Od momentu odkrycia komety świat na jej punkcie wręcz oszalał. YouTube nieoczekiwanie wypełniło się po brzegi sprawnie zrobionymi filmami o tym, że Elenin niesie ze sobą jakąś bliżej nieokreśloną katastrofę. Setki stron internetowych udowadniają, że Elenin to Nibiru albo brunatny karzeł, który niesie ze sobą śmierć i zniszczenie. Dopasowywano do tego przepowiednie Majów, przepowiednie Hopi, katastrofalne trzęsienia ziemi i wszelkie możliwe wróżby, które miałyby zwiastować w najlepszym wypadku koniec świata. Tymczasem Elenin to maleńki punkcik na mapie wszechświata, który gdyby umknął uwadze – nawet o jotę nie zmieniłby jego losów. Kiedy Elenin znajdzie się w najbliższym Ziemi punkcie swojej orbity, większość z nas nie będzie w stanie dostrzec komety wśród innych punktów świetlnych nieba. Jedynie poza miastem w absolutnych ciemnościach, ci co maja lepszy wzrok, dostrzegą słabiutki, ledwie świecący punkcik. Będzie nim osławiona kometa Elenin.
Kometa nie będzie zjawiskiem spektakularnym, nie będzie wlec za sobą efektownego ogona, w niczym nie będzie też przypominać słynnej komety Haleya czy Hale-Bopp. Dziesiątki podobnych ciał niebieskich przecinają Układ Słoneczny i jeśli nie uda się ich sfotografować przez satelitę SOHO – zazwyczaj przepadają bez wieści. Z Elenin jest zupełnie inaczej, bo Elenin nieoczekiwanie stała się Lady Gagą astronomicznego wszechświata mimo, że tak naprawdę nie zasługuje na taką pozycję. Dlaczego więc kometa Elenin
Odpowiedzią są liczby i daty. Pisałem już o nich w poprzednim odcinku dotyczącym Elenin. Nieoczekiwanie zestaw liczb oraz dat ma szczególne znaczenie dla Ziemi i to powoduje, że Elenin nabrała w ekspresowym tempie ogromnego znaczenia. Okazało się np., że jej orbita jest hiperboliczna. Oznacza to, że nie wiadomo dokładnie skąd przeleciała Elenin, a kiedy opuści Układ Słoneczny to nigdy więcej już do niego nie wróci. Cała historia astronomii nie zna podobnego przykładu, podobnej hiperbolicznej komety. Tak więc mamy do czynienia z unikalnym ciałem niebieskim, o którym jedyną wzmiankę można przeczytać w powieści sci-fi Arthura C Clarka: „Randevous z Ramą”, która opisuje podobny do Elenin obiekt zbliżający się do Ziemi.
Związek Elenin z ważnymi dla Ziemi liczbami i datami również jest interesujący, bo np. jeśli mamy do czynienia ze statkiem kosmicznym obcej cywilizacji, to nasze daty i cyfry raczej nie mają dla nich żadnego znaczenia. Statystycznie jeśli jakiś obiekt pojawia się raz na wiele tysięcy lat w Układzie Słonecznym, ciężko jest sobie wyobrazić aby znalazł się on w okolicy Ziemi w istotnym momencie na ziemskim zegarze, ustawionym na dodatek wg. południka zerowego i czasu z Greenwich.
Wszystko więc wskazuje na to, że ten obiekt, który nazywamy Elenin został do nas przez kogoś wysłany. Musiał zostać zaprojektowany tak, aby pojawić się w momencie, który będzie przez nas odpowiednio odczytany. Mamy więc (być może) do czynienia z czymś, co jest kapsułą czasu wysłaną do nas przez… nas samych! Wyobraźmy sobie przez chwilę, że Atlantyda istniała naprawdę i rzeczywiście była zaawansowaną technologicznie cywilizacją i wysłała sobie samej wiadomość, która miała dotrzeć do Ziemi po około 13 tys lat. Taką orbitę obliczył (w przeciwieństwie do astronomów z NASA), odkrywca komety – Leonid Elenin. Oznacza to, że jeśli obiekt został
W obecnej sytuacji technologicznej w jakiej się znajdujemy, jedynie tajny X-37B dotankowany w sekrecie przez prom Atlantis, jest w stanie wykonać scenariusz zapisany w książce Arthura C Clarka. Jeśli jednak do tego nie dojdzie, być może Elenin rozpocznie nadawanie tych informacji, które mogą być przyjęte i zrozumiane dla prymitywnej cywilizacji takiej jak nasza. Cała nadzieja więc w operatorach prywatnych radiostacji, którym być może uda się przejąć tą transmisję i przekazać reszcie świata. Rządy wielu państw posiadają również instalacje zdolne przejąć taki sygnał, jednak należy wątpić w to, że zechcą się tą informacją podzielić i raczej zostawią ją tylko dla siebie. Być może cały program SETI jest właśnie teraz bardziej potrzebny niż kiedykolwiek w momencie, kiedy zbliżamy się być może do najbardziej ekscytującego punktu w naszej znanej historii.
(w oparciu o teorię R. C. Hoaglanda)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz