemy się zranieni, gdy ktoś wyśmiewa to, co mówimy. Tracimy grunt pod nogami, gdy nie możemy szczerze powiedzieć partnerowi, co myślimy i czujemy. Często nie jest to zła wola drugiej osoby, a jedynie prowadzenie konwersacji byle jak, nie myśląc, co i jak mówimy, w końcu nie wsłuchując się, co tak naprawdę się do nas mówi!
Przeanalizuj sobie jakąś trudną rozmowę z tego tygodnia. Zapamiętałeś wszystko to, co powiedziałeś? A to, co powiedział partner? Wszystko? Czy w trakcie rozmowy upewniałeś się, że zrozumiałeś, co się do Ciebie mówi? A może warto wrócić do tej rozmowy, zastosować podane tu zasady i porozmawiać świadomie? Gwarantuję, że rozmowa nadal będzie trudna, ale efekty będą pozytywne. Nie grożą Ci już „ciche dni”...
A co robić, jak się już zdarzą? Poczekaj aż partner ochłonie z emocji wynikających z kłótni i spróbuj porozmawiać o tym, jak rozmawiacie, jak się komunikujecie. Przyjdzie czas na rozmowę o konkretnych problemach. Część z nich pojawia się tylko z powodu braku umiejętności rozmawiania. A może uciekacie w ciszę właśnie z tego powodu, może ciszą chcecie coś ukryć? Na przykład to, że miłość wygasła... Spróbujcie rozpalić ją na nowo. Dobra rozmowa to skuteczny afrodyzjak!
Panowie, pamiętajcie: do serca kobiety trafia się przez ucho! I czasami przez portfel :)
Panie, pamiętajcie: dużo nie znaczy dobrze! Czasami można powiedzieć mniej, a przekazać więcej.
A co z wszystkimi nieudanymi rozmowami, które przekształciły się w kłótnie? Wyciągnij z nich wnioski, a wszelkie urazy zapomnij. Czasami pamięć to przekleństwo. A chcesz przecież się rozwijać jako człowiek, mąż, ojciec. Chcesz być lepszym człowiekiem! Idź do przodu, pamiętaj co dobre, a spotka Cię ze strony najbliższych wiele pozytywnych niespodzianek! A co z tak zwanymi pamiętliwymi ludźmi? No cóż, jeśli w rozmowach skupiają się tylko i wyłącznie na tym, kto i jak bardzo ich zranił, to wymagają pomocy specjalisty.
Mów prosto, wyrażaj siebie, mów o uczuciach. Bądź szczery. W ostateczności, jeśli już nie możecie rozmawiać, piszcie do siebie listy. Pamiętaj jednak, że jest to rozwiązanie chwilowe! Nic nie zastąpi dobrej, satysfakcjonującej obie strony rozmowy. Nawet seks!
Nie życzę Ci, aby w związku doszło do sytuacji, kiedy nie możecie ze sobą rozmawiać. To dowodzi rozkładu związku, braku uczuć, nawet chęci do szukania porozumienia. A może oznacza to tylko wyczerpanie się formuły Waszego porozumiewania się. Oznaczać to może, że związek można uratować, pod warunkiem, że nauczycie się ze sobą rozmawiać. Jedną z dróg prowadzących do takiej trudnej sytuacji jest komunikowanie się, w którym zdrowe formy wraz z upływem czasu zastępowane są przez pretensje, kłótnie, oskarżanie się. Od czasu do czasu kłótnia to normalna rzecz i jest potrzebna, aby wyrzucić z siebie wszystko co nas boli, aby wyjaśnić nieporozumienia. Jednak porozumiewanie się tylko za pomocą krzyku i inwektyw wymaga wkroczenia specjalisty – psychologa, terapeuty rodzinnego.
Niektórzy twierdzą, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Inni mówią, że kobiety i mężczyźni to dwa różne światy. I mają rację. Tak nas Bóg skonstruował, że różnimy się nie tylko budową ciała, ale również psychiki i duszy. I należy się z tego bardzo cieszyć.
Coś jednak przeszkadza w osiągnięciu pełni szczęścia. Otóż trzeba te różnice zaakceptować. I tu leży pies pogrzebany. Nie potrafimy tego robić, co prowadzi do nawarstwiania się problemów i nierzadko do rozstań lub permanentnej i wyniszczającej obie strony związku walki. Mówienie o tym, że kobiety i mężczyźni się różnią, to truizm i banał, stwierdzisz. Zgadzam się, ale zadaję pytanie: dlaczego w takim razie tyle nieporozumień w naszych małżeństwach? Skąd tyle braku wrażliwości i zrozumienia? Skąd tyle bólu? Między innymi z powodu nie brania tej prawdy pod uwagę. Co to ma wspólnego z komunikowaniem się? Otóż całe niezrozumienie znajduje swój wyraz i swoje ujście w rozmowach, jakie toczą ze sobą kobiety i mężczyźni.
Postawy wynikające z biologii i z wychowania typowe dla płci przejawiają się również w werbalnym komunikowaniu się kobiet i mężczyzn ze sobą. Kobiety nastawione są na:
współpracę,
tworzenie więzi,
wsparcie,
utrzymywanie bliskości,
wyrażanie emocji.
Mężczyźni zaś nastawieni są na:
rywalizację,
rozwiązywanie problemów,
działanie,
utrzymywanie dystansu,
walkę,
zgrywanie twardzieli :)
Z postaw tych wynikają dwa odmienne style komunikowania się. W treściach wypowiedzi i w ich charakterze odbijają się jak w lustrze te dwie odmienne postawy życiowe.
Musisz zrozumieć i uznać, że odmienne nie znaczy gorsze. Oba style są równoprawne, tak samo dobre. Wynikają po prostu z rozwoju człowieka jako gatunku i z rozwoju osobniczego. Zaakceptowanie tego to połowa sukcesu. Druga połowa to wdrożenie w życie szacunku dla tej odmienności i komunikowanie się z płcią przeciwną z uwzględnieniem tej odmienności. Unikniesz stresu, kłótni, być może rozpadu związku tylko i aż z tego powodu, że przestanie Wam się wydawać, że nie potraficie się dogadać.
To nieprawda, będziecie umieli, jak zechcecie.
Odpowiedz sobie na następujące pytania, a już będziesz wiedziała lub wiedział jak postępować.
Dla niej:
Czy masz pretensje do męża, że tak rzadko się odzywa w domu?
Czy masz pretensje do męża, że wprawdzie nie odzywa się w domu, ale za to u znajomych lub u swojej matki mówi i to dużo?
Czy denerwuje Cię, że tak trudno uzyskać od niego informacje o czym myśli, co czuje, czy nawet co go boli?
Dla niego:
Czy denerwuje Cię, że żona mówi tak dużo?
Czy uważasz, że mówi nie tylko dużo, ale również o rzeczach, które wydają Ci się błahe?
Czy irytujesz się, gdy Ty podsuwasz jej rozwiązanie problemu, a ona wyrzuca Ci, że nie tego oczekiwała?
Istnieją logiczne odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje, oparte na obserwacji kobiet i mężczyzn.
Badania socjologów, psychologów, lingwistów wyjaśniają fenomen tak rzadkiego, w większości przypadków, odzywania się mężczyzn w domu do najbliższych, a mówienia dużo poza domem. Jak wspominałem mężczyźni lubią rozwiązywać problemy, udowadniać swoją kompetencję i skuteczność. Interesuje ich działanie, konkretne czynności i wydarzenia. Mniejsze znaczenie mają dla nich uczucia, emocje, a już w ogóle mówienie o nich. Również mówienie o tym, co się myśli, facetów po prostu boli. Tak zostali wychowani, inne postawy wydają im się niegodne wizerunku twardego mężczyzny. Stąd ci z panów, którzy jednak posiadają te umiejętności, są określani jako lalkowaci, mięczaki i jeszcze gorzej.
Mężczyźni nie lubią również opowiadać o szczegółach swego życia. Wydają im się one nieważne, szczególnie w porównaniu z misją zbawiania świat, jaką uprawiają...
Taka jest nasza konstrukcja psychiczna i raczej, Drogie Panie, nie walczcie z tym. Trzeba się pogodzić i umieć wykorzystać. Chcąc zachęcić męża do rozmowy, buduj rozmowę w ten sposób, aby stawiać mu jakieś wyzwania. Odwołuj się do jego poczucia odpowiedzialności, kompetencji i obowiązku ochraniania rodziny. Zapewniam, że z milczka przekształci się w takich sytuacjach w, nie bójmy się tego słowa, gadułę. Takiego, jakim potrafi być poza domem: u przyjaciół, u jego mamy...
Nie irytujcie się, Drogie Panie! Tam po prostu Wasi ukochani mężowie mają okazję "popisać się", tzn. objawić światu swoją znajomość uprawy pomidorów czy wiedzę na temat powiązań znanych polityków z poszczególnymi think tankami. To podnosi ich prestiż, wzmacnia poczucie własnej wartości. Pognębiają w ten sposób przeciwników, czyli innych facetów, i pną się coraz wyżej i wyżej... Kieruj rozmowami w domu tak, aby dać swojemu tygryskowi możliwość wykazania się.
Jednocześnie nie przestawaj być sobą.
Poobserwuj kobiety i mężczyzn, i porównaj jak reagują, jak zachowują się w trakcie rozmawiania. Zauważysz, że faceci niby rozmawiają, ale wygląda to tak, jakby zupełnie nie byli zainteresowani ani rozmową, ani rozmówcą. Wzrok myli. Po prostu mężczyźni inaczej reagują w czasie słuchania. Dają mniej komunikatów świadczących o aktywnym słuchaniu i nie są one tak wyraźnie zauważalne, jak u kobiet. Tak jest i nic na to nie poradzisz, chociaż po przeczytaniu tego ebooka nie będziesz już taka bezradna. Możesz za to nauczyć się odczytywać znaki świadczące, że Twój misiu w ogóle jeszcze żyje:) i od czasu do czasu zadawać pytania pobudzające go do potwierdzenia, że odebrał komunikat.
Kobiety są sobą, gdy mogą się podzielić z innymi tym, co uważają za ważne. Dla kobiet najważniejsze są właśnie najbliższe osoby, rodzina, ludzie, którzy mają wpływ nie na klimat na świecie, a na klimat w ich domu. Uczucia, samopoczucie, emocje, więzi rodzinne – to zaprząta głowę Twojej żony. Kobiety żyją dla konkretnych ludzi, tych obok niej. Takie po prostu są. Liczy się dla nich każda myśl, każdy szczegół z życia. To jest przyczyna ich, jak oceniają to mężczyźni, gadulstwa. Nie możesz nawet myśleć, że kobiety robią to z czystej złośliwości lub nie mają nic innego do roboty. To jest ich świat, życie i w ten sposób funkcjonują. Zrozum to i traktuj tak, jak powinieneś: jako inny, nie gorszy (!), sposób komunikowania się.
Masz okazję zobaczyć przemianę Waszych pyskówek i złośliwości w prawdziwą rozmowę, która łączy, a nie dzieli. Zainteresuj się tym, co mówi Twoja towarzyszka życia. Zapytaj o to, co myśli na temat przemiany Waszej ukochanej córuni w nastoletnią pannę. To są fascynujące procesy i dlatego każdy szczegół, o którym mówi żona jest ważny, zdarzy się tylko raz.
A tak na marginesie:
1.Szczegóły w wychowywaniu dzieci to duży problem!
2.Zwracaj uwagę na szczegóły zachowania się i wyglądu Twojej żony. To podnosi temperaturę związku i może mieć przyjemne konsekwencje... Tylko musisz o tym mówić. Żonie! A nie tylko kolegom w pracy (chociaż wiadomo: każdy lubi się pochwalić swoją seksowną żoną :)
Mówienie komplementów to u niejednego pana pięta achillesowa. Żony często wypominają mężom, że uwag chwalących ich zachowanie czy po prostu wygląd, jest zbyt mało. Różne są tego przyczyny: niezauważanie takiej potrzeby, nieumiejętność sformułowania komplementu. Jest jeszcze coś, co daje się zauważyć również i u kobiet. Otóż, aby prawić komplementy trzeba umieć również je przyjmować. Osoba niepewna siebie, z małym poczuciem własnej wartości, pozytywne uwagi na swój temat traktuje jak kłamstwo, chęć przypodobania się, zakłada, że nie są szczere. Naucz się słuchać komplementów, dziękować za nie jak za podanie cukru przy stole, a łatwiej Ci będzie wyrażać je w stosunku do innych.
Pamiętaj, że kiedy żona mówi na przykład o kłopotach w pracy, niekoniecznie potrzebuje Twoich rad i rozwiązania problemów łącznie z Twoim telefonem do jej szefa..! Jest osobą dorosłą, kompetentną w tym co robi i jeśli nie prosi o rady, nie dawaj ich. Prawdopodobnie oczekuje wsparcia, wyrażonego w czasie rozmowy. Wspieraj ją słowami, kiedy tylko się da. Zauważysz, że już nie denerwuje się, bo nie próbujesz narzucać się z rozwiązywaniem jej problemów.
A! Przytulenie również nie zaszkodzi :)
Jednym z czynników podtrzymujących uczucie między dwojgiem ludzi jest rozmowa. Dialog zaś wymaga uznania w drugiej osobie indywidualnej osobowości, mającej swoje prawa, osoby takiej samej jak my, równej nam, nie gorszej. Te gorzkie słowa kieruję głównie do mężczyzn, którzy z faktu innej konstrukcji psychicznej kobiety i tego, że po prostu różni się ona od mężczyzn wykuli teorię "kobieta jest kimś gorszym od faceta". I jeśli nawet nie mówią tego głośno, ich postępowanie dostarcza na to dowodów. Zastanówmy się, jak traktowane są kobiety, z jakim lekceważeniem, ironią, opryskliwością, chamstwem. Nie wspominam już o konsekwencjach takiej postawy w postaci fizycznego znęcania się...
"Żabciu!"
"Koteczku!"
"Myszko!"
"Prosiaczku!"
"Frędzelku!"
Z pewnością każdy z Was używa w stosunku do partnera różnych zdrobnień, niekoniecznie takich, jak przytoczone powyżej. W każdym związku wykształcają się pewne charakterystyczne tylko dla tej pary zwroty, wyrażenia, określenia. Jest to tak zwana mowa intymna. Z pewności również Ty jej używasz w sytuacjach prywatnych, kiedy nikt Was nie słyszy. Nie dotyczy ona, pomimo swojej nazwy, tylko i wyłącznie sfery intymnej. Z pewnością ubarwia rozmowy, pozwala nam inaczej, ciekawiej, mniej sztampowo wyrazić nasze uczucia. Upraszcza także porozumiewanie się, kiedy używamy skrótów myślowych znanych tylko małżeństwu lub tylko danej rodzinie. Pamiętaj jednak, że nie wszyscy ludzie lubią tego typu zwroty i nie muszą sobie życzyć, żebyś będąc w miejscu publicznym zwracał się do żony per:
"Moja Ty świnko!".
Musisz również uważać stosując w obecności innych mowę intymną w postaci skrótów myślowych. Może wtedy dojść do nieporozumień o przykrych konsekwencjach. Nikt bowiem nie wie, że zwrot:
"Ty tłuścioszku!"
oznacza dla Was komplement, a:
"Zlikwiduj broń biologiczną"
to prośba o wyniesienie śmieci :)
Kolejne zagadnienie, jakie chcę poruszyć w tym rozdziale, można by nazwać "To dlaczego nie powiedziałaś?!"
Zazwyczaj problem ten występuje w takiej oto konfiguracji: kobieta wyrzuca mężczyźnie, że znowu nie domyślił się czegoś dla niej bardzo oczywistego. Choć oczywiście może się zdarzyć, że to kobieta jest niezbyt domyślna, ale częściej zdarza się odwrotnie.
Otóż mężczyźni, ku rozpaczy kobiet, są tak skonstruowani, że bardzo często nie domyślają się, jakie są potrzeby ich małżonek. Żony co jakiś czas zbierają się na odwagę i wyrzucają nam, że znowu nie pamiętaliśmy, nie domyśliliśmy się, czego oczekiwała. Szczególnie dotyczy to sfery seksu, ale również zwykłych codziennych spraw. I chociaż powtarza się ten sam scenariusz bardzo często, faceci nieodmiennie odpowiadają pytaniem:
"Dlaczego mi tego nie powiedziałaś?!"
I tak zamyka się zaklęty krąg wzajemnych pretensji.
Drogie Panie, bądźcie mądrzejsze! Po prostu mówcie nam o rzeczach dla Was oczywistych. To złudzenie, że jeśli Was kochamy, to będziemy się domyślać, jakie macie potrzeby, czego od nas oczekujecie. To naprawdę nie jest nasza złośliwość. Tylko w swoim imieniu mogę zadeklarować, że będę się starał! Reszta panów po tych słowach też już wie, co ma robić.
Tik tak, tik tak...
Średnia długość życia kobiet i mężczyzn znacznie się różni. Kobiety z różnych względów żyją dłużej. Ale nie o tym chciałem. Mamy jedno życie, którego nie warto marnować. Nie warto więc czekać z powiedzeniem ani komplementu, ani zakomunikowaniem, że poczuliśmy się zranieni.
Magiczna chwila, w której znowu widzisz małżonkę jakby miała 19 lat, może się już nie przydarzyć. Powiedz o tym. Zdumiewające zachowanie Twojego męża, który wreszcie zachował się jak gentleman, może się nie powtórzyć. Pochwal go. Dzięki Waszym słowom jest szansa na replay :)
A co z mówieniem o tym, co nas boli? Tym bardziej nie ma na co czekać. Chyba że chcesz ochłonąć i poczekać, aż będziesz zdolny powiedzieć to, a nie wykrzyczeć. Pochwalam. Słowa i zachowania współmałżonka, które nas ranią, a których sobie nie wyjaśnicie, zostają w Was i kiedyś mogą być przyczyną jeszcze gorszego wybuchu złości czy nienawiści. Rozmawiajcie szczerze o wszystkim, a nie będziecie mieć żadnych ran, które można rozdrapywać przy okazji jakiejś sprzeczki. Wygadywanie komuś błędów, które zdarzyły się dwa lata temu, świadczy o braku szczerości. Jesteś szczery? To może o Twoim skrupulanctwie? Nie jesteś drobiazgowy. Hm. W takim razie nie posiadasz umiejętności przekazywania swoich myśli. Masz okazję to zmienić. Skoro wiesz, że ukrywanie przez długi czas uwag to błąd, to idź i nie grzesz więcej!
Trochę pedagogiki
Pedagogika to nauka o wychowaniu. Z tej dziedziny nauki pochodzi zalecenie, że jeśli już musimy oceniać i krytykować, to oceniajmy i krytykujmy konkretne zachowania, a nie całą osobę. Teza ta ma również zastosowanie w postępowaniu z ludźmi dorosłymi, a nie tylko dziećmi. Panie i panowie lubią "się przejechać" po drugiej połówce. Trudno to zmienić, ale nie rezygnuj. Jednak jeśli już naprawdę język Cię świerzbi, nie mów rzeczy w stylu:
"Jesteś marnym kierowcą, jak każda baba",
bo to nieprawda. Zwróć uwagę żonie na konkretny błąd w prowadzeniu samochodu. Podobnie panie, które lubią mówić:
"Jesteś leniem jak wszyscy faceci"
nie mają racji. Powiedz mężowi:
"Nie podoba mi się, że szesnasty raz proszę cię o wytrzepanie tego dywanu".
Odnoszę czasami wrażenie, że mężczyźni każde zdanie wypowiedziane przez kobietę, a dłuższe niż pięć słów uważają za gadulstwo. Z kolei kobiety mają do nich pretensje, jeśli o ważnej sprawie mężczyźni wypowiadają się w konwencji agentów CIA :)
Dla kobiet oznacza to brak zainteresowania problemem, a w najgorszym razie lekceważenie zarówno problemu, jak i ich samych. Odbiór rozmowy dwojga ludzi na ten sam temat, gdy kobieta mówi kilka zdań, a facet ledwie wymamrocze jedno, również zależy od płci. Kobiety oceniają lepiej kobietę ("widać autentyczne zainteresowanie problemem", "ona chce przezwyciężyć trudności", "on się tym nie zainteresował, to przykre") a mężczyźni skrytykują kobietę i chwalą mężczyznę.
Stop! To nie tak.
A teraz o uwagę proszę wszystkie Panie. Od dzisiaj nie będziecie miały powodów do narzekania na własnych mężów. Zdradzę Wam cudowną receptę na usprawnienie faceta!
Oczywiście przesadzam, ale nie dużo. Wiele kobiet skarży mi się, że o cokolwiek nie proszą swoich mężów, ci i tak zapominają o wszystkim albo przekręcają prośby i polecenia. Zamiast kupić fasolę, kupują groch. Zamiast przyprowadzić dziecko z przedszkola, wyprowadzają psa na spacer :) Pytają mnie o radę, co można z tym zrobić. Jak sprawić, żeby do faceta docierały ich prośby i żeby je spełniali. Zalecam oczywiście rozmowę na ten temat, choć wiem, że nie skutkuje na dłużej. A lekarstwo jest tanie: jeśli konkretne i wprost wyrażane prośby nie skutkują, zapisz mu wszystko na kartce. Tego potrzebują skrajne przypadki (takie jak ja...). Wręcz mu kartkę w odpowiednim momencie, poinformuj, po co to robisz, zwróć uwagę, że bez jego pomocy nic się nie uda i... odetchnij z ulgą. W większości przypadków działa. Na mnie tak, choć niekoniecznie przyspiesza to moje działania.
Myślę, że dobrym pomysłem jest wypracowanie w związku własnych zasad komunikowania się. Tak zwane "docieranie się" może przecież obejmować również ustalenia co do sposobów prowadzenia rozmów, porozumiewania się w ważnych sprawach, tego co Was denerwuje w stylu komunikowania się partnera, a co lubicie. Oszczędzicie sobie stresu, czasu, który przecież można wykorzystać na przyjemności. W miarę możliwości starajcie się wypracowywać zasady świadomie. Metoda prób i błędów jest kosztowna emocjonalnie i może prowadzić na komunikacyjne manowce.
Wiesz już, że mężczyźni nie lubią mówić o emocjach, stąd moja prośba: nie zmuszaj swojego lubego do tego (O! Rym! Częstochowski, ale zawsze :) Podaruj mu trochę luksusu i niech to on decyduje, kiedy chce o tym rozmawiać. W sytuacji podbramkowej, kiedy nie doczekasz się takiej rozmowy, powiedz mu, że jest to dla Ciebie ważne, zapytaj, czy jednak nie mógłby tego zrobić dla Ciebie. Powinno wystarczyć.
A jaki jest ostateczny cel porozumiewania się w związku? Tylko przekazywanie konkretnych informacji? Nie.
Rozmowa służąca tylko po to, by jakoś zorganizować życie w domu? Z pewnością nie.
Na to pytanie prawdopodobnie szybciej odpowiedzą jednak kobiety. Dla nich jest raczej oczywiste, że celem porozumiewania się z partnerem jest wsparcie drugiej osoby, zrozumienie, podtrzymanie na duchu, poczucie tych emocji, które przeżywa mąż czy żona (czyli empatia). Na tym buduje się intymny związek. Jest to jedna z cech odróżniających go od związków z innymi ludźmi, z którymi nie wchodzimy w aż tak intymne relacje.
www.artelis.pl
poniedziałek, 7 marca 2011
Kochać za bardzo to podstępny nałóg?
Kobiety, które kochają za bardzo, nie potrafią odrzucić człowieka czy układu zagrażającego i szkodliwego dla siebie. Nie potrafią uwzględnić własnego dobra, nie mając możliwości realnej oceny sytuacji. Kobiety takie nie ufają swoim uczuciom, a jeśli już się nimi posługują, to po to, by same siebie oszukiwać. Pozbawione mechanizmów obronnych i umiejętności posługiwania się nimi jak tarczą obronną, wikłają się w niebezpieczne i dramatyczne związki, od których uciekłby normalny człowiek. Kobieta płaci za to olbrzymimi kosztami emocjonalnymi. Próbując zerwać toksyczny związek, odciąć się od źródła niedoli, czuje ból związany ze znanym z lat dziecinnych wrażeniem pustki i grozą osamotnienia. Desperacka chęć życia z mężczyzną sprowadza się do dreszczu nadziei na odzyskanie uczuć i aprobaty, których nam w dzieciństwie poskąpiono.
Tak więc kobiety kochające za bardzo unikają mężczyzn, którym zależy na tym, by były szczęśliwe, zadowolone, spokojne i mogły się realizować. Taki spokojny i rozumiejący mężczyzna nie przyprawi o kołatanie serca, ucisku w gardle i skurczów w żołądku, które kobieta kochająca za bardzo zwykła nazywać miłością. Nie obdarzy tak ożywczym, tak elektryzującym dramatem i napięciem. Nie zada fizycznego bólu, nie ukarze za niedoskonałość kobiecej natury.
Kobieta wychowana w zdrowej rodzinie nie jest oswojona z walką o zainteresowanie bliskich i związanym z tym cierpieniem. Jeśli spotka mężczyznę, który stanowi dla niej źródło niepokoju, rozczarowania, gniewu, zazdrości czy jakiegokolwiek dyskomfortu psychicznego, uznaje go za kogoś dla siebie niewłaściwego. Ucieka od takiego mężczyzny natychmiast. W mężczyźnie szuka natomiast zrozumienia, współdziałania, szczerości, uczciwości i wzajemnej dbałości. Tylko w takim związku czuje się dobrze, bo taka była jej rodzina z relacjami bliskości i wzajemnej dbałości i troski.
Kochanie za bardzo - choć tak bolesne i rozczarowujące - jest udziałem nie tylko kobiet, ale i mężczyzn. W ten nałóg popadają oni z analogicznych, jak kobiety, powodów. Przeważnie jednak emocjonalne okaleczenie w dzieciństwie wywołuje u mężczyzn tendencje do chorej miłości o innym obrazie, niż w przypadku kobiet. Z powodu współdziałania czynników kulturowych i biologicznych mężczyźni kompensują swoje emocjonalne kalectwo bardziej bezosobowo i zewnętrznie, a nie - intymnie. Obsesyjnie zajmują się pracą, sportem lub innym hobby. W skrajnych przypadkach bywają agresywni w swoich zachowaniach zarówno fizycznie, jak i psychicznie. W ten sposób próbują zwrócić na siebie uwagę bliskich i otoczenia, rekompensując deficyty uczuć z okresu swojego dzieciństwa. Kobiety natomiast rzucają się w związek, często właśnie z emocjonalnym kaleką, z jakże złudnym przekonaniem, że jak się postarają i będą kochać doskonale, to w zamian dostaną to, czego nie dane im było doświadczyć w dzieciństwie – miłość, poczucie bliskości i bezpieczeństwa.
Wszystkim kobietom życzę wolności od nawyku brania na siebie winy i wstydu tych, na których niedojrzałość, nikczemność i okrucieństwo przymykają oczy, by rnóc ich kochać mimo wszystko oraz pamięci o tym, że innych nie można zmienić - można zmienić tylko siebie.
www.artelis.pl
Kobieta bez winy i bez wstydu?
Bezkrytycznie przyjmowane i uznawane za prawdę mity i stereotypy, którymi nasycona jest nasza kultura i religijność, nasze koncepcje pedagogiczne i obyczajowość, stanowią początek cierpienia w życiu większości kobiet. Wystarczy zobaczyć, jaką rolę ma do spełnienia kobieta w państwach fundamentalistycznych: ma być posłuszna mężczyźnie w sposób absolutny w każdej dziedzinie życia.
Historycznie rzecz ujmując - było podobnie. W czasach stosów i palenia na nich tzw. czarownic, kobieta uważana była za dzieło Szatana i źródło wszelkiego zła, które spotykało mężczyzn.
Gdyby założyć, że Ewa jest wyodrębnionym aspektem Adama, okazałoby się, że nie jest ona jakimś rozrywkowym, czy pomocniczym dodatkiem do mężczyzny, jak sugeruje przekaz katechetyczny. Napewno jest równoprawnym aspektem jednolitego i doskonałego boskiego dzieła, które z woli Stwórcy zostało podzielone na dwie części. Jakoś nikt nie zapytał, dlaczego Stwórca nie stworzył Adamowi drugiego Adama, tylko istotę wyposażoną fizjologicznie w atrybuty kobiecości, gotową do seksu i rodzenia dzieci. Tak więc kobietę oskarża się i karze za to, do czego została przez Boga stworzona.
Z psychologicznego punktu widzenia rozwój mężczyzny polega - od pewnego momentu - na budzeniu swojego aspektu żeńskiego. Natomiast rozwój kobiety - w jej dojrzałym życiu - polega na budzeniu aspektu męskiego. W ten sposób zarówno fizjologicznie jak i psychicznie - kobieta i mężczyzna dążą do jedności, do dopełnienia. Mężczyzna i kobieta spotykają się w życiu po to, aby się od siebie wzajemnie uczyć. Mężczyzna spotyka kobietę po to, żeby uczyć się od niej kobiecości, a kobieta spotyka mężczyznę po to, aby uczyć się od niego męskości.
Takie ujęcie równowagi między kobiecością a męskością pokazuje jednocześnie różnice między nimi. Niszczący aspekt kobiety jest związany z jej fizjologiczną rolą matki. Niszczone jest wszystko, co stare, nieużyteczne, nieprzydatne, kwestionowane są formy skończone.
Mężczyzna, natomiast bywa kolekcjonerem, przywiązanym do efektów swojej pracy, własnego myślenia, idei. Broni ich zażarcie w niekończących się wojnach. Kobieta natomiast łatwiej dostrzega względność ideologii czy doktryny. Bywa inspiratorką niszczenia tego, co stare.
W związkach na ogół to właśnie kobieta dąży do zmiany, szuka inspiracji, pomysłów, staje się wyzwaniem dla swojego mężczyzny. Wyłaniający się z interpretacji religijnej archetyp mężczyzny jest upokarzający dla mężczyzn. Adam jawi się tu jako naiwny półgłówek, który najpierw dał się namówić na coś, czego nie rozumiał (tu: zjedzenie zakazanego owocu w Raju), a potem miał o to pretensje. Do dziś dnia ma pretensje i złudzenia, że jest pierworodnym dzieckiem Boga, które ktoś (tu: Ewa) sprowadził na złą drogę. W konsekwencji mężczyźni uzurpują sobie prawo do bycia władcami kobiet i od wieków, często w imię Boga karzą, poniżają, kontrolują i eksploatują kobiety. Mało tego - dzielą je i napuszczają na siebie nawzajem.
Zauważmy, jak często mężczyzna bywa niedojrzały i nieszczęśliwy. Mimo to czuje się zwolniony z obowiązku pracy nad sobą i odpowiedzialności za swoje czyny. Chętnie natomiast daje sobie prawo do zmieniania świata i rządzenia, niezauważając nawet faktu, że nie jest często w stanie kontrolować własnej seksualności. Z drugiej strony drzemie w nim lęk i niepewność uzurpatora domagającego się nieustannych pochwał i zaszczytów.
Odpowiedzialnością za seksualne zachowania mężczyzn obarczane są kobiety - zgodnie z zasadą odpowiedzialności ofiary, że nią jest. Ten pogląd do dziś w sposób nieświadomy kształtuje nasze obyczaje, prawo i praktykę sądowniczą.
Nic dziwnego, że tak wiele kobiet żyje w świadomym, a częściej - nieświadomym - przekonaniu, że nie ma dla nich miejsca na tym świecie, że są czymś w rodzaju boskiej pomyłki.
Może więc pora w tej bezsensownej, odwiecznej walce płci o dominację, zająć się bezradnością w poszukiwaniu etosu kobiecości i męskości na zasadzie zrozumienia i tolerancji słabości i siły obu płci; zrozumienia, że On i Ona bez siebie nic nie znaczą, a razem są tym, o co Bogu w dziele stworzenia chodziło.
www.artelis.pl
Moje myśli kreują moje życie
Ten fragment modlitwy św. Tomasza z Akwinu znajduje się przy jego grobie w Tuluzie. Znajduję w łych słowach pokorę dla moich i innych ludzi słabości. Uświadamiają mi, że w tym świecie dane zostało mi cenne życie wraz z więzami, które łączą mnie z rodzicami, rodzeństwem, nauczycielami i uczniami, przyjaciółmi i znajomymi. Do spełnionego życia będzie mnie prowadzić szlifowanie samego siebie w takich właśnie związkach i doskonalenie samej siebie poprzez własne wysiłki. Nigdy więcej nie powtórzy się moje życie w takim samym wymiarze. Dlatego cenię sobie z całego serca związki z ludźmi, które zostały mi dane. Nie muszę wyrażać swoich opinii. Nie muszę błyszczeć. Nie muszę za wszelką cenę zaznaczać swojego istnienia. Po prostu jestem obecna. Ze szczerością i uwagą słucham innych, często wzruszając się ich opowieściami. Ludzie bowiem gromadzą się wokół tego, kto ich naprawdę słucha. Pamiętam, że to, co daję, zostanie mi zwrócone, a zemsta na wrogach uderzy we mnie. Nie jestem pochlebcą, nie kłaniam się innym w pas. Uczciwie i z dumą wyrażam siebie słowami, czynami i postawami. Nie odpowiadam arogancją na arogancję, sarkazmem na sarkazm, pogardą na pogardę. Bez względu na to, jak inni zachowują się wobec mnie, zawsze staram się odpowiadać miłością, ciepłem i życzliwym sercem. Nie lituję się nad chorymi, samotnymi, czy słabymi, Każdy z nich ma swoją dumę, a litość wywołuje przeciwną reakcję. Ludzie chorują i są nieszczęśliwi, ponieważ nie chcą otworzyć się na innych i trwają w zamknięciu. Tak, jak wszyscy, pragną wyzwolić swe serce. Aby to mogło nastąpić, ważne jest, żeby nie ranić ich dumy.
Inni to inni, ja to ja. Nie porównuję siebie z innymi. To daje rni wolność. Gdy inni mnie ranią, znieważają lub robią ze mnie głupca, nie obrażam się na nich. To się na nic nie zda. Za to staram się wyjaśnić, dlaczego mi to robią. Nie tłumaczę się. Przyznaję się z pokorą do swoich błędów i przepraszam, gdy kogoś ranię. Nie przerzucam na innych odpowiedzialności za swoje czyny. Nie ranię samej siebie ani innych niepotrzebnie, wyolbrzymiając błędy, które ja, czy ktoś inny popełnił. Natomiast staram się w innych dostrzegać ich dobre cechy. Przebaczenie zawsze niesie ulgę. Uwalnia moje serce od nienawiści, prowadzi mnie ku wolności i pokojowi. Może się wydawać, że aktu przebaczenia dokonuję dla dobra innych, ale w rzeczywistości dokonuję go wyłącznie dla siebie: oznacza to wygnanie z serca antypatii, gniewu i wrogości.
Mam przyjaciół, przed którymi mogę z zaufaniem otworzyć serce i podzielić się swoim bólem tak, jak oni dzielą się ze mną swoim. Mam do nich zaufanie, które można mierzyć szczerością. Zaufania nie można zastąpić perfekcyjnością w pracy, bystrym intelektem ani głęboką wrażliwością. Zaufanie wzbudzają ci ludzie, którzy mają charakter i odnoszą się do innych z niezachwianą szczerością. Brak przyjaciół, samotność są stanem niespełnienia serca. Jeśli wnoszę coś w życie innych, nie odczuwam w sercu samotności. Kiedy rozumiem cudze serce, wtedy mogę poznać swoje prawdziwe Ja. Wiem, że moje myśli kreują moje życie: jak myślę, takim człowiekiem się staję, To moje własne nastawienie, mój sposób patrzenia na rzeczy sprawia, że coś się pogarsza albo wydaje się gorsze, niż jest. Pamiętam, że rzeczy mają złe strony, gdy ja je tak spostrzegam. Zło nie istnieje. Wszystko z natury swojej jest dobre i ode mnie tylko zależy, co z tym zrobię, i czy dobro nie zmieni się w zło.
Usiłuję walczyć z moimi negatywnymi emocjami, unikając stwierdzeń: „do niczego", „nie da się", „Nie!", „nędzny", „głupi", „nie lubię", „chcę umrzeć", itp. Zamieniam je na emocje pozytywne, Myślę więc: „na pewno mi się uda"; „lubię wszystkich"; „będę pożyteczna dla innych"; „wszystko z pewnością zmieni się na lepsze"; „wszystko w porządku"; „wydostanę się z tego”; „nigdy nie będę uciekać przed problemami"; „stawię czoła sytuacji”. Jeżeli zawsze będę obawiać się porażki, na pewno przegram. Jeżeli będę starać się myśleć o rzeczach radosnych i dających szczęście, zachowywać się tak pogodnie, jak tylko się da, to z pewnością pewnego dnia stanę się szczęśliwa.
Każda myśl, czyn albo słowo, które wyślę w świat, trwa wiecznie. Takie jest prawo tego świata. Myśli, czyny i słowa mają moc przyciągania wszelkich elementów niezbędnych, aby stały się one konkretną rzeczywistością. To one są odpowiedzialne za mój los - dobry, czy też zły. Ostre słowa, nawet wypowiadane dla czyjegoś dobra, wywołują u ludzi negatywne reakcje. Dlatego kultywuję empatię, aby umieć zrozumieć ból innego człowieka. Mówienie wyłącznie słów miłości oznacza, że ich energia działa w kierunku tego, co pozytywne. Oznacza to mówienie o szczęściu, pomyślności i zdrowiu, a unikanie mówienia o nieszczęściu, chorobie, ubóstwie itp. Słowo żyje, jest energią.
Staram się nie żyć przeszłością. Każde jutro jest absolutnie nowe, a przyszłość właśnie się zaczyna. Jeśli jednak ograniczę się własnymi myślami i uczuciami, jeśli nie zechcę przebaczać i będę stale odświeżać wspomnienia tego, co było - to nigdy nie zaznam prawdziwego spokoju. Przeszłość minęła bezpowrotnie. Dzień dzisiejszy jest rezultatem dnia wczorajszego, a zarazem przyczyną jutrzejszego. Każda chwila jest nową chwilą. Żeby żyć, nie wolno mi ani na moment tracić nadziei. Muszę zrobić wszystko, aby zrealizować swoje nadzieje. Gdy jestem blisko ich utraty, pamiętam, że moje nadzieje nigdy mnie nie zdradzą. To tylko ja mogę je zdradzić poprzez ich zaniechanie. Tak jak marzenia, nadzieje spełniają się wtedy, gdy nie będę się tego spodziewać - ich spełnienie jest absolutnie pewne. Nadzieje i marzenia uruchamiają odporność na zło. W momencie, gdy się poddam, wszystko się zawali.
Każda istota ludzka poszukuje miłości, pragnie być zrozumiana. Nic tak nie boli, jak brak miłości i zrozumienia ze strony innych. Jeśli taki stan trwa zbyt długo, tracimy nadzieję. A bez niej żyć nie można. Bycie kochanym daje prawdziwą radość i nadaje życiu sens. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy ja potrafię kochać i rozumieć innych. Najpierw trzeba dać, aby móc dostać.
Wszyscy możemy pójść taką drogą życia, na jaką się zdecydujemy. Będziemy szczęśliwi, jeśli tylko zechcemy. Zdobędziemy tyle, ile zechcemy. Będziemy zdrowi, jeśli tak postanowimy. Rzeczy niemożliwe mogą się spełnić nawet poprzez ich niespełnienie. Uświadamiam sobie swoje ograniczenia i mam odwagę przyznać się do nich. Nie boję się powiedzieć: nie wiem, błądzę, pomyliłam się, przepraszam. Tę odwagę i garść refleksji, z którymi odważnie dzielę się z innymi, zaczerpnęłam właśnie ze słów św. Tomasza z Akwinu.
www.artelis.pl
Poznać własny cel
Wszystko co mamy, kim jesteśmy, zaczęło się od myśli. Jeśli masz chęć na banana, idziesz go kupić :) A więc wzięło to początek w twojej głowie. Podobnie jest z każdym innym celem jaki sobie zakładamy. Musi on powstać w naszej głowie!! Jeśli myślisz, że jest to trudne, w porządku. Nie będę cię przekonywać zatem, że droga do celu jest jasna i prosta, bo sam najlepiej pewnie wiesz jak to jest. Jeśli jednak masz ochotę poznać sposoby na samego siebie i ruszyć do przodu, pamiętaj, że czas na czytanie tego artykułu to przyjemność. No to lecimy!
O czym marzyłeś jako dziecko? Że zostaniesz np. prawnikiem, fryzjerem, lekarzem, strażakiem, piosenkarzem, aktorem, etc..? Może jesteś tym kim chciałeś zostać, gratuluje! Jeśli nie, pomyśl dlaczego? Co wydarzyło się od powstania marzenia do dziś? Jakie kroki podjąłeś by to spełnić? A może byłeś już w drodze i cofnąłeś się z różnych powodów? Otóż, prawdopodobnie twój cel nie był klarownie wytyczony, lub też wytyczony, ale bez jasnej wizji w przyszłości.
Przyszłość, to punkt przed tobą, przeszłość to wszystko co zdarzyło się do teraz, a ty jesteś tu i teraz. We właściwym miejscu, o właściwej porze. Wyobraź sobie TERAZ. Np. teraz stoisz na pięknej górskej drodze, stoisz na środku jezdni, stoisz na linie, miękko i bezpiecznie. Czy potrafisz sobie to wyobrazić? Gdybyś mógł sobie wyobrazić, że twoje życie to droga, trasa, autostrada, tory kolejowe, tramwajowe, etc.. co by to było? Jakkolwiek to widzisz, ważne, że ma ciągłość, ważne, że jesteś TU i TERAZ na swojej drodze. Ważne, że ma przeszłość i przyszłość.
A teraz pomyśl, że przeszłość to jedna droga, tor, nić, a przed tobą conajmniej kilka dróg, torów, nici na przyszłość. Każdego dnia masz nieskończoną ilość możliwości. Każdego dnia możesz zmieniać też kierunek. Wszystko zależy od Ciebie, więc na początek spróbuj sobie odpowiedzieć na pytania: Czego tak naprawdę chcę? Doką zmierzam? Dlaczego tego właśnie chcę?Jak już to masz to super!! Cel musi być zawsze klarowny!!! Dobrze więc widzieć, czego chcesz, a nie czego nie chcesz. Myśląc o pozytywach, przyciągasz pozytywne zdarzenia i odwrotnie. Może już to znasz z doświadczenia! Po drugie: uwierz w siebie i swoje możliwości. Może ich jeszcze nie odkryłeś, ale z pewnością stać cię na wiele więcej niż sobie teraz wyobrażasz.
Jeśli już wiesz, czego chcesz, zajmijmy się celem:
*Napisz, jak to widzisz, osiągnij go w myślasz. Wyobraź sobie co do szczegółu i tylko uważaj, bo marzenia się spełniają!!!
*Cel to coś to możesz zdobyć, więc niech będzie realny do osiągnięcia. Jeśli skończyłeś polonistykę, a marzysz o tym by zostać psychologiem, policz czas drogi do celu. Uwzględnij to!! I ruszaj do przodu!!!
*Niech cel będzie twomi drogowskazem, cały czas. Nawet kiedy śpisz!
Widzisz już drogę do celu? Wiesz co po dordze musisz wykonać? To fantastycznie, to znaczy, że zależy ci na sobie samym, bo to ty jesteś najważniejszy. Gratulacje!! Skoro widzisz już drogę do przebycia i punkty, przez które będziesz przechodził to radzę teraz podzielić "trasę" na części od punktu do kolejnego punktu. Miej jednocześniej swój cel przd sobą, zawsze!
A teraz do działa, przenieś się w czasie, do miejsca, w którym już osiągnąłeś wymarzony cel. Jak się czujesz? Zapisz!! I idź po swojej drodze od celu do dziś, punkt po punkcie. Zapisz uważnie każde działanie jakie podejmiesz. Jak już to zrobisz, okaże się, że jesteś genialny. Potem wystarczy, że weźmiesz plan i ruszysz do przodu. Przygoda dopiero przed tobą :)
www.artelis.pl