czwartek, 4 sierpnia 2011

Tajemnica dzieci o czarnych oczach

Obrazek

W minionej dekadzie coraz więcej ludzi zaczęło donosić o niepokojących spotkaniach z dziwnymi dziećmi o czarnych oczach, które przeraziły ich nie tylko swoim wyglądem, ale również natarczywymi prośbami i żądaniami


Martha Stacy nie rozpoznała małej dziewczynki, która zapukała do drzwi wejściowych jej domu, których ludzie zaprzyjaźnieni z jej rodziną nie używają. Dziewczynka stała przed nimi wpatrując się w jej buty. Stacy mieszka w małym miasteczku w rolniczym regionie stanu Missouri i zna prawie wszystkich w okolicy, ale nie znała dziewczynki stojącej na jej ganku. Dziewczynka miała brudnoblond włosy i wyglądała na około siedem lat. Jej spłowiała biała sukienka wyglądała, jakby pochodziła z lat 1940., a nie 2000. Stacy otworzyła siatkowe drzwi i kucnęła, aby z nią porozmawiać, ale nie spodobało się jej to, co zobaczyła.

— Potrzebuję pomocy — powiedziała dziewczynka. — Czy mogę wejść?
Mimo iż dziewczynka była grzeczna i wypowiadała się poprawnie, było w niej coś, co przeraziło Stacy.
— Nagle poczułam lęk — powiedziała Stacy.
Nie mogła się skupić. Niemal współczuła tej brudnej małej dziewczynce z nieświeżym oddechem, która cały czas trzymała opuszczoną głowę. Jednak nie wzbudziło to litości u Stacy. Potem mała dziewczynka podniosła głowę i spojrzała jej w oczy.
— Natychmiast zauważyłam, że z jej oczami było coś nie tak — wyznała Stacy. — Były jakby atramentowe, jakby ktoś wpuścił jej do oczu atrament. To nie były normalne dziecięce oczy. Były czarne jak węgiel, od obwódki do obwódki, i wpatrywały się.
— Muszę wejść do środka — powiedziała dziewczynka. — Proszę wpuścić mnie do środka.
W głosie dziewczynki było coś zimnego, obcego.
— Usłyszałam jakąś fałszywą słodycz w jej głosie — powiedziała Stacy. — Miała głos małej dziewczynki, ale używała słownictwa dorosłej osoby i miała w sobie siłę.
Kiedy Stacy wstała i wycofała się do domu, dziewczynka spojrzała w górę i zapytała, dlaczego nie może wejść do środka. Stacy ogarnęło przerażenie i zatrzasnęła jej drzwi przed nosem.
— Ta mała dziewczynka była prawdziwa — powiedziała Stacy. — Mam nadzieję, że nie wróci.

Czuję, że miała zamiar zrobić nam krzywdę. Wolałabym zapomnieć, że to się w ogóle wydarzyło, ale boję się, że ona może wrócić. Stacy jest jedną z wielu osób na świecie, które zetknęły się z „czarnookimi dziećmi". Są zuchwałe i zbliżają się po cichu. Są młode, zazwyczaj w wieku nastolatków lub trochę młodsze. Używając języka i asertywności wykraczających poza ich wiek, starają się wejść do naszego domu lub wabią nas, byśmy poszli z nimi jakąś ciemną ścieżką. Z jakiegoś powodu boimy się ich i zauważamy ich czarne oczy, które wyglądają, jakby ich źrenice rozszerzyły na całą szczelinę oczną. Nie pozwalamy im wejść... a może są tacy, którzy pozwalają?
Kim są? Żartownisiami? Narkomanami? Istotami pozaziemskimi? Demonami?

Określenie „czarnookie dzieci" („black-eyed kids") krąży w cyberprzestrzeni od 16 stycznia 1998, kiedy to dziennikarz Brian Bethel opisał swoje spotkanie z dziećmi o czarnych oczach, w których nie było widać źrenicy, siatkówki i otaczającej je twardówki (biała część oka). Ich wygląd bardzo go przestraszył.
Bethel siedział w tym czasie w samochodzie nie opodal kina w Abilene w Teksasie. Około godziny 21.45 usłyszał pukanie w okno swojego samochodu. Spojrzał w kierunku, z którego dochodziło pukanie, i zobaczył dwóch chłopców w wieku od 10 do 14 lat, którzy wpatrywali się w niego. „Ogarnął mnie strach i poczułem coś nieziemskiego" - napisał później w swojej relacji.
Chłopcy nalegali, aby Bethel zawiózł ich do ich domu.
— Wpuść nas do środka — powiedział jeden z nich. — Wiesz, nie możemy wsiąść do twojego samochodu, dopóki się nie zgodzisz. Pozwól nam wsiąść.
Gdy Bethel sięgnął odruchowo ręką, aby otworzyć drzwi, zobaczył ich oczy. Były czarne, bez źrenic i tęczówek. „Tylko dwie wpatrujące się kule odbijające biało-czerwone światła okalające wejście" - napisał.

Obrazek

Przerażony tym widokiem szybko cofnął rękę, wrzucił wsteczny bieg i wystrzelił z parkingu. Kiedy spojrzał we wsteczne lusterko, chodnik był pusty - ani śladu po chłopcach.
Kim byli ci czarnoocy chłopcy, którzy nalegali, by Bethel wpuścił ich do swojego samochodu?
— Naprawdę chciałbym móc to wyjaśnić — oświadczył Bethel.
— Analizowałem różne możliwości, poczynając od tego, że moje oczy były wówczas chwilowo rozszerzone wskutek blasku świateł oświetlających wejście do kina, a na tym, że nie widziałem wszystkiego dobrze, kończąc.
Wciąż staram się zepchnąć to wydarzenie do mojej podświadomości, ale cały czas stoi mi ono przed oczami.
Co widzieli Stacy i Bethel?

Medyczne wyjaśnienia

Jak twierdzi doktor medycyny Erick Arden Bourassa, wykładowca na Wydziale Nauk Biologicznych Uniwersytetu Stanowego Missouri, medycynie znane są czynniki, które powodują powiększenie źrenicy do takich rozmiarów, że oko wygląda nienaturalnie. Jednym z nich może być zażycie leków.

— Istnieje szereg sytuacji, w których źrenica może ulegać maksymalnemu rozszerzeniu do stanu, w którym wydaje się, że oko nie ma tęczówki — mówi dr Bourassa.
— Jest również kilka czynników o charakterze dziedzicznym/wrodzonym, które powodują, że oko nie ma lub ma bardzo małą tęczówkę.
Są też leki, które powodują rozszerzanie się źrenicy, takie jak sprzedawany bez recepty Benadryl i sprzedawane na receptę albuterol i meclizine, a także takie nielegalne środki, jak amfetamina, kokaina i anielski pył (fencyklidyna). Maksymalne rozszerzenie źrenic, któremu niemal zawsze towarzyszą ujemne efekty wzrokowe, mogą wywołać również guzy, nadczynność tarczycy i zatrucie jadem kiełbasianym (botulizm).
— Podczas gdy wymienione przeze mnie środki powodują rozszerzenie źrenic, jest to zazwyczaj połączone z pewną utratą ostrości widzenia — wyjaśnia dr Bourassa.
— Proszę przypomnieć sobie ostatnią wizytę u okulisty, który powiększył wam źrenice. Nie byliście ślepi, ale doszło do pewnej utraty zdolności akomodacji.

Jednak w żadnym z tych przypadków nie dochodzi do zaciemnienia twardówki, a jedynie tęczówki.
Wygląd oka mogą zmienić również dziedziczne i wrodzone czynniki. Aniridia jest przypadłością wrodzoną, która charakteryzuje się brakiem tęczówki. Z kolei hipoplazja (niedorozwój) tęczówki jest wrodzoną i dziedziczną przypadłością, w której tęczówka jest tak mała, że niemal niezauważalna.
— Obie te przypadłości wiążą się z innymi nieprawidłowościami oka, zazwyczaj siatkówki, dołka środkowego siatkówki lub soczewek, które powodują pogorszenie widzenia — wyjaśnia dr Bourassa. Jednakże w odróżnieniu od czarnookich dzieci we wszystkich tych przypadkach twardówka wciąż istnieje.

Dowcipnisie

Oczy niektórych hollywoodzkich potworów, takich jak wampiry w programie HBO Tnie Blood {Prawdziwa krew), wyglądają jak pozbawione życia, mroczne otchłanie. Efekt ten uzyskuje się przy pomocy czarnych twardówkowych soczewek kontaktowych. Soczewki te zakrywają całą widoczną część oka, co sprawia wrażenie, że nosząca je osoba nie ma ani tęczówki, ani twardówki oka.
Projektant stron internetowaych Matthew Batchelder kupił w roku 2007 z myślą o święcie Halloween parę takich szkieł kontaktowych (można je dostać tylko na receptę) i opisał, co działo się, kiedy chodził z nimi na oczach. Były one niewygodne i kilka razy w ciągu dnia odpadały mu. Twierdzi, że jest wątpliwe, aby to one stanowiły wyjaśnienie pojawiania się czarnookich dzieci.
— Czy dzieci w wieku od czterech do piętnastu lat byłyby zdolne do noszenia takich soczewek? Przypuszczam, że tak — oświadczył Batchelder
— jednak włożenie na oko kontaktowej soczewki wielkości ćwierćdolarówki [około 25 mmśrednicy - przyp. red.] jest dosyć trudne i wytrzymanie w nich, mimo podrażnienia, jakie one wywołują, wymaga dużego samozaparcia. Czy to możliwe? Tak. Czy jest prawdopodobne, że te dzieci to zrobiły? Nie.
Twardówkowe soczewki kontaktowe, których używał Batchelder, kosztowały po 128 dolarów za sztukę. Dziś podobne soczewki kosztują od 135 do 349 dolarów za sztukę. Inne wyjaśnienia pojawiania się czarnookich dzieci są jeszcze bardziej nieprawdopodobne.

Obrazek

Przebywające wśród nas obce istoty

W roku 1999 B. Moody i jej syn weszli do Wal-Martu w Lakeside w Kalifornii, gdzie natknęli się na coś, co bardzo przeraziło panią Moody. — Kobieta z wózkiem skręciła w tę samą alejkę, na której się znajdowaliśmy
— powiedziała pani Moody. — W dużym koszu wózka siedział ładny chłopczyk, który wyglądał na osiem do dziesięciu lat i z zapałem bawił się zabawką dla przedszkolnych dzieci.
Pani Moody uznała, że chłopczyk był wysoki jak na swój wiek, z kolei jej syn stwierdził, że jest w nim coś bardzo nienormalnego.
— Kiedy spojrzał w górę, mój syn przestraszył się i głośno powiedział: „Mamo, spójrz na jego oczy". Odwróciłam
się i spojrzałam w jego oczy, które były zupełnie czarne, żadnych białek, żadnych tęczówek. Pomyślałam, że są takie jak u zwierzaka, na przykład jelenia. Moją pierwszą myślą było: „To dziecko nie jest człowiekiem".
Matka i jej czarnookie dziecko zdawali się nie słyszeć tego, co głośno powiedział syn pani Moody.
— Już samo to było bardzo dziwne — powiedziała pani Moody. — Wciąż nie wiem, co o tym sądzić. Nadal dobrze
to pamiętam i nie sądzę, abym kiedykolwiek zapomniała.
Kim było to dziecko, na które natknęła się pani Moody i jej syn? Możliwe że kimś spoza Ziemi.
Dr Michael Lynch, badacz zjawisk paranormalnych i reżyser magazynu wideo Para-Vision, powiedział, że wygląd i zachowanie czarnookich dzieci przypomina cechy obcych istot znanych jako Szaraki (Greys).
— Mają całkowicie czarne oczy, co pasuje do Szaraków, które także mają czarne oczy — oświadczył dr Lynch.
— Posiadają również zdolności telepatyczne, które można pomylić z demonicznością, ponieważ potrafią zmusić człowieka do wykonania czegoś wbrew jego woli.

Powiedział też, że Szaraki są zaangażowane w tworzenie hybryd ludzi i siebie samych.
— Dysponuję doniesieniami o obu gatunkach: Szarakach oraz hybrydach Szaraków i ludzi, które mają służyć
do pomocy w badaniach osób uprowadzanych na pokłady ich statków. Mają pouczać wziętych przy pomocy telepatii, aby nie stawiali oporu. Nigdy jednak nie słyszałem o żadnych hybrydach spacerujących samodzielnie w publicznych miejscach.

Gail Brereton z przedmieścia Toronto Etobicoke uważa, że te istoty mają powody, aby się angażować. Ich celem jest indoktrynacja i asymilacja. Gail zapisała swoją córkę do szkoły podstawowej, w której natknęła się na chłopca, który nie był jej zdaniem z tego świata.
— Moje pierwsze bliskie spotkanie z obcym miało miejsce w szkole mojej córki — oświadczyła.
Był to mały chłopiec idący samotnie pustym szkolnym korytarzem.
— Spojrzałam na niego jakoś dziwnie i kiedy przechodziłam obok, pomyślałam: „Chyba powinnam kogoś powiadomić, że jest sam. Może uciekł" — powiedziała Gail.
Kiedy zbliżyła się do chłopca, nauczycielka wytknęła głowę z klasy i Gail zapytała ją:
— Czy mam go zatrzymać?
— Tak, proszę to zrobić — odrzekła nauczycielka.
Gdy Gail znalazła się w odległości dziesięciu kroków od chłopca, ten zwolnił. Jej mięśnie stężały i zatrzymała się.
— W tym momencie spojrzał na mnie i było to najbrzydsze dziecko, jakie kiedykolwiek widziałam —powiedziała.
— Jego głowa miała dziwny kształt i wyglądało na to, że przeistacza się na moich oczach. Spojrzałam w jego kruczoczarne oczy. Nie było w nich białka, a on sam był blady, bardzo blady.
Gail stała nieruchomo na korytarzu, patrząc, jak chłopiec się oddala.
— Gdy tylko doszedł do końca korytarza, usłyszałam głośno wypowiedziane słowa: „Chodź tu" - które powiedziałam kilka sekund wcześniej.
Nagle wróciła jej zdolność ruchu i pobiegła korytarzem, ale kiedy znalazła się za jego zakrętem, chłopca już tam nie było.

— Nauczycielka wyszła na korytarz i zapytała mnie, dokąd poszedł, na co oparłam jej: „Zniknął".
Sprawdzenie list obecności wykazało, że wszyscy uczniowie byli w szkole. Nie wiadomo, kim był ten brzydki chłopiec.
— Cały dzień miałam uczucie, że działam na zwolnionych obrotach, nie mogłam wrócić do normalnego tempa
działania. Wyglądało, jakby wszystko działo się z niewłaściwą prędkością — powiedziała.
Gail wiedziała, że w systemie szkół publicznych dzieje się coś złowrogiego.
— To jest prawdziwy opis tego, co się wydarzyło. Obce istoty są tutaj, ale tylko Bóg raczy wiedzieć, co robią w szkołach naszych dzieci — powiedziała. — To świetne dla nich miejsce do wniknięcia w nasze społeczeństwo, ponieważ mogą tam dorastać bez ryzyka zdemaskowania.

Guy Malone, autor książki Come Sail Away: UFO Phe-nomenon and The Bibie {Odpłyń z nami - zjawisko UFO i Biblia), stwierdził, że te czarnookie dzieci to raczej istoty demoniczne a nie pozaziemskie.
— Nie wierzę w wersję pozaziemską — oświadczył.
— To wygląda na kłamstwo, kamuflaż bądź inny rodzaj oszustwa, w które opowiadający je może nawet wierzyć,
a które może ściągnąć „płomienie" lub zainteresowanie ze strony przypuszczalnie satanicznego źródła.
Malone powiedział, że główną cechą charakterystyczną czarnookich dzieci jest świadectwo, jakie sobą niosą.
— Biorąc pod uwagę opisane owoce - przerażenie - sądzę, że wszelkie tego rodzaju manifestacje mają najprawdopodobniej demoniczny charakter lub wiążą się z upadłymi aniołami — powiedział.
— Gdybym natknął się na kogoś takiego i ten ktoś wydawałaby mi się straszny lub groźny, prawdopodobnie próbowałbym odstraszyć go imieniem Jezusa Chrystusa i jednocześnie potrafiłbym właściwie ocenić.

Obrazek

Coś złowrogiego

W życiu Jerry'ego Davidsona znalazła się niebezpieczna mała dziewczynka.
— Mam krewną, która niepokoi mnie od momentu urodzin: mała, blada, blond dziewczynka, której oczy zmieniają się na kruczoczarne — opowiada Davidson.
Od najmłodszych lat uwielbia znęcanie się nad zwierzętami. Kiedy nauczyła się chodzić, jej chęć szkodzenia wszystkiemu, co jest od niej mniejsze, stale rośnie.
— Z jej przyczyny jedno dziecko znalazło się w szpitalu, ale nikt nie chce uwierzyć, że zrobiła to z rozmysłem. W tym przypadku chodziło o połamanie kości — relacjonuje Davidson. — Pewnego razu, gdy miała zaledwie cztery lata, przyłapałem ją podczas próby zrzucenia czegoś na noworodka. Podszedłem, aby ją powstrzymać, i wtedy jej oczy stały się kruczoczarne.

Ta dziewczynka przeraża Davidsona.
— To dziecko wie, że ja wiem — wyjaśnia. — Pewnego razu jej babcia wzięła ją na ręce i, kiedy ją trzymała, dziewczynka spiorunowała mnie wzrokiem ponad plecami babci, jej oczy sczerniały i uderzyła pięścią w rękę.
Davidson jest przekonany, że to dziecko nawiedziło coś złego.
— Uważam, że nienaturalnie czarne oczy mogą być oznaką stanu duszy lub jej braku albo zawładnięcia nią
— powiedział.
Samantha Dyer wychowała się w religijnym domu i wie, że te czarnookie istoty są złe.
— Pamiętam moją prababkę jako delikatną starą kobietę siedzącą w fotelu z odchylanym oparciem w podkolanówkach firmy Dallas Cowboys i oglądającą telewizyjnego kaznodzieję — opowiada Samantha. — Pochodziła z Teksasu i była nieugiętą chrześcijanką. Pamiętam, jak opowiadała mi biblijne historie i to, że modlitwa może uzdrowić wszystko.
Pamięta także, jak jej prababka opowiadała o mrocznych bytach, ludziach cienia i istotach o ciemnych oczach.
— Mówiła mi, że czasami demony upodabniają się do kogoś, kogo znamy, aby podstępnie zmusić nas do porozmawiania z nimi, po czym zmieniają się w fizyczne czarne istoty. Powiedziała mi, żebym nigdy nie rozmawiała w moich snach z kimś, kto wygląda znajomo, ponieważ to demon, który próbuje mnie ogłupić.
Prababka Samanthy powiedziała jej także coś, co ją przerażało od najmłodszych lat.
— Powiedziała mi, że demony czasami przychodzą w dzień i wtedy wyglądają jak każdy z nas. Kiedy zapytałam ją: „Jak mam poznać, czy to jest demon?" - odrzekła, że wszystkie demony mają czarne oczy. Powiedziała, że oczy są oknem duszy, i jeśli ktoś nie ma duszy, tak jak demon, wówczas jego oczy są czarne.
W czasie kościelnych rekolekcji, gdy była nastolatką, przekonała się, o czym mówiła jej prababka.
— Pewnej nocy obudziła mnie dziewczyna, z którą dzieliłam namiot, i poprosiła mnie, abym poszła z nią do łazienki — powiedziała Samantha. — Kiedy wygrzebałyśmy się z namiotu, zauważyłyśmy, że z namiotów wyszli także dwaj chłopcy. Postanowiliśmy, że pójdziemy wszyscy razem. Kiedy dotarli na miejsce, Samantha i jeden z chłopców zostali na zewnątrz, a jej koleżanka i drugi chłopiec weszli do środka. Zaraz potem Samantha i towarzyszący jej chłopak zobaczyli coś, co prześladowało ją potem przez wiele lat.

— Tą samą ścieżką, na której staliśmy, szedł chłopak, który miał na głowie kaptur. Kiedy nas mijał, rozniósł się obrzydliwy smród, który się za nim ciągnął, i poczułam się nieswojo.
Kiedy ten chłopak minął ich, odwrócił głowę i spojrzał na nich przez ramię.
— Coś było z nim nie tak, ale nie mogłam ustalić co to takiego — powiedziała Samantha. — Kiedy oddalił się już
na tyle, że nie mógł nas słyszeć, chłopak, z którym czekałam, zapytał: „Zauważyłaś te obrzydliwe, całkowicie czarne szkła kontaktowe?"
Wtedy dotarło do niej, co było nie tak z tym chłopakiem - jego oczy były czarne.
— Tak jak mówiła mi moja prababka — powiedziała.
— Mało spałam tamtej nocy. Wciąż dostaję gęsiej skórki, kiedy o tym myślę.

Islamski egzorcysta Ar-Ruqya Ash-Shareeyah powiedział, że zachowania czarnookich dzieci i ludzi, którzy się z nimi spotykają, są bardzo dobrze znane.
— Podobne zdarzenia, na które się natknąłem, dotyczą przypadków, w których ktoś może odczuwać strach spotykając się z indywiduami, które są opanowane przez silnego demona — oświadczył. — Powodem odczuwania przez te osoby strachu jest to, że one również są opanowane przez demony, tyle że słabsze, które boją się tego silniejszego.

Obrazek

Byty nie znające granic

Czarnookie dzieci zdają się występować wszędzie. Jak już pisaliśmy, ludzie spotykali je w stanach Missouri, Teksas i Kalifornia, w Kanadzie i na Środkowym Wschodzie. Oto bardzo podobne spotkania z amerykańskiego środkowego zachodu i Wielkiej Brytanii.

• Kansas, USA
Było dosyć ciepłe grudniowe popołudnie 2008 roku w Hutchin-son w Kansas. Katie właśnie wróciła z pracy do domu. Osoba, która ją podwiozła, wysadziła ją po drugiej stronie ulicy naprzeciwko jej bliźniaka. Kiedy stała na ulicy odprowadzając wzrokiem odjeżdżający powoli samochód, zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak.
— Zauważyłam dwóch chłopców stojących na podjeździe do mojego domu — powiedziała Katie.
— Jeden miał dłuższe włosy a drugi podniesiony kaptur, przez co nie mogłam dobrze mu się przyjrzeć.
Mieli od 15 do 16 lat i zdawali się ją obserwować. Czuła, że czekają na nią. Niepewnym krokiem przeszła przez ulicę w kierunku swojego ganku. Chłopcy ci od miesięcy pętali się w sąsiedztwie, ale nie odważyli się dotąd stanąć tak blisko jej domu.
— Widziałam ich wcześniej na podwórzu, ale zawsze wynosili się, zanim wysiadłam z odwożącego mnie samochodu — powiedziała. — Widywałam ich również późno nocą, jak stali po drugiej stronie ulicy, gdy wychodziłam na dwór na wieczornego papierosa.
Mimo iż czuła niepokój, który podpowiadał jej, że powinna pobiec, bezczelność tych nastolatków rozzłościła ją. Zatrzymała się i zapytała ich, co robią na jej posesji.
— Powiedzieli mi, że muszą skorzystać z telefonu i że sąsiedzi nie pozwolili im na to. Właśnie wtedy dostrzegłam ich oczy - były czarne jak węgiel. Całe czarne. Żadnego białka, ani krzty tęczówki lub źrenicy.

Przeszył ją strach, ale najspokojniej, jak tylko mogła, odpowiedziała im, że nie ma telefonu. Weszła po schodkach werandy i kiedy zaczęła otwierać drzwi, odezwał się chłopiec w kapturze.
— Zapytał, czy mogą wejść i napić się wody. Odwróciłam się, żeby jeszcze raz na nich spojrzeć i upewnić się, czy mnie wzrok nie myli. Kiedy odwróciłam się i spojrzałam im w oczy, okazało się, że są czarne jak smoła, takie same jak za pierwszym razem. Ci chłopcy o czarnych, martwych oczach, mówili do niej łagodnie, bez emocji i modulacji głosu. Kiedy patrzyła na nich, czuła, że ich długie włosy i kurtki z kapturami skrywają coś więcej niż tylko skórę. Wiedziała, że musi się od nich uwolnić.
— Czułam, że ogarnia mnie panika i jednocześnie zaczęłam ulegać ich wpływowi. Byłam skłonna wpuścić ich
do środka i jednocześnie wiedziałam, że jest w nich zło. Już wcześniej byłam zaniepokojona, gdy zobaczyłam ich oczy, ale teraz wszystko wyszło na jaw.

Następnie jeden z chłopców powiedział coś, co zmieniło jej obawy w przerażenie.
— Ten z kapturem na głowie powiedział, że nie mogą wejść, dopóki nie powiem im, że się zgadzam. Dodał,
że mają nadzieję, iż się zgodzę, ponieważ są spragnieni.
Otworzyłam drzwi, wbiegłam do środka i natychmiast za trzasnęłam je i zamknęłam na klucz.
Opadła na kanapę. Oddychała szybko i płytko. Nagle ktoś zapukał w okno, które znajdowało się za nią.
— Stał tam jeden z nich i patrzył przez szybę. Pamiętam dokładnie, co wtedy powiedział: „Proszę pani, proszę
nas wpuścić. Nie jesteśmy niebezpieczni, nie mamy niczego, czym moglibyśmy pani zaszkodzić". W tym momencie po czułam, że jestem przerażona.
Katie zerwała się z kanapy i przebiegła cały dom, sprawdzając, czy wszystkie drzwi i okna są zamknięte.
— Zastanawiałam się, czy rzeczywiście nie mogą wejść, jeśli nie zostaną zaproszeni. Nie miałam jednak ochoty
sprawdzać, czy to prawda. Siedziałam w pokoju dziennym i cicho czekałam na jakiś znak mówiący, że odeszli.

Kiedy po jakimś czasie przyjechał jej chłopak, czarnoocy chłopcy wciąż tkwili pod jej domem.
— Zapytał mnie, czy wiem, kim są ci dwaj chłopcy na zewnątrz. Odpowiedziałam, że nie wiem. Powiedział mi,
że stali na podjeździe do domu, kiedy przyjechał, ale odeszli, kiedy wysiadł z samochodu.
Nie zauważył ich oczu, niemniej „wywarli na nim dziwne wrażenie".
Katie zapytała później sąsiadów, czy jakieś czarnookie dzieci prosiły ich o umożliwienie im skorzystania z telefonu. Sąsiedzi potwierdzili, że widzieli tych nastoletnich chłopców stojących na podjeździe do jej domu, ale ani razu z nimi nie rozmawiali.
Mimo iż minął już rok od czasu, gdy odprawiła ich z kwitkiem spod swojego domu, wciąż czuje, że są w pobliżu.
— Nadal widuję ich od czasu do czasu, jak stoją po drugiej stronie ulicy i obserwują, ale już nigdy więcej nie zbliżyli się do mojego domu.

• Oklahoma, USA
Jadąc przez położone przy historycznej drodze Route 88 w północno-zachodniej części Oklahomy Afton, Bill zatrzymał się na południe od Rogatek Willa Rogersa (Will Rogers Turnpike), aby odwiedzić starych przyjaciół.
— Zobaczyłem, że mają nowego psa, bardzo grubą jamniczkę — powiedział Bill. — Kiedy zapytałem Michaela,
skąd się wzięła, stwierdził: „Dziwne dzieciaki zostawiły ją, gdy opuszczały miasto".
Zaciekawiony Bill zapytał Michaela i jego żonę o te „dziwne dzieci". Powiedzieli mu, że grupa młodych ludzi zapukała do ich drzwi, błagając, by ich wpuścić i porozmawiać z nimi. Jechali starą furgonetką, która była zdaniem Michaela w dobrym stanie, ponieważ nie robiła hałasu.
— On i jego żona byli jednak zaniepokojeni tymi dziećmi i nie wpuścili ich do domu — powiedział Bill. Kilkoro dzieci wyszło z furgonetki, prowadząc jamniczkę, którą później zaopiekował się Michael i jego żona. — Nie wydawali się zbyt mocno do niej przywiązani.
Bill zapytał Michaela, czy ci młodzi ludzie byli mormonami.
— Do licha, nie — odrzekł Michael. — Nie byli właściwie ubrani. To były ćpuny.
— Ćpuny? — zapytał Bill.
— No — odrzekł Michael. — Mieli ogromne źrenice.
Oczy tych dzieci były całkowicie czarne. Kiedy się w nie
patrzyło, to jakby spoglądało się w otchłań. Ku uldze Michaela i jego żony odprawione spod drzwi czarnookie dzieci w końcu odjechały. Jakiś czas potem Michael zauważył, że ich jamniczka błąka się po mieście. Zrobiło mu się jej żal i zabrał ją do domu. Michael i jego żona dziękują Bogu, że czarnookie dzieci nigdy po nią nie wróciły.
— [18 stycznia 2009 roku] jeden z przyjaciół opowiedział mi o ciemnych siłach i wspomniał o czarnookich dzieciach — powiedział Bill. — Wstawiłem to hasło do wyszukiwarki Google i ciarki przeszły mi po plecach.

Bill skontaktował się z Michaelem w sprawie informacji, jakie uzyskał w sprawie tych istot, ale, podobnie jak wielu innych, którzy spotkali się z tymi czarnookimi dziećmi, on i jego żona chcieli jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu z nimi. To przeżycie przerażało ich.
— Nie chcą mieć nic wspólnego z jakimkolwiek dochodzeniem w tej sprawie — powiedział Bill — ani nie zgadzają się na wymienienie swojego nazwiska. Nie chcą mieć jakiegokolwiek związku z dyskusją na temat czarnookich dzieci.

• Norwich, Wielka Brytania
Dzieci, które spotkał Craig Besand, nie pasowały do okoliczności, w jakich to się stało. Besand wracał pieszo do swo¬jego mieszkania w Norwich w Anglii, kiedy nagle wyrosły przed nim dwie postacie.
— Wyglądali na dwóch młodych chłopców — powiedział.
— Jeden wyglądał na około 13 lat, a drugi na około 9.
Pochodzący ze stanu Missouri Besand studiował w tym czasie na Uniwersytecie Wschodniej Anglii w Norwich w Wielkiej Brytanii. Tamtej nocy wracał do domu od przyjaciela i kiedy przechodził obok cmentarza, spotkał te dzieci.
— Zawsze kiedy idę do niego, przechodzę obok tego cmentarza. Tamtej nocy dwie małe szczupłe postacie zbliżyły się do niego.
— Mieli na głowach kaptury. Starszy powiedział, że szukają cmentarza i że się zgubili.
Ich wiek i pora, o której ich spotkał, zaniepokoiły Besanda.
— Wydało mi się dziwne, że tak młode dzieciaki pętają się po cmentarzu o tak późnej porze, ale... zgodziłem się je tam zaprowadzić. Prosiły mnie bardzo grzecznie.

W czasie gdy Besand odprowadzał chłopców na cmentarz, zauważył, że włosy starszego chłopca są nienaturalnie czarne, a „jego skóra jest porcelanowo biała i żylasta". Potem zobaczył ich oczy.
— Obaj mieli czarne jak węgiel oczy bez śladu białka. Te oczy były ich najbardziej wyrazistą cechą. Wyglądało, jakby nie mieli duszy, jakby byli całkowicie puści wewnątrz.
Gdy dotarli do bram cmentarza, starszy chłopiec poprosił Besanda, aby im towarzyszył.
— Odmówiłem im, mówiąc, że śpieszy mi się do domu, ale on raz jeszcze poprosił mnie, bym z nimi poszedł, jednak i tym razem odmówiłem mu.
Młodszy czarnooki chłopiec zaczął zachowywać się nerwowo.
— Wyglądał na zaniepokojonego — powiedział Besand.
— Wtedy starszy przestał mnie prosić i zażądał, abym po szedł z nimi na cmentarz. Jego zachowanie w jednej chwili zupełnie się zmieniło.
— Malująca się na jego twarzy frustracja była skrywana za jednym z najpaskudniejszych uśmiechów, jakie kiedykolwiek widziałem. Serce podeszło mi do gardła i waliło jak młotem, gdy powiedział z tym swoim uśmiechem na twarzy: „Nie zrobimy ci nic złego".
Ten uśmiech, jak się przekonał Besand, miał w sobie coś hipnotycznego.
— O dziwo, stawałem się coraz bardziej mu uległy i zacząłem myśleć, że powinienem pójść z nimi. I wtedy ten
nie odzywający się dotąd młodszy chłopiec powiedział coś, co śmiertelnie mnie przestraszyło: „Nie powinniśmy tego robić".

Te słowa wytrąciły z transu Besanda, który rzucił się do ucieczki. Kiedy po chwili obejrzał się za siebie, chłopców już nie było. Jakiś tydzień po tym spotkaniu wszedł do sklepu magicznego będącego własnością wiccanki (wyznawczyni religii zwanej Wicca - przyp. red.).
— Opowiedziałem jej moją przygodę z czarnookimi dziećmi, na co oświadczyła mi, że to wcale nie był wytwór
mojej wyobraźni. Besand zapytał ją, kim oni są.
— Powiedziała mi, że nikt tego nie wie i że ludzi, którzy dowiedzieli się tego i mogliby o tym opowiedzieć, już
tu nie ma. Powiedziała, że to mogą być zarówno demony, jak i duszki.
Zapytał ją, dlaczego chcieli, aby poszedł z własnej woli z nimi na cmentarz.
— Powiedziała, że mogli czegoś chcieć ode mnie lub zabrać mnie do swojej rzeczywistości. Podkreśliła, że mądrze zrobiłem, uciekając, i że nigdy nie uda mi się ustalić, kim oni byli, więc lepiej będzie, jeśli zajmę się swoimi zwykłymi sprawami i przestanę się nad tym zastanawiać.

Obrazek

Pytania, na które brak odpowiedzi

Wspólną nicią łączącą wszystkie spotkania z czarnookimi dziećmi jest strach - głęboki lęk odczuwany przez ofiarę jeszcze przed zauważeniem ich całkowicie czarnych oczu.
Skąd się on bierze? Chociaż czarne soczewki kontaktowe nadają noszącej je osobie wygląd czarnookich dzieci, nie powodują strachu. Nie powodują go również oczy narkomana. Również przytomność umysłu tych dzieci nie jest zgodna z zachowaniami ludzi będących pod wpływem narkotyków.

Jest jeszcze żądanie zaproszenia - tak jak hollywoodzkie wampiry, te czarnookie dzieci nie mogą wkraczać w naszą przestrzeń bez zaproszenia. W wielu relacjach ci, którzy natknęli się na te poprawnie wyrażające się, pewne siebie czarnookie dzieci, odczuwają przymus podporządkowania się im. Z kolei w opisach bliskich spotkań z obcymi istotami brak jest tej konieczności zaproszenia. Dla odmiany demoniczne byty potrzebują go. Według chrześcijańskich podań demoniczne byty - upadłe anioły ze Starego Testamentu - potrzebują dobrowolnego zaproszenia, aby móc zamieszkać w ludzkim nosicielu.

Dowcipnisie? Narkomani? Istoty pozaziemskie? Demoy? Zasada brzytwy Ockhama głosi: „Jeśli mamy dwie konkurencyjne teorie, które przewidują dokładnie to samo, prostsza z nich jest lepsza".
Niestety, w świecie zjawisk paranormalnych żadna teoria nie jest prosta.




"Świadomość chroni, ignorancja naraża."

Wojna w Libii



Inwazja lądowa w Libii w październiku.
Aaron Dykes, Infowars.com
USA
2011-06-17

Infowars.com otrzymał niepokojące informacje od wojskowych stacjonujących w Fort Hood w Teksasie potwierdzające plany rozpoczęcia pełnej inwazji lądowej w Libii i rozmieszczenie wojsk do października. Przekazano również, że dodatkowe jednostki specjalne z 1st Calvary Division (dywizja pancerna) są kierowane do Libii w lipcu, a III Korpus (III Corps) ma dotrzeć pod koniec października lub początku listopada. Początkowe liczby szacowane są na 12.000 aktywnych sił i 15.000 wsparcia, w sumie prawie 30.000 żołnierzy.

Informacja ta została potwierdzona przez liczne telefony i e-maile od innych członków personelu wojskowego, niektóre wskazujące na duże rozmieszczenia wojsk już we wrześniu. Wśród tych źródeł jest brytyjski oficer SAS potwierdzający, że US Army Rangers są już w Libii. Informacje różnią się w szczegółach, ale ogólny kierunek zdarzeń jest jasny, że będziemy mieli tej jesieni pełną wojnę jeśli Kadafi nie będzie chciał oddać władzy.

Jeden z dzwoniących do Alex Jones Show nazywający siebie "specjalista H" pracujący przy kostnicy pod USCENTCOM powiedział, że są już pierwsze amerykańskie ofiary wewnątrz Libii. Potwierdził, że co najmniej 2 żołnierzy i 3 cywilów zginęło od ran postrzałowych.

Ekspert ds geopolityki dr Webster Tarpley powiedział w Alex Jones Show, że wojna w Libii jest planowana, a liczba jednoczesnych wojen prowadzonych przez USA osiągnęła obecnie 5- w Iraku, Afganistanie, Pakistanie, Libii i Jemenie. Potencjał rozprzestrzeniania się konfliktów regionalnych może również wywołać III wojnę światową. Scenariusz, ten może się rozwijać ekspandując do takich krajów jak Syria, Liban, Iran i Arabia Saudyjska.



Ze swej strony prezydent Obama nie odpowiedział domagającemu się odpowiedzi Kongresowi. Bez akceptacji Kongresu Prezydent nie może kontynuować działań wojskowych trwających dłużej niż 60 dni, co jest określone w ramach uprawnień o działaniach wojennych (ang. war powers act.). Obama najpierw twierdził, że wojna skończy się za parę dni, a następnie nazwał ją "kinetyczną akcją", a nie wojną. Ponadto, Obama uzasadnia zaangażowanie sił USA na mocy mandatu ONZ, pomijając opinie Kongresu na ten temat. Teraz, dzięki znacznej zbieżności w raportach, można stwierdzić jasny kierunek jaki obrał Obama wspierając szerszą wojnę i długoterminowe zaangażowanie w Libii.

Czy mamy otwarty umysl

W naszym środowisku ludzi w miarę przynajmniej świadomych prawdziwych kulis światowych wydarzeń i prawd duchowych większość uznaje, że skoro posiada tę wiedzę i dotarła tak daleko w swych poszukiwaniach, to ma naprawdę otwarty umysł. Niestety z moich obserwacji wynika, że nie do końca tak jest.
Im dłużej żyję na tym świecie i działam w tej tematyce, tym więcej widzę programów i blokad u ludzi, którzy kompletnie nie zdają sobie z nich sprawy. Ja sam oczywiście mam jeszcze ich pewnie kilka, ale z pełną pokorą staram się je obserwować, namierzać, wyłapywać i neutralizować. Wielu jednak tego nie dostrzega u siebie nie raz brnąć w jakieś chore schematy myślenia. Jest to tym bardziej zaskakujące, że dotyczy często właśnie tych ludzi, którzy uznają się za świadomych i otwartych na „nowe”.

Skąd to się bierze? Według mnie jest to właśnie coś, co wynika z braku pokory. Ludzie sądzą, że skoro już tyle wiedzą, to są wolni od programów systemu. Wydaje im się, że są teraz lepsi od innych, naśmiewają się z tzw. „owieczek” kompletnie nieświadomych, bezmyślnie łykających co mówi im matrix, ale przez to sami tracą czujność. Brak pokory wobec całej złożoności otaczającej nas rzeczywistości, wobec ogromu wszechświata, skomplikowania i niejednoznaczności pewnych zjawisk. „Ja już wiem” - to bardzo niebezpieczny program, albowiem bardzo nie wielu ludzi może to powiedzieć. W mojej książce ten program błędnego myślenia nazwałem „Blokadą następnego poziomu” - człowiek wchodzi na następny etap rozwoju świadomości, robi krok do przodu, ale następnie znów zamyka się w kolejnym systemie wierzeń uznając, że już wszystko wie, wszystko rozgryzł i zamyka się na dalszy rozwój.

Na podstawie tego jak ludzie reagują na coś, co zaprzecza ich dotychczasowej wiedzy i wizji świata widać doskonale jaki mają potencjał do osobistego rozwoju świadomości. Im większy spokój i merytoryczne podejście, bezstronne i obiektywne badanie zagadnienia, logiczne pytania w temacie, zaciekawienie i wnikliwość – tym większy dowód na to, że ktoś naprawę ma otwarty umysł, a nie tylko o tym mówi. Ważna jest też wielka umiejętność i (jak uważam) wspaniała cnota zarazem, a wiec umiejętność przyznania się do błędu, weryfikacja swoich poglądów i wierzeń, a przynajmniej gotowość na to, jeśli są do tego logiczne przesłanki, a nie murowanie się uparte przy swoim, bo jakoby była by to jakaś ujma. Jest to kompletnie błędne przekonanie o tym, że przyznanie się do błędu co do naszych przekonań,wiary, czy światopoglądu oznacza porażkę, ujmę, przegraną, powód do wstydu przed samym sobą. Boimy się przyznać do faktu, że błądziliśmy, że nie mieliśmy racji, że nasze przekonania okazały się nieprawdą. Trwanie w starych schematach ze strachu, że w zetknięciu z rewolucyjnymi informacjami nasz świat wywróci się do góry nogami. Wydaje nam się straszliwym bólem przyznanie się do faktu, że zainwestowaliśmy tyle czasu, energii, życia, wiary w coś co okazało się nieprawdą/manipulacją.

Skąd akurat teraz takie moje myśli płynące z tego wpisu?

Otóż są one wynikiem moich wieloletnich obserwacji, jak ludzie reagują na nowe idee, nowe informacje, kontrowersyjne treści i kontrowersyjnych ludzi. Chodzi to oczywiście o całą moją działalność a wiec: wpisy pod moimi wykładami, naszymi działaniami, komentarze po manifestacji w Poznaniu („Dwie tragedie – jedno kłamstwo”), zarzuty wobec mnie o „New Age-yzm” (Oh my God – tę szufladkę uroczą uwielbiam...) oraz gadanie o Reptilianach (co ma być spiskiem ośmieszającym temat NWO...) i tak dalej. Ale też ostatnio problem otwartości umysłu, blokad i programów mentalnych w naszym środowisku szczególnie mocno widać na przykładach dwóch osób i przekazywanymi przez nich treściami: Pana Papierskiego i Pani Rajskiej.

To co czasem dzieje się wokół tych osób przypomina w zasadzie cyrk, a nie otwartą, logiczną i merytoryczną debatę jaka powinna się toczyć. Pan Papierski to oczywiście zarzuty o to, że to „New Age (uff...) i pakowany jest do worka świra, bo mówi o tym, że może zaistnieć coś takiego jak ewakuacja części ludzkości przez kosmitów na czas pewnych przemian. Och jakie larum się rozeszło – no pewnie Papierski jest od NWO i gadów skoro namawia do wsiadania na statki! „Ja tam nigdzie nie wsiadam, to na pewno będzie pułapka!”. Pojawiły się głosy, że żądni kosmici by tak nie działali, że to bez sensu. Pomijam już fakt, że motyw tzw. „wzięcia” pojawia się w bardzo wielu niezależnych źródłach, dlatego nie jest to wcale takie śmieszne, ale skąd ludzie tak naprawdę, ale tak na 100% mogą mieć pojęcie co dzieje się tam w kosmosie, jakimi zasadami tam toczy się życie i polityka, jakimi przesłankami oni się wobec nas kierują? Czy ktoś z tych takich 100% pewnych gadał z nimi, wiec o i jak, sprawdzał osobiście? G… wiemy tak naprawdę, dlatego odrzucanie takiej informacji tylko tak na nasze tzw. „oko” jest śmieszne. I zaznaczam, nie chodzi tu wcale o bronienie kogoś, czy przyznawanie racji, że to jest prawda ostateczna i fakt niezaprzeczalny, ale chodzi o samo podejście do tematu. Chodzi o zasady.

To tylko jeden z wielu przykładów, bo nie sposób ich wszystkich przytoczyć. Podobnie jest z Panią Rajską. No to dopiero kontrowersja. Atakują ją osoby, która nawet nie miały w ręku jej książki, które nie zadały sobie w ogóle trudu zadać jej merytoryczne jakieś pytanie. Gdy pojawiają się jej wpisy lub filmy powoduje seans nienawiści, pogardy i ośmieszania. No – nie ma to jak oświeceni ludzie z otwartymi umysłami… Obrzucanie inwektywami, insynuacjami, mieszanie pojęć i znowu brak merytoryczności. To ma być debata ludzi Nowej Ery? Czy piaskownica?

Ludzie oceniają ja na podstawie wrażeń „Och jakie zimno z niej bije, och ona nie mówi o miłości, och, odrzuca mnie jej głos.”. No nie ma co – świetna metoda oceny. Oczywiście ja zdaję sobie sprawę, że odbiór tej Pani jest jaki jest i większość ma podobne, niezbyt górnolotne odczucia jej prezencji, ale na Boga – czy to ma być kryterium rozsądnej oceny kogokolwiek? Naprawdę? Czy nie powinna decydować wiedza i jej połączenie z inną dotychczasowo zebraną wiedzą, porównanie i analiza?

Zauważyłem, że większość ludzi atakuje ją i nie lubi ze strachu. Tak, tak – ludzie wolą słyszeć o wzniesieniu, transformacji, Nowej Erze, zbawieniu, cudach na kiju i wspaniałym świecie za darmo danym ludzkości. Kto by tam chciał słuchać o „mniej przyjemnych” aspektach zmian, prawda? Kto by chciał się zmierzyć z nowymi ideami burzącymi nasz dotychczasowy ład i wyobrażenia o życiu i kosmosie? Najczęściej atakuje się ją za niezrozumienie w ogóle idei przeludnienia, a jak się czegoś nie rozumie i rozpatruje oczyszczenie ziemi i masowe śmierci z płaskiego punktu widzenia czysto fizycznego – no to faktycznie – bójcie się! Ale na Boga – ludzie uduchowieni, mówiący tyle o duchu i energii boją się śmierci? Nieźle, nieźle. Ona zawsze była, jest i będzie i zawsze towarzyszyła wielkim przemianom, czy komukolwiek się to podoba, czy nie. Człowiek świadomy się tego nie boi. Każdy z nas pisał się na tą grę wcielając się tu, o co więc ten krzyk? Wmawia się jej manipulację i niecne czyny, a jednocześnie nie zauważą się rażącej sprzeczności w tym rozumowaniu - przecież manipulatorzy chcą zyskać poparcie i poklask mówiąc dokładnie to co ludzie chcę usłyszeć, a więc Love, love love i zbawienie, a nie tak trudne tematy jak ona porusza! Toż to byłby najbardziej nieudaczny manipulator idący pod prąd jakimkolwiek zasadom manipulacji. Czyż Was ten fakt nie zastanawia? A programowa reakcja w schemacie myślenia "Kto mówi o przeludnieniu = NWO" bez zastanowienia i chwili refleksji jest nazbyt prymitywna.

Jest to taki sam mechanizm jak próba przemówienia do tzw. „owieczek”, że jest coś takiego jak NWO - ludzie nie chcą wiedzieć tego – wolą żyć w iluzji, boją się tej wiedzy, bo ona burzy ich spokój, ich porządek, ich schemat wierzeń i poczucie stabilności. Ale przecież rzeczywistość jest jaka jest i nic tego nie zmieni – nawet twoja wielka wiara, że jest inaczej nic nie pomoże. Możesz jedynie tkwić w iluzji, ale jej rozpad wówczas – a jest on nieunikniony – będzie wówczas jeszcze bardziej bolesny.

I znowuż podkreślam byście zrozumieli: nie chodzi tutaj wcale o bronienie kogoś, czy przyznawanie racji, że to jest prawda ostateczna i fakt niezaprzeczalny, ale chodzi o samo podejście do tematu. Chodzi o obronę zasad debaty i myślenia, a nie obronę kogoś. Ja nie wiem kto ma rację kto nie, nie wiem jeszcze czy Rajska i Papierski mówi prawdę, ale po wielogodzinnych i żmudnych analizach i przyglądaniu się tym osobom i ich informacjom z całą stanowczością stwierdzam, że jest temat, jest to ciekawe i nie można tego od tak sobie, wyrzucić tego do kosza. A ludzie to robią, bo komuś „źle z oczu patrzy”… Ludzie Ci nawet nie kierują się często swoim własnym przekonaniem, ale plotkami i opiniami innych „autorytetów”. Nie znają tematu dobrze, nie zadali pytań, nie poznali szczegółów, ale wyrok zapadł – Papierski świr, rajska – demon wcielony! Och, jakie to oświecone! Brawo!
Skrajne i histeryczne postawy są jak dla mnie oznaką zwyczajnej niedojrzałości.
Co według mnie oznacza postawa naprawdę otwartego umysłu?

Coś w stylu: „Hmm, ciekawa informacja, nie pasuje mi to wcale do mego szkicu świata, dziwne… ale zobaczę, sprawdzę temat. Może czegoś tu nie rozumiem? Może ja się mylę? Hmmm Nie wydaje mi się, ale sprawdzę temat, dopytam, poczytam. Jeśli nadal nie pasuje - odkładam ten puzzelek. Wydaje mi się, że od niego/niej bije zła energia. Ale czy słusznie? Czy to nie program mego umysłu? Dlaczego u mnie pojawiają się takie emocje? To od niej/niego czy ja sam w sobie powoduje tego typu reakcję? Przyjrzę się sobie. Mam wrażenie, że oni nie mówią prawdy. Ale to tylko wrażenie. Skąd się wzięło? Dlaczego te informacje mi nie pasują, dlaczego mnie denerwują? A może się ich boję? Czy na pewno moje wyobrażenia na ten temat są słuszne? A jeśli oni mają rację? OK. – na razie mi to nie pasuje, nie rozumiem tego, odrzucam to, ale odkładam tę wiedzę, bo może się mylę…

A teraz małe ćwiczenie, by zrozumieć jak mało wiemy i jak wiele rzeczy kiedyś wydawało nam się bzdurnych a dziś oczywistych, kiedyś niedorzecznych a dziś sensownych. Przypomnijcie sobie co o świecie myśleliście 10 lat temu, a co 5, a co 3 lata temu. Nawet przypomnijcie sobie co sądziliście o świecie i życiu rok temu. Bez zmian? Akurat! – to chyba jedynie ludzie zatwardziali religijnie mogliby tak stwierdzić, bo kto jest zamknięty w systemie wierzeń i nie rozwija świadomości to wówczas nie zmienia nigdy zdania w żadnej sprawie.

Jak rzetelnie spojrzycie w przeszłość okaże się, że wielokrotnie zmienialiście zdanie, poglądy, bo szliście wciąć do przodu. I dobrze. To normalne zmieniać zdanie, weryfikować poglądy – tak to już jest w poszukiwaniu prawdy, ta ścieżka jest kręta i skomplikowana, pełna błędów i pomyłek – ale to normalne! Tak to już jest i nie ma co się tego bać. Ale trzeba wyciągnąć z tego właściwe wnioski – nie ma sensu się okopywać w

Zatem pamiętajmy o pokorze. „Wiem, że nic nie wiem” - to podstawowa baza dla naszych poszukiwań, albowiem ledwie zdrapaliśmy powierzchnię tajemnic, leciutko uchyliliśmy kurtynę i poznaliśmy niewielkie fragmenty obrazu rzeczywistości.

Ostatnio obserwując właśnie histeryczne, niemerytoryczne, przepełnione nienawiścią, ignoranctwem, lub zwyczajnym nieświadomym strachem przed nie pasującym komuś informacjom postanowiłem rzucać tylko moje przemyślenia i tematy, bez śledzenia tego wątku i wciągania się w jałowe polemiki. Widziałem bowiem jak kwestie wymagające naprawdę solidnego przemyślenia i refleksji wrzucane tu na tym forum stawały się kanwą do pożałowania godnej agresji i walki na poziomie przedszkola – co zresztą jest dla mnie smutnym zjawiskiem – tu, na bliskiemu memu sercu forum, zatem wciąganie się w utratę energii i tarzanie się w błocie jak dla mnie nie ma sensu.

Feminizm niszczy rodzine

Dawno, dawno temu, gdy CIA zaczęła promować feminizm…

Obrazek
"Miałam aborcje" -Gloria Steinem, legenda feminizmu, z dumą pokazuje swoją przynależność do Illuminati

Gloria Marie Steinem (urodzona 25 marca 1934 roku) jest amerykańską feministką, żurnalistką, społeczną i polityczną aktywistką uważaną za przywódczynię i rzecznika prasowego ruchu wyzwolenia kobiet w latach 60-tych i 70-tych. Uznana pisarka i polityk, Steinem jest założycielką wielu organizacji i projektów, za co otrzymała pózniej wiele nagród i tytułów (…) Steinem urodziła się w Toledo, Ohio. Jej matka, Ruth (panieńskie Nuneviller) była prezbiterianinem szkocko-niemieckiego pochodzenia, natomiast ojciec, Leo Steinem, Żydem.

- Wikipedia

Henry Makow ,tłumaczenie: Radtrap

„W latach 60-tych, należące do elity media wymyśliły drugą falę feminizmu jako część ukrytej agendy zniszczenia naszej cywilizacji i stworzenia Nowego Porządku Świata.”

Po tym jak napisałem te słowa, odkryłem że zanim Steinem została przywódcą feministek, pracowała dla CIA i szpiegowała marksistowskie grupy studenckie w Europie, zakłócając ich spotkania. Stała się ulubienicą mediów dzięki swoim kontaktom z CIA. Ms Magazine (pismo dla feministek), który redagowała przez wiele lat był pośrednio finansowany przez CIA.

Obrazek

Steinem próbowała zataić te informacje, wyłowione na światło dzienne w latach 70-tych przez radykalną feministyczną grupę zwaną „Red Stockings” (Czerwone Pończochy). W 1979, Steinem i jej potężni, powiązani z CIA przyjaciele, Kathrine Graham z Washington Post i prezes Fundacji Forda, Franklin Thomas, zablokowali Random House przy ich próbie opublikowania tych informacji w „Feminist Revolution”. Mimo to artykuł wyszedł w 1979, tyle że w „Village Voice” (21 maja).



Steinem wmawiała innym że była radykałem na studiach. „Gdy byłam w collegu, to była era McCarthego”, powiedziałą w wywiadzie dla Susan Mitchell w 1997, „dzięki temu stałam się marksistką”. (Ikony, Święte i Diwy: Intymna konwersacja z kobietą która zmieniła świat, 1997, strona 130). Jej krótkie bio z 1973 w Ms. Magazine: „Gloria Steinem była niezależną pisarką przez całą swoją karierę. Ms Magazine jest jej pierwszą pracą na pełnym etacie.”

Nieprawda. Wychowana w zubożałej, dysfunkcyjnej rodzinie w Toledo, Ohio, w jakiś sposób zdołała dostać się do elitarnego Smith College, które wychowało inną ikone feminizmu, żydówke Betty Friedan. Po zakończeniu studiów w 1955, Steinem miała rzekomo otrzymać stypendium znane jako „Chester Bowles Student Fellowship”, dzięki czemu kontynuowała naukę w Indiach. Dzisiaj, gdy mamy już internet, okazuje się że takie stypendium nie istnieje i Gloria Steinem otrzymała je jako jedyna.

W 1958, Steinem została zrekrutowana przez Corda Meyersa z CIA, do informacyjnej grupy aktywistów zwanej „Niezależną Służbą Informacyjną”. Było to częścią „Kongresu Wolności Kulturowej” Meyera, który stworzył takie pisma jak „Encounter” i „Partisan Review” dla promocji lewicowo-liberalnej laski mającej być w opozycji do marksizmu. Steinem uczestniczyła w sponsorowanych przez komunistów festiwalach młodzieżowych w Europie, wydawała gazetke, donosiła na innych uczestników i pomagała prokować zamieszki.


Jednym z kolegów Steinem, był również związany z CIA Clay Felker. We wczesnych latach 60-tych został redaktorem Esquire gdzie publikował artykuły Steinem. To z kolei wylansowało ją jako autorytet i najważniejszy głos ruchu wyzwolenia kobiet. W 1968, jako wydawca New York Magazine, zatrudnił ją jako zastępce redaktora a następnie nominalnego redaktora Ms. Magazine (1971). Warner Communications wpompowało w to prawie wszystkie swoje pieniądze mimo że posiadała tylko 25% akcji. Pierwszym wydawcą Ms. Magazine była Elizabeth Forsling Harris, związana z CIA specjalistka od Public Relations, znana głównie z tego że zaplanowała trasę przejazdu Johna F. Kennedyego w Dallas (jak się okazało, ostatnią trasę). Pomimo swojego anty-establishmentowego wizerunku, Ms Magazine przyciągało do siebie reklamy najważniejszych korporacji Ameryki. Prezentowali reklamy ITT w tym samym czasie gdy torturowano więzniarki polityczne w Chile, tuż po objęciu władzy przez Pinocheta w sponsorowanym przez amerykańskie korporacje i CIA przewrocie.

Dobór partnerów Steinem również podważa jej buntowniczy wizerunek. Przez 9 lat związana była ze Stanleyem Pottingerem, zastępcą prokuratora generalnego za czasów Nixona-Forda, któremu przypisuje się podminowywanie śledztw FBI w sprawie zabójstw Martin Luther Kinga i byłego ministra spraw zagranicznych Chile, Orlando Lateriela. W latach 80-tych zaś spotykała się z Henry Kissingerem. :!: :!:

Obrazek

Naszym największym błędem w myśleniu o CIA, jest myślenie że służy ono interesom USA. W rzeczywistości jest to narzędzie w rękach międzynarodowych dynastii bankierów i potentatów naftowych (Rothschild, Rockefeller, Morgan) koordynowane przez Królewski Instytut Spraw Wewnętrznych w Londynie i jego amerykański oddział, Rade Stosunków Zagranicznych (CFR). Zostało założone i obsadzone przez ludzi z błękitną krwią nowojorskich bankierów i absolwentów uniwersytetu Yale należących do „Skull and Bones”. Bush jr, jego ojciec i dziadek doskonale wpasowują się w ten profil.



Agendą tej międzynarodowej kabały jest zdegradowanie instytucji i wartości USA w celu łatwego wpasowania go w Globalny Rząd który powstanie z zarządzenia ONZ. Zgodnie z postanowieniami z 1947, CIA nie może działać na terenie kraju. To jednak nie powstrzymało ich od prowadzenia psychologicznej wojny z obywatelami USA. Krajowym odpowiednikiem „Kongresu Wolności Kultury” był „Amerykański Komitet Wolności Kultury”. Dzięki kontrolowaniu różnych fundacji i stowarzyszeń, CIA kontrolowało dyskurs intelektualistów w latach 50-tych i 60-tych i wierzę w to że dalej kontroluje. W „The Cultural Cold War,” Francis Stonor Saunders twierdzi że wydrukowano tysiące tytułów książek, pochodzących z różnych, komercyjnych i uniwersyteckich drukarni, a mających ukryte zródła finansowania.

Projekt CIA „Project Mockingbird”(Przedrzezniacz) miał na celu infiltracje mediów korporacyjnych i w wielu przypadkach bezpośrednie przejęcie kontroli nad nimi. „Do roku 1950, CIA kontrolowała ludzi z New York Times, Newsweek, CBS i innych ważnych mediów, było tego 400-600 osób łącznie” pisze Deborah Davis w swej książce „Katarzyna Wielka”. W 1982 CIA przyznała że reporterzy będący na liście płac CIA pracowali jako oficerowie koordynujący lub łącznicy dla agentów. Philip Graham, wydawca Washington Post, prowadził taką operację aż do czasu swego „samobójstwa” w 1963. Powiedział kiedyś „Możesz mieć żurnaliste taniej niż dziewczyne na telefon, wystarczy kilkaset dolarów miesięcznie.”

Urodziłem się w 1949. Idealiści pokolenia moich rodziców zostali pozbawieni złudzeń gdy komunistyczna wizja równości i braterstwa okazała się być tylko fasadą dla brutalnego despotyzmu. Moja generacja być może też odkryje że nasze najlepsze nawet chęci też są wykorzystywane i manipulowane. Dowody wskazują na to że pełen narkotyków bunt młodzieży w latach 60-tych, ruch praw obywatelskich, ruch anty-wojenny, feminizm, wszystko to było stworzone przez CIA. Dla przykładu, CIA przyznała że utworzone w 1947 Narodowe Stowarzyszenie Studentów (NSA) to ich dzieło (http://www.cia-on-campus.org/nsa/nsa2.html). We wczesnych latach 50-tych NSA sprzeciwiła się Komitetowi do Spraw Antyamerykańskiej Działalności w czasie gdy ta szukała komunistycznych szpiegów. Wg. Phila Agee Jr. , przedstawiciele NSA należeli do SNCC, zbrojnej organizacji walczącej o prawa obywatelskie, i do Students for a Democratic Society, radykalnej grupy pacyfistów.

Mark Riebling twierdzi że CIA mogło wykorzystywać Timothego Leary. Agencja miała dostarczać LSD Learemu i innym przedstawicielom środowisk opiniotwórczych lat 60-tych. Leary odsunął całą generacje Amerykanów od aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym na rzecz szukania osobistego spełnienia „w sobie”. Kolejnym przykładem na to jak CIA używała narkotyków do wpływania na polityke – Gary Webb opisuje jak w latach 80-tych zaopatrywała czarne getta w masy kokainy.

Nie zamierzam analizować motywu działań CIA ale zasugeruje co te działania mają ze sobą wspólnego: demoralizowały, osamotniały i dzieliły Amerykanów. Elity aktywnie wspierają konflikty i różnice na świecie. Nie zdajemy sobie sprawy jako ludzkość kto jest naszym prawdziwym wrogiem. Dla tych samych celów, CIA i fundacje elity wspierają zróżnicowanie i multikulturalizm.

Feminizm dokonał jednak największych zniszczeń. Nie ma bardziej fundamentalnych a jednocześnie delikatnych kwestii w naszym społeczeństwie niż relacje damsko-męskie. Od nich zależne są rodziny, czerwone krwinki w naszym organizmie -społeczeństwie. Nikt komu naprawde zależałoby na dobrze ogółu, nie skłócałby ze sobą kobiet i mężczyzn. Mimo to kłamstwo jakoby mężczyzni eksploatowali kobiety wydaje się być oficjalną wersją nie do ruszenia.

Mężczyzni kochają kobiety. Ich instynkt każe im przewodzić tak, by widzieć je szczęśliwe. Szczęśliwa kobieta jest piękną kobietą. Oczywiście że niektórzy mężczyzni są okrutni. Ale zdecydowana większość z nich wspierała i prowadziła swoje rodziny przez milenia.

Feministki narzucają nam idee że nasze wrodzone męskie i żeńskie cechy, potrzebne nam w naszym rozwoju jako istota ludzka, są tylko „stereotypami”. To jest jawny atak na wszystkich heteroseksualistów, na jakieś 95% populacji. Tak więc, kto tu naprawdę mówi o nienawiści? Mimo wszystko uczą tego dzieci juz od podstawówki! Mówią o tym non stop w mediach. Taka Rosie O’Donnell, lesbijka, idealny przykład dla społeczeństwa.


Wszystko to po to by wprowadzić zamieszanie w naszym mysleniu, wprowadzić chaos wśród heteroseksualistów. Jako rezultat mamy miliony zniewieściałych facetów i ludzi nie potrafiących zająć się rodziną. Kobieta dzisiaj podpuszczana jest by inwestować siebie w jakąś niejasną kariere zamiast w miłość i wdzięczność swojego męża i dzieci. Wiele kobiet jest już niezdolnych do bycia żoną i matką. Ludzie, którzy są samotni, zagubieni i głodni miłości są łatwym celem manipulacji. Bez wsparcia obojga kochających rodziców, to samo tyczy się ich dzieci.

Feminizm jest groteskowym oszustwem wypuszczonym w społeczeństwo przez zarządzające nim elity. Zostało zaprojektowane dla osłabienia ludzi i przystosowania ich do faszystowskiego Nowego Porządku Świata
. Nasze programowanie broni tych szarlatanów którzy wzbogacili się i zyskali dzięki niemu władze. Zaprzęgli do roboty całą klase łgarzy i ludzi bez sumienia, pracujących dla elity w wielu różnych dziedzinach: w rządach, systemie edukacji, mediach. To ci oszusci powinni być ośmieszeni, nie my, najpierw jednak trzeba ich ujawnić.

Prześladowanie kobiet jest kłamstwem. Rola naszej płci wcale nie jest tak sztywno określona jak feministki chciały byśmy uwierzyli. Moja matka prowadziła dobry interes w latach 50-tych importując paski od zegarków ze Szwajcarii. Kiedy jednak dochód mojego ojca wzrósł, była szczęśliwa mogąc zamknąć biznes i skupić się na dzieciach. Kobiety mogą pracować jeśli chcą. Najważniejsze by ich rola matki i żony była dobrze zrozumiana i akceptowana społecznie, tak jak to powinno być.

I było, zanim nie pojawiła się Gloria Steinem i CIA.

Nadlatuje kometa Elenin

Namierzono kosmitów teleskopami z USA! Szykują inwazję!

Trzy statki kosmitów - największy z nich ma 320 km średnicy - pędzą w kierunku Ziemi, znajdują się obecnie w pobliżu Jowisza - piszą amerykański tygodnik Weekly World News i niemiecka gazeta "Bild", powołując się na naukowców związanych z programem SETI

Prowadzony od 50 lat pozarządowy program SETI zajmuje się poszukiwaniem pozaziemskiej inteligencji. Jeden z głównych ekspertów programu profesor John Malley, ujawnił, że naukowcy już poinformowali rząd amerykański o nadciągającej groźbie. – Przy tej prędkości, statki dotrą do Ziemi w listopadzie. Będzie można obserwować je za pomocą teleskopów, gdy we wrześniu miną Marsa – dodaje Malley. Statki wykrył system wyszukiwawczy HAARP zainstalowany na Alasce.

Według Malleya, w sierpniu rząd USA zacznie przygotowywać swoich obywateli na wojnę z kosmitami, gdyż najazd ma zostać odparty – uzupełnia Malley.

Niewykluczone, że nadlatujące statki kosmiczne mają wesprzeć flotyllę kosmitów operującą na Ziemi od kilku lat. Od 2004 r. – jak podaje portal abovetopsecret.com, powołując się na dokumenty przygotowane niedawno dla prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa przez rządową agendę zajmującą się Kosmosem – USA są zaangażowane w "wojnę" z UFO. Bazą Kosmitów ma być Antarktyda i dno otaczających ją oceanów. Już 10 czerwca 2004 r. potężna flota UFO wyłoniła się nagle na południowej półkuli i doleciała do miasta Guadalajara w Meksyku, po czym zawróciła.

Od tamtego dnia zanotowano na wodach południowej półkuli wiele incydentów związanych z UFO. Być może w najbliższych kilku miesiącach przybędzie takich zdarzeń i to nie tylko na półkuli południowej.





Pierwsze zdjecia komety Elenin z 22 lipca zrobione przez SWAN (Solar Wind Anisotropies),zainstalowany w SOHO space solar obserwatory Elenin byl zaobserwowany na zdjeciach 22 lipca przez Vladimir Bezugly.Elenin jest widoczny koordenaty-160 0 (lekko w prawo od srodka zdjecia)zdjecie jest zrobione z odleglosci(w przyblizeniu)240.000.000 km(1,6UA).Przypominam ze 2 dni pozniej C/2010X1(Elenin)bedzie 32 razy blizej -Strreo-B.



Dzialanie wit. C

„Zastanawiając się nad właściwą diagnozą przepisz tymczasem witaminę C„ – dr Frederik R. Klenner [eng], fascynat działania witaminy C, dla swoich słuchaczy i kolegom po fachu, stworzył powyższe hasło.

Większość z nas słyszała o witaminie C, czyli kwasie askorbinowym. Większość z nas próbowała nawet leczyć nią przeziębienie czy grypę. Ci, którym nie pomogła, odrzucili ją z pogardą. Wielu innym dodatkowe dawki witaminy C ułatwiły szybki powrót do zdrowia. Czemu witamina nie zadziałała we wszystkich wypadkach? Czy błąd polegał na zbyt małych dawkach? Czy istnieje jakiś katalizator, bez którego witamina nie przedstawia żadnej wartości?

Medycyna na złym kursie

W latach trzydziestych – po udanym eksperymencie syntezowania witaminy C w warunkach laboratoryjnych – wielu praktykujących lekarzy zaczęło gromadzić przyczynki informujące o leczniczych właściwościach tej witaminy zażywanej w dużych ilościach, wielokrotnie przewyższających domniemaną normę dzienną. Ludzie przyjmujący uderzeniowe dawki zdrowieli z najprzeróżniejszych chorób lub utrzymywali doskonałe samopoczucie. W tym samym okresie chemicy rozpoczęli pracę nad wyodrębnianiem i syntezą leków, które wykazywały zdolność niszczenia szkodliwych drobnoustrojów, szczególnie bakterii, pomagając zapobiegać chorobom zakaźnym. Niemcy jako pierwsi dokonali syntezy Prontozilu, pierwszego leku sulfamidowego. Rozpoczął się międzynarodowy wyścig. Na początku lat czterdziestych zaczęto produkować penicylinę przy użyciu zwykłej pleśni. Odkryto możliwość ekstrahowania rozmaitych mycyn z różnych rodzajów pleśni i roślin i wykorzystania ich jako leki farmakologiczne.

Zasługi witaminy C – leczniczej substancji pozbawionej skutków ubocznych – nie przyciągały uwagi świata w równym stopniu, co spektakularne cuda medyczne czynione przez nowo wyprodukowane leki. Współczesna medycyna spełnia odwieczną obietnicę uwolnienia ludzkości od koszmaru chorób zakaźnych. W międzyczasie zepchnięto doniesienia o tej jednej z najsilniej działających substancji leczniczej do archiwów przechowujące naukowe wydawnictwa medyczne, a kuracja witaminą C pozostała domeną nielicznych lekarzy o zadziwiającej przenikliwości. Doktor Beasley podkreśla, że narodziny ery leków spowodowały przesunięcie środków umożliwiających finansowanie badań na doświadczenia poświęcone rozwojowi farmaceutyków, choć rozwój dietetyki przedstawiał równie zachęcającą perspektywę. W ciągu kilku ostatnich lat Narodowy Instytut Rakowy wydał zaledwie jeden procent swoich funduszy na badania poświęcone zagadnieniom higieny żywienia i to pomimo oświadczenia złożonego w 1977 roku przez zastępcę dyrektora Instytutu przed specjalną komisją senacką, w którym przypisał sześćdziesiąt procent zachorowań na nowotwór złośliwy wśród kobiet, a czterdzieści wśród mężczyzn, nieprawidłowemu odżywianiu.

W medycynie Zachodu, kładzie się nacisk na leczenie choroby, która jest uważana za niefortunny przypadek. Większość lekarzy nie była kształcona w kierunku zapobiegania chorobom przez dietę. Przykładowo, liczba szkół medycznych w USA wynosi 125, liczba szkół medycznych z wymaganym kursem odżywiania to zaledwie 30. Przeciętna długość kursu z odżywiania w takiej szkole, podczas 4 lat studiów medycznych w USA to zaledwie 2,5 godziny. Jak zatem przyszły lekarz ma zgłębić na studiach wszystkie tajniki podstawowej przyczyny chorób jaką jest zła dieta i brak składników odżywczych m.in. witamin i minerałów?

Ponieważ na Akademii Medycznej nie ma nacisku na profilaktykę i leczenie odpowiednią dietą, niemal całkowicie zapomniano o roli, jaką witamina C pełni w leczeniu chorób, w tym chorób nowotworowych i zakaźnych, a temat ten jest ignorowany, a nawet wyśmiewany.

Na szczęście, wielu praktykujących lekarzy kwestionuje dawne założenia i bada możliwości prewencji przede wszystkim przez odpowiedni sposób odżywiania się i inne proste środki.

Witamina C zrehabilitowana

Laureat nagrody Nobla [ściślej – dwóch nagród Nobla – przyp.tłum], pisarz, fizyk, i chemik, dr hab. Linus Pauling, przez całe dziesięciolecia cierpiał pod ostrzałem niezasłużonej krytyki za swoje entuzjastyczne poglądy na temat witaminy C.

Doktor Pauling doniósł, że witamina C niezbędna w organizmie jest dla prawidłowego przebiegu procesów fagocytozy (pochłaniania drobnoustrojów chorobotwórczych przez białe krwinki).
Krwinki odżywione witaminą C działają energicznie, a te o niskim stężeniu witaminy C reagują niemrawo. Prawdopodobnie największa pogarda spotkała jego wczesne prace poświęcone antyrakowemu działaniu tej witaminy. Na próżno publikował dowody potwierdzające swoją teorię – lekarze alopaci ani o krok nie ruszyli się z wygodnie okopanych pozycji odrzucających świadectwo o potencjale witamin jako środków leczniczych. Od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się zmieniać na korzyść zwolenników poglądów Paulinga.

Na krótko przed śmiercią, a dożył 93 roku życia, powiedział, że swoje zdrowie zawdzięczał w głównym stopniu witaminom i minerałom, a szczególnie przyjmowaniu dużych dawek witaminy C. I choć zmarł na raka, wierzył, że dzięki witaminom i minerałom udało mu się odsunąć początek i opóźnić znacznie rozwój choroby przynajmniej o 20 lat. Głęboko wierzył, że może ona odwlec choroby i wydłużyć życie. Napływające ze wszystkich stron świata informacje wykazują dzisiaj, iż miał rację. Twierdził, że odkąd zaczął przyjmować duże dawki witaminy C w 1965 roku, nie chorował nawet na zwykłe przeziębienie. Pojedyncze tabletki zawierające tę witaminę zaczął przyjmować w roku 1941. Potem zwiększył dzienną dawkę do 18 gram. Doktor Pauling był przekonany, że można żyć dłużej nawet o 12-18 lat, przyjmując codziennie 3,2 –12 gram witaminy C, ilość porównywalną z zawartością witaminy C z 50 -170 pomarańczy.

Rola witaminy C w odżywianiu

Przeprowadzono już dostatecznie wiele badań – stosując sprawdzone metody podwójnie ślepej próby klinicznej, z udziałem grupy kontrolnej zażywającej placebo – by upewnić się, witamina rzeczywiście posiada wiele cennych właściwości leczniczych.

Prawie wszyscy słyszeli już o angielskich marynarzach, którzy podczas długich podróży w szesnastym i siedemnastym wieku padali ofiarą szkorbutu. Wiemy, że spożywanie owoców, co dzień lub, co dwa dni jest koniecznością, o ile pragniemy uniknąć krwawienia dziąseł, depresji, uczucia wszechogarniającego zmęczenia lub poważnej choroby zakaźnej. Jak to się dzieje, że dorastamy i żyjemy wolni od tego rodzaju powikłań zdrowotnych? Czy w spożywanych przez nas pokarmach znajdują się dostateczne ilości cennej witaminy? Jak można się o tym dowiedzieć?

Organizmy naczelnych – małpiatek, małp, ludzi nie potrafią wytwarzać witaminy C z cukrów prostych, jak to czynią niemal wszystkie pozostałe kręgowce z wyjątkiem świnek morskich. Widocznie w procesie ewolucji naszych gałęzi gatunkowych okazało się, że wątroba ma tyle innych, niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu zadań, a w pokarmach dostępnych w przyrodzie znajduje się wystarczająco dużo źródeł naturalnej witaminy C w postaci świeżych owoców i warzyw, że siły ewolucji uznały enzym zwany oksydazą laktonu kwasu 1-gulonowego, aktywizujący przemianę glukozy w kwas askorbinowy, za zbędny w składzie związków chemicznych produkowanych w organizmie człowieka.

Doktor Linus Pauling obliczył, że nasi pradawni przodkowie, myśliwi i zbieracze runa leśnego, spożywali dziennie około 600 miligramów witaminy C, karmiąc się chudym mięsem, warzywami i owocami. Ilość ta przekraczała 10-krotnie dawkę wystarczającą, by zapobiec szkorbutowi i obecnie przyjętą dawkę dziennego zapotrzebowania organizmu na witaminę C.

Na obszarach ubogich w krzewy i drzewa owocowe tubylcy odkryli inną metodę utrzymania zdrowia – jedli surowe gruczoły nadnercza. Rozrywali tuszę świeżo upolowanego zwierzęcia, wyszukiwali nerki i położone w pobliżu gruczoły nadnerczy, wyciągali je i dzielili między członków plemienia. Wiedzieli, że jeśli nie uda im się spożyć tego specjału, co kilka dni, zaczną słabnąć i chorować, a w końcu umrą. W gruczołach nadnerczy znajduje się więcej witaminy C niż w jakiejkolwiek innej części ciała. (Być może dlatego witamina C jest absolutnie niezbędna dla ochrony przed chorobami rozwijającymi się na tle stresu). Wysoką zawartością i zapotrzebowaniem na witaminę C charakteryzują się systemy wewnątrzwydzielnicze: przysadka, podwzgórze, nadnercza i inne gruczoły.

[Komentarz: igliwie sosny, świerku, modrzewia, cedru, jodły zawiera około 200-270 mg witaminy C/100 g, dlatego też w czasach, gdy brakowało czystej chemicznie, krystalicznej witaminy C podawano chorym na szkorbutmiędzy innymi odwar z igliwia drzew iglastych]

Witamina C – obrona niewinności

Z artykułu w renomowanym czasopiśmie naukowym Nature świat mógł się dowiedzieć o badaniach, które jakoby wskazują że przyjmowanie witaminy C w większej od oficjalnie zalecanej dawki dziennej (600mg) może spowodować nawet raka. Oto kilka opinii na ten temat:

Profesor Światosław Ziemlański z Instytutu Żywności i żywienia, jeden z najwybitniejszych w Polsce specjalistów w dziedzinie prawidłowego żywienia:

„To nie jest wcale dowód, ja nadal biorę 600-miligramową dzienną dawkę witaminy C.”

Gyula Kulascar, biochemik, adiunkt Akademii Medycznej Pecs, odkrywca układu tzw. biernej obrony organizmu przed nowotworami, wykorzystującego również witaminę C:

„To jest śmieszne! Do jakich uszkodzeń genetycznych mogło by dojść w ciągu sześciu tygodni w skutek tak małej dawki? Na podstawie co najmniej 40 badań klinicznych mogę stwierdzić, że witamina C nie jest szkodliwa nawet w dużych dawkach.”

Profesor Miladin Mirilov, jugosłowiański biochemik, specjalista w dziedzinie żywienia, ekspert Światowej Organizacji Zdrowia:

„Byłbym zaskoczony, gdyby ktokolwiek zdołał udowodnić, że taka dawka witaminy C jest szkodliwa. To nie przypadek, że w uregulowaniach Unii Europejskiej podniesiono do 2000mg”

Profesor nauk medycznych, Józef Puscok, dyrektor ds. naukowych w Krajowym Instytucie Medycyny Sportowej:

„ Na podstawie jednego opracowania nie można wyciągnąć takiego wniosku. Do skutecznej profilaktyki zdrowotnej wystarcza 60 mg witaminy C. Mogę to stwierdzić za pomocą ponad 100 obserwacji międzynarodowych.”

Profesor medycyny z Alabamy, Emanuel Cheraskin przyjmujący 5 gram witaminy C dziennie twierdzi:

„Z doświadczeń wynika, iż przyjmowanie witaminy C może dodać lat życiu i życia upływającym latom”.

Wiadomo, że biochemik Linus Pauling, dwukrotny laureat nagrody Nobla przyjmował ok. 18 tysięcy mg (tj.18 gram !!!) witaminy C dziennie przez ponad 30 lat. Wiemy już, że umarł w wieku 94 i to nie z powodu przedawkowania witaminy C.

Zwróćmy uwagę, że pożywienie małp zawiera blisko 50 razy więcej interesującej nas substancji niż żywność człowieka (tj. blisko 3 gramy dziennie). Ludzie zajmujący się hodowlą małp do celów eksperymentalnych doskonale wiedzą, że podawanie zwierzętom dużych ilości witaminy C jest niezbędne. Optymalną dawkę dla małp ustalili metodą prób i błędów. Ciekawe, że w stosunku do ludzi nie poczyniono jeszcze takich ustaleń.

W dzisiejszym świecie pełnym chemikaliów i narażającym na stres, nawet kierunki konserwatywne wyznaczają pożądaną dawkę jako 300-400 mg witaminy C. Oficjalnie zalecana w wielu krajach dawka 60 mg wystarcza właściwie tylko do tego, żeby zęby nie wypadały z powodu szkorbutu. Na podstawie powyższych danych niechaj każdy sam oceni, czy zadowoli się uniknięciem szkorbutu i profilaktyka 60mg, czy raczej wybierze szeroką ochronę antyoksydacyjną przyjmując 2 gramy witaminy C dziennie zgodnie z zaleceniami Unii Europejskiej (porównywalna ilość do 4 tabl. C 500 lub co 2 tabl. C 1000 dziennie).

Walka przeciw nowotworom

W 1990 roku Amerykański Instytut Onkologiczny wydał oświadczenie, iż „witamina C wykazuje szeroki wpływ na różnorodne funkcje biologiczne. Jest chyba najaktywniejszym związkiem wśród składników żywnościowych”. W 1991 roku placówka ciesząca się renomą w świecie nauk medycznych, Narodowy Instytut Onkologiczny, zorganizował przełomowe sympozjum poświęcone udziałowi witamin C w leczeniu chorób nowotworowych.

Według słów doktor Gladys Block, specjalisty epidemiologa z Wydziału Zapobiegania Rakowi tegoż Instytutu, witamina C dowiodła swej wartości jako czynnik zapobiegający rakowi płuc, krtani, jamy ustnej, przełyku, żołądka , okrężnicy, odbytnicy, trzustki, pęcherza moczowego, szyjki macicy, śluzówki macicy, sutka oraz złośliwego guza mózgu u dzieci.

Z ogólnej liczby 47 badań przeprowadzonych nad leczniczym oddziaływaniem witaminy C 34 potwierdziły jej skuteczność. Naukowcy stwierdzili: „Gdybyśmy mieli do czynienia z działaniem przypadku, tylko w jednym lub dwóch z czterdziestu siedmiu podjętych eksperymentów uzyskano by statystycznie znamienne wyniki”. Rezultaty były zaś nawet jeszcze bardziej zaskakujące: ludzie , którzy należą do grupy górnych dwudziestu pięciu procent pod względem ilości zażywanej witaminy C, narażeni są na dwukrotnie mniejsze ryzyko zachorowań na raka niż ludzie należący do grupy dolnych dwudziestu pięciu procent – spożywających najmniejsze jej ilości.

Witamina C stosowana w dużych dawkach, uniemożliwia przekształcenie się w nitrozoaminy azotynów i azotanów znajdujących się w pożywieniu (dodatki spotykane najczęściej w wędlinach). Większość nitrozoaminy ma działanie rakotwórcze i może powodować raka żołądka lub nowotworu złośliwego jelit. Specjalista od oczyszczania organizmu G.P.Małachow, zaleca na 1 gram spożywanego białka zwierzęcego, zastosować 1 gram witaminy C w celach przeciwdziałania gniciu białka w jelicie. Więcej tutaj.

Badania Amerykańskiego Narodowego Instytutu Onkologicznego wykazały, że dzienna dawka 5 gram witaminy C zwiększa produkcję limfocytów w organizmie, a dawka w granicach 10 g jest jeszcze skuteczniejsza. Witamina C wykazuje zbawienny wpływ na naszych małych sojuszników – limfocyty T.

W odniesieniu do układu immunologicznego witamina C wspiera funkcjonowanie gruczołów nadnerczy w okresach natężonego wysiłku, stymuluje produkcję interferonu niezwykle pomocnego podczas leczenia w chorobach nowotworowych, wzmacnia działanie przeciwwirusowe, przeciwgrzybicze i przeciwbakteryjne białych krwinek.

Niedobór witaminy C powoduje spadek liczby limfocytów T, na których opiera się działanie układu immunologicznego.

Dr Ewan Cameron, specjalista od nowotworów, w latach 60-tych podawał pacjentom w końcowej fazie choroby nowotworowej 10g witaminy C dziennie i zaobserwował, że żyli oni cztery razy dłużej niż chorzy nie stosujący witaminy C. Od tamtej pory przeprowadzono wiele prób, które doprowadziły do wniosku, że „istnieją bardzo istotne dowody ochronnego działania witaminy C w nowotworach hormononiezależnych„.

W 1991 roku Narodowy Instytut Onkologiczny, zorganizował sympozjum poświęcone udziałowi witamin C w leczeniu chorób nowotworowych. Dr Morton A. Klein, specjalista w dziedzinie ekonomii zdrowotnej, pełniący uprzednio funkcję konsultanta Ministerstwa Zdrowia , Wykształcenia i Opieki Społecznej w rządzie Stanów Zjednoczonych, dyskutował o wynikach tego sympozjum z wieloma lekarzami i naukowcami. Wielu z nich do tego stopnia zaintrygowały doniesienia o wynikach konferencji, że „zamierzali sami zwiększyć dzienną dawkę witaminy C do tysiąca lub więcej miligramów”.

W około 120 opublikowanych sprawozdaniach, z badań witaminę C porównuje się do szczepionki przeciwnowotworowej. Osoby przyjmujące witaminę C są o 50% mniej narażone na ryzyko zachorowania na nowotwory, szczególnie nowotwory żołądka, przełyku, trzustki i jamy ustnej, ale również szyjki macicy, odbytu i sutka niż osoby, które jej nie biorą. Tak wynika z badań doktor Gladys Block z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Pięć posiłków zawierających owoce i warzywa dostarcza 200-300mg naturalnej witaminy C – wystarczająco dużo, by powstrzymać rozwój nowotworów. Ale dla lepszego zabezpieczenia trzeba dawkę uzupełniać.

A co na to Twój lekarz?

Czy ma tyle wiadomości na temat naturalnej witaminy C?
Do dziś spotykamy lekarzy, którzy wprost zabraniają stosowania pacjentom witaminy C podczas chorób zakaźnych czy nowotworowych, nie podają jej również podczas infekcji grzybiczych czy gronkowcowych i wirusowego zapalenia wątroby typu B i C. Z pewnością na swoich uczelniach nie odbyli fakultatywnych (nieobowiązkowych) zajęć dotyczących diety i pomocniczego zastosowania witamin w lecznictwie. Nie mają również czasu na studiowanie literatury na ten temat, ani na uczestnictwo w licznych Konferencjach Medycznych w Polsce czy też zagranicznych.

Doktor G.Block z Uniwersytetu Kalifornijskiego jak twierdzi, bierze dziennie 2-3 g witaminy C.

Witamina C a choroby zakaźne

Dr.med. Frederik Klenner z uznaniem komentował w latach trzydziestych potencjał leczniczy witaminy C. Eksperymentował na sobie samym, swoich dzieciach i pacjentach, i przekonał się, że może zahamować rozwój chorób szczególnie wirusowych stanów zakaźnych u dzieci w przeciągu minut lub godzin od podania uderzeniowej dawki witaminy. Jako jeden z pierwszych zauważył i opisał zjawisko spadku witaminy C we krwi osób cierpiących na choroby zakaźne. Ostrość niedoboru zależała od długości trwania choroby i nasilenia objawów. Wydawało mu się jasne, że wiele tego rodzaju przypadków jest bezpośrednim następstwem poważnego braku witaminy w C w organizmie, graniczącego z niedoborem powodującym szkorbut. Mowa o naturalnej witaminie C.

Uważał, że pacjenci z niskim stężeniem witaminy C we krwi narażeni byli na ryzyko wirusowego zapalenia mózgu, płuc zapadnięcia w śpiączkę, a nawet śmierci.

Wiedział, że witamina C jest niezbędnym budulcem substancji międzykomórkowej, tworzącej wiązania włoskowatych naczyń krwionośnych. Łącza te mogły ulec osłabieniu, w wyniku, czego bakterie lub wirusy przeniknęłyby do mózgu. Gdy stężenie witaminy C we krwi spada do poziomu 1 mg na litr, włoskowate naczynia krwionośne stają się łamliwe. Zjawisko to poznano i opisano w latach czterdziestych.

Wiele badań poświęcono skutkom leczenia infekcji wirusowych witaminą C.
Znamy opisy badań nad leczniczym działaniem witaminy C na infekcje bakteryjne. W jednej z nich znajdujemy informację, że podanie witaminy C hamowało wzrost prątków gruźlicy.

Okazuje się też, że deaktywuje ona inne bakterie, w tym bakterie tyfusu, paciorkowce i laseczki tężca. Zaobserwowano też zjawisko deaktywacji toksyn tężca, dezynterii, dyfterytu i gronkowcowych stanów zakaźnych.

Brak witaminy C prowadzi do zaburzeń odporności organizmu na zakażenia i oddziaływanie niektórych toksyn. Wysoki poziom witaminy C w organizmie sprzyja tworzeniu maksymalnych zasobów glikogenu w wątrobie i wzmocnieniu jej czynności odtruwających. Ma to wielkie znaczenie we wszelkich infekcjach pasożytniczych (grzyby, bakterie, robaczyce), w zatruciach organizmu toksynami chemicznymi bądź w przypadku wszystkich rodzajów wirusowego zapalenia wątroby.

Witamina C posiada właściwości obronne w stosunku do wielu substancji toksycznych: ołowiu, dwusiarczku węgla, aniliny i innych. Wg. Dr Clark, witamina C pomaga neutralizować wszystkie mykotoksyny pleśniowe (toksyny pochodne od grzybów), w tym również bardzo trującą – aflatoksynę. Sporysz również można zlikwidować/zneutralizować jego toksyny witaminą C, ale pomaga to na ok. 10 minut.

a/ Infekcje i przeziębienia – skuteczna dawka naturalnej witaminy C

Witamina C wywiera prawdopodobnie bezpośredni wpływ na niektóre z wirusów i bakterii; działanie jej z drugiej strony polega na wzmacnianiu niektórych funkcji układu odpornościowego. Doktor Pauling doniósł, że witamina C niezbędna jest dla prawidłowego przebiegu procesów fagocytozy (pochłaniania drobnoustrojów chorobotwórczych przez białe krwinki). Krwinki odżywione witaminą C działają energicznie, a te o niskim stężeniu witaminy C reagują niemrawo. Gdy zbadano pewną populację Szkotów o dobrym stanie zdrowia, odżywiających się zgodnie z tradycjami szkockiej kuchni zaledwie przekraczającym wartość zapewniającą prawidłowe działanie mechanizmu fagocytozy. Jednakże w okresie przeziębienia poziom witaminy spada do połowy pierwotnej wartości i taki pozostawał przez kilka kolejnych dni. (W rezultacie chory był narażony na wyższe ryzyko infekcji wtórnych). Dawka 250 mg witaminy C dziennie nie wystarcza, by podnieść stężenie witaminy C do poziomu zapewniającego właściwy przebieg fagocytozy. Dopiero 6 g witaminy C dziennie podawane na początku infekcji przeziębienia i 1 g w ciągu kolejnych dni utrzymywało fagocytozę na odpowiednim poziomie.

Zażywający witaminę C odczuli zauważalna ulgę i zmniejszenie nasilania objawów. Niezwykle interesujący jest też fakt, że u pacjentów rozpoczynających kurację 6 g od razu pierwszego dnia choroby bardzo rzadko pojawiały się komplikacje w postaci wtórnych infekcji bakteryjnych.

Podczas przeziębienia dr Clark (biochemik) poleca dla osób dorosłych podanie dawki uderzeniowej 10 gram witaminy C dla wspomożenia neutralizacji mykotoksyn. Zdaniem dr Clark, leukocyty nadal potrzebować będą ok. 5 godzin, aby odzyskać zdolności obronne.

Chorym na infekcje wirusowe często podaje się profilaktycznie antybiotyki przeciw wtórnym infekcjom bakteryjnym, co znacznie osłabia ich własny układ obronny i również wymaga dodatkowego podania witaminy C oraz ochronnie AC Zymes.

Według doktorów Cathcarta, Paulinga i Camerona, witamina C rolę antybiotyków pełnić może skutecznie i bez skutków ubocznych, prawdopodobnie przez stymulowanie procesów fagocytozy.

W 1977 roku doktor J.Asfora przeprowadził jedno z najdoskonalszych do tej pory badań nad leczniczymi właściwościami witaminy C. W eksperymencie uczestniczyło stu trzydziestu trzech studentów medycyny, lekarzy i pacjentów miejscowego ośrodka zdrowia, którym podawano tysiąc miligramów witaminy C (porównywalne dawki do np. dwie tabletki C PLUS trzy razy dziennie lub 2 x po 1 tabl. C 500), albo placebo. Niektórzy rozpoczęli kurację już pierwszego dnia przeziębienia, a inni drugiego, jeszcze inni trzeciego. Zażywający witaminę C odczuli zauważalną ulgę w nasileniu objawów. Niezwykle interesujące jest też fakt, ze u pacjentów rozpoczynających kurację od razu pierwszego dnia choroby bardzo rzadko pojawiały się komplikację w postaci wtórnych infekcji bakteryjnych. Inaczej, niż u pacjentów nie biorących witamin lub rozpoczynających kurację drugiego lub trzeciego dnia choroby. Wśród pacjentów rozpoczynających kurację witaminą C pierwszego dnia choroby, tylko w trzynastu procentach przypadków zanotowano wtórne infekcję bakteryjne. W grupie pacjentów rozpoczynających kurację drugiego dnia ofiarą powikłań padło dwadzieścia procent badanych, analogiczny wynik wyniósł czterdzieści siedem procent w grupie rozpoczynających kurację trzeciego dnia. Wśród chorych zażywających placebo powikłania w postaci wtórnych infekcji bakteryjnych pojawiły się w trzydziestu dziewięciu procentach przypadków.

Witamina C wpływa też bezpośrednio na przeciwciała, czyli białka utworzone w białych krwinkach typu B, których zadanie polega na rozpoznawaniu i niszczeniu określonych bakterii. U zdrowych studentów, którzy otrzymywali profilaktycznie dawkę 1 grama witaminy C przez okres 75 dni stwierdzono po zakończeniu podawania witaminy C znaczny wzrost liczby przeciwciał niezbędnych do walki z bakteriami i wirusami.

b/ Witamina C dla dzieci oraz w okresie szczepień i autoszczepionek

W dwadzieścia lat później, w latach sześćdziesiątych, doktor Archie Kalokerinos, pracownik australijskiej służby zdrowia, zauważył, że szczepienie dzieci aborygenów potrójną szczepionką DPT kończyło się śmiercią, co drugiego z małych pacjentów. Kalokerinous uważał, że układ immunologiczny tych dzieci został „obezwładniony” złą higieną żywienia – dietą składającą się z białego chleba i konserw przy całkowitym braku świeżych owoców. Postępując w myśl prostej logiki, podawał im codziennie uderzeniowe dawki witaminy C – wyliczone według zasady 100mg na każdy miesiąc życia. Tak, więc sześciomiesięczne dziecko dostawało 600mg dziennie. Jaki był efekt następnej rundy szczepień?

Obyło się bez jakichkolwiek ofiar. Inni lekarze naśladują terapię doktora Kalokerinosa; niektóre dzieci dostają tysiąc miligramów witaminy C (1 gram) dziennie w okresie szczepień .

W 1950 roku pojawiło się w piśmie Journal of the American Medical Association sprawozdanie z badań potwierdzających wartość witaminy C w leczeniu schorzeń dziecięcych. Dziewięcioro dzieci chorych na koklusz leczono podając witaminę C. Dawka wynosiła początkowo 500 mg dziennie, zmniejszano ją stopniowo o sto miligramów dziennie aż do osiągnięcia dawki stu miligramów, którą utrzymywano aż do wyzdrowienia dziecka. Pacjenci otrzymujący witaminę C zdrowieli w ciągu piętnastu do dwudziestu pięciu dni, a dzieci otrzymujące szczepionkę zdrowiały po przeciętnie trzydziestu czterech dniach. Imponująco przedstawia się jeden aspekt tej kuracji: w przypadkach, gdy podawanie witaminy rozpoczęto w fazie kataralnej choroby, „udało się całkowicie uniknąć fazy spazmodycznej (wykrztuśnej)”.

Aby zmniejszyć dokuczliwość przeziębień osoby dorosłe profilaktycznie przyjmować 1000mg witaminy C dwa razy dziennie. Wykazano, że taka dawka obniża poziom histaminy we krwi o około 40% (histamina wywoduje stan zapalny, alergię, astmę, duszności, zapalenie pęcherza i inne bóle, nieżyt nosa i łzawienie oczu).

c/„Spontaniczne wyzdrowienie z zapalenia mózgu”

Witamina C jest niezbędnym budulcem substancji międzykomórkowej, tworzącej wiązania włoskowatych naczyń krwionośnych. Łącza te mogły ulec osłabieniu, w wyniku czego bakterie lub wirusy przeniknęłyby do mózgu. Z ksiązki „Ominąc antybiotyki” znamy opowieść o trzyletniej dziewczynce, u której wskutek powikłań pogrypowych rozwinęło się zapalenie mózgu. Przez tydzień leżała nieruchomo w szpitalnym łóżku, obezwładniona przez chorobę, z wysiłkiem przełykając w porze obiadowej kilka łyżek płynnych odżywek. Ojciec zapytał lekarzy czy nie mogłaby tu pomóc witamina C.

- Absurd. Jeśli upiera się pan przy jej podawaniu, proszę sobie znaleźć innego lekarza – usłyszał.

- Czy mógłbym przynieść jej trochę lodów zamiast galaretki, którą dajecie na obiad? – zapytał ojciec usłużnym tonem.

Owszem na to mu pozwolono. Ojciec co dzień przynosił ulubione przez dziecko lody waniliowe, do których każdorazowo dosypywał po 4000 mg (4 gramy) sproszkowanej witaminy C. Po czterech zaledwie dniach „lodowej kuracji” dziecko siadło, jadło normalnie i mogło się swobodnie poruszać. Minęło jeszcze kilka dni i dziewczynka opuściła szpital. W karcie choroby zapisano: „spontaniczne wyzdrowienie z zapalenia mózgu”.

d/ Wirusy, wirusowe zapalenie wątroby typu B i C, AIDS, mononukleoza i pneumocystoza

Naturalna witamina C jest silnym w działaniu przeciwutleniaczem rozpuszczalnym w wodzie, co powoduje jej łatwe przenikanie do tych tkanek, które są bogate w wodę. Przenika ona do każdej komórki i hamuje rozwój grzybów, bakterii czy wirusów, które mogły ją opanować i rozpocząć akcję zmiany kodów genetycznych. Komórka pęka i obumiera, nie pozostawiając aktywnych wirusów, które mogłyby kontynuować niszczycielską działalność.

Po przeprowadzeniu w latach trzydziestych swoich badań nad działaniem tej witaminy dr med. Frederik Klenner sformułował następujące wnioski: „Stopień neutralizacji infekcji wirusowej jest proporcjonalny do stężenia witaminy C w organizmie i okresu jej działania”.

Witamina C łączy się z wirusem, bakterią lub substancją chemiczną, tworząc nowy związek, który musi zostać utleniony przez dalsze ilości witaminy C. Dlatego leczenie witaminą C należy kontynuować przez dłuższy czas nawet po wystąpieniu pierwszych oznak polepszenia. W odniesieniu do układu immunologicznego witamina C wspiera funkcjonowanie gruczołów nadnerczy natężonego wysiłku, stymuluje produkcję interferonu, tym samym wzmacnia działanie przeciwwirusowe i przeciwbakteryjne białych krwinek.

Niedobór witaminy C powoduje spadek liczby limfocytów T, na których opiera się działanie układu immunologicznego. A przecież tworzą one pierwszą linię obrony w walce z wirusami i bakteriami atakującymi nasz organizm.

Doktor Cheraskin porównuje działanie witaminy C na wirusy do działania antybiotyków, które nie mają tu pola do popisu. Witamina C działa stymulujące na układ odpornościowy, powodując wzrost poziomu silnego antyoksydantu glutationu, niezbędnego dla prawidłowego działania obronności organizmu. Nawet nieznaczny niedobór witaminy C może powodować zaburzenia w funkcjonowaniu układu odpornościowego oraz jego podatność na wszelkie infekcje bakteryjne, grzybicze i wirusowa.

Wysoki poziom witaminy C w organizmie sprzyja tworzeniu maksymalnych zasobów glikogenu w wątrobie i wzmocnieniu jej czynności odtruwających. Stąd znaczenie witaminy C rośnie jeszcze bardziej w obliczu postępującego wciąż wzrostu liczby zachorowań na zapalenie wątroby typu B i C, na ASIDS i pneumocystozę. Doktor Smitha wezwano raz do pacjenta cierpiącego na AIDS, znajdującego się w stanie półśpiączki, z powikłanym zapaleniem płuc. Jego skóra przybrała odcień niebieskawy, chociaż przez cewnik umieszczony przez nozdrza do organizmu chorego wpływało co minuta sześć do ośmiu litrów tlenu. Doktor Smith zaordynował cztery zastrzyki domięśniowe po 5 gramów witaminy C (łącznie 20g wit.C w oba mięśnie trójgłowe ramienia i w oba pośladki). Już po ośmiu godzinach stan pacjenta uległ poprawie wciąż był oczywiście ciężko chorym człowiekiem, lecz potrzebował tylko 4 litrów tlenu na minutę, a po tygodniu takiej kuracji wrócił do domu.

Doktor Roger Williams sugeruje, że prawidłowa dzienna dawka witaminy C oscyluje wokół ilości 2-2,5 g. Osoby palące przyswajają witaminę C skrajnie źle. Nawet przy stałym zażywaniu jej z pokarmem – cały czas występuje u nich deficyt.

W okresie infekcji możesz bezpiecznie zwiększyć spożycie do 10 czy 20 gramów dziennie. W przypadku mononukleozy zakaźnej można zdecydować się na dawkę 100 gramów dziennie (również w zastrzykach i mega dawkach np. C1000), aż do ustąpienia objawów. Ze zwiększeniem dawek wg. dr R. Williams nie wiąże się zupełnie żadne niebezpieczeństwo toksykacji, szczególnie w przypadku krótkotrwałych kuracji. W prowadzonych badaniach nie stwierdzono żadnych zaburzeń nawet po dziennych dawkach rzędu 10 g podawanych w ciągu kilku lat. Brakuje też dowodów, które mogłyby potwierdzić związek między przyjmowaniem naturalnej witaminy C a powstawaniem kamicy układu moczowego, co może mieć miejsce w przypadku przyjmowania syntetycznej witaminy C i spożywania dużej ilości białek zwierzęcych oraz np. pasteryzowanego mleka. Nie potwierdziły się także obawy, że witamin C sprzyja gromadzeniu w organizmie nadmiaru ilości żelaza. Osoby z zaburzeniami np. chore na hemochromatozę powinny jednak stosowanie witaminy C skonsultować ze swoim lekarzem.

Skoro informacje o korzyściach płynących ze spożywania tej jakże pospolitej, lecz jednocześnie niezwykłej witaminy ujrzały już światło dzienne, być może świat lekarski przeanalizuje ponownie w sposób obiektywny pionierskie prace doktorów Klennera, Cathcarta i innych, poświęcone wykorzystaniu witaminy C w walce z chorobami zakaźnymi. Może się wówczas okazać, że witamina ta stanie w rzędzie najskuteczniejszych środków antybakteryjnych, antywirusowych i podnoszących sprawność układu odpornościowego. Dr Clark w swojej Książe „Kuracja życia”, poleca stosowanie dużej ilości witaminy C w profilaktyce wszelkich chorób pasożytniczych (grzybice, bakterie chorobotwórcze i robaczyce) oraz w zatruciu organizmu toksynami.

Ochrona antyoksydacyjna w chorobach układu sercowo – naczyniowego

Według dr Mathiasa Ratha twórcy nowej teorii choroby wieńcowej, brak witaminy C wpływa na podwyższenie poziomu cholesterolu, trójglicerydów, apoproteiny i lipoproteiny A – która służy do naprawy uszkodzonych i nieszczelnych ścian naczyń krwionośnych. Brak witaminy C zwiększa ryzyko choroby wieńcowej poprzez odkładanie złogów na ścianach tętnic. Zwiększone spożycie witaminy C podwyższa poziom „dobrego” cholesterolu HDL, który usuwa nadmiar „złego” cholesterolu LDL, zmniejsza jego nadmierną produkcję i pomaga w emulgowaniu go przez żółć. Dzięki temu zmniejsza się ilość niepotrzebnych złogów miażdżycowych. Dowiedziono, że dzienna dawka 500mg witaminy C może doprowadzić do zredukowania blaszek miażdżycowych w ciągu 2-6 miesięcy.

Dr Rath udowodnił, że skoro niedobór witaminy C jest powszechną przyczyną chorób krążenia u ludzi, to uzupełnianie tej witaminy, jest uniwersalnym lekarstwem na powyższe choroby.

Dr M. Ratha zalecał dawkę od 3 do 10 mg na dobę, dzięki czemu uzyskiwał odwrócenie procesów miażdżycy.

Brać czy nie brać naturalną witaminę C (C Plus, C Lion Kids, C 500 lub C 1000?

Artykuł z NEWS California Fitness , rocznik 2 nr7 – lipiec 1998r.

Prof. Dr Oliver Racz , biochemik – patofizjolog, prorektor Akademii Medycznej w Koszycach

W latach dziewięćdziesiątych XX w. media roztrąbiły na cały świat, że: „witamina C może spowodować raka.”

To jest absolutnie sprzeczne z tym, co dziś wiemy o kwasie askorbinowym. Jest on doskonałym przeciwutleniaczem, pobudza układ immunologiczny, chroni przed miażdżycą i rakiem, itp. każdy chemik i badacz dobrze zorientowany w literaturze fachowej wie, że invitro kwas askorbinowy może uszkodzić komórki. Wielu już wykonało takie badania, jednak ich wyniki są dalekie od tego co się dzieje w naszym organizmie z naturalną witaminą C.

Wyniki badań zespołu badawczego profesora Lunec opublikowało w jednym z najbardziej znanych czasopism specjalistycznych Nature – co prawda nie w formie artykułu naukowego, lecz tylko listu. Jednak po przeczytaniu publikacji mogę jednoznacznie powiedzieć: artykuł nie stwierdza, że witamina C może spowodować raka, miażdżycę lub inne uszkodzenie zdrowia. Zespół prof. Lunec badał działanie witaminy C w taki sposób, że mierzył poziom dwóch wskaźników w limfocytach (jeden z rodzajów obronnych krwinek białych), które według dzisiejszej wiedzy – wskazują na oksydacyjne uszkodzenie kwasów nukleinowych. Zespół ocenił swoje wyniki w ten sposób, że daje to do myślenia i składnia do ostrożności. Nie twierdzi się jednak nic konkretnego, co wskazywałoby na szkodliwe działanie witaminy C.

Badania te są rzeczywiście ciekawe, jednak ja nie oceniam ich jako dowodów na wyrządzanie szkód. Dwa mierzone składniki w jednym typie komórek zmieniły się w sprzecznym ze sobą kierunku.

W badaniach naukowych piękne jest właśnie to, że wyniki są często nieoczekiwane.

Jestem przekonany, że zapobieganie najczęstszym chorobom (rak, atak serca itp.) za pomocą antyoksydantów jest jedną z obietnic przyszłości. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że w tej dziedzinie potrzebne jest jeszcze bardzo dużo badań.

Profesor Gey wykonał swoje pierwsze badania nad zależnością między antyoksydantami (w tym naturalna witamina C) a chorobą niedokrwienną serca ponad dziesięć lat temu. A niedawno kilka zespołów – porównując prowadzone przez długie lata badania – doszło do jednoznacznego wniosku, że brak antyoksydantów w organizmie jest jednym z głównych czynników ryzyka miażdżycy.

Na koniec drobnostka.

Podczas gdy my dyskutujemy o tym, czy potrzebujemy 60 czy 600 mg witaminy C dziennie, przeważająca większość zwierząt (z wyjątkiem człowieka i świnki morskiej) sama produkuje kwas askorbinowy na własne potrzeby – i to wcale w niemałej ilości. Przeliczając na człowieka, u owczarka niemieckiego ( waga masy ciała ok. 32-35 kg) dzienna produkcja wynosi ok. 25 gramów (25000mg) witaminy C.

Psy, koty, gołębie, sarny nie czytają gazet i biedne niestety nie wiedzą, jak witamina C jest „szkodliwa”.

Artykuł prof. Dr Oliver Racz , biochemik – patofizjolog, prorektor Akademii Medycznej w Koszycach

Kolejne wyniki badań naukowych z lat 1949, utajone przez medycynę klasyczną materiały na temat WITAMINY C – link [polecam, część dotyczącą witaminy C wklejam poniżej]

,,Sekret witaminy C” dr Robert F. Cathcart – fakty

Tłumaczenie z archiwum strony www.orthomed.com

,,Wirus Ebola i z Marburga, ptasiej grypy, wirus gorączki zachodniego Nilu, polio i wszelkich ostrych chorób zakaźnych mogą być leczone albo zaleczane wielokrotnymi dawkami witaminy C

Wyniki z Marburga 3 maja 2005:

Przemysł farmaceutyczny, eksperci na temat gorączki krwotocznej = 280 drastycznych przypadków śmierci, krwawienie, plucie krwią, inne swoiste objawy szkorbutu
Badanie poziomu witaminy C we krwi = 0
Próbne badanie kuracji askorbinowej = 0

Wyniki z Marburga 18 maja 2005:

Przemysł farmaceutyczny, eksperci na temat gorączki krwotocznej = = 311 + 8 = 319 dramatycznych przypadków śmierci, krwawienie, plucie krwią, inne swoiste objawy szkorbutu
Badanie poziomu witaminy C we krwi = 0
Próbne badanie kuracji askorbinowej = 0

Większość przypadków wirusa Ebola i z Marburga, ptasiej grypy, i gorączki zachodniego Nilu jak wszystkich ostrych i zakażeń mogą być leczone lub zaleczone wielokrotnymi dawkami askorbinianu sodu (witamina C aplikowana dożylnie). Dzieje się tak, ponieważ wszystkie te choroby powodują objawy i zabijają z powodu ogromnej ilości wolnych rodników. Witamina C (akorbinian) jako silny antyoksydant oczyszcza komórki z wolnych rodników, działając poprzez dostarczanie elektronów neutralizujących duże ilości wolnych rodników powodujących te choroby.

To prawda, że staramy się nie tracić zasobów witaminy C, witaminy E i innych czynników zwalczających wolne rodniki, ale przeważnie uważamy, że małe ilości witamin zapobiegają chorobom.

Niestety najczęściej pomijanym faktem jest ten, mówiący, że niektóre z tych zwalczających wolne rodniki (zwłaszcza witamina C i E) są niszczone bardzo szybko w chorych tkankach przytłoczonych przez wolne rodniki.

Oczywistym przykładem tego mógłby być ostry gnilec ogólnoustrojowy, objawiający się gorączką krwotoczną. Okazuje się, że zręcznie ukrywa się fakt, iż nikt nie zaleca badań poziomu witaminy C we krwi u ciężko chorych pacjentów z krwotokami.

Można spekulować, dlaczego pacjentom z krwotokami nie zaleca się badań poziomu witaminy C we krwi, kiedy najbardziej znanym symptomem szkorbutu są krwotoki. Czy to trudny do pojęcia poziom głupoty, czy może są jakieś finansowe przyczyny nie zlecania badań i nie podejmowania leczenia wywołanego w sposób oczywisty przez ostry szkorbut/gnilec?

Kluczowym zagadnieniem i zagadnieniem pomijanym nawet przez naukowców najbardziej zorientowanych w tematyce żywieniowej jest to, że przy pomocy większości antyoksydantów pochłaniających wolne rodników, elektrony wchłaniane w zwykłych a nawet dużych dawkach są minimalne, a większość elektronów jest dostarczana przez proces metaboliczny u pacjenta. Te procesy są niestety lawinowe pod względem szybkości.

Ilekroć pojawiają się objawy stanu zapalnego, tempo w jakim organizm może dostarczyć korzystne elektrony zostaje przekroczone. Witamina C jest jedynym czynnikiem zwalczającym wolne rodniki, który możemy przyswoić w dużych ilościach. Jest niezbędna do dostarczenia tej liczby elektronów, która zneutralizuje te ogromne ilości wolnych rodników, jakie są wytwarzane w większości chorób. Jednakże w przypadku Eboli, Marburga, gorączki zachodniego Nilu i ptasiej grypy, te ilości wolnych rodników, jakie są wytwarzane w tych procesach chorobowych, są za duże nawet dla dużych doustnych dawek witaminy C (kwasu askorbinowego). Ilość elektronów w askorbinianie sodu, która może być tolerowana dożylnie jest nawet większa niż elektronów w kwasie askorbinowym tolerowanym doustnie. Dlatego też, w tych ciężkich przypadkach niezbędne jest dostarczenie wystarczającej ilości elektronów przy pomocy askorbinianu sodu podanego dożylnie.

Mówiąc wprost, wszystkie te informacje muszą być chowane w tajemnicy przed opinią publiczną, ponieważ mogłoby się stać oczywistym dla każdej myślącej osoby, że skoro witamina C może leczyć Ebole, Marburg, gorączkę zachodniego Nilu i ptasią grypę, to co w przypadku innych chorób zakaźnych i stanów zapalnych?

Jest to powodem, dla którego wyleczenie polio przez dr med. Frederik Klennera opublikowane w 1949 roku było trzymane w tajemnicy. To właśnie z tego powodu wyszukiwarka Google dla hasła witamina C dziś uzyska 6-12 milionów linków (wyszukiwarka Yahoo 9 milionów, w.Ask Jeeves 4 miliony w zależności od dnia. Jednak powinno nas zastanowić, iż w rocznym wykazie JAMA( Dziennik Amerykańskiego Medycznego Stowarzyszenia) albo w rocznym wykazie Nowo Angielskiego Dziennika Medycznego nie ma ani jednego odniesienia do witaminy C.

Jeżeli każdy wiedziałby jak używać dużych dawek witaminy C – askorbinianu doustnie i dożylnie, byłoby to finansową katastrofą dla przemysłu farmaceutycznego.

Zasadniczym pytaniem jest, czy sekret witaminy C może być zachowany w tajemnicy teraz, kiedy Internet wykrzykuje prawdę cały czas. Telewizja, radio, magazyny, medyczne czasopisma, lekarze, farmaceuci, prawnicy, politycy, wydawcy naukowi mogą się na to zgodzić, będąc tym w ogromnym stopniu finansowo zainteresowani, ale Internet nie. Ten sekret witaminy C kosztuje tryliony dolarów i miliony istnień przez lata.

Jeżeli masz stronę internetową i znasz moc witaminy C, nawet w przypadku przeziębień czy grypy, proszę zalinkuj tą stronę. Wyślij e-maile do znajomych na ten temat. Musimy zmusić do uczciwego zbadania i wykorzystania wielokrotnych dawek witaminy C. To, jak się mają sprawy z obecnym wykorzystywaniem dużych ilości witaminy C nie zostanie zbadane.

Jackowski przewidzial obecna sytuacje