Ritscher znał raport angielskiego łowcy fok – Jamesa Weddella – który w 1823 r. napisał, że odnalazł morze wolne od lodu a dookoła statku zaobserwowano wiele ptaków. Morze miało mieć lagodne tempereatury i roiło się od wielorybów. Nikt jednak nie potrafił odnaleźć tego rejonu łącznie z samym komandorem Byrdem, który udał się na poszukiwanie opisanego przez Weddella akwenu w 1930 r. Ritscher podobno jednak znalazł to miejsce (!) Mial on odnaleźć olbrzymią lodową jaskinię, wypełnioną ciepłą wodą i z rosnącymiwewnątrz roślinami. Podobno gleba na Antarktydzie jest niezwykle żyzna i gdy ją rozmrozić jest ona w stanie podtrzymać życie każdej rośliny.
Przeszukując jaskinię, Niemcy odnaleźli drogę do podziemnego jeziora, ktore podgrzewane było ciepłymi źródłami geotermalnymi. Mimo że wiekszość uznaje istnienie takich jezior za fantazję, to potwierdzeniem tej teorii jest Jezioro Wostok, które mimo iż jest przykryte 4 kilometrową warstwą lodu, samo nie jest zamarznięte.
Jeśli informacje o faszystowskiej bazie na Antarktydzie znalazłyby potwierdzenie, to jej położenie w tak odludnym i niedostępnym miejscu było wręcz idealne. Miejsce które Niemcy nazwali Nwą Szwabią znajdowalo sie w odleglości 5600 mil morskich od Afryki, 4800 mil od Australii i 1900 mil od Ameryki Południowej. Kapitan Ritcher i Schwabenland powrócili do Hamburga 12 kwietnia 1939 r. Wkroce potem wybuchła wojna i o antarktydzkiej wyprawie niemalże zapomniano.
Admirał Karl Dönitz miał powiedzieć w 1943 r.: „Niemiecka flota okrętów podwodnych jest dumna mogąc budować dla Fuhrera Shangri-La – fortecę nie do pokonania w innej części świata”.
Szef norweskich kolaborantów – Vidkun Quisling – na procesie o zdradę stanu miał powiedziec: „Wierzę że walczyłem dla idei i odmówiłem ucieczki od odpowiedzialności kiedy naziści, tuż po ostatecznym upadku Rzeszy zaoferowali się przewieźć mnie na pokładzie okrętu podwodnego w bezpieczne miejsce.”
Pisarz W.A. Harbinson w swojej książce „Projekt UFO” napisał: „Odnośnie możliwości Niemców do budowania samowystarczalnych podziemnych baz w Antarktyce trzeba stwierdzić, że Niemcy dokonały ogromnego postępu technologicznego w budownictwie podziemnych tuneli, podziemnych fabryk i instalacji, podziemnych lądowisk, składów magazynowych i miejsc mieszkalnych dla pracujących tam ludzi łącznie z obozami dla wykorzystywanych do pracy niewolników – i mimo to wie o tym niewielu ludzi.”
Liczna takich sygnałów zaniepokoiła Aliantow i tak Anglicy jak i Amerykanie wysłali w ten rejon wiele wypraw w poszukiwaniu tajemniczej bazy. James Robert, który pracował wówczas dla brytyjskiego ministerstwa obrony, dwa razy bezpośrednio rozmawiał z uczestnikami antarktycznej wyprawy z 1945 r. Robert napisał w 2005 r. : „Niestety Wielka Brytania, mimo, że zwycięska w wojnie, była nie tylko bankrutem, ale także upokorzona przez dwa supermocarstwa. Jednak Wlk. Brytania była w stanie odzyskac część swojej dumy i w tajemnicy wygrać ze swoimi sojusznikami w decydującej walce z próbującymi przetrwać wojnę nazistami. W walce, która nigdy nie miała trafić do książek historycznych.”
Robert opisał Operację Tabarin, której zadaniem było określenie niemieckiej aktywności na Antarktydzie a także jej kontrolowanie. Brytyjczycy posiadali tam już wlasne bazy w Port Lockroy, Hope Bay i na wyspach otaczających półwysep takich jak Deception i Wiencke Island. Otoczoną największa tajemnicą była baza Maudheim niedaleko wzgórz Muhlig-Hoffmann, na Ziemi Królowej Maud. Jej położenie nigdy nie było zaznaczane na oficjalnych mapach. To właśnie z tej bazy Brytyjczycy przeprowadzili atak na niemieckie instalacje na Antarktydzie.
Stworzono specjalną grupę komandosów, złożoną także z naukowcow, którzy trenowali do przeprowadzenia tego ataku na wyspach Falklandach pod okiem byłych członków norweskiego ruchu oporu, mających doświadczenie w walce w górskich warunkach i niskich temperaturach. Grupa ta rozpoczęła angielską, tajną wojnę na Antarktydzie.
Grupa naukowców i komandosów z Maudheim znalazła „starożytny tunel”. Otrzymali oni rozkaz wejścia do środka i tylko dwójka z nich wróciła przed rozpoczęciem antarktycznej zimy. Podczas tych zimowych miesięcy, dwójka która przetrwała wizytę w niemieckiej bazie, przekazała przez radio absurdalne (tak się wydawało) infomacje o Polarnym Czlowieku, starożytnym tunelu i nazistach. Radiokontakt z grupą utracono w lipcu 1945 r. Ostatni przekaz konczył się dramatycznym krzykiem, że zbliża się Polarny Człowiek…
Do Maudheim wysłano kolejną grupę komandosów, która odnalazła ostatniego członka poprzedniej ekspedycji wciąż przy życiu, ukrytego w jednym z bunkrów. Przerażony uczestnik poprzedniej ekspedycji powiedział, że jego towarzysz schował się w drugim bunkrze, ale podążał za nim Polarny Człowiek. Jeden z brytyjskich żołnierzy otworzył bunkier i wślizgnął się do środka. Po chwili uslyszano dwa strzały. Drzwi bunkra otworzyły sie gwałtownie i zza nich wyskoczył…. Polarny Człowiek, który szybko zniknął w otaczających bazę skałach. Żołnierze byli tym faktem tak zaskoczeni, że strzelono w jego kierunku zaledwie kilka razy. Przerażeni tym co zobaczyli – żołnierze zdecydowali się w końcu wejść do bunkra. Wewnątrz znaleźli dwa ciała. Jedno z nich należało do komandosa, który kilka minut wcześniej wszedł do środka i miał on rozerwane gardło. Drugie należało do uczestnika poprzedniej wyprawy i zostały z niego zaledwie kości.
Żołnierze zebrali maksimum informacji na temat odkryć poprzedniej ekspedycji od ostatniego, pozostalego przy życie jej uczestnika. Nieoczekiwanie Polarny Człowiek, który umknął z bunkra pojawił sie ponownie i został tym razem zabity przez komandosów na miejscu. Okazał się być on tworem niemieckich modyfikacji genetycznych. Uznano, że Polarny Człowiek był wciąż człowiekiem, ale był bardziej owłosiony i duźo lepiej znosil mrozy niż typowi ludzie. Ciało Polarnego Człowiek postanowiono przetransportować do Anglii jako ewidencję nieieckiej działalności na Antarktydzie. Przedtem jednak komandosi zamierzali przedsięwziąć odpowiednie środki przeciwko niemieckiej bazie ukrytej w lodach szóstego kontynentu.
Żołnierze odnaleźli tunel i objuczeni maksymalna ilościa materiałów wybuchowych wkroczyli do środka. Tunel ciągnął się calymi milami, ale komandosi w koncu dotarli do opisywanej im uprzednio jaskini. W jaskini pracowała spora grupa ludzi, którzy jednak nie zauważyli przybyszów. Komandosi zaczęli powoli instalować przyniesione ze sobą ładunki wybuchowe…
Przez cały dzien żołnierze zakładali miny i robili fotografie niemieckiej bazy. Mimo, że starali się być ostrożni w końcu jednak zostali wykryci przez strażników i Polarnych Ludzi. Eksplodowano ładunki wybuchowe w nadziei, że tunel którym uciekali Anglicy zawali sie i powstrzyma ścigających. Tak się jednak nie stało. Wywiązała się zacięta walka w której komandosi zaczęli ginąć jeden po drugim. Do wyjścia z tunelu dotarło tylko 3 z 10 członków oddziału. Jednym z nich był Norweg, drugim naukowiec a trzeci był żołnierzem SAS-u.
Szybko podminowali oni wejście do tunelu i wysadzili je w powietrze. Powrócili potem do bazy Maudheim skąd zostali ewakuowani na Falklandy. Tam wszystkich trzech dokładnie przesłuchano i zakazano kiedykolwiek mówić o tym co widzieli i przeżyli. Powiedziano im że tunele w których byli są kaprysem natury i erozją lodowcową. Polarny Człowiek, którego ciało przywieźli ze sobą był żołnierzem, który postradał zmysły. W raporcie nie napisano nawet że był on Niemcem. Ich misja nigdy nie została oficjalnie potwierdzona lecz niektóre informacje na jej temat przekazano Rosjanom i Amerykanom. Członków komanda zdemobilizowano a naukowiec rozpłynął się w powietrzu.
„Nasze światła penetrowały stalowy tunel, który miał długość ok 10 m. Kiedy dotarliśmy do jego końca, znaleźliśmy się w pomieszczeniu przypominającym jaskinię. Było w niej ciepło. Kiedy przeszukiwaliśmy jaskinię za pomocą latarek, zauważyliśmy lodowe słupy o groteskowych ksztaltach. Zbadaliśmy w ten sposób ok. 300 m jaskini i dotarliśmy do mniejszej jaskini, której korytarz skręcił w prawo i kończył się pomieszczeniem o długości ok. 80 m i wysokości 10 m. Było to miejsce w którym ukryte zostały skarby Rzeszy.
W miejscu gdzie stał niewielki obelisk zaznaczone punkt. Była tam inskrypcja która głosiła że ” Jest naprawde wiecej rzeczy w niebie i w ziemi niż człowiek może sobie wymarzyć. (Za tym punktem znajduje się Agharta)”. Podpisano Haushofer.
Nasze światła natychmiast omiotły skarb, który znajdował się w 8 dużych, okutych brązem kufrach…”
Wilhelm Bernhart napisał w swojej książce, że tylko jedna ze skrzyń została otwarta: ta w której znajdowała się Włócznia Przeznaczenia. Oprócz niej znaleziono tam brązową plakietkę cenioną przez Hitlera, akwarelę namalowaną przez wodza Rzeszy pod tytułem: „Germania na spotkaniu z Bogami przy stworzeniu świata” a także „Krwawa Flaga” – pamiątka z czasów tzw. puczu monachijskiego z 1923 r. po którym Hitler napisał „Mein Kampf”. Skrzynie przywieziono do Europy gdzie mają być obecnie w posiadaniu tajemniczej organizacji pod nazwą Rycerzy Włóczni Przeznaczenia.
Historia rzekomej niemieckiej bazy na Antarktydzie jest tak niesamowita, że wielu ludzi uznaje ją za wytwór fantazji. Tymczasem naprawdę trudno jest znaleźć inny powód do największej w historii Antarktydy ekspedycji wojskowej jaka miała miejsce w latach 1946-47 i znana była pod nazwą „Operation Highjump”. Operacją tą dowodził admirał Richard E. Byrd i do dziś tajemnicą jest powód jaki skłonił Amerykanów do posłania na burzliwe wody Antarktyki tak dużego zespołu okrętów wojennych tuż po oficjalnym zakończeniu wojny.
Wiadomo jedynie, że prezydent Harry Truman chciał w ostatniej chwili zatrzymać wyprawę, ale zostal przekonany przez swoich doradców wojskowych co do jej konieczności. Amerykańska flotylla osiągnęła wybrzeża Antarktydy 15 stycznia 1947 r. by powrócić już w lutym 1947 r. W jej skład wchodziło 13 okrętów ( w tym niewielki lotniskowiec) i wzięło w niej udział 4700 ludzi. Jeden z samolotów wyprawy miał odnaleźć tereny wolne od lodu, pełne błękitnych jezior i brązowych wzgórz. Przypominało to Shangri-La o której wspominał admiral Dönitz.
Oficjalnym powodem przeprowadzenia operacji Highjump miały być testy nowych materiałów w ekstremalnych warunkach polarnych a także sprawdzenie możliwości zbudowania amerykańskiej stacji polarnej na terenie Antarktydy. Nigdy nie wyjaśniono dlaczego do testowania nowych materiałów posłano tak poważne siły mogące przetrwać w morzu przez 8 miesięcy. Mimo to flotylla wrócila już po 8 tygodniach. Nie wyjaśniono także dlaczego admiral Byrd osobiście dokonywał przelotów nad Nową Szwabią. Na koniec nie wyjaśniono rownież dostatecznie strat w ludziach jakie poniesiono podczas wyprawy. Wspominano jedynie o wypadku lotniczym i eksplozjach na okrętach. Podczas wyprawy wykonano ponad 70 tys. fotografii wybrzeża, ale nigdy nie oznaczono ich w sposób dzięki któremu można by bylo złożyc je w jedną całość by móc zobaczyć duży fragment antarktydzkiego wybrzeża.
Imię admirała jeszcze raz wzbudziło emocje wśród wszystkich interesujących sie losami niemieckiej bazy na Antarktydzie, gdy w latach 70-tych ukazał sie jego rzekomy pamiętnik. Opisuje on w nim wejście do wnętrza Ziemi, stada mamutów w tajdze rosnącej na Antarktydzie a także ludzi którzy ją zamieszkiwali, latali latającymi spodkami i mówili z silnym niemieckim akcentem. Pamiętnik admirała Byrda został w większości uznany za kompletną ściemę.
Dziś historię o niemieckiej bazie w Nowej Szwabii traktuje sie raczej z przymróżeniem oka, mimo, że prawdopodoboienstwo jej istnienia jest bardzo wysokie. Olbrzymie, puste przestrzenie pod lodami Antarktydy z pewnością istnieją, wyżłobione przez ciepło pochodzące ze źrodeł geotermalnych.. Dowodem na to jest choćby poteżne jezioro Wostok, które jest w stanie płynnym mimo, że przykrywa je 4 km. warstwa lodu. W Antarktyce znaleziono także wirusa, przy którym ludzki ale i zwierzęcy system immunologiczny jest bezbronny. Wiele wskazuje na to, że wirus został stworzony sztucznie a na Antarktydzie ktoś prowadził bliżej nieznane testy. Niemcy przyznały sobie także olbrzymią część szóstego kontynentu i nie robiłyby tego, gdyby im na tym kawałku lodu nie zależało. Na wodach Antarkydy spostrzeżono wiele niemieckich okrętów podwodnych a dostępu do Nowej Szwabii pilnowały niemieckie pancerniki kieszonkowe. Wyraźnie więc zależało Niemcom na tym terenie – aż za bardzo, jak na położony na końcu świata, lodowaty i nieużyteczny kawałek ziemi. Co sprawiło, że Niemcy zapałali do Antarktydy taką pasją?
Być może odpowiedż na to pytanie da odpowiedż również na to, dlaczego Niemcy zdecydowały się – będąc u szczytu potęgi gospodarczej – na samobójstwo i rzuciły się samotnie do gardła całemu światu?? Niemcy są praktycznym narodem i mogły się spodziewać jaki będzie końcowy wynik takiej wojny. Być może wiec wynik wojny nie miał dla Niemiec żadnego znaczenia i był tylko przykrywką lub zasloną dymną?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz