Kim był? Kogo i czego nauczał? Czy można poznać o nim prawdę?
O wiele korzystniej jest zacząć poszukiwać prawdy o tym, którego się czci a zarazem boi. Kiedy występują obok siebie tak przeciwstawne sobie zjawiska, musi dochodzić do konfliktu, nie sposób przecież być jednocześnie zwolennikiem i przeciwnikiem, gdyż to wzajemnie siebie wyklucza.
Nauki Jezusa oparte były na wykluczeniu strachu, gdyż nie może on tworzyć miłości, nie może sprzyjać zrozumieniu, u którego podstaw leży zawsze dobrowolność, a trudno o niej mówić, gdy strach wciąż funkcjonuje.
Jezus nie ma niczego wspólnego z obecnymi naukami kościoła, które uczyniły go nietykalnym, nieomylnym, umieszczając zarazem poza rodziną ludzkości. Jest największym zakłamaniem nadawania mu takiego znaczenia, z którym za swojego życie nie chciał mieć niczego wspólnego. Przecież niejednokrotnie występował przeciwko faryzeuszom, przeciwko temu, co działo się w tych tzw. domach bożych, gdyż wyraźnie widział, jak wielkie jest tam zakłamanie, jak podle postępuje się wobec prostych ludzi, którzy chcieli wierzyć, lecz wierzyć nie mogli, bo bóg ich po prostu nienawidził.
Raz jeszcze podkreślam; Jezus nie był idiotą, choć może się wydawać, że nie wiedział czy też ne rozumiał co czyni. Nie mógł również głosić nauk, które były wierną kopią nauk faryzeuszy. Ich Bóg miał konkretną budowę, był Bogiem mściwym, surowym, nie znającym litości, jako że był kontynuacją wizji Mojżesza, a co ten uczynił po zejściu z góry z kamiennymi tablicami, wiedzą wszyscy, którzy zgłębili Stary Testament. Nie było żadnej konieczności tworzenia kolejnego wizerunku, tak bardzo podobnego do poprzedniego.
Bóg faryzeuszy a bóg Jezusa, który obecnie jest nam przedstawiany, to jedna i ta sama istota, jedne i te same pojęcia.
Czego więc Jezus nauczał?
Odpowiedź na to pytanie ma znaczenie, jeżeli chce się zrozumieć, o co mu chodziło. Zwalanie wszystkich niejasności, na tzw. Wolę boga jest jedynie ucieczką, jest dowodem na to, że nauczyciele nauczają czegoś, czego w ogóle nie rozumieją. Tak właśnie postępują, starając się przede wszystkim, wytworzyć kult, uwielbienie, doprowadzić do fanatyzmu, który nie potrzebuje zrozumienia, wręcz przeciwnie, bardzo mu sprzyja.
Takie samo wrażenie odnoszę, czytając książki ?mędrców? dalekiego wschodu. Uporczywie namawiają do zaprzestania zadawania pytań, poszukiwań odpowiedzi, do zaprzestania używania umysłu, rozumu, itp.
Czyżbym miał być tylko istotą bezmyślną? Czyżby chodziło tylko o to, bym stał się na podobieństwo małp czy innych zwierząt?
Pytam; po co kolejne małpy? Jest ich przecież wystarczająco wiele.
Jeżeli za Jezusem podążało coraz więcej ludzi, to stanowiło to ogromne zagrożenie dla faryzeuszy, których bożnice świeciły pustkami.
Musiało być coś, co powodowało masowe podążanie za nowym nauczycielem. Było, więc coś, co przekonywało tych prostych ludzi, że Jezus przyniósł coś nowego i zarazem dobrego dla nich.
Królestwo boże i temu podobne określenia, służą podkreśleniu znaczenia boga, tego obcego i zarazem wrogiego dla ludzkości. Strach przed nim zakodowany jest w każdym. Widać to bardzo wyraźnie na przykładach dzieł tak znanych ludzi jak Bohme, Svedenborg, Jung itd., itp.
Każdy wielki odkrywca był pod takim wrażeniem, i nadal jest. A tylko, dlatego, że strach mieści się w podświadomości, w tym czymś, czego nadal nie możemy zrozumieć, nad czym nie potrafimy zapanować.
Udawanie, że problemu nie ma, czy też próba zepchnięcia go do zapomnienia, niczego nie zmieni i na pewno nie rozwiąże. Nie rozwiąże tego również zwalania wszystkiego, czego pojąć nie można, na Boga, Chrystusa czy temu podobnych określeń.
Ja i bóg to jedno. Te słowa, tak często padające z ust Jezusa, oddają prawdę o jego naukach. Bóg w jego rozumieniu, nie jest żadną istotą na zewnątrz, jest tylko tym, kim każdy z nas jest, a więc człowiekiem, wyposażonym w zmysły, umysł, rozum, uczucia, i to wszystko, co o człowieku stanowi.
Ojcowie kościoła, przy pomocy Jezusa, stworzyli coś takiego jak miłość, nadając jej największe znaczenie. To ona ma być celem dla każdego, choć sama w sobie zawiera jedynie sprzeczności. Jezus nie mógł głosić zasady; nie zabijaj, gdyż zasada ta skazywałaby ludzkość na zagładę. Nie jest w niej przecież określone wyraźnie, czego nie zabijać. Nie ma w jego naukach określania, co jest istotą żyjącą, a co nie.
Gdyby chcieć do tej zasady się zastosować, wkrótce ludzie umarliby z głodu.
Jedyną możliwością przetrwania, byłoby zdobycie umiejętności obywania się bez jedzenia, lub też jedzenie rzeczy martwych.
Gdyby przyjąć to za pewnik, a tak należy postąpić, dowodzi to, że Jezus uczył ludzi właśnie tego.
Umiejętność ta pozwalała uniezależnić się od kogokolwiek i czegokolwiek, a to stanowiło największe zagrożenie dla władzy, którą stanowili również faryzeusze.
Powstrzymać ludzi, przed tym szalonym biegiem za Jezusem, można było tylko w jeden sposób, i to sprawdzonym bardzo dobrze przez wieki, a sposobem tym był strach.
Dzisiejsze metody rządzenie nie różnią się od tamtych. Są wciąż takie same. Kościół konsekwentnie uczy miłości, do tego dołączyli inni, tzw. moraliści, którzy na innym polu robią to samo, a wszystko po to, by wzmocnić poczucie niegodności, poczucie winy i grzechu, co przez wieki sprawdziło się doskonale.
Od wieków Jezus jest narzędziem w rękach ojców kościoła. Przy jego pomocy oddziałują na społeczeństwo, tworząc kult wokół jego osoby, co przeradza się w potężny ruch. Miliony ludzi, może nawet w dobrej intencji, uczestniczą w przeróżnych przedstawieniach, które mają w nich podtrzymać tzw. ?wiarę?, która z prawdziwą wiarą nie ma niczego wspólnego.
Ewangeliści, którzy w kilka wieków po Jezusie, tworzyli ewangelie, nie mieli żadnego o nim pojęcia, tworzyli za to coś, co służyć miało podporządkowaniu sobie większości, co zresztą od samego początku jest celem dla garstki, zwącej siebie władzą.
Oczywistym jest, że nie mogli posługiwać się prawdą, gdyż ta stanowiłaby dla nich zagrożenie. Uczynili, więc wszystko, by to, co przetrwało do ich czasów, zostało zniszczone, by nigdy w ręce niepowołane, nie dostał się jakikolwiek dowód. Byli w tym niesamowicie konsekwentni, a strach przed śmiercią, dla każdego jest przecież grozą.
Wyprawy krzyżowe, inkwizycja, władza, którą cały czas sprawowali przy pomocy tortur, oraz przepełnione więzienia, oto najlepszy obraz tego, co przez wieki cały czas się działo. To nie mogło mieć niczego wspólnego z Jezusem, z jego naukami, gdyż było to zaprzeczeniem nie tylko miłości, lecz także sensu życia.
Cały czas uczy się patrzenia wyłącznie na obraz, czyli na krzyż i wiszącą na nim postać Jezusa, a jest to posługiwanie się tylko zmysłem wzroku, który potrafi widzieć tylko to, co materialne. Mowa służy tu jako element pomagający w wyrobieniu przekonania. Jest, więc to tylko wiedza o Jezusie, która zawęża możliwości, o których Jezus bardzo często mówił.
http://www.jakubsztajber.com.pl/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz