Golfsztrom był już niejednokrotnie odpowiedzialny za powstawnie "małych epok lodowcowych". Ostatnio miało to miejsce w europejskiej części świata na początku XIV wieku. Przyczyną nagłego wychłodzenia było właśnie spowolnienie Prądu Zatokowego. Obecnie naukowcy grożą nadchodzącą nową epoką lodowcową, ale czy warto się tego bać? Skamieniałości dowodzą, że małe okresy glacjalne wielokrotnie atakowały w Europie naszej ery.
W 2010 roku Prąd Zatokowy ponownie przyciągnął uwagę naukowców. Stwierdzono, że ciepły prąd mocno zboczył z kursu i zagraża światowemu globalnemu ociepleniu, i może się przyczynić do powstania nowej epoki lodowcowej. Niektórzy fizycy twierdzą, że obecne spowolnienie Golfsztromu zostało spowodowane przez wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej.
Ropa oddziela granicę między warstwą wody zimnej i ciepłej, w związku z tym przepływy w niektórych miejscach zostały całkowicie zatrzymane, a niektóre z nich są znacznie wolniejsze. Zdołano zniwelować część efektu poprzez wypompowywanie zalegającej ropy, ale nadal wiele oleistej substancji pokrywa dno Zatoki i czasami wypływa słupami ku powierzchni. Nikt nie wie co stanie się w przyszłości z Prądem Zatokowym? Mechanika płynów uczy nas, że strumień zostanie poważnie zaburzony
Być może nie wszyscy wiedzą, że Golfsztrom jest rodzajem rzeki w oceanie. Rzeki, która ciągle zmienia kierunek. Prąd oceaniczny meandruje w oceanie jak wąż i jest ciągle rozdzierany ogromnymi wirami, które naukowcy nazywają pierścieniami. Ta mieszająca się masa wody osiąga średnicę do 300 km, przemierzając ocean unosi ogromne ilości energii i bezpośrednio wpływa na pogodę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Widzialne zmiany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Widzialne zmiany. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 kwietnia 2012
niedziela, 1 kwietnia 2012
W 2012 roku moze dojsc do duzego rozblysku slonecznedgo
Astrofizycy nazywają to wydarzeniem carringtońskim. Przypomnijmy, że w 1859 roku, astronom, od którego nazwiska nazwano później ten incydent, znalazł dziwne plamy na Słońcu. Carrington był świadkiem ogromnego rozbłysku. Napór cząstek ze Słońca był tak ogromny, że zaindukowały się linie telegraficzne na całym świecie. Teraz może dojść do podobnego incydentu jak ten z 1859 roku.
Wydarzenie carringtońskie miało miejsce niewiele ponad 150 lat temu, jednak ta historia może się powtórzyć w niedalekiej przyszłości. Carrington obserwował ogromne plamy słoneczne za pomocą metody polegającej na rzucaniu obrazu tarczy słonecznej na biały ekran. Następnie szkicował kształty plam starając się dokumentować ich ewolucję w czasie.
W pewnym momencie zauważył blask, który w szczytowym momencie przesłonił jasność tarczy słonecznej, ale po chwili zanikł. Carrington zasugerował, że na powierzchni Słońca doszło do dwóch ogromnych rozbłysków i miał rację.
Była godzina 20: 00, robiło się już ciemno, gdy nagle w całej Ameryce nagle zrobiło się jasno jak w dzień. Niebo pokazało piękną zorzę polarną w różnych kolorach, a ludzie ze zdziwieniem obserwowali zjawisko, którego wcześniej nigdy nie widzieli. Jednak piękno blasku nocy było zapowiedzią kłopotów.
Nagle, na terenie całej Ameryki Północnej spaliły się wszystkie urządzenia telegraficzne, ale zawiodły też inne urządzenia elektryczne. Pierwsze magnetometry, jakie działały na Ziemi wyszły poza skale, a następnie natychmiast się zepsuły. Zjawisko odległej jesiennej nocy w 1859 roku na zawsze pozostanie w historii, jako pierwszy w historii przypadek doświadczenia niszczycielskiej siły Słońca na Ziemi. Historia zna wystarczająco dużo szczegółów na temat tego dnia.
Rozbłyski słoneczne są dość zwyczajnymi wydarzeniami. Wysyłane na Ziemię potężne impulsy elektromagnetyczne doprowadzają do burz magnetycznych, koronalne wyrzuty masy, zwykle towarzyszące rozbłyskom, są teraz w stanie spowodować nieodwracalne szkody dla zaawansowanej cywilizacji. Pole magnetyczne Ziemi, 150 lat temu, poradziło sobie z uderzeniem plazmy, jednak w tamtych czasach świat nie był tak uzależniony od energii elektrycznej jak dzisiaj.
Co można spowodować wydarzenie wielkości porównywalnej z tą z 1859 roku, kiedy ludzkość bez zasilania nie może praktycznie istnieć? W ciągu dziesięciu minut spali wszystkie generatory, które wytwarzają energię elektryczną, a wraz z nimi i wszystkie inne urządzenia elektryczne i komputery. Ucierpi telekomunikacja i transport.
Ze względu na fakt, że bez prądu pozostanie cały przemysł, naprawienie lub wymiana na nowe generatorów może trwać latami. Świat pogrążyłby się w chaosie, zrealizowałby się jeden z najgorszych scenariuszy. Uniknięcie skutków takiego hiper-rozbłysku jest niemożliwe, ponieważ pole magnetyczne może poradzić sobie ze zjawiskami do pewnej siły, tym bardziej, że nawet najbardziej drobne rozbłyski mogą doprowadzić do burz magnetycznych.
Czy wydarzenie carringtońskie może mieć miejsce w 2012 roku? W lecie, jesienią tego roku, astronomowie przewidują najsilniejsze rozbłyski słoneczne i natężenie emisji, które może prowadzić do nieprzewidywalnych skutków, ponieważ efektów tych emisji nie da się do końca przewidzieć. Świat bez elektryczności, bez Internetu i zdobyczy cywilizacyjnych byłby diametralnie różny od tego, jaki znamy, na co dzień. Zrozumienie zagrożenia i przygotowanie się na nieuniknione zjawiska jak to z XIX wieku jest w tej chwili kluczowe. Nadal jednak powszechna ignorancja bierze górę i zagrożenia słoneczne nie są traktowane z należytą starannością.
środa, 5 października 2011
Cud w Sokolce
W Sokółce ludzie zastanawiają się, czy tak mocno grzeszyli, że aż Pan Bóg musiał z nieba przypomnieć o sobie. A może było odwrotnie, może ten cud to nagroda za pobożność, za te wszystkie zmówione pacierze – zastanawiają się inni. Zgodni są co do tego, że cud był. A każdy niedowiarek mógł dziś zobaczyć go na własne oczy.
Na obrazku, który klerycy rozdawali dzisiaj przed sokólskim kościołem widać niewielką, białą tkaninę a na niej jeszcze mniejszą czerwoną plamkę. Z tyłu obrazka modlitwa – "Koronka do Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie" i prośba, żeby o każdej otrzymanej z nieba łasce poinformować miejscowego proboszcza.
- Bo przecież muszą księża jakoś udowodnić, że cud pomaga. Muszą mieć dowody, choć my już tych dowodów nie potrzebujemy. U św. Antoniego był cud, bo przecież nic innego – mówi nam Maria Tulejko.
Składane krzesełko rozstawiła na parkingu pod miejscowym kościołem, ręce złączyła do pacierza i modli się prosząc o boską interwencję. Synowa w ciąży, rozwiązanie coraz bliżej, bo to już siódmy miesiąc. Tyle że synowa źle ciążę znosi, z domu prawie nie wychodzi, bo męczą ją zawroty głowy, nudności. Pani Maria modli się o zdrowego wnuka. Tak naprawdę modli się o to już od dawna, ale dziś specjalnie przyjechała z rodzinnego Białegostoku do Sokółki. Zobaczyć cud.
- Pan Jezus zostawił nam ślad, nikt nie może temu zaprzeczyć. Chrystus wszędzie słucha modlitwy, ale dziś chciałam być jeszcze bliżej Niego. Zobaczyć Go – mówi nam kobieta.
Takich jak ona do Sokółki zjechało w niedzielę kilka, może nawet kilkanaście tysięcy. Przyjechali zewsząd – z Łomży, Warszawy, Gdańska, Lubartowa. Wziąć udział w mszy, na której duchowni pierwszy raz pokazali wiernym niewielką, białą tkaninę z jeszcze mniejszą czerwoną plamką. Ta plamka to fragment mięśnia sercowego, w który przemieniła się upuszczona na posadzkę sokólskiej parafii hostia. Prawie trzy lata temu.
Bez szumu
Może z ostrożności, a może żeby uniknąć dociekliwych pytań i niezdrowego podniecenia tłumu, duchowni dawkowali wiernym informacje o cudzie. Przez kilka miesięcy wydarzenia, które rozegrały w najstarszej w dwudziestotysięcznym miasteczku świątyni, owiane były kościelną tajemnicą.
Co tak naprawdę się stało?
Podczas mszy świętej wikariusz udzielający komunii upuścił hostię. Liturgiczny zwyczaj mówi, że w takiej sytuacji opłatek musi trafić do naczynia z wodą, żeby spokojnie mógł się w nim rozpuścić. To ważne, bo rozpuszczony komunikant przestaje być ciałem Chrystusa, a na nowo staje się mąką pszenną, którą, bez narażenia się na grzech, można spokojnie wylać. W Sokółce tak właśnie postąpiono. Hostię zanurzono w wodzie i zamknięto w sejfie.
Ale opłatek nie chciał się rozpuścić. Do tego woda zaczęła zabarwiać się na czerwono. To zwróciło uwagę księży. Zawartość naczynia przelano na korporał. Woda wyparowała, a na tkaninie pozostał krwisty skrzep. Przez kilka miesięcy duchowni przyglądali się zjawisku i dopiero potem przekazali materiał do naukowych analiz i do Watykanu. Właśnie wtedy, na początku 2009 roku, wieść o rzekomym cudzie obiegła całą Polskę.
- Pan Jezus dał nam znak swojej obecności w Eucharystii. Potwierdził wypowiedziane niegdyś swoje słowa: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Ten znak, zachowana cząstka Ciała Pańskiego, będzie ukazany wiernym – mówił kilka dni przed niedzielną adoracją ks. Stanisław Gniedziejko, proboszcz sokólskiej parafii, w której doszło do objawienia.
W 2009 roku proboszcz raczej tonował nastroje. Apelował o spokój, prosił o modlitwę i jednoznacznie nie chciał powiedzieć, czy w jego parafii wierni byli świadkami cudu. Teraz, choć Watykan oficjalnie nie potwierdził jeszcze informacji o „cudzie w Sokółce”, ksiądz Gniedziejko jest dużo bardziej przekonany o tym, że właśnie tak się stało.
- Na szczeblu diecezjalnym od dawna to wydarzenie traktowane było jak cud. Teraz znak od Chrystusa wystawiamy do kultu – mówi nam proboszcz.
W białostockiej kurii na chwilę przed niedzielną adoracją unikali wygłaszania jednoznacznie brzmiących opinii.
- W tej chwili możemy z całą pewnością mówić w Kościele o 132 cudach eucharystycznych i na tej liście Sokółka się nie znajduje – mówił w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” ks. Andrzej Dębski, rzecznik archidiecezji białostockiej.
My z kolei usłyszeliśmy od białostockich duchownych, że każda msza święta jest cudem, a kuria zachęca tylko do kultu Najświętszego Sakramentu. Konkretna odpowiedź miała kryć się w planowanym kazaniu arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego. - Tam znajdziemy potwierdzenie i zadania, jakie przed nami stawia Jezus – zdradził rąbek tajemnicy nasz rozmówca.
Arcybiskup Ozorowski rozwiał wszelkie wątpliwości: - Tu, w Sokółce, cud wiary został wzmocniony cudem empirycznym. To znak, że nasza wiara musi być silniejsza, żeby to, co niemożliwe stawało się możliwe. W Sokółce rodzi się nadzieja dla świata – mówił w dzisiejszym kazaniu metropolita białostocki.
Nie zawsze jednak wszystko był tak klarowne, jak dziś.
Wojna naukowców
Kiedy duchowni na początku 2009 roku zdecydowali się wysłać do badań tajemniczy skrzep tak naprawdę rozpętali piekło w środowisku naukowców. Próbki czerwonej substancji trafiły do naukowców z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Analizy podjęli się profesor Maria Sobaniec-Łotowska i profesor Stanisław Sulkowski. Swoje badania prowadzili niezależnie, a mimo to, doszli do identycznych wniosków. Ich zdaniem czerwony skrzep to fragment ludzkiego mięśnia sercowego.
W akademickim światku zawrzało. Niemal od ręki pojawiły się opinie kwestionujące diagnozę białostockich profesorów. Dr Paweł Grzesiowski z Zakładu Zakażeń i Zakażeń Szpitalnych Narodowego Instytutu Leków utrzymywał, że nie zadziałała żadna boska siła, a prawa biologii, a dokładnie bakteria zwana pałeczką krwawą. Od wyników analizy sugerującej cud odcięła się nawet macierzysta uczelnia profesorów, którzy ją wykonywali. Jej rzecznik, profesor Lech Chyczewski uznał, że decyzję jego uczelnianych kolegów i koleżanek „cechuje emocjonalne podejście do wiary”.
Oliwy do ognia dolało też Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów, które w prokuraturze złożyło doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Przedstawiciele stowarzyszenia chcieli, żeby śledczy wyjaśnili, czy w Sokółce nie doszło m.in. do znieważenia zwłok, a nawet zabójstwa, ale prokuratorzy ostatecznie sprawą się nie zajęli.
Kuria na wszelki wypadek powołała specjalną komisję, żeby sprawdzić, czy „przy cudzie” nie maczał ktoś palców, ale duchowni w końcu wykluczyli ingerencję osób trzecich.
„Wydarzenie z Sokółki nie sprzeciwia się wierze Kościoła, a raczej ją potwierdza. Kościół wyznaje, że po słowach konsekracji, mocą Ducha Świętego, chleb przemienia się w Ciało Chrystusa, a wino w Jego Krew. Stanowi ono również wezwanie, aby szafarze Eucharystii z wiarą i uwagą rozdzielali Ciało Pańskie, a wierni, by ze czcią Je przyjmowali” – napisali w oświadczeniu, jeszcze w 2009 roku, przedstawiciele białostockiej kurii.
Sprawa na kilka lat przycichła. Aż do dzisiaj.
Gadanie, a cud
- A my przez ten czas się zastanawialiśmy, dlaczego Sokółka? Co Pan Bóg chciał nam przez to powiedzieć? Czy byliśmy tak rozmodleni, tak pobożni, że dał nam nagrodę w postaci cudu. A może to znak, że tak grzeszymy, tak za pieniądzem gonimy, że musiał nam o sobie przypomnieć – głowi się starsza już kobieta i dyskretnie pokazuje na młodych ludzi, którzy przed kościołem rozdają ulotki wyborcze. – Dlaczego u nas? – pyta jakby dziwnie zatroskana.
W Sokółce przy okazji jeszcze odżywa plotka, która krążyła po miasteczku w latach osiemdziesiątych. Wtedy na obliczu Matki Bożej z kościelnej mozaiki pojawiały się tajemnicze rysy. Ludzie wierzyli, że kiedy dojdą do serca nastąpi koniec świata.
Na obrazku, który klerycy rozdawali dzisiaj przed sokólskim kościołem widać niewielką, białą tkaninę a na niej jeszcze mniejszą czerwoną plamkę. Z tyłu obrazka modlitwa – "Koronka do Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie" i prośba, żeby o każdej otrzymanej z nieba łasce poinformować miejscowego proboszcza.
- Bo przecież muszą księża jakoś udowodnić, że cud pomaga. Muszą mieć dowody, choć my już tych dowodów nie potrzebujemy. U św. Antoniego był cud, bo przecież nic innego – mówi nam Maria Tulejko.
Składane krzesełko rozstawiła na parkingu pod miejscowym kościołem, ręce złączyła do pacierza i modli się prosząc o boską interwencję. Synowa w ciąży, rozwiązanie coraz bliżej, bo to już siódmy miesiąc. Tyle że synowa źle ciążę znosi, z domu prawie nie wychodzi, bo męczą ją zawroty głowy, nudności. Pani Maria modli się o zdrowego wnuka. Tak naprawdę modli się o to już od dawna, ale dziś specjalnie przyjechała z rodzinnego Białegostoku do Sokółki. Zobaczyć cud.
- Pan Jezus zostawił nam ślad, nikt nie może temu zaprzeczyć. Chrystus wszędzie słucha modlitwy, ale dziś chciałam być jeszcze bliżej Niego. Zobaczyć Go – mówi nam kobieta.
Takich jak ona do Sokółki zjechało w niedzielę kilka, może nawet kilkanaście tysięcy. Przyjechali zewsząd – z Łomży, Warszawy, Gdańska, Lubartowa. Wziąć udział w mszy, na której duchowni pierwszy raz pokazali wiernym niewielką, białą tkaninę z jeszcze mniejszą czerwoną plamką. Ta plamka to fragment mięśnia sercowego, w który przemieniła się upuszczona na posadzkę sokólskiej parafii hostia. Prawie trzy lata temu.
Bez szumu
Może z ostrożności, a może żeby uniknąć dociekliwych pytań i niezdrowego podniecenia tłumu, duchowni dawkowali wiernym informacje o cudzie. Przez kilka miesięcy wydarzenia, które rozegrały w najstarszej w dwudziestotysięcznym miasteczku świątyni, owiane były kościelną tajemnicą.
Co tak naprawdę się stało?
Podczas mszy świętej wikariusz udzielający komunii upuścił hostię. Liturgiczny zwyczaj mówi, że w takiej sytuacji opłatek musi trafić do naczynia z wodą, żeby spokojnie mógł się w nim rozpuścić. To ważne, bo rozpuszczony komunikant przestaje być ciałem Chrystusa, a na nowo staje się mąką pszenną, którą, bez narażenia się na grzech, można spokojnie wylać. W Sokółce tak właśnie postąpiono. Hostię zanurzono w wodzie i zamknięto w sejfie.
Ale opłatek nie chciał się rozpuścić. Do tego woda zaczęła zabarwiać się na czerwono. To zwróciło uwagę księży. Zawartość naczynia przelano na korporał. Woda wyparowała, a na tkaninie pozostał krwisty skrzep. Przez kilka miesięcy duchowni przyglądali się zjawisku i dopiero potem przekazali materiał do naukowych analiz i do Watykanu. Właśnie wtedy, na początku 2009 roku, wieść o rzekomym cudzie obiegła całą Polskę.
- Pan Jezus dał nam znak swojej obecności w Eucharystii. Potwierdził wypowiedziane niegdyś swoje słowa: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Ten znak, zachowana cząstka Ciała Pańskiego, będzie ukazany wiernym – mówił kilka dni przed niedzielną adoracją ks. Stanisław Gniedziejko, proboszcz sokólskiej parafii, w której doszło do objawienia.
W 2009 roku proboszcz raczej tonował nastroje. Apelował o spokój, prosił o modlitwę i jednoznacznie nie chciał powiedzieć, czy w jego parafii wierni byli świadkami cudu. Teraz, choć Watykan oficjalnie nie potwierdził jeszcze informacji o „cudzie w Sokółce”, ksiądz Gniedziejko jest dużo bardziej przekonany o tym, że właśnie tak się stało.
- Na szczeblu diecezjalnym od dawna to wydarzenie traktowane było jak cud. Teraz znak od Chrystusa wystawiamy do kultu – mówi nam proboszcz.
W białostockiej kurii na chwilę przed niedzielną adoracją unikali wygłaszania jednoznacznie brzmiących opinii.
- W tej chwili możemy z całą pewnością mówić w Kościele o 132 cudach eucharystycznych i na tej liście Sokółka się nie znajduje – mówił w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” ks. Andrzej Dębski, rzecznik archidiecezji białostockiej.
My z kolei usłyszeliśmy od białostockich duchownych, że każda msza święta jest cudem, a kuria zachęca tylko do kultu Najświętszego Sakramentu. Konkretna odpowiedź miała kryć się w planowanym kazaniu arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego. - Tam znajdziemy potwierdzenie i zadania, jakie przed nami stawia Jezus – zdradził rąbek tajemnicy nasz rozmówca.
Arcybiskup Ozorowski rozwiał wszelkie wątpliwości: - Tu, w Sokółce, cud wiary został wzmocniony cudem empirycznym. To znak, że nasza wiara musi być silniejsza, żeby to, co niemożliwe stawało się możliwe. W Sokółce rodzi się nadzieja dla świata – mówił w dzisiejszym kazaniu metropolita białostocki.
Nie zawsze jednak wszystko był tak klarowne, jak dziś.
Wojna naukowców
Kiedy duchowni na początku 2009 roku zdecydowali się wysłać do badań tajemniczy skrzep tak naprawdę rozpętali piekło w środowisku naukowców. Próbki czerwonej substancji trafiły do naukowców z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Analizy podjęli się profesor Maria Sobaniec-Łotowska i profesor Stanisław Sulkowski. Swoje badania prowadzili niezależnie, a mimo to, doszli do identycznych wniosków. Ich zdaniem czerwony skrzep to fragment ludzkiego mięśnia sercowego.
W akademickim światku zawrzało. Niemal od ręki pojawiły się opinie kwestionujące diagnozę białostockich profesorów. Dr Paweł Grzesiowski z Zakładu Zakażeń i Zakażeń Szpitalnych Narodowego Instytutu Leków utrzymywał, że nie zadziałała żadna boska siła, a prawa biologii, a dokładnie bakteria zwana pałeczką krwawą. Od wyników analizy sugerującej cud odcięła się nawet macierzysta uczelnia profesorów, którzy ją wykonywali. Jej rzecznik, profesor Lech Chyczewski uznał, że decyzję jego uczelnianych kolegów i koleżanek „cechuje emocjonalne podejście do wiary”.
Oliwy do ognia dolało też Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów, które w prokuraturze złożyło doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Przedstawiciele stowarzyszenia chcieli, żeby śledczy wyjaśnili, czy w Sokółce nie doszło m.in. do znieważenia zwłok, a nawet zabójstwa, ale prokuratorzy ostatecznie sprawą się nie zajęli.
Kuria na wszelki wypadek powołała specjalną komisję, żeby sprawdzić, czy „przy cudzie” nie maczał ktoś palców, ale duchowni w końcu wykluczyli ingerencję osób trzecich.
„Wydarzenie z Sokółki nie sprzeciwia się wierze Kościoła, a raczej ją potwierdza. Kościół wyznaje, że po słowach konsekracji, mocą Ducha Świętego, chleb przemienia się w Ciało Chrystusa, a wino w Jego Krew. Stanowi ono również wezwanie, aby szafarze Eucharystii z wiarą i uwagą rozdzielali Ciało Pańskie, a wierni, by ze czcią Je przyjmowali” – napisali w oświadczeniu, jeszcze w 2009 roku, przedstawiciele białostockiej kurii.
Sprawa na kilka lat przycichła. Aż do dzisiaj.
Gadanie, a cud
- A my przez ten czas się zastanawialiśmy, dlaczego Sokółka? Co Pan Bóg chciał nam przez to powiedzieć? Czy byliśmy tak rozmodleni, tak pobożni, że dał nam nagrodę w postaci cudu. A może to znak, że tak grzeszymy, tak za pieniądzem gonimy, że musiał nam o sobie przypomnieć – głowi się starsza już kobieta i dyskretnie pokazuje na młodych ludzi, którzy przed kościołem rozdają ulotki wyborcze. – Dlaczego u nas? – pyta jakby dziwnie zatroskana.
W Sokółce przy okazji jeszcze odżywa plotka, która krążyła po miasteczku w latach osiemdziesiątych. Wtedy na obliczu Matki Bożej z kościelnej mozaiki pojawiały się tajemnicze rysy. Ludzie wierzyli, że kiedy dojdą do serca nastąpi koniec świata.
czwartek, 15 września 2011
Kregi na pustyni w Tybecie
W połowie sierpnia udokumentowano powstanie bardzo ciekawych formacji na pograniczu Tybetu i Chin. Pisze się o nich "kręgi zbożowe", ale nie mają one nic wspólnego ze zbożem - powstały na obszarze posolankowym - być morze dawnego jeziora.
Formacja jest ogromna - ma około półtora kilometra średnicy - i jest starannie zaaranżowaną przestrzenią układająca się w kolisty wzór - jak na poniższym zdjęciu.
Zwlekałem z publikacją tej informacji prawie 2 tygodnie obserwując poświęcone jej posty w sieci - licząc na to, że ktoś się czegoś dopatrzy. Jak dotąd nic takiego się nie stało. Nie wiadomo ani kto to zrobił, ani jak to zrobił, ani też w jakim celu.
Jedyna nowinka "w tym temacie" to cyniczne wykorzystanie tego miejsca do celów reklamowych pewnej samochodowej korporacji. Treść reklamy sugeruje, że to właśnie samochodami tej korporacji wykonano te wzory na powierzchni ziemi. Troszkę mnie to poruszyło, ale czy cynizm reklam korporacyjnych jest tego wart?
czwartek, 1 września 2011
Dziwne dziwieki w Colorado zaobserwowane przed trzesieniem ziemii
Oto kolejny film przedstawiający dziwne dzwięki z różnych zakątków świata. Tym razem film nagrany został przed trzęsieniem ziemi w Colorado.
Film został dodany 22 sierpnia. Odgłos przypomina dzwięk hydraulicznego tarana bijącego pale w rzekę przed budową przęsła. Może to być też odgłos jakiegoś urządzenia do emitowania fal ELF ( Bardzo niskie częstotliwości ). Osoba dodająca ten materiał na YT kojarzy ten dźwięk z następującycm chwilę potem trzęsieniu ziemi, opisywanym kilka dni temu.
Dodatkowo zostaje postawione pytanie czy ma to jakiś związek z następującym tego samego dnia trzęsieniu ziemi w Virginii, które spowodowało panikę na wschodnim wybrzeżu USA oraz ewakuację kluczowych urzędów. Oto wspomniany film.
Film został dodany 22 sierpnia. Odgłos przypomina dzwięk hydraulicznego tarana bijącego pale w rzekę przed budową przęsła. Może to być też odgłos jakiegoś urządzenia do emitowania fal ELF ( Bardzo niskie częstotliwości ). Osoba dodająca ten materiał na YT kojarzy ten dźwięk z następującycm chwilę potem trzęsieniu ziemi, opisywanym kilka dni temu.
Dodatkowo zostaje postawione pytanie czy ma to jakiś związek z następującym tego samego dnia trzęsieniu ziemi w Virginii, które spowodowało panikę na wschodnim wybrzeżu USA oraz ewakuację kluczowych urzędów. Oto wspomniany film.
Walka z glodem
Największa od 60 lat susza może zabić miliony ludzi. Ale islamscy rebelianci blokują pomoc Zachodu
Susza dotknęła całą wschodnią Afrykę – Somalię, Kenię, Etiopię i Dżibuti. Region ten lokalne media już nazywają trójkątem śmierci. Według szacunków ONZ o przetrwanie walczy tu ponad 10 milionów ludzi. Najgorzej jest w objętej anarchią, kontrolowanej przez rebeliantów południowej części Somalii. Tam na skraju śmierci głodowej jest ponad trzy miliony osób. – Nie widziałam takich obrazów w ciągu 22 lat mojej pracy – przyznała Barbara Jackson z organizacji humanitarnej CARE International, która pojechała niedawno do Somalii i w imieniu umierających z głodu błaga świat o pomoc. – Ich cierpienie przekracza wszelkie nasze wyobrażenie. Każdy, kogo spotkałam, miał do przekazania jedną wiadomość: „Proszę opowiedzieć światu, że potrzebujemy pomocy. Dłużej już nie wytrwamy" – mówiła.
Światowy Program Żywnościowy ocenia, że w Somalii z głodu zmarły już dziesiątki tysięcy ludzi. Natychmiastowej pomocy potrzebuje ponad 400 tysięcy niedożywionych dzieci. – Na moich oczach powolną śmiercią zmarło z głodu czworo moich dzieci. Mąż chodził na poszukiwanie jedzenia, ale nie było nic. Tak, jakby cały kraj umierał – opowiadała jednej z organizacji humanitarnych Halima Omar. Somalijczycy uciekają przed głodem do sąsiedniej Kenii. Właśnie tam tworzą dziś największy obóz dla uchodźców na świecie.
W kenijskim Dadaab przebywa 380 tysięcy ludzi, a 70 tysięcy kolejnych koczuje w pobliżu, bo w środku nie ma dla nich miejsca. W piątek obóz odwiedził wiceszef polskiego MSZ. Krzysztof Stanowski pojechał tam razem z komisarz UE ds. pomocy humanitarnej Kristaliną Georgiewą. Każdego dnia do Kenii przybywa około 1,3 tysiąca Somalijczyków. Podobnie do Etiopii. Ale i tu nie ma co jeść, bo w obu krajach też panuje susza.
– Somalijczycy całymi rodzinami wędrują w poszukiwaniu wody i jedzenia. Ale dzieci nie wytrzymują takiej wędrówki, która trwa nawet 30 dni. Umierają jedno po drugim – mówi „Rz" Elmi Abdi, który uciekł z Somalii 20 lat temu, osiedlił się w Polsce i kieruje Stowarzyszeniem Somalijskim. W Mogadiszu mieszkają jego matka i brat. Są w stałym kontakcie, on codziennie słucha somalijskiego radia i ogląda jedyny dostępny w Polsce somalijski kanał TV. – Sytuacja jest dramatyczna. Ci ludzie żyli z hodowli bydła lub uprawy ziemi. Ale deszcz nie pada od lat i zwierzęta padły, a w ziemi nic zasadzić się nie da. Tam po prostu nie ma nic – mówi.
W przeciwieństwie do sąsiednich krajów Somalia od 20 lat nie ma rządu ani żadnej instytucji, która mogłaby zająć się udzielaniem pomocy. Na południu rządzi islamska terrorystyczna organizacja al Szabab, która w ubiegłym roku wyrzuciła z Somalii wszystkie organizacje międzynarodowe. W piątek islamiści stwierdzili, że ONZ przesadza, bo w Somalii choć jest susza, to głodu na pewno nie ma.
– To w 100 procentach fałsz i bezsensowna propaganda. Nie zdziwiłoby nas, gdyby chcieli upolitycznić sytuację – mówił mediom rzecznik rebeliantów szejk Ali Mohamud Rage. Wezwał Somalijczyków, by nie uciekali do zagranicznych obozów, tylko zostali w kraju. – Czekajcie w domu na deszcz – mówił. W ubiegłym tygodniu al Szabab wreszcie zgodziła się na wpuszczenie pomocy humanitarnej na południe kraju. W piątek zastrzegła jednak, że nie mogą to być zakazane wcześniej organizacje. – One mają problemy z ludźmi i ukryte cele – stwierdził Rage.
Mimo to do pomocy szykuje się Światowy Program Żywnościowy, którego pracownicy zostali wydaleni w ubiegłym roku. W najbliższych dniach ma dostarczyć jedzenie dla ok. 200 tysięcy ludzi. Gotowa jest też Polska Akcja Humanitarna. – Nie ma znaczenia, czy głód dotyczy 10 milionów ludzi czy pięciu. Wszystkim trzeba pomóc. A znając warunki życiowe w tym regionie, możemy mówić o katastrofie humanitarnej – mówi „Rz" szefowa PAH Janina Ochojska. W środę do Somalii udaje się przedstawiciel PAH.
– Najpierw jak najprędzej chcemy dostarczyć żywność. Potem zadbać o to, by mieszkańcy mieli dostęp do wody pitnej i mogli uprawiać ziemię. Dzięki temu sami będą mogli produkować żywność – mówi Ochojska. Pieniądze – poprzez Fundację dla Somalii – zbiera też Elmi Abdi. – Rozsyłamy prośby o wsparcie, ale na razie jest bardzo mało chętnych. Wielu Polaków nawet nie wie, gdzie leży Somalia – przyznaje.
Susza dotknęła całą wschodnią Afrykę – Somalię, Kenię, Etiopię i Dżibuti. Region ten lokalne media już nazywają trójkątem śmierci. Według szacunków ONZ o przetrwanie walczy tu ponad 10 milionów ludzi. Najgorzej jest w objętej anarchią, kontrolowanej przez rebeliantów południowej części Somalii. Tam na skraju śmierci głodowej jest ponad trzy miliony osób. – Nie widziałam takich obrazów w ciągu 22 lat mojej pracy – przyznała Barbara Jackson z organizacji humanitarnej CARE International, która pojechała niedawno do Somalii i w imieniu umierających z głodu błaga świat o pomoc. – Ich cierpienie przekracza wszelkie nasze wyobrażenie. Każdy, kogo spotkałam, miał do przekazania jedną wiadomość: „Proszę opowiedzieć światu, że potrzebujemy pomocy. Dłużej już nie wytrwamy" – mówiła.
Światowy Program Żywnościowy ocenia, że w Somalii z głodu zmarły już dziesiątki tysięcy ludzi. Natychmiastowej pomocy potrzebuje ponad 400 tysięcy niedożywionych dzieci. – Na moich oczach powolną śmiercią zmarło z głodu czworo moich dzieci. Mąż chodził na poszukiwanie jedzenia, ale nie było nic. Tak, jakby cały kraj umierał – opowiadała jednej z organizacji humanitarnych Halima Omar. Somalijczycy uciekają przed głodem do sąsiedniej Kenii. Właśnie tam tworzą dziś największy obóz dla uchodźców na świecie.
W kenijskim Dadaab przebywa 380 tysięcy ludzi, a 70 tysięcy kolejnych koczuje w pobliżu, bo w środku nie ma dla nich miejsca. W piątek obóz odwiedził wiceszef polskiego MSZ. Krzysztof Stanowski pojechał tam razem z komisarz UE ds. pomocy humanitarnej Kristaliną Georgiewą. Każdego dnia do Kenii przybywa około 1,3 tysiąca Somalijczyków. Podobnie do Etiopii. Ale i tu nie ma co jeść, bo w obu krajach też panuje susza.
– Somalijczycy całymi rodzinami wędrują w poszukiwaniu wody i jedzenia. Ale dzieci nie wytrzymują takiej wędrówki, która trwa nawet 30 dni. Umierają jedno po drugim – mówi „Rz" Elmi Abdi, który uciekł z Somalii 20 lat temu, osiedlił się w Polsce i kieruje Stowarzyszeniem Somalijskim. W Mogadiszu mieszkają jego matka i brat. Są w stałym kontakcie, on codziennie słucha somalijskiego radia i ogląda jedyny dostępny w Polsce somalijski kanał TV. – Sytuacja jest dramatyczna. Ci ludzie żyli z hodowli bydła lub uprawy ziemi. Ale deszcz nie pada od lat i zwierzęta padły, a w ziemi nic zasadzić się nie da. Tam po prostu nie ma nic – mówi.
W przeciwieństwie do sąsiednich krajów Somalia od 20 lat nie ma rządu ani żadnej instytucji, która mogłaby zająć się udzielaniem pomocy. Na południu rządzi islamska terrorystyczna organizacja al Szabab, która w ubiegłym roku wyrzuciła z Somalii wszystkie organizacje międzynarodowe. W piątek islamiści stwierdzili, że ONZ przesadza, bo w Somalii choć jest susza, to głodu na pewno nie ma.
– To w 100 procentach fałsz i bezsensowna propaganda. Nie zdziwiłoby nas, gdyby chcieli upolitycznić sytuację – mówił mediom rzecznik rebeliantów szejk Ali Mohamud Rage. Wezwał Somalijczyków, by nie uciekali do zagranicznych obozów, tylko zostali w kraju. – Czekajcie w domu na deszcz – mówił. W ubiegłym tygodniu al Szabab wreszcie zgodziła się na wpuszczenie pomocy humanitarnej na południe kraju. W piątek zastrzegła jednak, że nie mogą to być zakazane wcześniej organizacje. – One mają problemy z ludźmi i ukryte cele – stwierdził Rage.
Mimo to do pomocy szykuje się Światowy Program Żywnościowy, którego pracownicy zostali wydaleni w ubiegłym roku. W najbliższych dniach ma dostarczyć jedzenie dla ok. 200 tysięcy ludzi. Gotowa jest też Polska Akcja Humanitarna. – Nie ma znaczenia, czy głód dotyczy 10 milionów ludzi czy pięciu. Wszystkim trzeba pomóc. A znając warunki życiowe w tym regionie, możemy mówić o katastrofie humanitarnej – mówi „Rz" szefowa PAH Janina Ochojska. W środę do Somalii udaje się przedstawiciel PAH.
– Najpierw jak najprędzej chcemy dostarczyć żywność. Potem zadbać o to, by mieszkańcy mieli dostęp do wody pitnej i mogli uprawiać ziemię. Dzięki temu sami będą mogli produkować żywność – mówi Ochojska. Pieniądze – poprzez Fundację dla Somalii – zbiera też Elmi Abdi. – Rozsyłamy prośby o wsparcie, ale na razie jest bardzo mało chętnych. Wielu Polaków nawet nie wie, gdzie leży Somalia – przyznaje.
Czy cos faktycznie nadchodzi?
Czy faktycznie nadchodzi jakieś znaczące wydarzenie, które wpłynie na naszą Ziemię?
Istnieje wiele teorii na temat tego, co ziemia i ludzkość będzie doświadczać między czasem teraz aż przez następne kilka lat do 2025 roku. W zależności od tego, z kim się rozmawia lub na którą stronę internetową się wchodzi można dowiedzieć się, że jesteśmy o krok od doświadczenia jakiejś kosmicznej zmiany gęstości i świadomości lub o krok od zagłady ustalanej głównie w oparciu o starożytne przepowiednie nieistniejących już cywilizacji takich jak Majowie, Egipcjanie i Sumerowie.
To bardzo gorący temat w czasie kilku ostatnich lat i w większości dyskusje prowadzone są na temat teorii galaktycznego ciała różnego pochodzenia wlatującego w przestrzeń naszego Układu Słonecznego i wpływającego na Ziemię. Popularne nazwy tego ciała to Nibiru, Planeta X a ostatnio kometa Elenin (która w zależności od informacji oznaczana jest jako kometa, planetoida lub brązowy karzeł).
NASA, JPL i inne agencje kosmiczne na całym świecie monitorują Elenin i trzeba przyznać, że to zasługuje na uwagę. W przeciwieństwie do Planety X czy Nibiru jest to rzeczywistość i posiadamy dane z monitoringu komety Elenin. Oczywiście, jeśli Nibiru lub Planeta X istnieje nie dowiemy się prawdy o nim, ale wydaje się ciekawe, to, co ostatnio dzieje się na całym świecie od czasu, gdy Elenin wszedł do debaty publicznej.
Dziwne rzeczy mają miejsce w skali globalnej, i nie pozostaje nic innego jak zapytać, dlaczego. Pandemie zwierząt, nietypowe zmiany klimatu, wzrost intensywności każdego rodzaju klęsk żywiołowych, kontynentalne zmiany i zwiększenie aktywności w naszym Układzie Słonecznym, które rzutuje na każdą planetę, w tym Słońce, które z kolei ma wpływ na nas.
Rosnąca liczba księżycowych, planetarnych i innych koniunkcji kosmicznych wydaje się mieć wpływ na ludzi. Jednak specyficzne ustawienia planet zdarzały się zawsze. Więc dlaczego akurat teraz te zdarzenia kosmiczne mają nagle taki wpływ na naszą planetę i ludzi? Dlaczego tak się dzieje? To są pytania, które wszyscy musimy sobie zadać.
Nie jest tajemnicą, że rządy różnych krajów budują ogromne podziemne kompleksy umożliwiające podtrzymywanie życia w długim okresie czasu. Wielu z przedstawicieli światowej elity ma albo kupuje ogromne ilości nieruchomości na półkuli południowej, w szczególności w Ameryce Południowej, a niektórzy z nich już się tam przenieśli.
Wydaje się również, że istnieje ogromny wzrost publicznych deklaracji, że każdy musi dokonywać przygotowań na wypadek katastrof. Niektóre z katastrofy znajdujących się na tapecie w tej chwili to zagrożenia jądrowe, pandemie chemiczne i biologiczne, naturalne (w skali globalnej), działalność słoneczna, globalne ocieplenie, a nawet promieniowanie kosmiczne by wymienić tylko kilka.
Powyższy film jest bardzo zastanawiający. Czy Rosjanie naprawdę budują te rozległe podziemne schrony na wypadek katastrofy nuklearnej? Mały neutralny kraj Szwajcaria ma już na tyle podziemi, aby zapewnić schronienie dla każdego obywatela.
Istnieje wiele teorii na temat tego, co ziemia i ludzkość będzie doświadczać między czasem teraz aż przez następne kilka lat do 2025 roku. W zależności od tego, z kim się rozmawia lub na którą stronę internetową się wchodzi można dowiedzieć się, że jesteśmy o krok od doświadczenia jakiejś kosmicznej zmiany gęstości i świadomości lub o krok od zagłady ustalanej głównie w oparciu o starożytne przepowiednie nieistniejących już cywilizacji takich jak Majowie, Egipcjanie i Sumerowie.
To bardzo gorący temat w czasie kilku ostatnich lat i w większości dyskusje prowadzone są na temat teorii galaktycznego ciała różnego pochodzenia wlatującego w przestrzeń naszego Układu Słonecznego i wpływającego na Ziemię. Popularne nazwy tego ciała to Nibiru, Planeta X a ostatnio kometa Elenin (która w zależności od informacji oznaczana jest jako kometa, planetoida lub brązowy karzeł).
NASA, JPL i inne agencje kosmiczne na całym świecie monitorują Elenin i trzeba przyznać, że to zasługuje na uwagę. W przeciwieństwie do Planety X czy Nibiru jest to rzeczywistość i posiadamy dane z monitoringu komety Elenin. Oczywiście, jeśli Nibiru lub Planeta X istnieje nie dowiemy się prawdy o nim, ale wydaje się ciekawe, to, co ostatnio dzieje się na całym świecie od czasu, gdy Elenin wszedł do debaty publicznej.
Dziwne rzeczy mają miejsce w skali globalnej, i nie pozostaje nic innego jak zapytać, dlaczego. Pandemie zwierząt, nietypowe zmiany klimatu, wzrost intensywności każdego rodzaju klęsk żywiołowych, kontynentalne zmiany i zwiększenie aktywności w naszym Układzie Słonecznym, które rzutuje na każdą planetę, w tym Słońce, które z kolei ma wpływ na nas.
Rosnąca liczba księżycowych, planetarnych i innych koniunkcji kosmicznych wydaje się mieć wpływ na ludzi. Jednak specyficzne ustawienia planet zdarzały się zawsze. Więc dlaczego akurat teraz te zdarzenia kosmiczne mają nagle taki wpływ na naszą planetę i ludzi? Dlaczego tak się dzieje? To są pytania, które wszyscy musimy sobie zadać.
Nie jest tajemnicą, że rządy różnych krajów budują ogromne podziemne kompleksy umożliwiające podtrzymywanie życia w długim okresie czasu. Wielu z przedstawicieli światowej elity ma albo kupuje ogromne ilości nieruchomości na półkuli południowej, w szczególności w Ameryce Południowej, a niektórzy z nich już się tam przenieśli.
Wydaje się również, że istnieje ogromny wzrost publicznych deklaracji, że każdy musi dokonywać przygotowań na wypadek katastrof. Niektóre z katastrofy znajdujących się na tapecie w tej chwili to zagrożenia jądrowe, pandemie chemiczne i biologiczne, naturalne (w skali globalnej), działalność słoneczna, globalne ocieplenie, a nawet promieniowanie kosmiczne by wymienić tylko kilka.
Powyższy film jest bardzo zastanawiający. Czy Rosjanie naprawdę budują te rozległe podziemne schrony na wypadek katastrofy nuklearnej? Mały neutralny kraj Szwajcaria ma już na tyle podziemi, aby zapewnić schronienie dla każdego obywatela.
Czy kometa Elenin zmieni oblicze swiata
Elenin jest bardzo niebezpiecznym kosmicznym obiektem. Czasami podczas poszukiwania wskazówek musimy przyglądać się temu, jak oddziałowuje dany obiekt. Elenin nie jest widoczna gołym okiem, ale wydaje się mieć wpływ elektromagnetyczny na nasz układ słoneczny w odległości 14 + AUS. Elenin jest również niebezpieczna, ponieważ ma długi okres obiegu (10000 lat), a jej ogon przechodzi przez orbitę Ziemi. Komety nie są kulami lodu i pyłu, tak jak mówi nam NASA. NASA nie ujawni tych informacji, ponieważ nikt nie może absolutnie nic z tym zrobić z wyjątkiem paniki. Usiądź wygodnie i ciesz się jazdą i być wdzięczny, że żyjesz w tym czasie, aby dać świadectwo o tym wydarzeniu.
Kondensator jest urządzeniem do magazynowania ładunku elektrycznego. Komety są elektrycznymi kosmicznymi kondensatorami, które gromadzą i przechowują energię, kiedy podróżują przez przestrzeń. Komety są elektromagnetycznie podłączone do Słońca i planet za pomocą „lin elektromagnetycznych” (JPL, 2005). Ekstremalne pola EM mogą spowodować trzęsienie ziemi. Elenin będąc w linii do pozycji Ziemi i Słońca koreluje z aktywnością sejsmiczną Ziemi. To właśnie na tym są oparte badania HAARP. Elektromagnetyczna energia wpływa na linie uskoków i może spowodować poślizg (?). Przyczyną tego, że Elenin powoduje wstrząsy podczas gdy inne komety nie, jest to, że ponieważ Elenin byław przestrzeni kosmicznej przez długi czas zbierając elektrony i magazynując energię dla rozładowania jej na Słońce w perygeum.
Pole elektromagnetyczne, które wynika z przechowywania tak dużej ilości energii elektrycznej jest podłączone do Ziemi i wpływa na zjawiska geologiczne, jak również pogodę i inne zjawiska. Dodatnio naładowany metaliczny rdzeń komety jest idealny do przechowywania i przyciągania elektronów. Komety podnoszą elektrony w trakcie lotu przez przestrzeń kosmiczną, ponieważ elektrony są przyciągane do metalicznego jądra komety. Im większa kometa i dłuższa jej podróż przez przestrzeń kosmiczną bez rozładowania, tym więcej energii jest przechowywany w komety. Gdy kometa zbliża się do Słońca zaczyna świecić, ponieważ chmura elektronowa jest zasilana przez wiatr protonów ze Słońca. Protony wodoru łączą się z tlenem w wietrze słonecznnym i powstaje woda w ogonie komety, która składa się z widocznych fotonów generowanych przez obwód elektryczny komety. Słońce dostarcza ładunek dodatni i przechowywane elektrony dostarczają ładunek ujemny do uzupełnić obwód elektryczny ze słońcem.
Metalowe jądro komety zachowuje się podobnie do żarnika w żarówce. Kiedy dodatnie i ujemne przewody są podłączone, włókno żarówki produkuje blask fotonów. Intensywność emisji fotonu jest proporcjonalna do ilości prądu doładowanego do obwodu. Komety robią to samo gdy kometa napotka wiatr słoneczny. Kometa daje blask proporcjonalnie do ilości protonów i elektronów oddziałujących w obwodzie. W takim przypadku kometa zwolni zmagazynowaną energię w wybuchu fotonów, gdy liny elektromagnetyczne zapewnią wzrost protonów. Jasność może wzrosnąć o miliony razy, gdy kometa rozładuje swą zawartość na Słońce. Większość z komet nie jest wystarczająco naładowana lub nie znajdzie się wystarczająco blisko do Słońca, by eksplozyjnie wyładować swą energię i po prostu przechodzą przez Układ Słoneczny zbierając dalej energię do następnej okazji wyładowania.
Obraz komety Elenin w podczerwieni sugeruje, że ładunek elektrycznego przez nią przenoszony jest tak duży, że gdy zrzuci ona jego zawartość, wynikający z tego procesu wyrzut fotonów się pochłonie Ziemię, wówczas gdy Ziemia przejdzie przez jej ogon. Dowodem są obrazy Elenin z NASA Google sky w podczerwieni. Kiedy elenin była w odłegłości 14 AUS 14 czerwca 2007, NASA sfotografowała komety, kiedy w podczerwieni. Obraz ten wskazuje, że jej elektryczny obszar sięga 17.000.000 mil z promieniami rozszerzającymi się na ponad 100 mln km od Elenin. Elenin minie Ziemię w odłegłości 21 milionów kilometrów. Kiedy Elenin rozpali i wyładuje swój ładunek elektronów (energia elektryczna) na Słońce, rozbłysk fotonów będzie tak wielki, że natychmiast zamieni on wszystko na powierzchni Ziemi w światło.
Nie martw się jednak. Jest dużo więcej wydarzeń, zanim znikniemy.
Ogromne pole elektromagnetyczne Elenin wytworzone z jego elektronów zbieranych w całym kosmosie powinny powodować trzęsienia ziemi o magnitudzie 10 lub więcej, tak że Ziemia będzie „dzwoniła” z aktywności sejsmicznej przed bombardowaniem fotonów. Jak widać, Elenin jest zupełnie inna niż jakikolwiek inny obiekt, który NASA kiedykolwiek napotkała i publicznie potwierdziła. Nie ma innego obiektu w przestrzeni, z takimi elektrycznymi właściwościami jak Elenin. Dlatego rządy świata budują bunkry w głębi Ziemi. Dlatego Bank Nasion powstał w Grenlandii. Dlatego rząd USA wydaje tyle, jak nie było jutra. Dlatego też nasze pogoda zmienia się teraz. Dlatego mamy niepokoje społeczne na całym świecie. Jeśli nadal nie jesteś przekonany, spójrz na te dowody.
Spójrz na okręgi. Kręgi niebiesko-zielone reprezentują orbity planet w naszym Układzie Słonecznym. Czerwona kropka w każdej orbicie jest położeniem planety. Czerwoną kropką w centrum jest słońce. Pierwszy krąg to orbita Merkurego. Drugą jest Wenus. Trzecią jest Ziemia. Zwróć uwagę na księżyc krążący wokół Ziemi i jego pozycję. To jest ważne. Zwróć uwagę na następne koło. Reprezentuje ono to planetę z pięcioma księżycami. Planeta ta już nie istnieje. Teraz znajduje się tam Pas planetoid. Ostatni okręg to Jowisz. Zwróć uwagę na jego położenie. Czerwone kółko jest na orbitą obiektu o długim czasie obiegu – jak kometa. Zwróć uwagę na ten obiekt i jego ogon.
Co to oznacza? Taki układ wskazuje na określony punkt w czasie. Jest tylko jeden krótki okres czasu, gdy planety naszego Układu Słonecznego ustawią się w tej konfiguracji. Ten rysunek oznacza konkretną datę. Aby określić, w jaką datę ten rysunek przedstawia, użyłem schemat orbity Elenin Jet Propulsion laboratoria. Ten wykres pokazuje lokalizację wszystkich planet i komety Elenin. Jeśli używa się kontroli na modelu i przesuwa model do przodu w czasie 26 – 09 – 11, schemat pokaże taki układ:
Spójrz na pozycje każdej z planet. Każda planeta pasuje do lokalizacji tej samej planety, na banknocie 10 Franków. Mercury jest w tym samym miejscu. Wenus odpowiada lokalizacji na rysunku. Mars jest w pozycji na godzinie 12 i pasuje do rysunku. Jowisz jest w pozycji 2 godziny i pasuje do obrazka. Patrzę na księżyc pozycji na dzień 26.09.11.
Wnioski: rysunek Leonharda Eullera naszkicowany ponad 230 lat temu oznacza termin zdarzenia na 26 września 2011 i jest to na tyle poważne, że data ta została umieszczona na walucie i nikt nie może o tym wiedzieć. Jedynymi ludźmi, którzy wiedzą, są potomkami Iluminatów, którzy wprowadzili te wskazówki na idealnym widoku, by dać ludziom szansę na przeżycie. Nadal nie jesteście usatysfakcjonowani?
Czy nadal wierzysz w niesamowity przypadek?
Jeśli nadal nie wierzysz, że to prawda, czytaj dalej.
Jest to nowy banknot 10 franka szwajcarskiego. Widzisz spolaryzowane fale świetlne wszystkich częstotliwości?
Spójrz na fale rozwidlającego się światła na całej stronie od wysokich do niskich częstotliwości. Światło wydaje się spolaryzowane i obejmuje wszystkie długości fal. To, co przynosi nam Elenin – wysokiej intensywności spolaryzowane światło, będące z zakresu czasoprzestrzeni naszego wymiaru. Niebieska fala reprezentuje świetło wszystkich długościach fal w zakrsesie z ziemskim. Czerwona fala reprezentuje światło Elenin. Światło z ELE jest o 30 stopni z fazy, jak pokazano na banknocie. Kwestia 30 stopni w fazie nie nie jest widoczna w naszym wymiarze czasoprzestrzeni. Tylko coś wibrującego na tej samej częstotliwości może zajmować miejsce w naszym postrzeganiu wszechświata.
Spójrzmy teraz na osobę w oknie. Reprezentuje ona to osobę pomiędzy światami, nie konkretnie na jednym wybranym czasie. Czy widziałeś kometę na tym banknocie? Założę się, że przeoczyłeś. Jest to bardzo subtelne. Spójrz na lewo od punktu, w którym fale świetlne się rozpoczynają. Tam jest jest pomarańczowa i żółta rzecz wyglądająca jak asteroida. Pomarańczowe kropki reprezentują fotony emitowanych z obiektu. Jeden jest rozszerzone do rysunku fali świetlnej, aby wskazać, co te punkty
reprezentują. Fale świetlne rozpoczynają się blisko krawędzi komety.
A teraz spójrz na banknot 50.
Zauważ złamane czerwone i niebieskie zaokrąglone linie. Linie te reprezentują złamane chromosomy. Energia z fazy restartuje organizm burząc DNA i dokonując jego restrukturyzacji.
Spójrz teraz na 100.
Biały człowieka wydaje się mutować w obcego o wysokości 10 stóp, podobnego do stworzeń z filmu „Bliskie spotkania trzeciego stopnia.” To jesteśmy my, gdy wzniesiemy się do przestrzeni czasowej, nie czasoprzestrzeni.
Teraz spójrz na 200 franków. Można zobaczyć obiekt – smugi na niebie, gdzie 200 się znajduje. Obiekt pogrąża się w oceanie i tworzy olbrzymie fale, które niszczą drapacze chmur. Dzieje się tak, kiedy Ziemia przechodzi przez ślad pozostawiony przez Elenin w listopadzie.
Teraz finał. 1000 banknot franka.
Obróć banknot tak, by mócprzeczytać liczbę 1000. Zauważ postać wyglądają na Boga, patrzącą na nową Ziemię. Zwróć uwagę na parę chromosomów, które zostały wyprostowane i nie są już rozdzielane.Jeżeli ten dowód nie jest wystarczająco dobry dla Ciebie, aby to uznać, to prawdopodobnie nie ma dowodów ,które mogłyby Cię przekonać.
VIA Con Dios.
Bóg jest światłem. Ty Jesteś światłem. Do zobaczenia bardzo, bardzo szybko.
*Wpis dodany 23 lipca 2011:
Jest dużo więcej. Oto co Elenin zrobiła z Saturnem podczas zbliżania się jej. Te burze elektryczne wytwarzają pioruny, które są 10.000 razy silniejsze od najsilniejszych na ziemi.
Oto link do artykułu. NASA ma kilka informacji o tym, a są i inne. Ta burza była trzymana w ciszy i nie wielu zdaje się połączyć kropki .. ale tutaj jest:
http://www.universetoday.com/87269/the-sights-and-sounds-of-saturns-super-storm/
Możesz zobaczyć elektryczne burze na tym zdjęciu. Są to punkty kontaktowe dla lin elektromagnetycznych, które łączą się z planetą. Nie możemy zobaczyć tych lin…. jeszcze, ale jeśli dzięki SOHO można zobaczyć liny EM wychodzące z Venus na lewej stronie ich zdjęcia bezpośrednio skierowane na Słońce. Postaram się zdobyć te jutro się.
Spójrz na Saturna. Setki naszych „Ziem” zmieści się wewnątrz tej burzy. Jest to potwór. To zdarza się co roku na Saturnie, który trwa około 30 lat ziemskich. Jednak teraz nie powinno to mieć miejsca! Jest to ponad 10 lat wcześniej i bardzo nieoczekiwane. To jest jak huragan w styczniu w Zatoce Meksykańskiej. To nie zdarza się.
Tego jest więcej …. Ale trzeba będzie poczekać, aż będę mógł przedstawić je Wam. W między czasie spójrzcie na „pelerynę czasu” -artykuł MIT, który pojawił się kilka dni temu na google i zadaj sobie pytanie, dokąd udają się cząstki, gdy czas jest zamaskowany?
Oto link. – http://www.technologyreview.com/blog/arxiv/26992/
Pamiętaj, że aby być w naszym wszechświecie, obiekt musi mieć koordynaty x, y i czas. Bez tego obiektu nie istnieje w naszym postrzeganiu rzeczywistości i nasze zmysły nie mogą go obserwować.
Jeśli elektromahnetyczne pole Elenin tworzy „płaszcz czasu” na Ziemi podobnie jak w tym artykule, gdzie Ziemia się znajdzie? Na pewno nie w czaso-przestrzeni.
Może pójść w to samym miejsce, gdzie określa się cząstki kwantowe … …. Zwanych superpozycją? Gdzie czasoprzestrzeń jest odwrócona. Drugi wymiar czasu. Co to jest pytasz? Co to jest drugi wymiar czasu? To prawdziwa rzeczywistość niematerialnego świata. Miejsce, które istniało przed naszym wszechświatem. Cząstki kwantowe są energią elektromagnetyczną. Jako takie, te cząstki mają dużą elektromagnetyczną masę. Pole EM umiejscawia cząstki kwantowe w superpozycji. Elenin teoretycznie może zrobić to samo, jeśli stosunek ładunek/masa jest podobny do niektórych
cząstek kwantowych.
Wzniesienie i zmiany na Ziemii
Przesyłamy pozdrowienia dla naszych ziemskich braci i sióstr od tych z nas, którzy są na pokładzie gwiezdnego statku Anthabantian. To z naszej miłości i poczucia Jedności z wami korzystamy ze sposobności, aby dzielić się z wami naszymi spostrzeżeniami. Cieszymy się bardzo, kiedy znajdujecie czas, aby czytać nasze przesłania. Dzisiaj wracamy z odpowiedziami na wiele waszych pytań. Możecie zadawać nam inne pytania, jeśli chcecie; jesteśmy tu, aby asystować wam w końcowej fazie transformacji.
Podczas czasu przejścia, jaka jest najważniejsza rzecz, jaką może zrobić człowiek?
Są dwa ważne przedsięwzięcia, którymi możecie się zająć w tym czasie waszej transformacji. Pierwsza polega na odkryciu tego, co jest w waszych sercach, co czujecie, że jest prawdą a potem dążenie do szukania tej prawdy na zewnątrz z rezolutną determinacją. Stoi to w sprzeczności z taką postawą, aby bezmyślnie akceptować najnowsze ujawniane wydarzenia, tzw. szerszą perspektywę i wszystko na temat czyjegoś przeznaczenia, na podstawie otrzymywanych wiadomości od tak zwanych ekspertów a zwłaszcza od takich ludzi, którzy uważają, że wiedzą wszystko i nazywają siebie guru – jeżeli pozwolicie. Nikt – podkreślamy, ABSOLUTNIE NIKT prócz was nie wie, co wasza dusza życzy sobie doświadczyć w tym życiu. Zajrzyjcie w wasze serca a ujrzycie wasz wyższy cel, wszystko o co prosi wasza dusza i największe korzyści służące wszystkim zainteresowanym. Cytowanie wiedzy uzyskanej przez słuchanie innych niweczy wasz cel bycia tutaj. Wyznawanie wiedzy waszych guru niweczy wasz własny cel, jaki dusza chciała tutaj doświadczyć. Wy i tylko wy wiecie w waszych sercach, co jest dla was korzystne. Możecie odkryć prawdę w tych cichych chwilach, kiedy wasza dusza przemawia do was.
Drugą ważną sprawą jest podnoszenie waszych indywidualnych wibracji w taki sposób, aby kiedy transformacja Ziemi zakończy się – móc rezonować zgodnie z jej nową wibracją. Najłatwiejszym sposobem by tego dokonać to myśleć z głębi serca, widzieć wszystkich w Jedności i skupić się na zamiarze wyjścia z 3-ciego wymiaru. Mówiliśmy już o tym w przeszłości i będziemy mówić nadal w przyszłości.
Czy Ziemianie wkroczą do 5-go wymiaru?
Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy poruszyć temat „wolnej woli”, która rządzi funkcjonowaniem wszystkich dusz na ziemi i wszędzie w kosmosie. Każdy z was musi zdecydować, na jakim poziomie wibracji chce istnieć i czy chce, czy nie wznieść się w wyższe wibracje. Wybór czy i kiedy zależy całkowicie od was.
Tak zwany 5-ty wymiar jest wibracją na poziomie którym wy i wasza dusza nie jesteście niczym skrępowani. Nie ma dwoistości, aczkolwiek będzie istnieć możliwość wyboru. To także wibracja na poziomie, której, wibrują wasi życzliwi gwiezdni bracia i siostry.
Więc ogólna odpowiedź na wasze pytania jest: tak, wszyscy ludzie przejdą do 5-tego wymiaru – ostatecznie. W rzeczywistości przejdą poprzez niego w swej drodze do wyższych wymiarów. Niektórzy zdecydują się by wznieść się do 5 wymiaru, kiedy Ziemia będzie zmieniać swoje wibracje; a inni nie. To wasz wybór plus wymaga to trochę wysiłku z waszej strony, aby osiągnąć częstotliwość 5-tego wymiaru. Nie polega to tylko na powiedzeniu: „Chcę wibrować na poziomie częstotliwości z 5-tego wymiaru”
Ci, którzy są nieświadomi możliwości takiego wyboru nie wzniosą się – w tym czasie. Zostaną przeniesieni do innego miejsca, gdzie będą mogli wznowić swe fizyczne życie. Tym, którzy świadomie wybiorą pozostanie w 3-tym wymiarze, zostaną zaprezentowane opcje inne niż pozostanie na Ziemi.
W jaki sposób poszczególne osoby i społeczeństwo transformuje się w wyższe wymiary? Czy za sprawą efektu „ setnej małpy”?
We wczesnych dniach waszego Internetu, kilku pionierów widziało potencjał powiązania swoich komputerów razem, aby umożliwić wymianę informacji naukowej. To wyznaczyło kierunek, za którym podążyli inni. Stopniowo inni stali się świadomi tego procesu i zaczęli podłączać swoje komputery do raczkującego Internetu i więcej informacji stało się dostępnej, aby dzielić się z innymi. Po tym jak znacząca liczba osób przyjęła taki sposób rozwiązań systemowych, zaprojektowano internetowe szerokopasmowe łącza. Potem wyłoniło się coraz więcej aplikacji i coraz więcej i więcej komputerów zostało połączonych ze sobą. Internet rozrósł się, aby obsługiwać coraz więcej ludzi aż do dzisiaj, kiedy jest szeroko akceptowany, jako część życia większości ludzi.
W każdym stadium rozwoju Internetu ludzka świadomość rosła równolegle z ich wiedzą. Każda osoba, która wchodziła na strony internetowe podejmowała świadomy wybór, aby tak zrobić plus zapłacili za konieczny do tego sprzęt i oprogramowanie. Na przestrzeni kilku lat stało się to zarówno koniecznym jak i dającym zadowolenie sposobem, aby korzystać z Internetu a trudnym dla tych, którzy żyją bez jego pomocy. Jeżeli chodzi o energetyczną perspektywę – ci, którzy korzystają z Internetu, podnoszą swoje wibracje.
Sposób, w jaki postępuje transformacja ziemskich ludzi jest powolnym, wielostopniowym procesem podobnym do procesu uczenia się korzystania z Internetu. Najpierw zdajemy sobie sprawę z szerszej perspektywy czegoś. Dostrzegło to na początku tylko niewielu i zaczęło to popularyzować. Potem ci, którzy otrzymali wskazówki na temat szerszej perspektywy zaczęli badać daną sprawę dla samych siebie. Pierwsi odkrywcy dokonują wyboru wolnej woli, aby zmienić dotychczasowe życie, – aby żyć z poziomu serca. Od tego momentu są przykładem dla innych – działając publicznie lub prywatnie – w ramach kontekstu wyłaniającego się nowego sposobu na życie.
Coraz więcej ludzi przyjmuje te nowe sposoby widzenia i życia w szerszej perspektywie, ogólna energia planety wzrasta i ludzie stają się świadomi i uważają, że jest łatwiej pojąć szerszą perspektywę rzeczy niż początkowo było to dla tych, którzy zaczynali cały ten proces. Tak, zawsze będą tacy, którzy będą się opierać i nigdy nie pojmą szerszej perspektywy, zupełnie jak ci, którzy nie korzystają z Internetu. Jednakże, czym więcej ludzi staje się świadomych, coraz więcej energii przybywa i szersza perspektywa wydaje się być mniej dziwna dla tych, którzy właśnie stają się jej świadomi. Proces narasta i następuje zmiana dla większości; z tych, którzy opierali swoje postępowanie wyłącznie na rozumie, na tych, którzy opierają swe postępowanie na myśleniu z poziomu serca.
Jednakże proszę zauważcie, że w każdym stadium tego procesu, czy to podejmując decyzję o wibracji na wyższym poziomie świadomości czy o skorzystaniu z Internetu, dokonujecie świadomej decyzji czy doświadczyć tego czy też nie, czy zrobić to teraz czy poczekać. Rola wolnej woli nie może być tu bardziej zaakcentowana.
W dodatku do kwestii wolnej woli i podobnie jak i do kwestii rozwoju Internetu, ludzie muszą jeszcze sami z siebie wykonać dodatkową robotę. Ludzie mogą lub nie kupić konieczny sprzęt, aby połączyć się z Internetem. To ich wybór. Jeżeli nie kupią sprzętu – nie połączą się. Podobnie, jeżeli ludzie nie podejmą się świadomego wysiłku, aby podnieść swoje wibracje, nie zostaną objęci falą jak ci, którzy tak uczynili. Nie ma przejażdżki za darmo.
Dokonuje się stopniowe przebudzenie, które ułatwia przyjęcie nowych sposobów bycia, pokazywanych przez pracowników światła oraz tych, co zawsze kroczą nowymi ścieżkami. Taka osoba może wyjaśnić, co się dzieje i poprosić kogoś o przyjęcie nowego sposobu bycia. Ale nawet najbardziej oddany pracownik światła nie może podjąć decyzji wolnej woli za kogoś lub wykonać za niego pracę polegającą na podniesieniu energii. Jest oczywiście łatwiej jak pomaga wam pracownik światła, ale ciągle wymaga to decyzji wolnej woli i pewnego wysiłku, aby uzyskać konieczny poziom wibracji, aby móc żyć na nowej Ziemi.
Czy przylecą statki kosmiczne, aby zabrać ludzi z tej planety? Czy nastąpi ogólnoświatowe oczyszczanie tego, co narozrabiali ludzie?
Żadne masowe ewakuacje ludzi z tej planety nie są ani zaplanowane ani przewidziane. Takie zabieranie ludzi z powierzchni mogłoby ograniczać wolną wolę, wstrzymać powód i skutek i wyeliminować konsekwencje działań. To także byłoby bezpośrednie zaprzeczenie prawa o nieingerencji.
W przeciwieństwie do tego nierozważnego działania, wasza planeta podnosi swą częstotliwość w taki sposób, że dualizm, który utrzymywał się od tak długiego czasu, nie będzie już obecny. Ta zmiana trwa już od kilkunastu lat i osiągnie swój szczyt na przełomie kilku najbliższych miesięcy. Gdy to się dokona, będzie niewyobrażalnie trudno dla tych, którzy trzymają się ciemności, aby pozostać na tej planecie. Wielu, którzy teraz wahają się pomiędzy wyborem światła czy ciemności, wybierze światło. Inni, którzy bazują na lęku, luksusie, bogactwie czy/i statusie materialnym będą trzymać się kurczowo ciemności.
Instytucje, które bazują na strachu, takie jak wojskowość, obecne rządy i obecny system pieniężny znikną. Fizyczne struktury, które zostały zbudowane w oparciu o strach, znikną. Instytucje, struktury, jednostki i społeczności, które czerpią z światła zostaną. Następne miesiące będą czasem oddzielania tego, co ze światła a co z ciemności.
Nowa cywilizacja wyłoni się z chaosu powstając z upadku starego porządku rzeczy. Esencją nowej cywilizacji będzie miłość oraz Jedność z Ziemią i wszystkimi, którzy ją zamieszkują. Nie będzie to natychmiastowy proces, ale wydarzy się stosunkowo szybko, ponieważ nie będzie już czasu linearnego.
Fizyczne oczyszczanie planety będzie miało miejsce za pomocą wielu istot z tego wszechświata, które wspomagają jej powrót do jej nieskazitelnego stanu. Będzie to miało miejsce we współpracy z nowymi ludźmi Ziemi.
Nie będzie miało miejsca ogólne oczyszczenie bez obecności ludzi na planecie. Cała zmiana dokona się w zgodzie z bilansem energii. Te miejsca, gdzie energia Ziemi została poważnie uszkodzona, będą wymagały naprawy na najwyższym poziomie energetycznym. Tam, gdzie zostały poczynione najmniejsze szkody, ziemia będzie mniej dotknięta. Energetyczne prace naprawcze samej Ziemi różnią się między sobą – zaczynając od trzęsień ziemi, tsunami a na uciążliwej pogodzie, pożarach, zmianach klimatu i kończąc na podniesieniu się poziomu wód.
Czy nastąpi przebiegunowanie ziemi? Czy doświadczymy poważnych zmian ziemskich?
Częstotliwość ziemskiego pola magnetycznego opada. Tak będzie się działo do momentu zmiany pól magnetycznych, tak jak wydarzało się to już wcześniej w wędrówce Ziemi poprzez płaszczyznę galaktyki. Kiedy nastąpi zmiana pola magnetycznego ziemi wywoła to poruszanie się luźnych płyt tektonicznych względem siebie. Dokonają zmian polegających na zmianie klimatu na łagodniejszy i zrównoważeniu energii. W dodatku ma miejsce równanie fizycznego bieguna do pozycji pionowej. To wyeliminuje efekt pór roku. Rezultatem tego będzie planeta o klimacie łagodnym na całej powierzchni z ekstremalnym na północy i południu.
Ziemia będzie kontynuowała dostrajanie swej fizycznej manifestacji w celu wzniesienia się do lżejszych wibracji i transformacji samej siebie w nieskazitelnie piękną planetę. Towarzyszyć temu równoważeniu będą ruchy płyt tektonicznych. Ruchy te są efektem pragnienia Ziemi, aby zrównoważyć energetycznie te tereny, gdzie najbardziej doświadczyła ona energii strachu, złości, zazdrości i innych ciemnych energii. Zmiany na powierzchni ziemi nastąpią nie tylko w miejscu styku płyt tektonicznych, ale też w zupełnie nowych miejscach, gdzie nigdy wcześniej nie miało to miejsca. Wasi gwiezdni bracia i siostry, jak również wasze własne energie minimalizują trudne aspekty tych zmian. Wiele wydarzy się niezauważalnie, jednakże będzie też chaotycznie dla tych, którzy są bezpośrednio w to zaangażowani. Kiedy będziecie świadkami tych wydarzeń, zawsze miejcie to na względzie, że celowo wy i inni inkarnowaliście w tym czasie i w to specyficzne miejsce, aby doświadczyć to, czego doświadczacie.
Kiedy odejdą bieżące systemy monetarne? Czy zostaną zastąpione innymi systemami monetarnymi?
Bieżące systemy monetarne oparte na długu są w procesie rozpadu. Proces ten będzie trwać do momentu aż nie znikną zasoby super bogatych, aż do momentu zniknięcia papierowych walut i do momentu dopóki taki poziom pola do rozgrywek nie zostanie stworzony, który będzie działał w interesie wszystkich zainteresowanych. Nastąpią takie etapy rozpadania się systemu, podczas których wyłoni się system monetarny oparty na metalach szlachetnych, ale ostatecznie pieniądze będą dostarczone w celu, aby każda osoba mogła osiągnąć to, czego pragnie. W prawdziwym 5-cio wymiarowym pojmowaniu, waluta będzie tworzona przez jednostki tylko w razie takiej potrzeby.
Kiedy nastąpi czas przybycia statków kosmicznych należących do naszych kosmicznych braci i sióstr?
Wiele statków kosmicznych, tak jak Anthabantian stacjonuje blisko waszej planety i są już tu od pewnego czasu. Ujawnienie ich nastąpi: 1) gdy będzie to bezpieczne dla wszystkich zainteresowanych. 2) gdy nasze pojawienie się zostanie zaakceptowane jako pokojowe i korzystne. 3) kiedy nasze przybycie będzie dawało maksymalną korzyść dla wszystkich zainteresowanych. Równolegle do tego masowego kontaktu nastąpi uznanie faktu, że wiele nietubylczych istot zamieszkuje tą planetę.
Jak wiele nie tubylczych istot jest dziś obecnych na ziemi? Jak wyglądają? Dlaczego tu są?
Na Ziemi w chwili obecnej znajduje się duża grupa istot nie tubylczych. Chodzą miedzy wami jako pracownicy światła i jako ludzie pracujący „poza główną sceną” w celu rozwoju ludzkości. Ich liczba przewyższa jeden milion. We wszystkich przypadkach wyglądają jak ludzie aby wpasować się do waszego społeczeństwa, aczkolwiek z małymi różnicami w fizycznym wyglądzie. Jest wiele milionów, którzy nie są obecni w ludzkim kształcie, operują na takich wibracjach, które powodują, że są niewidoczni dla ludzkich oczu. Również są tu dla korzyści ludzkości i dla większego dobra całego wszechświata.
Mówiąc to, musimy też wspomnieć o obecności tych, których światło ledwie się tli, służą oni sobie i mogą być uznani jako ciemni. Są nieliczni, aczkolwiek jak mówi przysłowie „jedno zepsute jabłko może zepsuć całą beczkę”. Ciemna energia i jej sprzymierzeńcy stworzyli i utrzymywali dualizm 3-go wymiaru. To ci są przewodnią siłą Iluminatów. Jednakże kochajcie swoich ciemnych braci i siostry, ponieważ są oni interesującym tłem gry, w której odgrywacie wasze indywidualne dramaty.
Kim są Opiekunowie nowej Ziemi?
Opiekunowie nowej Ziemi będą asystować w transformacji planety z jej obecnego stanu do takiego, aby stała się planetą o nieskazitelnej urodzie. W chwili, gdy Ziemia może w przeważającej większości transformować się w czasie, Opiekunowie ludzcy i spoza planety mogą asystować w tej zmianie w taki sposób, aby w przeciągu krótkiego czasu Ziemia mogła odzyskać swą naturalną urodę, ciągle będąc miejscem zamieszkania dla ludzkich mieszkańców. Opiekunowie będą mieć wiele ról i będą wykonywać wiele różnych zadań.
Opiekunowie są pożądaną częścią transformacji Ziemi, ponieważ zajmują się jej rehabilitacją na lokalnym ludzkim poziomie. Zalicza się do tego eliminacja wszystkich struktur, dróg i wytworów użyteczności publicznej, które były budowane w oparciu o strach i w przekonaniu, że prawem człowieka jest dominacja nad Ziemią. Struktury stworzone przez człowieka i ozdoby planety, które wykonano w poczuciu miłości i troski o nią – pozostaną. Zostaną użyte przez Opiekunów w robotach rekonstrukcyjnych.
Elektryczność zostanie dostarczona z kryształów, które raz naenergetyzowane będą ciągle dostarczać elektryczności, zarówno dla gospodarstw domowych oraz do przywracania części sieci energetycznej. W ten sposób zostanie dostarczona energia Opiekunom nowej ziemi, aby mogli wykonywać swoje zadania odbudowy i kreowania nowej cywilizacji.
Nowe technologie będą się pojawiać – udzielone przez waszych gwiezdnych braci i siostry. Te technologie będą w zgodzie dla funkcjonowania nieskazitelnej planety. Zaliczać się będą do nich pojazdy do transportu, urządzenia wspomagające życie codzienne oraz urządzenie do komunikacji wspierające rolę telepatii.
My z pokładu statku Athabantian ustanawiamy instytut. Będzie on spełniał trzy funkcje: 1) asystowanie ludziom w podnoszeniu ich wibracji do takiej częstotliwości, aby swobodnie rezonować z nową Ziemią i aby mogli wzajemnie oddziaływać z waszymi braćmi i siostrami z innych systemów gwiezdnych. 2) nauka funkcjonowania w tej, do pewnego stopnia, nieznanej częstotliwości i wykonywanie ważnych zadań. Do tego zalicza się wzajemne funkcjonowanie z waszymi braćmi i siostrami, aby wdrażać technologie dopracowane do perfekcji na innych planetach światła. 3) nauka innych jak podnosić swoje wibracje i jak zostać Opiekunem. Wszystko to zostanie dokonane w tym instytucie, który zostanie powołany do istnienia jak tylko dokona się zmiana na planetę w przeważającej mierze opartej na miłości. Chwila ta nie jest zbyt odległa w przyszłości, gdy wszystko, o czym mówiliśmy nadejdzie.
Jesteśmy zadowoleni z możliwości komunikowania się z wami i wyczekujemy nowych sposobności. Utrzymujemy was w bezwarunkowej miłości i życzymy wszystkiego dobrego w czasie waszej transformacji. Do następnego czasu, jestem Adrial, niebiańska istota tego wszechświata, jestem Bren-Ton, jestem Justine a ja jestem Moraine, wszyscy z Andromedy; a ja jestem Zepher z Plejad.
Podczas czasu przejścia, jaka jest najważniejsza rzecz, jaką może zrobić człowiek?
Są dwa ważne przedsięwzięcia, którymi możecie się zająć w tym czasie waszej transformacji. Pierwsza polega na odkryciu tego, co jest w waszych sercach, co czujecie, że jest prawdą a potem dążenie do szukania tej prawdy na zewnątrz z rezolutną determinacją. Stoi to w sprzeczności z taką postawą, aby bezmyślnie akceptować najnowsze ujawniane wydarzenia, tzw. szerszą perspektywę i wszystko na temat czyjegoś przeznaczenia, na podstawie otrzymywanych wiadomości od tak zwanych ekspertów a zwłaszcza od takich ludzi, którzy uważają, że wiedzą wszystko i nazywają siebie guru – jeżeli pozwolicie. Nikt – podkreślamy, ABSOLUTNIE NIKT prócz was nie wie, co wasza dusza życzy sobie doświadczyć w tym życiu. Zajrzyjcie w wasze serca a ujrzycie wasz wyższy cel, wszystko o co prosi wasza dusza i największe korzyści służące wszystkim zainteresowanym. Cytowanie wiedzy uzyskanej przez słuchanie innych niweczy wasz cel bycia tutaj. Wyznawanie wiedzy waszych guru niweczy wasz własny cel, jaki dusza chciała tutaj doświadczyć. Wy i tylko wy wiecie w waszych sercach, co jest dla was korzystne. Możecie odkryć prawdę w tych cichych chwilach, kiedy wasza dusza przemawia do was.
Drugą ważną sprawą jest podnoszenie waszych indywidualnych wibracji w taki sposób, aby kiedy transformacja Ziemi zakończy się – móc rezonować zgodnie z jej nową wibracją. Najłatwiejszym sposobem by tego dokonać to myśleć z głębi serca, widzieć wszystkich w Jedności i skupić się na zamiarze wyjścia z 3-ciego wymiaru. Mówiliśmy już o tym w przeszłości i będziemy mówić nadal w przyszłości.
Czy Ziemianie wkroczą do 5-go wymiaru?
Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy poruszyć temat „wolnej woli”, która rządzi funkcjonowaniem wszystkich dusz na ziemi i wszędzie w kosmosie. Każdy z was musi zdecydować, na jakim poziomie wibracji chce istnieć i czy chce, czy nie wznieść się w wyższe wibracje. Wybór czy i kiedy zależy całkowicie od was.
Tak zwany 5-ty wymiar jest wibracją na poziomie którym wy i wasza dusza nie jesteście niczym skrępowani. Nie ma dwoistości, aczkolwiek będzie istnieć możliwość wyboru. To także wibracja na poziomie, której, wibrują wasi życzliwi gwiezdni bracia i siostry.
Więc ogólna odpowiedź na wasze pytania jest: tak, wszyscy ludzie przejdą do 5-tego wymiaru – ostatecznie. W rzeczywistości przejdą poprzez niego w swej drodze do wyższych wymiarów. Niektórzy zdecydują się by wznieść się do 5 wymiaru, kiedy Ziemia będzie zmieniać swoje wibracje; a inni nie. To wasz wybór plus wymaga to trochę wysiłku z waszej strony, aby osiągnąć częstotliwość 5-tego wymiaru. Nie polega to tylko na powiedzeniu: „Chcę wibrować na poziomie częstotliwości z 5-tego wymiaru”
Ci, którzy są nieświadomi możliwości takiego wyboru nie wzniosą się – w tym czasie. Zostaną przeniesieni do innego miejsca, gdzie będą mogli wznowić swe fizyczne życie. Tym, którzy świadomie wybiorą pozostanie w 3-tym wymiarze, zostaną zaprezentowane opcje inne niż pozostanie na Ziemi.
W jaki sposób poszczególne osoby i społeczeństwo transformuje się w wyższe wymiary? Czy za sprawą efektu „ setnej małpy”?
We wczesnych dniach waszego Internetu, kilku pionierów widziało potencjał powiązania swoich komputerów razem, aby umożliwić wymianę informacji naukowej. To wyznaczyło kierunek, za którym podążyli inni. Stopniowo inni stali się świadomi tego procesu i zaczęli podłączać swoje komputery do raczkującego Internetu i więcej informacji stało się dostępnej, aby dzielić się z innymi. Po tym jak znacząca liczba osób przyjęła taki sposób rozwiązań systemowych, zaprojektowano internetowe szerokopasmowe łącza. Potem wyłoniło się coraz więcej aplikacji i coraz więcej i więcej komputerów zostało połączonych ze sobą. Internet rozrósł się, aby obsługiwać coraz więcej ludzi aż do dzisiaj, kiedy jest szeroko akceptowany, jako część życia większości ludzi.
W każdym stadium rozwoju Internetu ludzka świadomość rosła równolegle z ich wiedzą. Każda osoba, która wchodziła na strony internetowe podejmowała świadomy wybór, aby tak zrobić plus zapłacili za konieczny do tego sprzęt i oprogramowanie. Na przestrzeni kilku lat stało się to zarówno koniecznym jak i dającym zadowolenie sposobem, aby korzystać z Internetu a trudnym dla tych, którzy żyją bez jego pomocy. Jeżeli chodzi o energetyczną perspektywę – ci, którzy korzystają z Internetu, podnoszą swoje wibracje.
Sposób, w jaki postępuje transformacja ziemskich ludzi jest powolnym, wielostopniowym procesem podobnym do procesu uczenia się korzystania z Internetu. Najpierw zdajemy sobie sprawę z szerszej perspektywy czegoś. Dostrzegło to na początku tylko niewielu i zaczęło to popularyzować. Potem ci, którzy otrzymali wskazówki na temat szerszej perspektywy zaczęli badać daną sprawę dla samych siebie. Pierwsi odkrywcy dokonują wyboru wolnej woli, aby zmienić dotychczasowe życie, – aby żyć z poziomu serca. Od tego momentu są przykładem dla innych – działając publicznie lub prywatnie – w ramach kontekstu wyłaniającego się nowego sposobu na życie.
Coraz więcej ludzi przyjmuje te nowe sposoby widzenia i życia w szerszej perspektywie, ogólna energia planety wzrasta i ludzie stają się świadomi i uważają, że jest łatwiej pojąć szerszą perspektywę rzeczy niż początkowo było to dla tych, którzy zaczynali cały ten proces. Tak, zawsze będą tacy, którzy będą się opierać i nigdy nie pojmą szerszej perspektywy, zupełnie jak ci, którzy nie korzystają z Internetu. Jednakże, czym więcej ludzi staje się świadomych, coraz więcej energii przybywa i szersza perspektywa wydaje się być mniej dziwna dla tych, którzy właśnie stają się jej świadomi. Proces narasta i następuje zmiana dla większości; z tych, którzy opierali swoje postępowanie wyłącznie na rozumie, na tych, którzy opierają swe postępowanie na myśleniu z poziomu serca.
Jednakże proszę zauważcie, że w każdym stadium tego procesu, czy to podejmując decyzję o wibracji na wyższym poziomie świadomości czy o skorzystaniu z Internetu, dokonujecie świadomej decyzji czy doświadczyć tego czy też nie, czy zrobić to teraz czy poczekać. Rola wolnej woli nie może być tu bardziej zaakcentowana.
W dodatku do kwestii wolnej woli i podobnie jak i do kwestii rozwoju Internetu, ludzie muszą jeszcze sami z siebie wykonać dodatkową robotę. Ludzie mogą lub nie kupić konieczny sprzęt, aby połączyć się z Internetem. To ich wybór. Jeżeli nie kupią sprzętu – nie połączą się. Podobnie, jeżeli ludzie nie podejmą się świadomego wysiłku, aby podnieść swoje wibracje, nie zostaną objęci falą jak ci, którzy tak uczynili. Nie ma przejażdżki za darmo.
Dokonuje się stopniowe przebudzenie, które ułatwia przyjęcie nowych sposobów bycia, pokazywanych przez pracowników światła oraz tych, co zawsze kroczą nowymi ścieżkami. Taka osoba może wyjaśnić, co się dzieje i poprosić kogoś o przyjęcie nowego sposobu bycia. Ale nawet najbardziej oddany pracownik światła nie może podjąć decyzji wolnej woli za kogoś lub wykonać za niego pracę polegającą na podniesieniu energii. Jest oczywiście łatwiej jak pomaga wam pracownik światła, ale ciągle wymaga to decyzji wolnej woli i pewnego wysiłku, aby uzyskać konieczny poziom wibracji, aby móc żyć na nowej Ziemi.
Czy przylecą statki kosmiczne, aby zabrać ludzi z tej planety? Czy nastąpi ogólnoświatowe oczyszczanie tego, co narozrabiali ludzie?
Żadne masowe ewakuacje ludzi z tej planety nie są ani zaplanowane ani przewidziane. Takie zabieranie ludzi z powierzchni mogłoby ograniczać wolną wolę, wstrzymać powód i skutek i wyeliminować konsekwencje działań. To także byłoby bezpośrednie zaprzeczenie prawa o nieingerencji.
W przeciwieństwie do tego nierozważnego działania, wasza planeta podnosi swą częstotliwość w taki sposób, że dualizm, który utrzymywał się od tak długiego czasu, nie będzie już obecny. Ta zmiana trwa już od kilkunastu lat i osiągnie swój szczyt na przełomie kilku najbliższych miesięcy. Gdy to się dokona, będzie niewyobrażalnie trudno dla tych, którzy trzymają się ciemności, aby pozostać na tej planecie. Wielu, którzy teraz wahają się pomiędzy wyborem światła czy ciemności, wybierze światło. Inni, którzy bazują na lęku, luksusie, bogactwie czy/i statusie materialnym będą trzymać się kurczowo ciemności.
Instytucje, które bazują na strachu, takie jak wojskowość, obecne rządy i obecny system pieniężny znikną. Fizyczne struktury, które zostały zbudowane w oparciu o strach, znikną. Instytucje, struktury, jednostki i społeczności, które czerpią z światła zostaną. Następne miesiące będą czasem oddzielania tego, co ze światła a co z ciemności.
Nowa cywilizacja wyłoni się z chaosu powstając z upadku starego porządku rzeczy. Esencją nowej cywilizacji będzie miłość oraz Jedność z Ziemią i wszystkimi, którzy ją zamieszkują. Nie będzie to natychmiastowy proces, ale wydarzy się stosunkowo szybko, ponieważ nie będzie już czasu linearnego.
Fizyczne oczyszczanie planety będzie miało miejsce za pomocą wielu istot z tego wszechświata, które wspomagają jej powrót do jej nieskazitelnego stanu. Będzie to miało miejsce we współpracy z nowymi ludźmi Ziemi.
Nie będzie miało miejsca ogólne oczyszczenie bez obecności ludzi na planecie. Cała zmiana dokona się w zgodzie z bilansem energii. Te miejsca, gdzie energia Ziemi została poważnie uszkodzona, będą wymagały naprawy na najwyższym poziomie energetycznym. Tam, gdzie zostały poczynione najmniejsze szkody, ziemia będzie mniej dotknięta. Energetyczne prace naprawcze samej Ziemi różnią się między sobą – zaczynając od trzęsień ziemi, tsunami a na uciążliwej pogodzie, pożarach, zmianach klimatu i kończąc na podniesieniu się poziomu wód.
Czy nastąpi przebiegunowanie ziemi? Czy doświadczymy poważnych zmian ziemskich?
Częstotliwość ziemskiego pola magnetycznego opada. Tak będzie się działo do momentu zmiany pól magnetycznych, tak jak wydarzało się to już wcześniej w wędrówce Ziemi poprzez płaszczyznę galaktyki. Kiedy nastąpi zmiana pola magnetycznego ziemi wywoła to poruszanie się luźnych płyt tektonicznych względem siebie. Dokonają zmian polegających na zmianie klimatu na łagodniejszy i zrównoważeniu energii. W dodatku ma miejsce równanie fizycznego bieguna do pozycji pionowej. To wyeliminuje efekt pór roku. Rezultatem tego będzie planeta o klimacie łagodnym na całej powierzchni z ekstremalnym na północy i południu.
Ziemia będzie kontynuowała dostrajanie swej fizycznej manifestacji w celu wzniesienia się do lżejszych wibracji i transformacji samej siebie w nieskazitelnie piękną planetę. Towarzyszyć temu równoważeniu będą ruchy płyt tektonicznych. Ruchy te są efektem pragnienia Ziemi, aby zrównoważyć energetycznie te tereny, gdzie najbardziej doświadczyła ona energii strachu, złości, zazdrości i innych ciemnych energii. Zmiany na powierzchni ziemi nastąpią nie tylko w miejscu styku płyt tektonicznych, ale też w zupełnie nowych miejscach, gdzie nigdy wcześniej nie miało to miejsca. Wasi gwiezdni bracia i siostry, jak również wasze własne energie minimalizują trudne aspekty tych zmian. Wiele wydarzy się niezauważalnie, jednakże będzie też chaotycznie dla tych, którzy są bezpośrednio w to zaangażowani. Kiedy będziecie świadkami tych wydarzeń, zawsze miejcie to na względzie, że celowo wy i inni inkarnowaliście w tym czasie i w to specyficzne miejsce, aby doświadczyć to, czego doświadczacie.
Kiedy odejdą bieżące systemy monetarne? Czy zostaną zastąpione innymi systemami monetarnymi?
Bieżące systemy monetarne oparte na długu są w procesie rozpadu. Proces ten będzie trwać do momentu aż nie znikną zasoby super bogatych, aż do momentu zniknięcia papierowych walut i do momentu dopóki taki poziom pola do rozgrywek nie zostanie stworzony, który będzie działał w interesie wszystkich zainteresowanych. Nastąpią takie etapy rozpadania się systemu, podczas których wyłoni się system monetarny oparty na metalach szlachetnych, ale ostatecznie pieniądze będą dostarczone w celu, aby każda osoba mogła osiągnąć to, czego pragnie. W prawdziwym 5-cio wymiarowym pojmowaniu, waluta będzie tworzona przez jednostki tylko w razie takiej potrzeby.
Kiedy nastąpi czas przybycia statków kosmicznych należących do naszych kosmicznych braci i sióstr?
Wiele statków kosmicznych, tak jak Anthabantian stacjonuje blisko waszej planety i są już tu od pewnego czasu. Ujawnienie ich nastąpi: 1) gdy będzie to bezpieczne dla wszystkich zainteresowanych. 2) gdy nasze pojawienie się zostanie zaakceptowane jako pokojowe i korzystne. 3) kiedy nasze przybycie będzie dawało maksymalną korzyść dla wszystkich zainteresowanych. Równolegle do tego masowego kontaktu nastąpi uznanie faktu, że wiele nietubylczych istot zamieszkuje tą planetę.
Jak wiele nie tubylczych istot jest dziś obecnych na ziemi? Jak wyglądają? Dlaczego tu są?
Na Ziemi w chwili obecnej znajduje się duża grupa istot nie tubylczych. Chodzą miedzy wami jako pracownicy światła i jako ludzie pracujący „poza główną sceną” w celu rozwoju ludzkości. Ich liczba przewyższa jeden milion. We wszystkich przypadkach wyglądają jak ludzie aby wpasować się do waszego społeczeństwa, aczkolwiek z małymi różnicami w fizycznym wyglądzie. Jest wiele milionów, którzy nie są obecni w ludzkim kształcie, operują na takich wibracjach, które powodują, że są niewidoczni dla ludzkich oczu. Również są tu dla korzyści ludzkości i dla większego dobra całego wszechświata.
Mówiąc to, musimy też wspomnieć o obecności tych, których światło ledwie się tli, służą oni sobie i mogą być uznani jako ciemni. Są nieliczni, aczkolwiek jak mówi przysłowie „jedno zepsute jabłko może zepsuć całą beczkę”. Ciemna energia i jej sprzymierzeńcy stworzyli i utrzymywali dualizm 3-go wymiaru. To ci są przewodnią siłą Iluminatów. Jednakże kochajcie swoich ciemnych braci i siostry, ponieważ są oni interesującym tłem gry, w której odgrywacie wasze indywidualne dramaty.
Kim są Opiekunowie nowej Ziemi?
Opiekunowie nowej Ziemi będą asystować w transformacji planety z jej obecnego stanu do takiego, aby stała się planetą o nieskazitelnej urodzie. W chwili, gdy Ziemia może w przeważającej większości transformować się w czasie, Opiekunowie ludzcy i spoza planety mogą asystować w tej zmianie w taki sposób, aby w przeciągu krótkiego czasu Ziemia mogła odzyskać swą naturalną urodę, ciągle będąc miejscem zamieszkania dla ludzkich mieszkańców. Opiekunowie będą mieć wiele ról i będą wykonywać wiele różnych zadań.
Opiekunowie są pożądaną częścią transformacji Ziemi, ponieważ zajmują się jej rehabilitacją na lokalnym ludzkim poziomie. Zalicza się do tego eliminacja wszystkich struktur, dróg i wytworów użyteczności publicznej, które były budowane w oparciu o strach i w przekonaniu, że prawem człowieka jest dominacja nad Ziemią. Struktury stworzone przez człowieka i ozdoby planety, które wykonano w poczuciu miłości i troski o nią – pozostaną. Zostaną użyte przez Opiekunów w robotach rekonstrukcyjnych.
Elektryczność zostanie dostarczona z kryształów, które raz naenergetyzowane będą ciągle dostarczać elektryczności, zarówno dla gospodarstw domowych oraz do przywracania części sieci energetycznej. W ten sposób zostanie dostarczona energia Opiekunom nowej ziemi, aby mogli wykonywać swoje zadania odbudowy i kreowania nowej cywilizacji.
Nowe technologie będą się pojawiać – udzielone przez waszych gwiezdnych braci i siostry. Te technologie będą w zgodzie dla funkcjonowania nieskazitelnej planety. Zaliczać się będą do nich pojazdy do transportu, urządzenia wspomagające życie codzienne oraz urządzenie do komunikacji wspierające rolę telepatii.
My z pokładu statku Athabantian ustanawiamy instytut. Będzie on spełniał trzy funkcje: 1) asystowanie ludziom w podnoszeniu ich wibracji do takiej częstotliwości, aby swobodnie rezonować z nową Ziemią i aby mogli wzajemnie oddziaływać z waszymi braćmi i siostrami z innych systemów gwiezdnych. 2) nauka funkcjonowania w tej, do pewnego stopnia, nieznanej częstotliwości i wykonywanie ważnych zadań. Do tego zalicza się wzajemne funkcjonowanie z waszymi braćmi i siostrami, aby wdrażać technologie dopracowane do perfekcji na innych planetach światła. 3) nauka innych jak podnosić swoje wibracje i jak zostać Opiekunem. Wszystko to zostanie dokonane w tym instytucie, który zostanie powołany do istnienia jak tylko dokona się zmiana na planetę w przeważającej mierze opartej na miłości. Chwila ta nie jest zbyt odległa w przyszłości, gdy wszystko, o czym mówiliśmy nadejdzie.
Jesteśmy zadowoleni z możliwości komunikowania się z wami i wyczekujemy nowych sposobności. Utrzymujemy was w bezwarunkowej miłości i życzymy wszystkiego dobrego w czasie waszej transformacji. Do następnego czasu, jestem Adrial, niebiańska istota tego wszechświata, jestem Bren-Ton, jestem Justine a ja jestem Moraine, wszyscy z Andromedy; a ja jestem Zepher z Plejad.
środa, 31 sierpnia 2011
Trzesienie ziemii, huragan Irena i teorie konspiracji
Seria ostatnich zjawisk sejsmicznych i meteorologicznych jakie miały miejsce w USA, daje wiele do myślenia, a towarzyszące im okoliczności w sposób logiczny układają się w coś, co nieoczekiwanie przybiera formę interesującej teorii konspiracji.
Kilka dni temu w miejscowości Mineral w Wirginii, znajdowało się epicentrum trzęsienia ziemi jakie można było odczuć nawet w odległym Nowym Jorku i stanie New Jersey, ale przede wszystkim w leżącej 130 km od Mineral stolicy kraju – Waszyngtonie. Trzęsienie ziemi tego typu właśnie w Wirginii było czymś absolutnie niezwykłym i po raz ostatni wydarzyło się ponad 100 lat temu. Jego epicentrum było w miejscu wolnym od pęknięć w płycie tektonicznej, co samo w sobie budzi pytania w jaki sposób powstało. Trzęsienie ziemi wydarzyło się także w dniu, w którym Trypolis – stolica walczącego samotnie z silami NATO pułkownika Kadafiego – wpadła w ręce rebeliantów. Na pierwszy jednak rzut oka oba wydarzenia nie mają ze sobą nic wspólnego i być może jest to zbieżność absolutnie przypadkowa (z pewnością nie stoi za tym pułkownik Kadafi).
Miasteczko Mineral leży na ok. 37 stopniu szerokości geograficznej północnej. Na tej samej szerokości geograficznej leży inne miejsce w stanie Kolorado, gdzie również tego samego dnia miały miejsce wstrząsy sejsmiczne o podobnej sile. Miejsce w Kolorado nie notowało działalności sejsmicznej od ponad 40 lat. Mamy więc dwa trzęsienia ziemi o podobnej sile, odległe od siebie o ponad 3 tys km. i leżące na tej samej szerokości geograficznej.
Oba miejsce łączy ze sobą coś jeszcze. Mineral leży w sąsiedztwie stolicy USA – Waszyngton a miejsce w Kolorado w sąsiedztwie Denver, które jest uważane za zapasową stolicę Stanów Zjednoczonych. Gdyby z Waszyngtonem stało się naprawdę coś złego, Denver ma przejąć jego funkcje. Prawdopodobieństwo, że trzęsienie o podobnej sile wydarzy się tego samego dnia w miejscach bliskich Waszyngtonowi jak i Denver jest naprawdę niewielkie – mimo to miało miejsce. Czy jest w tym coś niezwykłego? Czy może niezwykły jest raczej zbieg okoliczności? W odpowiedzi pomagają nieco pomiary trzęsienia ziemi zrobione przez USGS (United States Geological Survey).
Pomiar taki powinien pokazać głębokość na jakiej miały miejsce wstrząsy, jednak w tym przypadku liczba ta ulegała nieustannej zmianie (!). Czasami głębokość ta sięgała 2 km pod ziemią by nagle pokazać, że miało ono miejsce zaledwie 100 m. pod jej powierzchnią. Powodem jest sposób programowania komputerów USGS na podstawie ściśle określonego matematycznego modelu pokazującego w jaki sposób trzęsienie ziemi przemieszcza się pod jej powierzchnią. Model ten wykorzystuje dane z czujników sejsmicznych rozmieszczonych w różnorodnych stacjach geologicznych na terytorium USA. W tym jednak przypadku trzęsienie ziemi nie było typowym, modelowym zjawiskiem sejsmicznym. Dane ze stacji sejsmicznych jakie napływały do USGS, miały jeden brakujący istotny komponent, którym był brak odczytu tzw. fal podłużnych. Fale takie powodują ściskanie i rozciąganie się skał. Drugim rodzajem fal są fale poprzeczne, które są dwa razy wolniejsze od podłużnych i wywołują drgania w płaszczyźnie pionowej. Tak więc w danych przesyłanych do USGS brakowało zapisu fal podłużnych i komputery za każdym razem wykonywały szereg mylnych obliczeń i każda próba korekty kończyła się porażką. Dlatego podana głębokość na jakiej miało miejsce trzęsienie ziemi, była za każdym razem inna – bo wynikało to z błędnych obliczeń. Takie zamieszanie wskazuje, że coś w tym trzęsieniu ziemi nie było z pewnością dziełem natury.
Mój ulubiony ekspert w kwestiach niezwykłych – Richard Hoagland – aby dokładniej przyjrzeć się okolicznościom w jakich miało miejsce trzęsienie ziemi w Mineral, zadał sobie trud aby zobaczyć co działo się wówczas na niebie w kwestii ciał niebieskich. Okazało się wówczas, że planeta Mars znajdowała się 39 stopni nad horyzontem, a 39 dzielone na dwa, daje 19.5. Dlaczego jest to tak interesujące? Bo azymut trzęsienia ziemi mierzony od jego epicentrum w Mineral miał 19.5 stopnia. Dla wielu osób ta liczba nie będzie miała zbyt dużego znaczenia, ale pojawia się ona z zaskakującą regularnością co wskazuje, że jest istotną liczbą zapisu i nie jest przypadkowa. Nie wiadomo jest niestety dlaczego ktoś kto używa jej do tego co robi, musi powtarzać ją z taką częstotliwością. Być może jest to związane z fizyką hiperprzestrzenną i polem torsyjnym, gdzie 19.5 pełni niezwykle ważną rolę. Liczba ta jest także częścią starożytnych wierzeń religijnych i Richard Hoagland pisał o tym w książce „Dark Mission”. Tego typu starożytne rytuały i masońskie powiązania można dostrzec nie tylko w NASA, ale w wielu innych organizacjach jak choćby USGS.
Mając w ręku jedynie garść przypuszczeń, powiązań i teorii możemy przypuszczać jaki cel mógł przyświecać wywołaniu takiego trzęsienia ziemi. Być może był to eksperyment z polem torsyjnym, który w tej skali miał sprawdzić reakcję ludzi rządzących w Waszyngtonie? Trzęsienie ziemi było odczuwalne w 22 stanach od Alabamy aż po Maine i jest to niewątpliwie ogromny obszar. Mimo, że było dość silne nikt w jego wyniku nie utracił życia. Trzęsienie ziemi z epicentrum w miasteczku Mineral, miało siłę 5.8-5.9 w skali Richtera. Nieco silniejsze wstrząsy, bo 6.2 zniszczyły Haiti i przyczyniły się do śmierci 200 tys. ludzi. To staje się jakby kolejną wskazówką, że została użyta siła – być może broń – by wysłać ostrzeżenie do kogoś w Waszyngtonie. Częścią tego ostrzeżenia był także huragan Irene, który właśnie przewalił się przez Wschodnie Wybrzeże USA. Towarzyszyła mu wielka aktywność HAARP-a na Alasce ale tym razem to nie HAARP jest odpowiedzialny za powstanie huraganu, bo za jego pomocą próbowano wypchnąć Irene do oceanu co się nie powiodło. Nieoczekiwanie więc mamy do czynienia z liczbą faktów, które zostawiają wiele znaków zapytania i wskazują, że za wszystkim niekoniecznie stoją tylko siły natury.
P.S. W momencie kiedy Kadafi ostatecznie utracił kontrolę nad Libią, wraz z nim Chińczycy stracili swoje poważne inwestycje w tym kraju co być może wskazuje na autora sejsmicznego i meteorologicznego ostrzeżenia.
Kilka dni temu w miejscowości Mineral w Wirginii, znajdowało się epicentrum trzęsienia ziemi jakie można było odczuć nawet w odległym Nowym Jorku i stanie New Jersey, ale przede wszystkim w leżącej 130 km od Mineral stolicy kraju – Waszyngtonie. Trzęsienie ziemi tego typu właśnie w Wirginii było czymś absolutnie niezwykłym i po raz ostatni wydarzyło się ponad 100 lat temu. Jego epicentrum było w miejscu wolnym od pęknięć w płycie tektonicznej, co samo w sobie budzi pytania w jaki sposób powstało. Trzęsienie ziemi wydarzyło się także w dniu, w którym Trypolis – stolica walczącego samotnie z silami NATO pułkownika Kadafiego – wpadła w ręce rebeliantów. Na pierwszy jednak rzut oka oba wydarzenia nie mają ze sobą nic wspólnego i być może jest to zbieżność absolutnie przypadkowa (z pewnością nie stoi za tym pułkownik Kadafi).
Miasteczko Mineral leży na ok. 37 stopniu szerokości geograficznej północnej. Na tej samej szerokości geograficznej leży inne miejsce w stanie Kolorado, gdzie również tego samego dnia miały miejsce wstrząsy sejsmiczne o podobnej sile. Miejsce w Kolorado nie notowało działalności sejsmicznej od ponad 40 lat. Mamy więc dwa trzęsienia ziemi o podobnej sile, odległe od siebie o ponad 3 tys km. i leżące na tej samej szerokości geograficznej.
Oba miejsce łączy ze sobą coś jeszcze. Mineral leży w sąsiedztwie stolicy USA – Waszyngton a miejsce w Kolorado w sąsiedztwie Denver, które jest uważane za zapasową stolicę Stanów Zjednoczonych. Gdyby z Waszyngtonem stało się naprawdę coś złego, Denver ma przejąć jego funkcje. Prawdopodobieństwo, że trzęsienie o podobnej sile wydarzy się tego samego dnia w miejscach bliskich Waszyngtonowi jak i Denver jest naprawdę niewielkie – mimo to miało miejsce. Czy jest w tym coś niezwykłego? Czy może niezwykły jest raczej zbieg okoliczności? W odpowiedzi pomagają nieco pomiary trzęsienia ziemi zrobione przez USGS (United States Geological Survey).
Pomiar taki powinien pokazać głębokość na jakiej miały miejsce wstrząsy, jednak w tym przypadku liczba ta ulegała nieustannej zmianie (!). Czasami głębokość ta sięgała 2 km pod ziemią by nagle pokazać, że miało ono miejsce zaledwie 100 m. pod jej powierzchnią. Powodem jest sposób programowania komputerów USGS na podstawie ściśle określonego matematycznego modelu pokazującego w jaki sposób trzęsienie ziemi przemieszcza się pod jej powierzchnią. Model ten wykorzystuje dane z czujników sejsmicznych rozmieszczonych w różnorodnych stacjach geologicznych na terytorium USA. W tym jednak przypadku trzęsienie ziemi nie było typowym, modelowym zjawiskiem sejsmicznym. Dane ze stacji sejsmicznych jakie napływały do USGS, miały jeden brakujący istotny komponent, którym był brak odczytu tzw. fal podłużnych. Fale takie powodują ściskanie i rozciąganie się skał. Drugim rodzajem fal są fale poprzeczne, które są dwa razy wolniejsze od podłużnych i wywołują drgania w płaszczyźnie pionowej. Tak więc w danych przesyłanych do USGS brakowało zapisu fal podłużnych i komputery za każdym razem wykonywały szereg mylnych obliczeń i każda próba korekty kończyła się porażką. Dlatego podana głębokość na jakiej miało miejsce trzęsienie ziemi, była za każdym razem inna – bo wynikało to z błędnych obliczeń. Takie zamieszanie wskazuje, że coś w tym trzęsieniu ziemi nie było z pewnością dziełem natury.
Mój ulubiony ekspert w kwestiach niezwykłych – Richard Hoagland – aby dokładniej przyjrzeć się okolicznościom w jakich miało miejsce trzęsienie ziemi w Mineral, zadał sobie trud aby zobaczyć co działo się wówczas na niebie w kwestii ciał niebieskich. Okazało się wówczas, że planeta Mars znajdowała się 39 stopni nad horyzontem, a 39 dzielone na dwa, daje 19.5. Dlaczego jest to tak interesujące? Bo azymut trzęsienia ziemi mierzony od jego epicentrum w Mineral miał 19.5 stopnia. Dla wielu osób ta liczba nie będzie miała zbyt dużego znaczenia, ale pojawia się ona z zaskakującą regularnością co wskazuje, że jest istotną liczbą zapisu i nie jest przypadkowa. Nie wiadomo jest niestety dlaczego ktoś kto używa jej do tego co robi, musi powtarzać ją z taką częstotliwością. Być może jest to związane z fizyką hiperprzestrzenną i polem torsyjnym, gdzie 19.5 pełni niezwykle ważną rolę. Liczba ta jest także częścią starożytnych wierzeń religijnych i Richard Hoagland pisał o tym w książce „Dark Mission”. Tego typu starożytne rytuały i masońskie powiązania można dostrzec nie tylko w NASA, ale w wielu innych organizacjach jak choćby USGS.
Mając w ręku jedynie garść przypuszczeń, powiązań i teorii możemy przypuszczać jaki cel mógł przyświecać wywołaniu takiego trzęsienia ziemi. Być może był to eksperyment z polem torsyjnym, który w tej skali miał sprawdzić reakcję ludzi rządzących w Waszyngtonie? Trzęsienie ziemi było odczuwalne w 22 stanach od Alabamy aż po Maine i jest to niewątpliwie ogromny obszar. Mimo, że było dość silne nikt w jego wyniku nie utracił życia. Trzęsienie ziemi z epicentrum w miasteczku Mineral, miało siłę 5.8-5.9 w skali Richtera. Nieco silniejsze wstrząsy, bo 6.2 zniszczyły Haiti i przyczyniły się do śmierci 200 tys. ludzi. To staje się jakby kolejną wskazówką, że została użyta siła – być może broń – by wysłać ostrzeżenie do kogoś w Waszyngtonie. Częścią tego ostrzeżenia był także huragan Irene, który właśnie przewalił się przez Wschodnie Wybrzeże USA. Towarzyszyła mu wielka aktywność HAARP-a na Alasce ale tym razem to nie HAARP jest odpowiedzialny za powstanie huraganu, bo za jego pomocą próbowano wypchnąć Irene do oceanu co się nie powiodło. Nieoczekiwanie więc mamy do czynienia z liczbą faktów, które zostawiają wiele znaków zapytania i wskazują, że za wszystkim niekoniecznie stoją tylko siły natury.
P.S. W momencie kiedy Kadafi ostatecznie utracił kontrolę nad Libią, wraz z nim Chińczycy stracili swoje poważne inwestycje w tym kraju co być może wskazuje na autora sejsmicznego i meteorologicznego ostrzeżenia.
czwartek, 18 sierpnia 2011
Kometa Elenin
Kiedy jakiś obiekt zostanie zaobserwowany w przestrzeni kosmicznej, pierwszą rzecz jaką dokonuje średnio wyszkolony astronom jest określenie jego orbity. Aby tego dokonać wystarczą trzy obserwacje takiego obiektu. W kierunku Ziemi zbliża się kometa Elenin, której obserwacji dokonano już ponad 3 tys. razy, ale informacje na jej temat nadal są sprzeczne.
Od momentu odkrycia komety świat na jej punkcie wręcz oszalał. YouTube nieoczekiwanie wypełniło się po brzegi sprawnie zrobionymi filmami o tym, że Elenin niesie ze sobą jakąś bliżej nieokreśloną katastrofę. Setki stron internetowych udowadniają, że Elenin to Nibiru albo brunatny karzeł, który niesie ze sobą śmierć i zniszczenie. Dopasowywano do tego przepowiednie Majów, przepowiednie Hopi, katastrofalne trzęsienia ziemi i wszelkie możliwe wróżby, które miałyby zwiastować w najlepszym wypadku koniec świata. Tymczasem Elenin to maleńki punkcik na mapie wszechświata, który gdyby umknął uwadze – nawet o jotę nie zmieniłby jego losów. Kiedy Elenin znajdzie się w najbliższym Ziemi punkcie swojej orbity, większość z nas nie będzie w stanie dostrzec komety wśród innych punktów świetlnych nieba. Jedynie poza miastem w absolutnych ciemnościach, ci co maja lepszy wzrok, dostrzegą słabiutki, ledwie świecący punkcik. Będzie nim osławiona kometa Elenin.
Kometa nie będzie zjawiskiem spektakularnym, nie będzie wlec za sobą efektownego ogona, w niczym nie będzie też przypominać słynnej komety Haleya czy Hale-Bopp. Dziesiątki podobnych ciał niebieskich przecinają Układ Słoneczny i jeśli nie uda się ich sfotografować przez satelitę SOHO – zazwyczaj przepadają bez wieści. Z Elenin jest zupełnie inaczej, bo Elenin nieoczekiwanie stała się Lady Gagą astronomicznego wszechświata mimo, że tak naprawdę nie zasługuje na taką pozycję. Dlaczego więc kometa Elenin
pochłania aż tyle uwagi? Skąd taka obsesja wobec obiektu, który nie będzie miał najmniejszego wpływu na naszą planetę?
Odpowiedzią są liczby i daty. Pisałem już o nich w poprzednim odcinku dotyczącym Elenin. Nieoczekiwanie zestaw liczb oraz dat ma szczególne znaczenie dla Ziemi i to powoduje, że Elenin nabrała w ekspresowym tempie ogromnego znaczenia. Okazało się np., że jej orbita jest hiperboliczna. Oznacza to, że nie wiadomo dokładnie skąd przeleciała Elenin, a kiedy opuści Układ Słoneczny to nigdy więcej już do niego nie wróci. Cała historia astronomii nie zna podobnego przykładu, podobnej hiperbolicznej komety. Tak więc mamy do czynienia z unikalnym ciałem niebieskim, o którym jedyną wzmiankę można przeczytać w powieści sci-fi Arthura C Clarka: „Randevous z Ramą”, która opisuje podobny do Elenin obiekt zbliżający się do Ziemi.
Związek Elenin z ważnymi dla Ziemi liczbami i datami również jest interesujący, bo np. jeśli mamy do czynienia ze statkiem kosmicznym obcej cywilizacji, to nasze daty i cyfry raczej nie mają dla nich żadnego znaczenia. Statystycznie jeśli jakiś obiekt pojawia się raz na wiele tysięcy lat w Układzie Słonecznym, ciężko jest sobie wyobrazić aby znalazł się on w okolicy Ziemi w istotnym momencie na ziemskim zegarze, ustawionym na dodatek wg. południka zerowego i czasu z Greenwich.
Wszystko więc wskazuje na to, że ten obiekt, który nazywamy Elenin został do nas przez kogoś wysłany. Musiał zostać zaprojektowany tak, aby pojawić się w momencie, który będzie przez nas odpowiednio odczytany. Mamy więc (być może) do czynienia z czymś, co jest kapsułą czasu wysłaną do nas przez… nas samych! Wyobraźmy sobie przez chwilę, że Atlantyda istniała naprawdę i rzeczywiście była zaawansowaną technologicznie cywilizacją i wysłała sobie samej wiadomość, która miała dotrzeć do Ziemi po około 13 tys lat. Taką orbitę obliczył (w przeciwieństwie do astronomów z NASA), odkrywca komety – Leonid Elenin. Oznacza to, że jeśli obiekt został
wysłany z Ziemi 13 tys. lat temu, to wraca on z powrotem do punktu wyjścia niosąc na swoim pokładzie być może superważne informacje – co może mieć związek z końcem kalendarza Majów. Kapsuła taka byłaby czymś w rodzaju back-upu dla tych wszystkich informacji zakodowanych w piramidach i innych monolitach rozrzuconych po całym świecie, których nadal nie potrafimy zrozumieć. Być może w ten sposób cywilizacja Atlantydy (czy w takim razie fakt, że ostatnim wahadłowcem wysłanym w przestrzeń kosmiczną była Atlantis jest przypadkowy?) przesyła nam superważne informacje jak przetrwać ciąg wydarzeń zapisanych w kalendarzu Majów?
W obecnej sytuacji technologicznej w jakiej się znajdujemy, jedynie tajny X-37B dotankowany w sekrecie przez prom Atlantis, jest w stanie wykonać scenariusz zapisany w książce Arthura C Clarka. Jeśli jednak do tego nie dojdzie, być może Elenin rozpocznie nadawanie tych informacji, które mogą być przyjęte i zrozumiane dla prymitywnej cywilizacji takiej jak nasza. Cała nadzieja więc w operatorach prywatnych radiostacji, którym być może uda się przejąć tą transmisję i przekazać reszcie świata. Rządy wielu państw posiadają również instalacje zdolne przejąć taki sygnał, jednak należy wątpić w to, że zechcą się tą informacją podzielić i raczej zostawią ją tylko dla siebie. Być może cały program SETI jest właśnie teraz bardziej potrzebny niż kiedykolwiek w momencie, kiedy zbliżamy się być może do najbardziej ekscytującego punktu w naszej znanej historii.
(w oparciu o teorię R. C. Hoaglanda)
Od momentu odkrycia komety świat na jej punkcie wręcz oszalał. YouTube nieoczekiwanie wypełniło się po brzegi sprawnie zrobionymi filmami o tym, że Elenin niesie ze sobą jakąś bliżej nieokreśloną katastrofę. Setki stron internetowych udowadniają, że Elenin to Nibiru albo brunatny karzeł, który niesie ze sobą śmierć i zniszczenie. Dopasowywano do tego przepowiednie Majów, przepowiednie Hopi, katastrofalne trzęsienia ziemi i wszelkie możliwe wróżby, które miałyby zwiastować w najlepszym wypadku koniec świata. Tymczasem Elenin to maleńki punkcik na mapie wszechświata, który gdyby umknął uwadze – nawet o jotę nie zmieniłby jego losów. Kiedy Elenin znajdzie się w najbliższym Ziemi punkcie swojej orbity, większość z nas nie będzie w stanie dostrzec komety wśród innych punktów świetlnych nieba. Jedynie poza miastem w absolutnych ciemnościach, ci co maja lepszy wzrok, dostrzegą słabiutki, ledwie świecący punkcik. Będzie nim osławiona kometa Elenin.
Kometa nie będzie zjawiskiem spektakularnym, nie będzie wlec za sobą efektownego ogona, w niczym nie będzie też przypominać słynnej komety Haleya czy Hale-Bopp. Dziesiątki podobnych ciał niebieskich przecinają Układ Słoneczny i jeśli nie uda się ich sfotografować przez satelitę SOHO – zazwyczaj przepadają bez wieści. Z Elenin jest zupełnie inaczej, bo Elenin nieoczekiwanie stała się Lady Gagą astronomicznego wszechświata mimo, że tak naprawdę nie zasługuje na taką pozycję. Dlaczego więc kometa Elenin
Odpowiedzią są liczby i daty. Pisałem już o nich w poprzednim odcinku dotyczącym Elenin. Nieoczekiwanie zestaw liczb oraz dat ma szczególne znaczenie dla Ziemi i to powoduje, że Elenin nabrała w ekspresowym tempie ogromnego znaczenia. Okazało się np., że jej orbita jest hiperboliczna. Oznacza to, że nie wiadomo dokładnie skąd przeleciała Elenin, a kiedy opuści Układ Słoneczny to nigdy więcej już do niego nie wróci. Cała historia astronomii nie zna podobnego przykładu, podobnej hiperbolicznej komety. Tak więc mamy do czynienia z unikalnym ciałem niebieskim, o którym jedyną wzmiankę można przeczytać w powieści sci-fi Arthura C Clarka: „Randevous z Ramą”, która opisuje podobny do Elenin obiekt zbliżający się do Ziemi.
Związek Elenin z ważnymi dla Ziemi liczbami i datami również jest interesujący, bo np. jeśli mamy do czynienia ze statkiem kosmicznym obcej cywilizacji, to nasze daty i cyfry raczej nie mają dla nich żadnego znaczenia. Statystycznie jeśli jakiś obiekt pojawia się raz na wiele tysięcy lat w Układzie Słonecznym, ciężko jest sobie wyobrazić aby znalazł się on w okolicy Ziemi w istotnym momencie na ziemskim zegarze, ustawionym na dodatek wg. południka zerowego i czasu z Greenwich.
Wszystko więc wskazuje na to, że ten obiekt, który nazywamy Elenin został do nas przez kogoś wysłany. Musiał zostać zaprojektowany tak, aby pojawić się w momencie, który będzie przez nas odpowiednio odczytany. Mamy więc (być może) do czynienia z czymś, co jest kapsułą czasu wysłaną do nas przez… nas samych! Wyobraźmy sobie przez chwilę, że Atlantyda istniała naprawdę i rzeczywiście była zaawansowaną technologicznie cywilizacją i wysłała sobie samej wiadomość, która miała dotrzeć do Ziemi po około 13 tys lat. Taką orbitę obliczył (w przeciwieństwie do astronomów z NASA), odkrywca komety – Leonid Elenin. Oznacza to, że jeśli obiekt został
W obecnej sytuacji technologicznej w jakiej się znajdujemy, jedynie tajny X-37B dotankowany w sekrecie przez prom Atlantis, jest w stanie wykonać scenariusz zapisany w książce Arthura C Clarka. Jeśli jednak do tego nie dojdzie, być może Elenin rozpocznie nadawanie tych informacji, które mogą być przyjęte i zrozumiane dla prymitywnej cywilizacji takiej jak nasza. Cała nadzieja więc w operatorach prywatnych radiostacji, którym być może uda się przejąć tą transmisję i przekazać reszcie świata. Rządy wielu państw posiadają również instalacje zdolne przejąć taki sygnał, jednak należy wątpić w to, że zechcą się tą informacją podzielić i raczej zostawią ją tylko dla siebie. Być może cały program SETI jest właśnie teraz bardziej potrzebny niż kiedykolwiek w momencie, kiedy zbliżamy się być może do najbardziej ekscytującego punktu w naszej znanej historii.
(w oparciu o teorię R. C. Hoaglanda)
Wydluzone czaszki Inkow
David Hatcher Childress ma ustaloną pozycję wśród badaczy starożytnych kultur. Napisał m. in. takie książki jak: „Tajemnice Olmeków”, „Kryształowe czaszki” czy „Technologie Bogów”. Obecnie pracuje wraz z Brienem Foersterem nad książką na temat tajemniczych, wydłużonych czaszek jakie znajdowane są od czasu do czasu na terenie Peru i Boliwii.
W „Tajemnicach Olmeków” Hatcher Childress omawiał fenomen zdeformowanych czaszek i ich wydłużony kształt. Czaszki tego typu – co wydaje się być zaskakujące – można znaleźć w wielu różnorodnych zakątkach świata. Oprócz Ameryki Łacińskiej można je znaleźć w Iraku, na Malcie, na Syberii, w Egipcie, w archipelagu Vanuatu, na Wyspie Wielkanocnej i w Kanadzie. Foerster z kolei po raz pierwszy opisał takie czaszki w swojej książce pt. „Krótka historia Inków”. Odkrył on wówczas bardzo silne połączenie pomiędzy Inkami a kulturą Tiahuanaco w Boliwii i wg niego Inkowie pochodzą właśnie
stamtąd. Któregoś dnia odwiedził on niewielkie muzeum w piwnicach Coricanchy, która jest spirytualnym centrum Cuzco i na wystawie zobaczył szereg wydłużonych czaszek, które podpisano jako czaszki Inków. Podobne czaszki Foerster widział już wcześniej w Tiahuanaco. Szybko okazało się, że nie są to jedyne, ani nawet najbardziej efektowne z nich, bo kolejne, znacznie większe znajdowano od jakiegoś czasu w rejonie Paracas, a część z nich można zobaczyć w muzeum w miejscowości Ica. Czaszki są olbrzymie i anatomicznie nieco różniące się od czaszek ludzkich.
Aby mieć pewność co do pochodzenia takich czaszek, najlepszym sposobem do osiągnięcia takiego celu wydaje się zastosowanie badań genetycznych. Brien Foerster zdobył 10 fragmentów takich czaszek i przesłał je do laboratorium, w którym Lloyd Pye mozolnie tworzy pełny genom niezwykłej czaszki zwanej Starchild. Panuje przekonanie, że aby uzyskać taką wydłużoną czaszkę, głowę
dziecka ściskano deszczułkami i dzięki temu nabierała ona swój charakterystyczny, wydłużony kształt. I rzeczywiście, wygląd wielu czaszek z Paracas wydaje się potwierdzać tą teorię. Jednak dwie z nich wyglądają na zupełnie naturalne. Sam Lloyd Pye jest ogromnie podekscytowany faktem, że może być częścią tej niezwyklej analizy i podejrzewa, że wykaże ona obcy genetycznie komponent w wydłużonych czaszkach. Ten obcy komponent być może będzie pochodził nie z tego świata. Wg. Forestera te z wydłużonych czaszek, które wyglądają, że powstały w naturalny sposób i zostały znalezione w okolicy Ica, mają co najmniej 3-5 tys. lat. Być może znajduje się w nich fragment genetyczny pochodzący z gwiazdozbioru Syriusza lub Plejad. Wskazuje na to tradycja, która z pokolenia na pokolenie przekazuje sobie historie o bogach pochodzących z tych gwiazdozbiorów, którzy przybyli na Ziemię i żyli wśród ludzi.
Jest niezmiernie fascynujące, dlaczego ludzie w wielu starożytnych kulturach dokonywali celowych zniekształceń czaszek. Czy robiono to po to, aby naśladować przybyszów z innej planety? Czy być może w ten właśnie sposób odróżniała się od reszty arystokracja takiej kultury? W końcu większość ludzi, którzy posiadali takie wydłużone czaszki należała do elity. Nawet jeśli znaleźć odpowiedź na to pytanie, to nadal niepokój wzbudza fakt, że niektóre z tych czaszek wydłużyły się w sposób naturalny, bez użycia wiązań i deseczek. Każdy człowiek ma czaszkę zbudowaną z trzech podstawowych płyt, które łączą się ze
sobą nadając czaszce kształt. To dlatego głowę dziecka, którego płyty są jeszcze miękkie i nieustabilizowane można manipulować tak, by osiągnęła pożądany wygląd. Mimo, że można zmienić kształt czaszki, to nie można zmienić jej pojemności. W czaszkach, które uważa się za naturalne, zamiast trzech płyt znaleziono tylko dwie, co oznacza inną genetyczną charakterystykę. Tak więc kimkolwiek byli posiadacze wydłużonych czaszek – nie byli oni „normalnymi” ludźmi. Odpowiedź na to pytanie dadzą genetyczne testy. Laboratorium Lloyda Pye w Teksasie zamierza rozpocząć za dwa tygodnie testy, a pierwsze wyniki można oczekiwać po kolejnych trzech tygodniach. Jednak zrobienie analizy DNA, której wynik jest niepodważalny naukowo zajmie znacznie więcej czasu.
Muzeum w Ica ma na wystawie cztery czaszki o wydłużonym kształcie. Jednak na zapleczu, w części która jest niedostępna dla zwiedzających, znajduje się 50 takich czaszek zamkniętych w zakurzonych skrzyniach. Mimo, że Foersterowi udało się dostać na zaplecze, to nie pozwolono mu dotknąć żadnej z tych czaszek. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności spotkał on tam człowieka – Juana Navarro – który posiada swoje własne, prywatne muzeum w Paracas i miał również taką czaszkę na swojej wystawie. Foerster zapytał czy może z takiej czaszki pobrać próbkę do badań genetycznych. Navarro nie tylko się na to zgodził, ale pochwalił się także, że posiada ponad 50 podobnych czaszek u siebie w domu. Następnego dnia przywiózł ze sobą trzy czaszki, z których pozwolił pobrać próbki włosów, kości, skóry (!) a nawet jednego zęba i obiecał, że pozwoli pobrać następne jeśli zajdzie taka potrzeba.
Nawet tak nietypowa anatomia czaszki nie jest ostatecznym dowodem na to, że jej właściciel pochodził z innej planety. Jej powstanie mogło być spowodowane poprzez naturalną mutację, która sprawiła, że taka osoba nieoczekiwanie zyskiwała na znaczeniu w swoim plemieniu. Znakiem rozpoznawczym Olmeków, był właśnie taki kształt czaszki. Czaszki Olmeków można zobaczyć w muzeum Jalapa w Veracruz w Meksyku. Niemalże każdy Olmek miał w jakiś sposób zdeformowana czaszkę. Było to częścią ich kultury. Co ciekawe, fakt ten jest ignorowany przez uniwersyteckich historyków i archeologów. Przyczyna tego jest prosta. Taka zniekształcona głowa wskazywałaby na to, że Olmekowie kontaktowali się z innymi kulturami na innych kontynentach, co kompletnie nie pasuje do tego, co o wczesnej historii człowieka chce opowiedzieć Akademia.
W „Tajemnicach Olmeków” Hatcher Childress omawiał fenomen zdeformowanych czaszek i ich wydłużony kształt. Czaszki tego typu – co wydaje się być zaskakujące – można znaleźć w wielu różnorodnych zakątkach świata. Oprócz Ameryki Łacińskiej można je znaleźć w Iraku, na Malcie, na Syberii, w Egipcie, w archipelagu Vanuatu, na Wyspie Wielkanocnej i w Kanadzie. Foerster z kolei po raz pierwszy opisał takie czaszki w swojej książce pt. „Krótka historia Inków”. Odkrył on wówczas bardzo silne połączenie pomiędzy Inkami a kulturą Tiahuanaco w Boliwii i wg niego Inkowie pochodzą właśnie
Aby mieć pewność co do pochodzenia takich czaszek, najlepszym sposobem do osiągnięcia takiego celu wydaje się zastosowanie badań genetycznych. Brien Foerster zdobył 10 fragmentów takich czaszek i przesłał je do laboratorium, w którym Lloyd Pye mozolnie tworzy pełny genom niezwykłej czaszki zwanej Starchild. Panuje przekonanie, że aby uzyskać taką wydłużoną czaszkę, głowę
Jest niezmiernie fascynujące, dlaczego ludzie w wielu starożytnych kulturach dokonywali celowych zniekształceń czaszek. Czy robiono to po to, aby naśladować przybyszów z innej planety? Czy być może w ten właśnie sposób odróżniała się od reszty arystokracja takiej kultury? W końcu większość ludzi, którzy posiadali takie wydłużone czaszki należała do elity. Nawet jeśli znaleźć odpowiedź na to pytanie, to nadal niepokój wzbudza fakt, że niektóre z tych czaszek wydłużyły się w sposób naturalny, bez użycia wiązań i deseczek. Każdy człowiek ma czaszkę zbudowaną z trzech podstawowych płyt, które łączą się ze
Muzeum w Ica ma na wystawie cztery czaszki o wydłużonym kształcie. Jednak na zapleczu, w części która jest niedostępna dla zwiedzających, znajduje się 50 takich czaszek zamkniętych w zakurzonych skrzyniach. Mimo, że Foersterowi udało się dostać na zaplecze, to nie pozwolono mu dotknąć żadnej z tych czaszek. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności spotkał on tam człowieka – Juana Navarro – który posiada swoje własne, prywatne muzeum w Paracas i miał również taką czaszkę na swojej wystawie. Foerster zapytał czy może z takiej czaszki pobrać próbkę do badań genetycznych. Navarro nie tylko się na to zgodził, ale pochwalił się także, że posiada ponad 50 podobnych czaszek u siebie w domu. Następnego dnia przywiózł ze sobą trzy czaszki, z których pozwolił pobrać próbki włosów, kości, skóry (!) a nawet jednego zęba i obiecał, że pozwoli pobrać następne jeśli zajdzie taka potrzeba.
Dzien ujawnienia
Steve Basset jest jednym z wielkich orędowników zakończenia nieoficjalnego embarga na informacje dotyczące pozaziemskich cywilizacji. Jest on dyrektorem organizacji „Paradigm Reserach Group” i członkiem wielu organizacji promujących ideę nawiązania kontaktów z pozaziemską cywilizacją.
Taka idea od zawsze jest niezwykle kontrowersyjna, bo mimo tysięcy sugestii nie ma niezbitego dowodu na to, że nie jesteśmy sami w kosmosie. Ostatnio amerykański astronauta – Story Musgrave – powiedział na konferencji MUFON (Mutual UFO Network), że wierzy w to, że gdzieś w przestrzeni kosmicznej znajduje się planeta zamieszkana przez jakieś żywe istoty, ale nie wierzy, że kiedykolwiek Ziemia była wizytowana przez nie. Wypowiedź ta ogromnie rozczarowała uczestników konferencji, podczas której Musgrave był jednym z kluczowych mówców. Steve Basset jednak wcale się tym nie martwi. Wg. niego każdy wcześniej czy później dochodzi do wniosku, że coś jeszcze oprócz nas istnieje i jest to kwestia czasu. Basset jest przeciwko temu by zmuszać do tego by uwierzono, bo jest to kwestia indywidualnego podejścia do tematu.
Na temat cywilizacji pozaziemskich wypowiadało się ostatnio czterech amerykańskich astronautów: Gordon Cooper, Edgar Mitchell, Brian O’Leary i Story Musgrave. Zwłaszcza ten ostatni nie unika trudnych pytań i uczestniczy w konferencjach poświęconych obcym cywilizacjom. Basset uważa, że nawet człowiek z jego pozycją i prestiżem astronauty kiedyś zmieni swój osąd. Ostatnie badania opinii publicznej wykazały, że 58% Amerykanów jest przekonanych o istnieniu życia na innej niż Ziemia planecie – co samo przez się implikuje istnienie takiego życia. Jeśli zapytać Amerykanów czy wierzą w istnienie życia pozaziemskiego – twierdząco odpowiada ponad 85% populacji.
Do takiego wniosku przyczyniają się niewątpliwie badania naukowe, zwłaszcza teleskopu Keplera, który znalazł ogromną ilość planet, na których może istnieć życie – nawet to podobne do ziemskiego. Oszacowano, że tych planet może być nawet 50 miliardów (!) z czego podobnych do Ziemi jest aż 500 milionów (!) (goldenlock). Można być niemalże pewnym że liczba ta w miarę postępu badań wzrośnie i pytanie nie będzie dotyczyć samego istnienia życia na obcej planecie – bo to stanie się oczywiste – a raczej inteligentnego życia na którejś z nich. Świat dojrzewa obecnie do takiej myśli – wg. Basseta – z prędkością światła.
Przyczyną rozmaitych sprzecznych informacji i opinii ze strony astronautów, jest sama NASA i struktura tej organizacji. NASA powstała w odpowiedzi na radziecki program kosmiczny, który w 100% miał cel militarny. Amerykanie aby odróżnić się od Rosjan powołali agencję kosmiczną o cywilnym charakterze, ale tak naprawdę była to tylko propagandowa przykrywka. Astronauci mają związane ręce rozmaitymi ograniczeniami i nawet gdyby na Księżycu zobaczyli centrum handlowe, to ze względu na tzw. „bezpieczeństwo narodowe” nie mają prawa o tym mówić. To dlatego tak wiele zdjęć zrobionych przez NASA w przestrzeni kosmicznej, jest retuszowane lub w ogóle utajniane. Na tym tle ewentualne istnienie cywilizacji pozaziemskich i UFO, jest też częścią „bezpieczeństwa narodowego” – dlatego o ujawnieniu nie ma na razie co marzyć, bo NASA ma naprawdę związane ręce i jest w trudnej sytuacji, jeśli chodzi o otwarte badanie przestrzeni kosmicznej. Nawet ludzie tak otwarci jak Edgar Mitchell nie mówią wprost o istnieniu kosmitów – mówią jedynie, że wierzą w ich istnienie na postawie własnej analizy faktów – takich jak choćby kwestia katastrofy w Roswell.
To dlatego decyzja MUFON aby Musgrave był jedną z czołowych postaci tej organizacji – spotkała się z wielką krytyką środowiska. Niektórzy wprost uznali, że jest to policzek dla członków tej organizacji. Basset jednak uważa, że zamiast trwonić energię na wewnętrzne walki, MUFON powinien budować mosty w kierunku tych wszystkich, dla których idea innej niż ziemska cywilizacji, jest obca czy nawet wroga. Paradigm Research Group Basseta ustanowiła nawet w tym celu Dzień Ujawnienia. W czerwcu tego roku (2011) Steven Basset udzielał wywiadu londyńskiemu Financial Times i rozmowa zaczęła się obracać wokół Dnia UFO, który ma miejsce 2 lipca. Data ta wciąż jeszcze nie jest zbyt popularna, dlatego nadal święto to nie było obchodzone nawet i na NA (może w przyszłym roku??). Takie doroczne święto miałoby przypominać o potrzebie rozmowy na temat UFO i stworzenia mechanizmów, które spowodowałyby przeniesienie tego problemu ze świata paranormalnego, w ten zupełnie normalny. Po tej rozmowie Basset uświadomił sobie nagle, że Dzień UFO niezbyt dobrze nadaje się do tej roli i że powinien być to Dzień Ujawnienia specjalnie poświęcony kwestiom popularyzacji tematyki kontaktów człowieka z obcą cywilizacją.
Podobne próby miały już miejsce uprzednio, ale Światowy Dzień Ujawnienia nigdy nie zdobył sobie zbyt wielkiej popularności. Basset uznał, że to nie przeszkadza ponowieniu takiej próby. Dzień Ujawnienia został przez niego ustanowiony na 8 lipca a sama informacja została spopularyzowana przez media socjalne. Już pierwsze 2 dni wykazały, że idea się podoba i inicjatywę Basseta poparło 2 tys. ludzi. Dziś jest to już 4 tys. osób i instytucji (w tym oczywiście NA). Dzień taki jest potrzebny po to, aby skupić uwagę świata na tym, że istnieje embargo na prawdę o pozaziemskich cywilizacjach, którą się przed nami ukrywa. I do takiego poparcia inicjatywy Basseta wszystkich czytających ten tekst zachęcam.
Taka idea od zawsze jest niezwykle kontrowersyjna, bo mimo tysięcy sugestii nie ma niezbitego dowodu na to, że nie jesteśmy sami w kosmosie. Ostatnio amerykański astronauta – Story Musgrave – powiedział na konferencji MUFON (Mutual UFO Network), że wierzy w to, że gdzieś w przestrzeni kosmicznej znajduje się planeta zamieszkana przez jakieś żywe istoty, ale nie wierzy, że kiedykolwiek Ziemia była wizytowana przez nie. Wypowiedź ta ogromnie rozczarowała uczestników konferencji, podczas której Musgrave był jednym z kluczowych mówców. Steve Basset jednak wcale się tym nie martwi. Wg. niego każdy wcześniej czy później dochodzi do wniosku, że coś jeszcze oprócz nas istnieje i jest to kwestia czasu. Basset jest przeciwko temu by zmuszać do tego by uwierzono, bo jest to kwestia indywidualnego podejścia do tematu.
Do takiego wniosku przyczyniają się niewątpliwie badania naukowe, zwłaszcza teleskopu Keplera, który znalazł ogromną ilość planet, na których może istnieć życie – nawet to podobne do ziemskiego. Oszacowano, że tych planet może być nawet 50 miliardów (!) z czego podobnych do Ziemi jest aż 500 milionów (!) (goldenlock). Można być niemalże pewnym że liczba ta w miarę postępu badań wzrośnie i pytanie nie będzie dotyczyć samego istnienia życia na obcej planecie – bo to stanie się oczywiste – a raczej inteligentnego życia na którejś z nich. Świat dojrzewa obecnie do takiej myśli – wg. Basseta – z prędkością światła.
Przyczyną rozmaitych sprzecznych informacji i opinii ze strony astronautów, jest sama NASA i struktura tej organizacji. NASA powstała w odpowiedzi na radziecki program kosmiczny, który w 100% miał cel militarny. Amerykanie aby odróżnić się od Rosjan powołali agencję kosmiczną o cywilnym charakterze, ale tak naprawdę była to tylko propagandowa przykrywka. Astronauci mają związane ręce rozmaitymi ograniczeniami i nawet gdyby na Księżycu zobaczyli centrum handlowe, to ze względu na tzw. „bezpieczeństwo narodowe” nie mają prawa o tym mówić. To dlatego tak wiele zdjęć zrobionych przez NASA w przestrzeni kosmicznej, jest retuszowane lub w ogóle utajniane. Na tym tle ewentualne istnienie cywilizacji pozaziemskich i UFO, jest też częścią „bezpieczeństwa narodowego” – dlatego o ujawnieniu nie ma na razie co marzyć, bo NASA ma naprawdę związane ręce i jest w trudnej sytuacji, jeśli chodzi o otwarte badanie przestrzeni kosmicznej. Nawet ludzie tak otwarci jak Edgar Mitchell nie mówią wprost o istnieniu kosmitów – mówią jedynie, że wierzą w ich istnienie na postawie własnej analizy faktów – takich jak choćby kwestia katastrofy w Roswell.
Drugi Ksiezyc
Nieoczekiwanie okazało się, że Księżyc nie jest jedynym ziemskim satelitą! Naszej planecie towarzyszy w niezwykle dyskretny sposób jeszcze jeden księżyc, który na orbicie okołoziemskiej jest od tysięcy lat, i o którego istnieniu nie mieliśmy najmniejszego pojęcia! Księżyc ten jest właściwie niewielką planetoidą (ok. 300 m średnicy), jego techniczne imię to 2010 TK7 i jest nazywany księżycem trojańskim.
Większość planetoid w Układzie Słonecznym znajduje się w pasie pomiędzy Marsem a Jowiszem. Jednak planety są w stanie wyrwać taką planetoidę na swoją własną orbitę. Najwięcej planetoid – bo ponad 4 tys. – krąży wokół Jowisza, ale nigdy podobnego ciała niebieskiego nie znaleziono na orbicie okołoziemskiej.
Aby planetoida osiągnęła stabilną pozycję na orbicie planety takiej np. jak Ziemia, musi znaleźć dla siebie miejsce, gdzie siła grawitacji i bezwładności planety i Słońca się równoważą. Dwa takie miejsca zwane punktami Lagrange’a, lub punktami libracyjnymi (na schemacie punkty L4 i L5) – leżą na orbicie planety. Jeden jest przed planetą a drugi za nią. Jeśli więc połączyć prostymi liniami Słońce, Ziemię i jeden z punktów Lagrange’a, powstanie trójkąt równoboczny. Wewnątrz niego planetoida jest w stanie pozostać satelitą planety, krążąc pod kątem 60 stopni do Słońca. Planetoida taka, zwana księżycem trojańskim, krążąc dookoła Ziemi nigdy nie przecina jej orbity dookoła Słońca, nie ma więc mowy o kolizji. Krąży ona dookoła Ziemi w bezpiecznej odległości 24 mln. km.

Każdy taki obiekt blisko Słońca będzie trudno widoczny z Ziemi, bo jest perfekcyjnie ukryty w świetle dziennym. Można go jednak zobaczyć w podczerwieni. Kanadyjski astronom Martin Connors z Athabasca University w prowincji Alberta, korzystając z teleskopu NASA – WISE wytropił trojański księżyc Ziemi, którego istnienie potwierdzili astronomowie pracujący w francusko-kanadyjskim obserwatorium Mauna Kea na Hawajach. Badania takiego księżyca mogą dać wiele odpowiedzi na temat formowania się Układu Słonecznego.
Większość planetoid w Układzie Słonecznym znajduje się w pasie pomiędzy Marsem a Jowiszem. Jednak planety są w stanie wyrwać taką planetoidę na swoją własną orbitę. Najwięcej planetoid – bo ponad 4 tys. – krąży wokół Jowisza, ale nigdy podobnego ciała niebieskiego nie znaleziono na orbicie okołoziemskiej.
Aby planetoida osiągnęła stabilną pozycję na orbicie planety takiej np. jak Ziemia, musi znaleźć dla siebie miejsce, gdzie siła grawitacji i bezwładności planety i Słońca się równoważą. Dwa takie miejsca zwane punktami Lagrange’a, lub punktami libracyjnymi (na schemacie punkty L4 i L5) – leżą na orbicie planety. Jeden jest przed planetą a drugi za nią. Jeśli więc połączyć prostymi liniami Słońce, Ziemię i jeden z punktów Lagrange’a, powstanie trójkąt równoboczny. Wewnątrz niego planetoida jest w stanie pozostać satelitą planety, krążąc pod kątem 60 stopni do Słońca. Planetoida taka, zwana księżycem trojańskim, krążąc dookoła Ziemi nigdy nie przecina jej orbity dookoła Słońca, nie ma więc mowy o kolizji. Krąży ona dookoła Ziemi w bezpiecznej odległości 24 mln. km.
Każdy taki obiekt blisko Słońca będzie trudno widoczny z Ziemi, bo jest perfekcyjnie ukryty w świetle dziennym. Można go jednak zobaczyć w podczerwieni. Kanadyjski astronom Martin Connors z Athabasca University w prowincji Alberta, korzystając z teleskopu NASA – WISE wytropił trojański księżyc Ziemi, którego istnienie potwierdzili astronomowie pracujący w francusko-kanadyjskim obserwatorium Mauna Kea na Hawajach. Badania takiego księżyca mogą dać wiele odpowiedzi na temat formowania się Układu Słonecznego.
Wilhelm Reich - odkrywca Orgonu
Agenci federalni działali z zapałem mścicieli, kiedy otrzymali polecenie zniszczenia owoców pracy naukowca Wilhelma Reicha w jego laboratorium w Maine. W sądowym orzeczeniu z 1956 roku stwierdzono, że materiały użyte do budowy przypominającego wyglądem skrzynkę "akumulatora orgonowego" da się uratować, z wyjątkiem płyt celotexu, które agenci roztrzaskali na kawałki. Nowojorscy współpracownicy Reicha, dr Michael Silvert i dr Yictor Sobey, zostali zmuszeni do zebrania całej literatury znajdującej się w archiwum Instytutu Orgonu i załadowania jej do wielkiej ciężarówki, która pojechała stamtąd prosto do spalarni na Dolnym Manhattanie, gdzie wszystkie papiery spalono zgodnie z poleceniem Urzędu ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration; w skrócie FDA).
Amerykański Związek Swobód Obywatelskich przystąpił do działania, gdy było już za późno. W wydanym przez siebie oświadczeniu dla prasy stwierdził, że nakaz sądu stanowił pogwałcenie wolności słowa, ponieważ zaledwie jedna spośród spalonych książek mogła być uznana za materiał promujący bądź wyjaśniający zasady działania kontrowersyjnego akumulatora orgonowego. (Orgon to nazwa nadana przez Reicha życiowej sile, która przenika i otacza wszystkie żywe organizmy, nie wyłączając Ziemi).
W oświadczeniu tym można było przeczytać między innymi: "Kiedy agencja rządu wykorzystuje tak wątpliwe preteksty do tłumienia wiedzy, bez względu na to, jak bardzo jest ona ekscentryczna czy niepopularna, stanowi to poważne zagrożenie dla wolności prasy oraz zasad wolnej myśli, na jakich opiera się nasz demokratyczny ustrój".
MEDIA PATRZYŁY W INNĄ STRONĘ
Żadna z większych gazet nie opublikowała tego oświadczenia. Ponadto sześciu uczonych wystosowało do wszystkich większych gazet w Anglii protest przeciwko paleniu książek i skazaniu Reicha. Wszystkie gazety bez wyjątku zachowały jednak milczenie. O co chodziło tak naprawdę w zniszczeniu naukowej pracy Reicha? Bez wątpienia o coś więcej niż tylko o odpowiedzialność FDA za ochronę naiwnych konsumentów przed wydawaniem pieniędzy na zupełnie bezużyteczne zdaniem FDA urządzenie.
Wilhelm Reich trafił do sądu, ponieważ inny lekarz przewiózł orgonowe akumulatory jego konstrukcji przez granicę stanu wbrew federalnemu zarządzeniu FDA. Reich był przekonany, że sąd nie miał kompetencji, aby zajmować się podstawowymi badaniami naukowymi ani też nakazać mu zniszczenie dzieła całego życia. Wróciłwięc do laboratorium i kontynuował pracę. W rezultacie takiego zachowania został ukarany wysoką grzywną za obrazę sądu, skazany na dwa lata i cztery miesiące więzienia oraz zmuszony do niezwłocznego odbycia kary mimo poważnych kłopotów z sercem. Reich zmarł w więzieniu na krótko przed planowanym zwolnieniem warunkowym. Jak dotąd, historia ta jest zrozumiała, nawet przy całym swoim tragizmie.
Dlaczego jednak jeszcze dziś pisarze pomijają milczeniem najważniejsze odkrycia Reicha związane z kosmiczną siłą życiową, kontrolą pogody czy demonstracją niebezpiecznych efektów promieniowania atomowego? Nawet mieniący się badaczami uczeni, pisząc o Reichu, dopuszczają się zniekształceń jego idei. Jego biografowie, W. Edward Mann i Edward Hoffman, wspominają o wydanym w roku 1980 podręczniku, w którym na dwóch stronach poświęconych Reichowi znajduje się szesnaście poważnych błędów merytorycznych. "Większość z nich to złośliwe przeinaczenia... mające na celu wywołanie wrażenia, że Reich był szarlatanem lub pomyleńcem".
Inni autorzy pisujący do popularnych magazynów zajmują się zwykle wyszukiwaniem różnych dziwnych rzeczy, a najchętniej sprośnych. W strzępach ukazujących się na przestrzeni czterdziestu lat opinii, osobistej korespondencji oraz spontanicznych wypowiedzi płodnego i odważnego wolnomyśliciela sceptykowi nietrudno znaleźć kilka stwierdzeń, które można przedstawić jako zabawne. Nieustanne ośmieszanie Reicha pomniejsza jego historyczną rolę i ukazuje go wyłącznie jako psychiatrę i "doktora od seksu".
Etykietki te nie oddają prawdy o Reichu. Jego dobrze znane prace z zakresu potencjału orgazmu (pomiar bioelektrycznego ładunku w związku z emocjami relacjonowanymi przez pacjentów) stanowiły zaledwie niewielki etap na drodze ewolucji, jakiej uległy zainteresowania tego badacza. Każdy etap jego kariery, od pozycji najbardziej obiecu-jącego ucznia Zygmunta Freuda ustalającego, w jaki sposób w ludzkim ciele ujawniają się neurozy, poprzez odsłonięcie patologii faszyzmu i odkrycie pod mikroskopem form stanowiących według niego ogniwo pośrednie między światem ożywionym i nieożywionym, wiódł go do szeregu odkryć związanych z pierwotnym substratem, który nazwał orgonem.
Inni autorzy pisujący do popularnych magazynów zajmują się zwykle wyszukiwaniem różnych dziwnych rzeczy, a najchętniej sprośnych. W strzępach ukazujących się na przestrzeni czterdziestu lat opinii, osobistej korespondencji oraz spontanicznych wypowiedzi płodnego i odważnego wolnomyśliciela sceptykowi nietrudno znaleźć kilka stwierdzeń, które można przedstawić jako zabawne. Nieustanne ośmieszanie Reicha pomniejsza jego historyczną rolę i ukazuje go wyłącznie jako psychiatrę i "doktora od seksu".
Etykietki te nie oddają prawdy o Reichu. Jego dobrze znane prace z zakresu potencjału orgazmu (pomiar bioelektrycznego ładunku w związku z emocjami relacjonowanymi przez pacjentów) stanowiły zaledwie niewielki etap na drodze ewolucji, jakiej uległy zainteresowania tego badacza. Każdy etap jego kariery, od pozycji najbardziej obiecu-jącego ucznia Zygmunta Freuda ustalającego, w jaki sposób w ludzkim ciele ujawniają się neurozy, poprzez odsłonięcie patologii faszyzmu i odkrycie pod mikroskopem form stanowiących według niego ogniwo pośrednie między światem ożywionym i nieożywionym, wiódł go do szeregu odkryć związanych z pierwotnym substratem, który nazwał orgonem.
Dostrzegł jego ruchy w żywych organizmach i wokół nich, widział jak pulsuje w "bionach" pod mikroskopem, obserwował, jak w ciemnościach lśni orgonowy akumulator. W wolnych od zanieczyszczeń oceanach oraz atmosferze energia ta skrzy się żywym, błękitnym kolorem. Przyciąga ją woda, natomiast cofa się przed pewnymi czynnikami wywołanymi przez człowieka. Jego późniejsze odkrycia w zakresie preatomowego atmosferycznego substratu, a zwłaszcza jego wpływu na zdrowie i środowisko, zaćmiewa-ją cały jego wcześniejszy dorobek.
Obok pytania o to, dlaczego jego przeciwnicy wciąż usiłują pomniejszać jego znaczenie, rodzi się następne, nie mniej niepokojące: dlaczego rząd Stanów Zjednoczonych spalił hurtem wszystkie należące do niego książki oraz notatki? Ogień zniszczył mnóstwo egzemplarzy jego dwudziestu książek. Dzieło jego życia pakowano do skrzyń, gdziekolwiek natrafiono na jego ślad, i wrzucano do pieca. Roczniki naukowych czasopism, prace z zakresu polityki, psychiatrii, edukacji, socjologii, seksuologii, mikrobiologii, meteorologii oraz innych dziedzin obróciły się w popiół.
Obok pytania o to, dlaczego jego przeciwnicy wciąż usiłują pomniejszać jego znaczenie, rodzi się następne, nie mniej niepokojące: dlaczego rząd Stanów Zjednoczonych spalił hurtem wszystkie należące do niego książki oraz notatki? Ogień zniszczył mnóstwo egzemplarzy jego dwudziestu książek. Dzieło jego życia pakowano do skrzyń, gdziekolwiek natrafiono na jego ślad, i wrzucano do pieca. Roczniki naukowych czasopism, prace z zakresu polityki, psychiatrii, edukacji, socjologii, seksuologii, mikrobiologii, meteorologii oraz innych dziedzin obróciły się w popiół.
KTO CZUŁ SIĘ ZAGROŻONY?
Niektórzy zastanawiają się, czy zszargana reputacja i zniszczony dorobek naukowy Reicha nie pozostają w związku z wynalezieniem przezeń urządzenia do wytwarzania bezpłatnej energii. Reich utrzymywał, iż jest w stanie zasilać silnik elektryczny skoncentrowaną energią atmosferyczną. Czy kręgi ekonomiczne chciały zapobiec takiej ewentualności?
A może słusznie dostrzegał opór przed bardziej psychologicznym sposobem życia - odruchową reakcję ze strony ludzi, których określał mianem "uzbrojonych przeciwników życia", którym zależało na zaprzeczeniu jego afirmującym życie odkryciom? Czy stojący u steru władzy ludzie o mechanistycznych umysłach lękali się, że ktoś wykaże im, iż ich samych, całą Ziemię i wszechświat przenikają strumienie wibrującej, pulsującej, nie dającej się prze-widzieć życiowej siły?
A może słusznie dostrzegał opór przed bardziej psychologicznym sposobem życia - odruchową reakcję ze strony ludzi, których określał mianem "uzbrojonych przeciwników życia", którym zależało na zaprzeczeniu jego afirmującym życie odkryciom? Czy stojący u steru władzy ludzie o mechanistycznych umysłach lękali się, że ktoś wykaże im, iż ich samych, całą Ziemię i wszechświat przenikają strumienie wibrującej, pulsującej, nie dającej się prze-widzieć życiowej siły?
Eksperymenty Reicha dowiodły, że ową siłę można mierzyć, podobnie jak ciepło czy ruch, a jej wielkość zależy od stanu zdrowia danego organizmu. Okazało się również, że ów życiodajny substrat jest wrażliwy na obecność sieci wysokiego napięcia, a już szczególne zaburzenia wywołuje nienaturalny poziom radioaktywności. Trzecia ewentualność zakłada, że ten bezprecedensowy opór został zainicjowany przez ortodoksyjną społeczność medyczną. Akumulator orgonowy, źródło jego kłopotów z prawem, był prostym aparatem leczniczym koncentrującym nieznaną dotychczas energię dzięki odpowiedniemu układowi warstw organicznej substancji pochłaniającej oraz nieorganicznych materiałów odbijających.
Eksperymenty wykazały nienormalny wzrost temperatury wewnątrz skrzynki, czego doświadczył również sam Albert Einstein, kierując się wskazówkami Reicha. Chociaż Reich nigdy nie twierdził, że akumulator leczy raka, pacjenci wielu lekarzy utrzymywali, że po pobycie w akumulatorze bądź też po kontakcie z jego mniejszą wersją odczuli poprawę stanu zdrowia w wielu schorzeniach.
FDA pracowała nad tą sprawą przez wiele lat, zanim ostatecznie ludzie szeryfa przyprowadzili zakutego w kajdanki Reicha do małego sądu w Maine. W trakcie procesu o obrazę sądu uczony bronił się sam, lecz nie pozwolono mu przedstawić zeznań potwierdzających leczniczą skuteczność akumulatora organowego ani nawet wyjaśnić znaczenia terminu "orgon". Dr Myron R. Sharif napisał później, że gdy podczas rozprawy doszło do omówienia najbardziej fundamentalnych kwestii, dyskusję przeciął agent FDA, Joseph Maguire, z pogardą odnosząc się do odkrytej przez Reicha pierwotnej energii: "Oni mówią o energii preatomowej. Cóż to takiego? My posunęliśmy się znacznie dalej, mamy energię atomową, a teraz nawet wodorową [bombę jądrową]".
Sharif i inni wiedzieli, że podczas testów bomb atomowych doszło do zakłóceń w eksperymentach Reicha. Pomiary dokonane wewnątrz akumulatorów wykazały dziwne wahania, co oznaczało według niego gwałtowną reakcję życiowego pola Ziemi na próby jądrowe. Wyraźnie poruszony tym, co zobaczył, Sharif odnotował, że podczas procesu omawiano nie mające większego znaczenia drugorzędne szczegóły, starannie unikając rozmowy o znajdujących się w dyspozycji Reicha dowodach naukowych. Najwyraźniej sąd, a także ława przysięgłych nie byli nawet w stanie dostrzec radykalnej różnicy w spojrzeniu na świat - nowego pojmowania uniwersalnej siły - co znalazło odzwierciedlenie w krótkim czasie trwania procesu. Po jego zakończeniu Reich miał mnóstwo czasu na rozważanie, dlaczego znalazł się w takim dołku.
FDA pracowała nad tą sprawą przez wiele lat, zanim ostatecznie ludzie szeryfa przyprowadzili zakutego w kajdanki Reicha do małego sądu w Maine. W trakcie procesu o obrazę sądu uczony bronił się sam, lecz nie pozwolono mu przedstawić zeznań potwierdzających leczniczą skuteczność akumulatora organowego ani nawet wyjaśnić znaczenia terminu "orgon". Dr Myron R. Sharif napisał później, że gdy podczas rozprawy doszło do omówienia najbardziej fundamentalnych kwestii, dyskusję przeciął agent FDA, Joseph Maguire, z pogardą odnosząc się do odkrytej przez Reicha pierwotnej energii: "Oni mówią o energii preatomowej. Cóż to takiego? My posunęliśmy się znacznie dalej, mamy energię atomową, a teraz nawet wodorową [bombę jądrową]".
Sharif i inni wiedzieli, że podczas testów bomb atomowych doszło do zakłóceń w eksperymentach Reicha. Pomiary dokonane wewnątrz akumulatorów wykazały dziwne wahania, co oznaczało według niego gwałtowną reakcję życiowego pola Ziemi na próby jądrowe. Wyraźnie poruszony tym, co zobaczył, Sharif odnotował, że podczas procesu omawiano nie mające większego znaczenia drugorzędne szczegóły, starannie unikając rozmowy o znajdujących się w dyspozycji Reicha dowodach naukowych. Najwyraźniej sąd, a także ława przysięgłych nie byli nawet w stanie dostrzec radykalnej różnicy w spojrzeniu na świat - nowego pojmowania uniwersalnej siły - co znalazło odzwierciedlenie w krótkim czasie trwania procesu. Po jego zakończeniu Reich miał mnóstwo czasu na rozważanie, dlaczego znalazł się w takim dołku.
REICH W NIEBEZPIECZEŃSTWIE
Urodzony w ukraińskiej części Austrii Reich zaczął interesować się biologią jeszcze w gospodarstwie ojca, gdzie mieszkał do wybuchu I wojny światowej, kiedy to na trzy lata został wcielony w szeregi armii austriackiej. Formalną edukację rozpoczął od studiowania prawa, potem przerzucił się na medycynę ze specjalizacją w zakresie psychoanalizy. Został bliskim współpracownikiem Zygmunta Freuda w Wiedniu. W latach dwudziestych uważano go nawet za kandydata na spadkobiercę mistrza. W tym czasie zaczął też aktywnie zajmować się polityką i wówczas oddalił się od tradycyjnych freudowskich metod psychoanalizy. Demonstrując niezależność myślenia, której hołdował przez całe życie, zaczął rozwijać własne systemy terapeutyczne.
Na początku lat trzydziestych pracował w Berlinie. Będąc przeciwnikiem faszyzmu wstąpił do Niemieckiej Partii Komunistycznej i stał się członkiem komórki skupiającej odważnych pisarzy i artystów. Spotykali się potajemnie, gdy po ulicach maszerowali nazistowscy szturmowcy. W miarę upływu lat naziści uzyskiwali w Niemczech coraz większą władzę i Reichowi groziło rosnące ze strony hitlerowców niebezpieczeństwo. Miał żydowskie pochodzenie, był psychiatrą i na dokładkę komunistą, a więc skupiał w sobie trzy cechy, których nienawidził Hitler.
Równolegle prowadził studia nad faszyzmem i doszedł do konkluzji, że pogorszenie sytuacji społecznej wcale nie skłania ludzi ku lewicowej orientacji politycznej. To raczej obawa przed wolnością popycha ich ku osobom sprawującym władzę, które obiecują im lepsze życie. W roku 1933, a więc w roku dojścia Hitlera do władzy w Niemczech, Reich miał odwagę opublikować Psychologię mas a faszyzm (The Mass Psychology of Fascism). W lutym tego roku studencka organizacja zaprosiła go do Kopenhagi, gdzie wygłosił wykład na temat "Reforma seksualna a kryzys społeczny". Po jego powrocie do Berlina 28 lutego doszło do podpalenia, w wyniku którego następnego dnia rano aresztowano ponad tysiąc lewicowych intelektualistów.
Na początku lat trzydziestych pracował w Berlinie. Będąc przeciwnikiem faszyzmu wstąpił do Niemieckiej Partii Komunistycznej i stał się członkiem komórki skupiającej odważnych pisarzy i artystów. Spotykali się potajemnie, gdy po ulicach maszerowali nazistowscy szturmowcy. W miarę upływu lat naziści uzyskiwali w Niemczech coraz większą władzę i Reichowi groziło rosnące ze strony hitlerowców niebezpieczeństwo. Miał żydowskie pochodzenie, był psychiatrą i na dokładkę komunistą, a więc skupiał w sobie trzy cechy, których nienawidził Hitler.
Równolegle prowadził studia nad faszyzmem i doszedł do konkluzji, że pogorszenie sytuacji społecznej wcale nie skłania ludzi ku lewicowej orientacji politycznej. To raczej obawa przed wolnością popycha ich ku osobom sprawującym władzę, które obiecują im lepsze życie. W roku 1933, a więc w roku dojścia Hitlera do władzy w Niemczech, Reich miał odwagę opublikować Psychologię mas a faszyzm (The Mass Psychology of Fascism). W lutym tego roku studencka organizacja zaprosiła go do Kopenhagi, gdzie wygłosił wykład na temat "Reforma seksualna a kryzys społeczny". Po jego powrocie do Berlina 28 lutego doszło do podpalenia, w wyniku którego następnego dnia rano aresztowano ponad tysiąc lewicowych intelektualistów.
Przyjaciele Reicha przeszli do podziemia, zostali aresztowani bądź zastrzeleni. Przebrany za wyjeżdżającego na narty turystę Reich uciekł do Austrii. Tamtejsze środowisko psychoanalityków odnosiło się z wrogością do jego poglądów, toteż po dwóch miesiącach wyemigrował do Danii. Pod koniec tego samego roku został wykluczony z duńskiej partii komunistycznej, do której nigdy nie wstąpił.
Pierwszym powodem tego wykluczenia był artykuł na temat edukacji seksualnej, który zrobił prawdziwą furorę. Po wtóre, wdał się w spór z władzami partii, która mając z założenia pomagać imigrantom, odwróciła się od pewnego młodego człowieka, ponieważ nie posiadał niezbędnych dokumentów, co ostatecznie pchnęło go do samobójstwa. Reich zdecydowanie zaprotestował przeciwko tak nieludzkiemu postępowaniu. Po trzecie, założył wydawnictwo bez zgody partii. Czwartym wymierzonym w niego zarzutem było uznanie jego książki Psychologia mas a faszyzm za kontrrewolucyjną.
BEZ OJCZYZNY
Pomimo tych doświadczeń Reich zachował intelektualną uczciwość do końca życia, nie bacząc na konsekwencje. Wizja seksualnej rewolucji zakładająca coraz wyższą dojrzałość ludzi w znacznej mierze została bez jego winy zatracona w tym, co rzeczywiście dokonało się w społeczeństwie. Reich był przeciwny pornografii z uwagi na jej perwersyjne, infantylne i destrukcyjne elementy. Biograf David Boadella twierdzi, że Reich pragnął usunąć bariery, aby doprowadzić do "ponownego wyłonienia naprawdę spersonalizowanej seksualności zdolnej pogłębić i wzbogacić ludzkie życie w takim stopniu, że Ťwycieczkiť do stanu podwyższonej świadomości za pomocą narkotyków stałyby się... bezsensowne". Badając związek seksualności z niepokojem, psychoanalityk Reich rozwinął teorię traktującą orgazm w kategoriach wzrostu powierzchniowego napięcia elektrycznego. Ten kierunek badań doprowadził go do obserwacji ruchów plazmy u zwierząt jednokomórkowych. Stwierdził, że u nich również występował rytm sięgania na zewnątrz do świata i cofania się do własnego wnętrza.
W grudniu 1933 minister sprawiedliwości Danii odmówił mu przedłużenia zgody na pobyt, co było wynikiem oskarżeń wysuwanych pod jego adresem przez psychiatrów nie zgadzających się z tezami jego nieszablonowych prac. Uczony przeniósł się wówczas do leżącego po drugiej stronie szerokiej na trzy mile cieśniny szwedzkiego Malmo i wielu duńskich studentów zaczęło pływać do niego na wykłady łodziami. Dwóch kopenhaskich psychiatrów nawiązało jednak kontakt ze swoimi szwedzkimi kolegami i od tego momentu zarówno Reicha, jak i jego studentów śledziły policje obu krajów. Szwedzcy policjanci przetrząsnęli jego dom w Malmo mimo braku nakazu rewizji. Chociaż nie wysunięto przeciw niemu i jego studentom żadnych zarzutów, także w Szwecji nie uzyskał zgody na przedłużenie pobytu. Za radą jednego z przyjaciół wrócił wówczas nielegalnie do Danii.
W tym czasie jego nieszablonowe poglądy podzielała część psychoanalityków, jednak brakowało im odwagi, aby się do tego otwarcie przyznać. W roku 1934 XIII Międzynarodowy Kongres Psychoanalizy wykluczył Reicha, człowieka nazwanego przez Zygmunta Freuda "twórcą współczesnej techniki psychoanalizy", ze swojego grona.
W połowie i pod koniec lat trzydziestych przebywał jako uchodźca w Norwegii, dokąd zaprosił go znajomy profesor z Oslo. Jako psychoanalityk Reich kontynuował tam prace nad rozwojem nowych technik wyzwalania zablokowanych emocji. Zmiany potencjału człowieka i dzisiejsze terapie oparte na ćwiczeniach fizycznych wywodzą się właśnie z jego prac.
W grudniu 1933 minister sprawiedliwości Danii odmówił mu przedłużenia zgody na pobyt, co było wynikiem oskarżeń wysuwanych pod jego adresem przez psychiatrów nie zgadzających się z tezami jego nieszablonowych prac. Uczony przeniósł się wówczas do leżącego po drugiej stronie szerokiej na trzy mile cieśniny szwedzkiego Malmo i wielu duńskich studentów zaczęło pływać do niego na wykłady łodziami. Dwóch kopenhaskich psychiatrów nawiązało jednak kontakt ze swoimi szwedzkimi kolegami i od tego momentu zarówno Reicha, jak i jego studentów śledziły policje obu krajów. Szwedzcy policjanci przetrząsnęli jego dom w Malmo mimo braku nakazu rewizji. Chociaż nie wysunięto przeciw niemu i jego studentom żadnych zarzutów, także w Szwecji nie uzyskał zgody na przedłużenie pobytu. Za radą jednego z przyjaciół wrócił wówczas nielegalnie do Danii.
W tym czasie jego nieszablonowe poglądy podzielała część psychoanalityków, jednak brakowało im odwagi, aby się do tego otwarcie przyznać. W roku 1934 XIII Międzynarodowy Kongres Psychoanalizy wykluczył Reicha, człowieka nazwanego przez Zygmunta Freuda "twórcą współczesnej techniki psychoanalizy", ze swojego grona.
W połowie i pod koniec lat trzydziestych przebywał jako uchodźca w Norwegii, dokąd zaprosił go znajomy profesor z Oslo. Jako psychoanalityk Reich kontynuował tam prace nad rozwojem nowych technik wyzwalania zablokowanych emocji. Zmiany potencjału człowieka i dzisiejsze terapie oparte na ćwiczeniach fizycznych wywodzą się właśnie z jego prac.
ORGANIZMY BIOELEKTRYCZNE
Przebywając w Norwegii Reich odkrył "biony" - mikroskopijne cząsteczki - będące według niego formą przejściową między materią nieożywioną i żywymi organizmami. Społeczność naukowa odrzuciła jego raporty o spontanicznym generowaniu życia, podobnie jak pogląd, że dopóki uczeni badać będą martwą tkankę, dopóty będą pojmować żywe organizmy jedynie w ograniczonym stopniu.
Do odkrycia doszło dzięki temu, że przyjaciel umożliwił mu korzystanie z laboratorium Instytutu Psychologii Uniwersytetu w Oslo. Z pomocą pracującego tam asystenta przystąpił do pomiarów elektrycznego potencjału skóry. Chciał uzyskać potwierdzenie swoich pomysłów w zakresie bioelektryczności. Znowu okazał się pionierem.
Do odkrycia doszło dzięki temu, że przyjaciel umożliwił mu korzystanie z laboratorium Instytutu Psychologii Uniwersytetu w Oslo. Z pomocą pracującego tam asystenta przystąpił do pomiarów elektrycznego potencjału skóry. Chciał uzyskać potwierdzenie swoich pomysłów w zakresie bioelektryczności. Znowu okazał się pionierem.
Za pieniądze uzyskane z wykładów Reich zbudował nowy przyrząd wyposażony w elektrody i próżniowe rurki, który połączył z oscylografem. Ogólnie rzecz biorąc, uzyskał potwierdzenie swojej teorii powstawania ładunków w wyniku napięcia. Wykazał również, że organizm działa jak system elektrolityczny posiadający ciągłe pole bioelektryczne wywołane pobudzeniem między ośrodkami nerwowymi wewnątrz ciała i powierzchnią skóry. Ważny był również holistyczny aspekt tych prac, ponieważ po raz pierwszy naukowiec wykazał, że organizm stanowi jedną całość, w której zaburzenia w jakiejś części odziałują na całą resztę.
Te bioelektryczne eksperymenty dowiodły istnienia jednej energii biopsychologicznej. W swoich wczesnych pracach Reich wykazał, że energia ta jest w ciele początkowo gromadzona, a następnie wyzwalana. Teraz pomiary udowodniły, że doznanie przyjemności powoduje wzrost dającego się zmierzyć ładunku bioelektrycznego, natomiast doznania nieprzyjemne pociągają za sobą jego spadek.
Ten niezwykle płodny uczony pragnął zgłębić jeszcze jedną gałąź wiedzy. Chciał zbadać procesy rozszerzania i kurczenia oraz towarzyszące im zmiany ładunków bioelektrycznych u pierwotniaków - prymitywnych form życia. Czy prądy sił biologicznych działają w ten sam sposób u wszystkich żywych stworzeń?
Ten niezwykle płodny uczony pragnął zgłębić jeszcze jedną gałąź wiedzy. Chciał zbadać procesy rozszerzania i kurczenia oraz towarzyszące im zmiany ładunków bioelektrycznych u pierwotniaków - prymitywnych form życia. Czy prądy sił biologicznych działają w ten sam sposób u wszystkich żywych stworzeń?
ŻYCIE POD MIKROSKOPEM
Przyjaciele pomogli Reichowi zakupić sprzęt do mikrofotografii, sterylizacji i wykrywania ładunków elektrycznych, a także zatrudnili do pomocy asystentów. W roku 1936 fotografowanie pierwotniaków w pewnych odstępach czasu było pomysłem zupełnie nowatorskim, co Reichowi wcale nie przeszkadzało. Jego krytycy nie mogli pojąć, do czego potrzebował mikroskopów o wielkim powiększeniu, skoro istniała górna granica, powyżej której obserwowany obiekt stawał się zupełnie zamazany. Reichowi zależało tymczasem na śledzeniu ruchu wewnątrz pierwotniaków, a nie na wychwytywaniu drobnych szczegółów ich budowy.
Ciąg przypadkowych bądź też zamierzonych zmian w procedurach badawczych doprowadził do zdumiewającego odkrycia ruchomych, przypominających żywe organizmy form zdolnych do wzrostu w kulturach i rozwijających się z różnych nieożywionych materiałów umieszczonych w roztworach powodujących rozrost mikroskopijnych cząsteczek. Sztucznie stworzone drobne, niebieskozielone pęcherzyki (torebki), ochrzczone przez Reicha "bionami", rosły w wysterylizowanych preparatach takich materiałów jak węgiel lub piasek. Przy znacznym powiększeniu widać było, że pęcherzyki te obracały się, pulsowały, wirowały i kurczyły. Kontrolowane doświadczenia potwierdziły, że biony nie mogły powstać w wyniku infekcji z powietrza.
Obserwując kultury bionów pod mikroskopem, dostrzegł emanowane przez nie promieniowanie, które nie miało charakteru nuklearnego i które znalazł później również w atmosferze. Był to typ promieniowania nieznany w fizyce i zdawał się odpowiadać hinduskiej koncepcji prany lub chińskiej chi. Reich nazwał je orgonem - energią organizmu. Jest to promieniowanie biologiczne a nie elektromagnetyczne. Pewien radiolog z Oslo potwierdził, że w kulturze bionów nie występowało standardowe promieniowanie nuklearne. W ciemnościach kultury te świeciły przyćmionym, szarobłękitnym światłem.
Reich oglądał również w powiększeniu tkankę nowotworową i pokazał wiodącemu badaczowi w tej dziedzinie poruszające się komórki rakowe. Badacz zabrał próbkę tkanki do swojego laboratorium i potraktował ją według standardowej procedury, zabijając komórki w procesie suszenia i barwienia. Potem najspokojniej na świecie napisał, że "kontrolnie powtórzył" eksperyment Reicha i ustalił, że jego biony to "jedynie gronkowce". Rzecz w tym, że nie powtórzył procedur stosowanych przez Reicha.
Reich przystąpił tymczasem do badań nad patologią raka, zaś grupa wpływowych Norwegów rozpoczęła kampanię prasową wymierzoną przeciwko jego wszystkim pracom. Po raz kolejny wpływowi psychiatrzy zaczęli naciskać na swój rząd, domagając się wydalenia Reicha z Norwegii - tym razem poprzez zmianę przepisów licencyjnych. Obecna nagonka nie miała nic wspólnego z jego wcześniejszymi skłonnościami do komunizmu. Reich dostrzegł jego prawdziwe oblicze i stał się zdeklarowanym antykomunistą.
Ciąg przypadkowych bądź też zamierzonych zmian w procedurach badawczych doprowadził do zdumiewającego odkrycia ruchomych, przypominających żywe organizmy form zdolnych do wzrostu w kulturach i rozwijających się z różnych nieożywionych materiałów umieszczonych w roztworach powodujących rozrost mikroskopijnych cząsteczek. Sztucznie stworzone drobne, niebieskozielone pęcherzyki (torebki), ochrzczone przez Reicha "bionami", rosły w wysterylizowanych preparatach takich materiałów jak węgiel lub piasek. Przy znacznym powiększeniu widać było, że pęcherzyki te obracały się, pulsowały, wirowały i kurczyły. Kontrolowane doświadczenia potwierdziły, że biony nie mogły powstać w wyniku infekcji z powietrza.
Obserwując kultury bionów pod mikroskopem, dostrzegł emanowane przez nie promieniowanie, które nie miało charakteru nuklearnego i które znalazł później również w atmosferze. Był to typ promieniowania nieznany w fizyce i zdawał się odpowiadać hinduskiej koncepcji prany lub chińskiej chi. Reich nazwał je orgonem - energią organizmu. Jest to promieniowanie biologiczne a nie elektromagnetyczne. Pewien radiolog z Oslo potwierdził, że w kulturze bionów nie występowało standardowe promieniowanie nuklearne. W ciemnościach kultury te świeciły przyćmionym, szarobłękitnym światłem.
Reich oglądał również w powiększeniu tkankę nowotworową i pokazał wiodącemu badaczowi w tej dziedzinie poruszające się komórki rakowe. Badacz zabrał próbkę tkanki do swojego laboratorium i potraktował ją według standardowej procedury, zabijając komórki w procesie suszenia i barwienia. Potem najspokojniej na świecie napisał, że "kontrolnie powtórzył" eksperyment Reicha i ustalił, że jego biony to "jedynie gronkowce". Rzecz w tym, że nie powtórzył procedur stosowanych przez Reicha.
Reich przystąpił tymczasem do badań nad patologią raka, zaś grupa wpływowych Norwegów rozpoczęła kampanię prasową wymierzoną przeciwko jego wszystkim pracom. Po raz kolejny wpływowi psychiatrzy zaczęli naciskać na swój rząd, domagając się wydalenia Reicha z Norwegii - tym razem poprzez zmianę przepisów licencyjnych. Obecna nagonka nie miała nic wspólnego z jego wcześniejszymi skłonnościami do komunizmu. Reich dostrzegł jego prawdziwe oblicze i stał się zdeklarowanym antykomunistą.
W samym środku intensywnych badań nad bionami musiał pospiesznie spakować całe laboratorium i na pokładzie ostatniego statku, który opuścił Norwegię przed wybuchem II wojny światowej, udał się na kolejną emigrację.
Po przybyciu do Stanów Zjednoczonych zamieszkał razem z trzecią żoną na Long Island w Nowym Jorku. Piwnica jego domu została przekształcona w salę eksperymentalną, jadalnia w laboratorium, a pokój służącej na biuro oraz pracownię przygotowującą kultury laboratoryjne. Do zajęć z psychoterapii służyła dodatkowa sypialnia. Do roku 1941 Reich zarabiał na życie wykładami w New School for Social Research jako profesor psychologii medycznej.
W ciągu tych lat jego zainteresowania skoncentrowały się na raku oraz właściwościach promieniowania bionów. Chcąc się upewnić, że widzą je także inni, kazał asystentom stać w ciemnościach i wybierać probówki wydzielające błękitnawą poświatę właściwą promieniującym kulturom bionów. Dzięki incydentowi z gumową rękawicą przypadkowo odkrył, że substancje organiczne wchłaniają to promieniowanie.
W ciągu tych lat jego zainteresowania skoncentrowały się na raku oraz właściwościach promieniowania bionów. Chcąc się upewnić, że widzą je także inni, kazał asystentom stać w ciemnościach i wybierać probówki wydzielające błękitnawą poświatę właściwą promieniującym kulturom bionów. Dzięki incydentowi z gumową rękawicą przypadkowo odkrył, że substancje organiczne wchłaniają to promieniowanie.
Jego kolejny eksperyment polegał na zaprojektowaniu metalowego pojemnika zapobiegającego rozpraszaniu promieniowania kultur. Eksperymentalne pudełka okładał od zewnątrz materiałami organicznymi - bawełną lub drewnem. W eksperymencie używano kontrolnie identycznego metalowego pojemnika bez kultury bionów w środku. Ku swemu zaskoczeniu odkrył, że kontrolna (pusta) skrzynka świeciła tak samo jak pojemniki zawierające promieniujące kultury. Oznaczało to, że przyciągała identyczne promieniowanie wprost z powietrza.
Następnym krokiem było odkrycie, że w pojemnikach tych koncentrowało się ciepło, któremu towarzyszyło mrowienie podobne do tego, jakie wywoływała kultura bionów umieszczona na skórze... Jeszcze później ustalił, że metal przyciągał to niezwykłe promieniowanie, a następnie je odbijał, natomiast materiały organiczne pochłaniały je. Wtedy zaprojektował akumulator ze szklanym wizjerem, za którym można było umieścić termometr. Identyczny termometr, zamocowany na takiej samej wysokości na zewnątrz skrzynki, wskazywał temperaturę pomieszczenia. Reich stwierdził, że temperatura w akumulatorze była zawsze o około pół stopnia Celsjusza wyższa niż temperatura otaczającego go powietrza.
Oznaczało to, że życiowa siła, którą najpierw znalazł w bionach, mogła być gromadzona wprost z atmosfery w akumulatorze orgonowym. W najprostszej, jednowarstwowej wersji jest to drewniana skrzynka obłożona blachą. Taki akumulator działa jak jednokierunkowa sieć wychwytująca orgon podobnie jak szklarnia, gdzie promieniowanie bez przeszkód wnika do wnętrza, po czym większa jego część ulega odbiciu do wewnątrz, niż przedostaje się na zewnątrz, powodując wzrost jego koncentracji. Reich i jego współpracownicy przekonali się, że siedząc wewnątrz takiej skrzyni, wchłaniali większą ilość siły życiowej, niż pozostając na zewnątrz, dzięki czemu stan ich zdrowia ulegał poprawie.
Jedno z doświadczeń wykazało, że w akumulatorze elektroskop rozładowuje się wolniej niż poza nim. Zjawiska tego nie da się wytłumaczyć przy pomocy aktualnej teorii dotyczącej elektryczności atmosferycznej. Inny eksperyment potwierdził, że temperatura ciała ludzi przebywających w akumulatorze ulegała wyraźnemu podwyższeniu.
Jedno z doświadczeń wykazało, że w akumulatorze elektroskop rozładowuje się wolniej niż poza nim. Zjawiska tego nie da się wytłumaczyć przy pomocy aktualnej teorii dotyczącej elektryczności atmosferycznej. Inny eksperyment potwierdził, że temperatura ciała ludzi przebywających w akumulatorze ulegała wyraźnemu podwyższeniu.
Badania kontrolne wykluczyły wszelkie standardowe wyjaśnienia tego faktu. Reich twierdził, że jeśli jakiś uczony chce pójść w jego ślady, musi odrzucić cały intelektualny bagaż związany z drugim prawem termodynamiki. W przeciwnym razie, "nie zrozumie tej różnicy temperatur i będzie usiłował tłumaczyć ją wyłącznie poprzez konwekcje cieplną... Nie zdoła uchwycić jej aspektu orgonicznego, atmosferycznego". Zwolennicy hipotezy pustej przestrzeni także nie zrozumieją jego zdaniem, że próżnia może świecić i że efekt ten może się zmieniać wraz ze zmianami pogody.
W akumulatorze orgonowym, wyjaśnił Reich, ciepło nie wytwarza się z niczego. To jedynie przepływający przez wewnętrzne ścianki akumulatora orgon, który jest w nim zatrzymywany i manifestuje się w postaci ciepła.
Reich kontynuował swoje doświadczenia z bionami. W jednym z nich promieniowanie bionów wywołało zamglenia na kliszy rentgenowskiej.
AKUMULATOR ORANURU
W ciągu następnych lat pacjenci Reicha donosili, że akumulator orgonowy okazał się pomocny w leczeniu wielu chorób, między innymi artretyzmu, a zwłaszcza raka. Reich nigdy nie twierdził, że jest to lekarstwo na raka, jednak powszechnie się utarło, że coś takiego rozgłaszał.
Przeniósł się z Nowego Jorku do Rangeley, małego miasteczka w rolniczym regionie Maine, gdzie założył instytut zwany Orgononem. W latach czterdziestych prowadził badania nad orgonem. Równolegle utrzymywał praktykę i wydawał własne czasopismo The International Journal of Sex Economy and Orgone Research.
Doniósł również o wynalezieniu silnika. Utrzymywał, że w akumulatorze orgonowym gromadzi się dość energii, aby zapewnić napęd silnikowi elektrycznemu wielkości pomarańczy. Plany tego silnika nigdy nie zostały opublikowane, ponieważ ludzkość nie była jeszcze jego zdaniem na to gotowa. Podobnie jak wszystko, co wiązało się z orgonem, działanie orgonowego silnika zmieniało się wraz z pogodą. W muzeum Wilhelma Reicha znajduje się film ukazujący jego działanie.
Dzieje Orgononu przybrały niepokojący obrót, kiedy w roku 1954 Reich podjął próbę umieszczenia w akumulatorze niewielkiej ilości materiału radioaktywnego - radu. Jego hipoteza zakładała, że potężny orgon usunie wszystkie niekorzystne efekty promieniowania jądrowego. Niestety, był w błędzie. Jakaś nieznana siła, potężniejsza niż sam materiał radioaktywny, rozszalała się ze straszliwą mocą.
Reakcja obszaru naładowanego orgonem z materiałem rozszczepialnym wywołała lokalną katastrofę. Eksperyment z "oranurem" doprowadził do skażenia laboratorium, spowodował śmierć doświadczalnych myszy i pogorszenie stanu zdrowia wszystkich obecnych w nim osób (sam Reich kilkakrotnie zemdlał). Jeden z pracowników po włożeniu głowy do akumulatora był bliski śmierci. Kamienie w obudowie kominka w tajemniczy sposób pokruszyły się, a oddalone o kilkaset metrów od domu granitowe głazy wyraźnie poczerniały.
Doniósł również o wynalezieniu silnika. Utrzymywał, że w akumulatorze orgonowym gromadzi się dość energii, aby zapewnić napęd silnikowi elektrycznemu wielkości pomarańczy. Plany tego silnika nigdy nie zostały opublikowane, ponieważ ludzkość nie była jeszcze jego zdaniem na to gotowa. Podobnie jak wszystko, co wiązało się z orgonem, działanie orgonowego silnika zmieniało się wraz z pogodą. W muzeum Wilhelma Reicha znajduje się film ukazujący jego działanie.
Dzieje Orgononu przybrały niepokojący obrót, kiedy w roku 1954 Reich podjął próbę umieszczenia w akumulatorze niewielkiej ilości materiału radioaktywnego - radu. Jego hipoteza zakładała, że potężny orgon usunie wszystkie niekorzystne efekty promieniowania jądrowego. Niestety, był w błędzie. Jakaś nieznana siła, potężniejsza niż sam materiał radioaktywny, rozszalała się ze straszliwą mocą.
Reakcja obszaru naładowanego orgonem z materiałem rozszczepialnym wywołała lokalną katastrofę. Eksperyment z "oranurem" doprowadził do skażenia laboratorium, spowodował śmierć doświadczalnych myszy i pogorszenie stanu zdrowia wszystkich obecnych w nim osób (sam Reich kilkakrotnie zemdlał). Jeden z pracowników po włożeniu głowy do akumulatora był bliski śmierci. Kamienie w obudowie kominka w tajemniczy sposób pokruszyły się, a oddalone o kilkaset metrów od domu granitowe głazy wyraźnie poczerniały.
Przez wiele dni nad okolicą wisiały ciężkie, ciemne chmury. Wydawały się być związane z efektem antyżyciowym, gdyż zdrowie wielu ludzi uległo pogorszeniu. Przez kilka tygodni poziom promieniowania mierzony za pomocą licznika Geigera w promieniu 3000 mil od Orgononu był znacznie podwyższony. Reich dokładał wszelkich starań, aby zdezaktywować budynek wraz z przyległym terenem, musiało jednak upłynąć sporo czasu, zanim wszystko wróciło do normy.
ZAKLINACZ CHMUR
Katastrofa pociągnęła za sobą pewien efekt uboczny. W trakcie prób rozproszenia zalegających nad miastem przygnębiających chmur Reich wynalazł urządzenie, któremu nadał później nazwę "zaklinacza chmur". Jego budowa jest niezwykle prosta - jest to wiązka pustych w środku metalowych rur jednym końcem wymierzonych skośnie w niebo a drugim zanurzona w płynącej wodzie, ponieważ woda przyciąga siły życiowe. Wiązka rur ma wyciągać z nieba orgon.
Dlaczego Reich chciał to zrobić? Zarówno on, jak i jego współpracownicy odpowiadali, że radioaktywny opad, a także inne zanieczyszczenia przekształciły żywy, naturalny orgon w nieruchomą martwą formę, której nadali nazwę DOR (Deadly Orgone Radiation - Śmiertelne Promieniowanie Orgonowe). Według Reicha DOR jest czynnikiem wywołującym suszę poprzez powstrzymywanie deszczu i formowania się chmur. Jedna z teorii głosi, że wyciągając DOR z powietrza za pomocą zaklinacza chmur i odblokowując tym samym przepływ zdrowego orgonu, pomaga się atmosferze powrócić do naturalnych cyklów, a więc i opadów.
Przez kilka lat badał, jak przy użyciu chmur zmieniać pogodę i na koniec oświadczył, że wie, w jaki sposób podnieść poziom energetyczny otaczającej atmosfery, zamiast go obniżać. Kiedy zabrał swój sprzęt do Arizony, doszło tam do naprawdę dziwnych zdarzeń, podobno ze spotkaniem z UFO włącznie. Dziennik podróży z roku 1954 zawiera zapisy ujawniające jego niezwykłe zdolności wyczuwania naturalnego krajobrazu oraz jego nastroju, zbliżone do wrażliwości aborygenów.
Reich uważał wytwarzanie chmur za działalność pozytywną. W styczniu 1955 roku wywołał deszcz na południowym zachodzie. Któregoś ranka w Tucson opady były tak intensywne, że na miejscowym lotnisku nie mogły lądować samoloty. Natomiast w poprzednich tygodniach pustynia okryła się preriową trawą, czego nawet najstarsi ludzie nie pamiętali. Eksperymenty te nie zostały dobrze udokumentowane, być może dlatego, że właśnie zaczynały się jego kłopoty z agentami rządowymi.
W międzyczasie Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) zaczął gromadzić materiały przeciwko stosowaniu akumulatora orgonowego w lecznictwie. FDA i lekarze nie wierzyli, że to urządzenie w ogóle działa, z góry uznając je za oszustwo. W roku 1954 FDA nakazało wycofać z obiegu wszystkie książki Reicha w twardej oprawie, a publikacje w oprawie miękkiej, w tym wszystkie czasopisma, spalić. Ponadto nakazano mu zaprzestanie wytwarzania i dystrybucji akumulatorów orgonowych. Za naruszenie zakazu publikacji Reich został skazany na dwa lata więzienia. Zmarł w więzieniu w roku 1957 na krótko przed zwolnieniem warunkowym.
Reich uważał wytwarzanie chmur za działalność pozytywną. W styczniu 1955 roku wywołał deszcz na południowym zachodzie. Któregoś ranka w Tucson opady były tak intensywne, że na miejscowym lotnisku nie mogły lądować samoloty. Natomiast w poprzednich tygodniach pustynia okryła się preriową trawą, czego nawet najstarsi ludzie nie pamiętali. Eksperymenty te nie zostały dobrze udokumentowane, być może dlatego, że właśnie zaczynały się jego kłopoty z agentami rządowymi.
W międzyczasie Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) zaczął gromadzić materiały przeciwko stosowaniu akumulatora orgonowego w lecznictwie. FDA i lekarze nie wierzyli, że to urządzenie w ogóle działa, z góry uznając je za oszustwo. W roku 1954 FDA nakazało wycofać z obiegu wszystkie książki Reicha w twardej oprawie, a publikacje w oprawie miękkiej, w tym wszystkie czasopisma, spalić. Ponadto nakazano mu zaprzestanie wytwarzania i dystrybucji akumulatorów orgonowych. Za naruszenie zakazu publikacji Reich został skazany na dwa lata więzienia. Zmarł w więzieniu w roku 1957 na krótko przed zwolnieniem warunkowym.
WCIĄŻ IGNOROWANY
Wiele lat później główny nurt nauki nadal nie zaakceptował bionów Reicha jako jednego z najważniejszych odkryć związanych z atmosferą. Akumulator orgonowy spoczywa w Muzeum Oszustów w Saint Louis i tylko nieliczne grupki entuzjastów rozrzucone po różnych krajach kontynuują jego prace. Paru europejskich lekarzy otwarcie korzysta z akumulatorów orgonowych.
Uczony i były meteorolog, dr Charles R. Kelley, napisał w roku 1960 Nową metodę kontroli pogody (A New Method of Weather Control) i do roku 1965 wydawał jedyny periodyk związany z pracami Reicha. Inny student Reicha, nieżyjący już Elsworth F. Baker, założył Amerykańską Szkołę Orgonomii (American College of Orgonomy), a w dziesięć lat po śmierci Reicha zaczął wydawać Journal of Orgonomy. Siedziba tego niewielkiego college'u mieści się obecnie w Princeton w stanie New Jersey. W jego skład wchodzi grupa uczonych, głównie psychiatrów. Muzeum Wilhelma Reicha w Rangeley w stanie Maine można zwiedzać latem. Niestety, zgodnie z ostatnią wolą uczonego, jego archiwa mają pozostać zamknięte do roku 2007. Reich miał nadzieję, że nowe pokolenie lepiej doceni jego dokonania.
Na przestrzeni lat niektóre spośród głoszonych publicznie poglądów Reicha, jak choćby oskarżenia z czasów McCarthy'ego, że pewni rządowi agenci są czerwonymi faszystami, opowieści o kontaktach z NOLami, czy optowanie za dojrzałą swobodą seksualną, były kłopotliwe dla jego następców. Część z nich utrzymuje, że ostatnie lata życia były dla Reicha zbyt dużym obciążeniem. Biograf Boadella pisze, że "gdzieś od roku 1955 aż do śmierci w roku 1957 w umyśle Reicha obok zupełnie racjonalnych koncepcji lęgły się paranoiczne idee".
Największe odkrycia Reicha wciąż pozostają żywe, choć nie nagłaśnia się ich w mediach. Niewielkie grupy ludzi w różnych krajach zgłębiają "eteryczną modyfikację pogody". Jak twierdzą praktycy, takich eksperymentów z procesami atmosferycznymi nie wolno zbywać machnięciem ręki. Ich zdaniem nieodpowiednie manipulacje zamiast przywrócić pogodzie naturalny rytm mogą doprowadzić do poważnych zaburzeń.
Największe odkrycia Reicha wciąż pozostają żywe, choć nie nagłaśnia się ich w mediach. Niewielkie grupy ludzi w różnych krajach zgłębiają "eteryczną modyfikację pogody". Jak twierdzą praktycy, takich eksperymentów z procesami atmosferycznymi nie wolno zbywać machnięciem ręki. Ich zdaniem nieodpowiednie manipulacje zamiast przywrócić pogodzie naturalny rytm mogą doprowadzić do poważnych zaburzeń.
Różne badania Reicha miały jeden element wspólny - prowadziły do odkrycia najważniejszego. Rosnąca liczba dowodów potwierdzała istnienie Siły Życiowej, którą można było zademonstrować w naukowy sposób. Pozwoliło to Reichowi ustalić, że jeśli na znacznym obszarze atmosferyczna siła życiowa zostanie zbyt mocno skażona, przekształci się w zjawisko nieruchomego, wywołującego suszę powietrza.
Wyznający poglądy Reicha uczony z Michigan oraz inni mu podobni dodają ponurą uwagę o postępującej degradacji atmosfery. Herman Meinke z okręgu Detroit oszacował w roku 1993, że od czasu, gdy Reich prowadził swoje eksperymenty, siła życiowa w atmosferze zmalała czterdziestokrotnie. Powtarza te doświadczenia od wielu lat i ostatnio stwierdził, że nie uzyskuje rezultatów takich jak dawniej. Winą za osłabienie atmosferycznej siły życiowej naszej planety obciąża wzrost zanieczyszczeń spowodowany testami nuklearnymi oraz pracą elektrowni atomowych.
Wyznający poglądy Reicha uczony z Michigan oraz inni mu podobni dodają ponurą uwagę o postępującej degradacji atmosfery. Herman Meinke z okręgu Detroit oszacował w roku 1993, że od czasu, gdy Reich prowadził swoje eksperymenty, siła życiowa w atmosferze zmalała czterdziestokrotnie. Powtarza te doświadczenia od wielu lat i ostatnio stwierdził, że nie uzyskuje rezultatów takich jak dawniej. Winą za osłabienie atmosferycznej siły życiowej naszej planety obciąża wzrost zanieczyszczeń spowodowany testami nuklearnymi oraz pracą elektrowni atomowych.
REICH I SCHAUBERGER
Biografowie Reicha podkreślają, że wyciszenie jego głosu w sprawie dynamicznej siły w atmosferze w latach pięćdziesiątych pozostawało w związku z narodzinami energetyki jądrowej. Nie było wówczas rzeczą wskazaną, aby społeczeństwo wdawało się w debatę, czy reakcja jądrowa i jej produkty uboczne przeobrażają siłę życiową w naszym środowisku w niszczycielski czynnik nazwany przez Reicha Śmiertelnym Promieniowaniem Orgonowym (DOR). Przemysł atomowy nie chciał, żeby ludzie łączyli susze i inne anomalie pogodowe z atmosferycznym DOR-em. Współczesny Reichowi Austriak, Wiktor Schauberger, również dobrze rozumiał, że obserwuje pewną energię, której istnienie może zostać zagrożone przez wzrost atomowego promieniowania w atmosferze.
Podobnie jak Schauberger, Reich zdobywał wiedzę, obserwując przyrodę. Gdy publikował fotografie drzew umierających od wierzchołka z powodu zatrucia biosfery, które nazywał opadem DOR na drzewa, był jednym z pierwszych uczonych przestrzegających przed przekształceniem się naszej planety w martwe pustkowie. Jego prace wykazały, że siła życiowa organizmu jest stymulowana przez zewnętrzny orgon w atmosferze. Czy osłabienie siły życiowej w atmosferze spowodowane zanieczyszczeniami znajduje odzwierciedlenie w ludziach oraz innych gatunkach? Liczne osłabienia systemów odpornościowych, od raka wśród stworzeń morskich po AIDS u ludzi, zdają się to potwierdzać.
Następcy Reicha twierdzą dzisiaj, że jego metody na odblokowanie atmosfery będą skuteczne, jeśli usunie się również przyczyny powstawania DOR-u (Reich zaliczał do nich także traktowanie niemowląt i dzieci prowadzące do emocjonalnego wyjałowienia). Przedstawiają scenariusz kuracji atmosfery, między innymi przy użyciu zaklinaczy chmur, prowadzący do odbudowy witalności powietrza i organizmów oraz zazielenienia pustyń. Pod koniec życia Reich zaprzyjaźnił się blisko z angielskim pedagogiem A.S. Neillem ze słynnej Summerhill School, pionierem afirmującego życie podejścia do dzieci. W roku 1958 Neill napisał: "Jeśli wrodzy życiu ludzie u władzy nie zniszczą tego świata, być może ci, którzy jeszcze się nie narodzili, zrozumieją dzieło Reicha.
Podobnie jak Schauberger, Reich zdobywał wiedzę, obserwując przyrodę. Gdy publikował fotografie drzew umierających od wierzchołka z powodu zatrucia biosfery, które nazywał opadem DOR na drzewa, był jednym z pierwszych uczonych przestrzegających przed przekształceniem się naszej planety w martwe pustkowie. Jego prace wykazały, że siła życiowa organizmu jest stymulowana przez zewnętrzny orgon w atmosferze. Czy osłabienie siły życiowej w atmosferze spowodowane zanieczyszczeniami znajduje odzwierciedlenie w ludziach oraz innych gatunkach? Liczne osłabienia systemów odpornościowych, od raka wśród stworzeń morskich po AIDS u ludzi, zdają się to potwierdzać.
Następcy Reicha twierdzą dzisiaj, że jego metody na odblokowanie atmosfery będą skuteczne, jeśli usunie się również przyczyny powstawania DOR-u (Reich zaliczał do nich także traktowanie niemowląt i dzieci prowadzące do emocjonalnego wyjałowienia). Przedstawiają scenariusz kuracji atmosfery, między innymi przy użyciu zaklinaczy chmur, prowadzący do odbudowy witalności powietrza i organizmów oraz zazielenienia pustyń. Pod koniec życia Reich zaprzyjaźnił się blisko z angielskim pedagogiem A.S. Neillem ze słynnej Summerhill School, pionierem afirmującego życie podejścia do dzieci. W roku 1958 Neill napisał: "Jeśli wrodzy życiu ludzie u władzy nie zniszczą tego świata, być może ci, którzy jeszcze się nie narodzili, zrozumieją dzieło Reicha.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
