Zapraszam do zapoznania się z wywiadem z cyklu - rozmowy z "Ludźmi sukcesu".
Już jakiś czas temu zastanawiałam się nad otwarciem na Grandblogu działu - "Grand mikrofon". Choć już zdecydowanie wcześniej zapowiadałam, że wywiady z ludźmi sukcesu zamieszczę właśnie w tym dziale, to już dziś informuję, że swój pierwszy wywiad na temat finansów przeprowadziłam całkiem niedawno w Katowicach. Mój rozmówca to młody "przedstawiciel sukcesu", który już chyba spokojnie może powiedzieć, że wkroczył na drogę rentierstwa. I choć ścieżka jego kariery była całkiem zaskakująca, to kto by przypuszczał, że zaprowadzi go tak daleko. Jak to możliwe by w tak młodym wieku osiągnąć w pełni niezależność finansową i jak pokierować swoim losem by poczuć smak wolności i pełen komfort życia? Jak to możliwe, że tak wielu młodych i dobrze zapowiadających się absolwentów szkół wyższych wciąż ma problemy ze znalezieniem dobrej pracy, a inni zupełnie tego problemu nie mają? Co zrobić i jak pokierować swoim losem by to zmienić? Jak uwierzyć we własne umiejętności i czy połączenie pasji z pracą jest w ogóle możliwe w dzisiejszych czasach? Okazuje się, że wystarczy tylko wziąć sprawy w swoje ręce. Na te i podobne pytania znajdziecie odpowiedź w wywiadzie jaki udało mi się przeprowadzić z..., no właśnie z kim - tego dowiecie się już z treści. Zapraszam do świata SUKCESU.
Myślę, że możemy powiedzieć, że jest Pan bardzo młodym człowiekiem sukcesu. Jak zaczęła się Pana przygoda z biznesem?
Jak się zaczęło? Pochodzę z rodziny, która jest w 100% etatowa. Moje pierwsze doświadczenia związane z biznesem były takie, że jak miałem 6 lat to rodzice zapisali mnie na naukę gry na pianinie i wówczas na lekcje nauki gry na instrumencie jeździliśmy razem z kuzynką, która jest w tym samym wieku co ja. Jak pamiętam rodzice kuzynki od zawsze prowadzili firmę, więc mój pierwszy kontakt z biznesem był taki, że zawsze wujek miał najlepszy samochód w okolicy. Można powiedzieć, że to były moje pierwsze kontakty, czy też wrażenia wynikające z obserwacji związanych ze światem biznesu. Później jakoś nigdy nie myślałem o finansach, ani o takich rzeczach i było dla mnie czymś naturalnym, że będę się uczył, studiował, a później dostanę dobry zawód i będę pracował, bo takie modele wyniosłem z domu. Myślę, że u mnie takim kluczowym momentem, który zmienił całkowicie pomysł na życie był wyjazd na North Cap.
North Cap to była taka koncepcja, która zrodziła się pomiędzy 3-4 klasą liceum w roku 2001. Powstał plan podróży dookoła Morza Bałtyckiego. Koncepcja wycieczki rowerowej na Przylądek Północny- North Cap pojawiła się nagle i niespodziewanie. Powoli krok po kroku zaczęliśmy wprowadzać plan naszej wyprawy w działanie.Policzyliśmy koszty wyprawy, które wyniosły około 25 tysięcy złotych. Dla nas wtedy to były gigantyczne pieniądze. Nie mieliśmy wówczas z kolegami żadnego zaplecza finansowego. Doskonale sprawdziło się powiedzenie, które kiedyś usłyszałem- "ja nie mam nic, Ty nie masz nic- czyli razem mamy tyle, żeby zrobić biznes". No i właśnie ja traktuję ten wyjazd na North Cap jako pierwszy biznes w moim życiu. Dlaczego? Dlatego, że jak zrobiliśmy wyliczenie na to co potrzebujemy to musieliśmy na to wszystko zorganizować sponsorów. Napisałem stronę internetową, gdzie jedna z podstron to były nasze osiągnięcia, gdzie jako jedyne nasze osiągnięcie to był nasz pierwszy wyjazd rowerowy z Bielska w Bieszczady. Poprosiliśmy dyrektora naszej szkoły o to, aby przejął patronat nad naszym wyjazdem. Kolejna z podstron portalu naszej strony to było to, że szukamy sponsorów.
W kolejnym etapie zgłosił się do naszego dyrektora szkoły dyrektor regionalny jednej z firm i powiedział, że on bardzo chętnie wyłoży pieniądze na wyprawę na North Cap jeżeli właśnie ta firma będzie głównym sponsorem. Później musieliśmy zorganizować sponsorów na pozostałe pieniądze i szukaliśmy. Udało się no i tak to się zaczęło.
Praca na etacie? Młodzi ludzie otwierają własne firmy. Teraz dominuje inny model i inaczej to funkcjonuje w dzisiejszych czasach. Jak Pan to postrzega?
Pierwsza moja praca to była właśnie praca na etacie. Zaczęły się moje studia i równocześnie rozpocząłem swoją pierwszą pracę w banku. Zostałem przedstawicielem handlowym i zajmowałem się sprzedażą kart kredytowych- to była moja pierwsza etatowa praca. Co było nowego dla mnie w tej pracy, to z czym nigdy wcześniej się nie spotkałem? To, że to była dystrybucja, a drugie to to, że tam było wynagrodzenie podstawa plus prowizja i ta podstawa była bardzo marna i pomimo, że minęło 8 lat to ta suma do dziś się nie zmieniła. W każdym bądź razie jak dostałem tamtą pracę, to żeby dodatkowo przeżyć jako student musiałem oszczędzać i wciąż odkładać pieniądze.
Dla mnie od zawsze było czymś naturalnym odkładanie pieniędzy. Co miesiąc po każdej pensji odkładałem po 50 złotych. Dlatego jak przeżyłem swój pierwszy miesiąc za 700 złotych to w drugim jak dostałem 800 złotych, czyli całą podstawę pensji to stwierdziłem, że jak odłożę sobie z tego 50 złotych to będzie dobrze. Później przyszła kolejna pensja, też ta najniższa, więc z tego też może odłożyłem z 50 zł, a później z racji tego, że przez te 3 miesiące nauczyłem się wykonywać tą pracę to moja część prowizyjna już była większa niż podstawa. W związku z tym jeżeli zarabiałem 1000, 2000, 3000, czy też 5 tysięcy złotych to dla mnie było zawsze czymś naturalnym już jakby po tych swoich pierwszych początkach i doświadczeniach, że skoro potrafiłem żyć za te 700 zl to może za 1500 też przeżyję, a całą resztę sobie odłożę.
Odkładałem pieniądze, żeby po prostu je mieć i dla mnie to było naturalne i tak starałem się robić. Tak to trwało przez około 8, 9 miesięcy. Pracowałem w banku i zajmowałem się dystrybucją i w tej dziedzinie zdobywałem wiedzę. W maju postanowiłem wykonać telefon do dyrektora jednego z największych Towarzystw Ubezpieczeniowych, który w trakcie wyprawy rowerowej był naszym sponsorem. Zainteresowałem się wówczas firmą, która nas sponsorowała. Dostałem kontakt i postanowiłem rozpocząć współpracę z jedną z firm finansowych. I tak zaczęła się moja nowa przygoda życia. Zetknąłem się z systemem biznesu. Pojechałem na szkolenie. Przekalkulowałem to i powolutku przekierowałem się na inny tor. Zatem od 7 lat pracuję już na własnych warunkach...
Kim jest rentier? Jaka jest świadomość naszego społeczeństwa?
Rentier, a rencista? Jaka jest różnica pomiędzy rentierem, a rencistą?Taka najbardziej ogólna definicja jest taka, że różnica między rentierem, a rencistą polega na tym, że różni ich bardzo niewiele bo tylko jedno zero. Rencista ma 700 złotych, a rentier 7 tysięcy. Kolejną taką częścią wspólną jest to, że dostają oni pieniądze bez pracy. Rencista dostaje pieniądze z reguły z ZUS-u lub z jakiegoś zakładu ubezpieczeń, a rentier otrzymuje pieniądze ze swoich aktywów. Tymi aktywami mogą być jakieś oszczędności w postaci kapitału, czy to na lokatach bankowych, czy w funduszach, czy na giełdzie, mogą to być czynsze za mieszkania i inne nieruchomości, czy też pieniądze generowane przez system biznesu, który on stworzył czy też kupił jako firmę.
Kim jest rentier? Rentier jest osobą, która cieszy się życiem i zbiera owoce z drzew, które kiedyś zasiała. Każdy pracuje i każdy poświęca się czemuś zawodowo. Jednak jeśli ktoś pracuje tylko i wyłącznie na etacie i nic z tym nie robi to jest w pewnym sensie jakimś trybikiem w maszynie pracując dla kogoś i po tych 10, 20 latach ciągle jest w tym samym miejscu. Natomiast jeżeli ktoś chce realizować koncepcje rentierstwa w swoim życiu to ma na to wiele sposobów.
Jeżeli ktoś kocha swoją pracę to niech z niej nie rezygnuje, bo to nie o to chodzi. Jednak niech część z dochodu, który zarabia gdzieś odkłada. Po jakimś czasie ta suma pieniędzy może się powiększyć i z czasem będzie mógł coś z tymi pieniędzmi zrobić, równocześnie będzie miał też wybór. Jeżeli ktoś coś lubi robić to może powinien otworzyć sobie własną firmę- po to żeby mógł na tym co robi zarabiać więcej, mieć więcej wolnego czasu dla siebie, a co za tym idzie mógł bardziej kreować swój dzień.Na początku Pan wspomniał o manii oszczędzania. Jaki jest Pana przepis na sukces? Co należy zrobić żeby osiągnąć pełną niezależność finansową? Co zrobić by wejść na drogę rentierstwa w tak młodym wieku i czy to w ogóle możliwe?To na pewno jest możliwe. Sam już to przeżyłem dlatego mówię, że jest to możliwe. Wiem, że to wymaga czasu- mniej więcej od 5-7 lat działania, zaangażowania, a także pójścia sprawdzoną drogą. W związku z tym, aby w ogóle wejść na drogę rentierstwa należałoby się zastanowić co mógłbym robić gdybym już nie musiał pracować. Warto więc się zastanowić nad tym co tak naprawdę lubimy robić. Kluczem sukcesu według mnie jest robienie tego co się lubi robić. Jeśli jesteś pasjonatem to oznacza, że nie będziesz musiał pracować, bo wykonujesz przecież to co sprawia Ci dużą satysfakcję. W związku z tym warto zastanowić się nad pewną kwestią - co tak naprawdę lubimy robić?
Jeśli ktoś na przykład uwielbia komputery to niech się zastanowi, co mógłby zrobić robiąc to co lubi i jak na tym zarabiać. Ważne jest właśnie zastanowienie się i spotkanie na swojej drodze kogoś kto już właśnie osiągnął sukces w branży, którą jesteśmy zainteresowani. Zawsze warto zapytać o ścieżkę kariery.Czy można połączyć pracę z pasją? Czy ci, co rozwijają swoją pasję mają szansę na osiągnięcie sukcesu? Co zrobić, aby zacząć zarabiać na swojej pasji?Aby zacząć zarabiać na swojej pasji trzeba bardzo często zrezygnować z pracy jaką się wykonywało dotychczas. Można to porównać do pędzącego pociągu. Cała sztuka polega na tym, żeby mieć w sobie na tyle odwagi, aby zaryzykować i przeskoczyć z jednego pędzącego pociągu na drugi. One na razie jadą równolegle, ale wiemy, że gdzieś za kilkaset metrów ten pociąg pod tytułem "PASJA" zdecydowanie pojedzie w tym kierunku, w którym ja bym chciał. Ale jeżeli one tu pędzą razem 100 kilometrów na godzinę, to wtedy ja się boję przeskoczyć z jednego na drugi. Sądzę, że tego przeskoku większość ludzi się obawia. Dlatego przewaga twierdzi, że nie da się połączyć tego, bo oni by chcieli jechać szybszym pociągiem, ale stać na tym wolniejszym, na którym by się czuli bezpieczniej. Uważam, że kluczem właśnie jest zerwanie tego co nas ogranicza w tej kwestii i postawienie tego pierwszego kroku związanego z pasją. I myślę, że to jest właśnie taki klucz, czyli to jest możliwe.
Czym dla Pana jest sukces? Jak wygląda życie młodego człowieka sukcesu? Czy jest Pan młodym rentierem?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie należałoby się zastanowić czym mierzymy - czy ktoś jest rentierem, czy też nie. Jeśli ktoś wciąż podnosi sobie poprzeczkę to trudno tutaj powiedzieć jak kto rozumie pojęcie rentierstwa i jaką mierzy to miarą. Dlaczego? Dlatego, że znam ludzi, którzy zarabiają 2 tysiące złotych miesięcznie i uważają się za rentierów, bo oni żeby zarabiać te pieniądze niczego nie robią i żyją na swoim poziomie we własnej strefie komfortu. Kiedyś musiałem na to pracować teraz nie muszę i jest mi z tym dobrze.Znam też ludzi, którzy zarabiają 30 tysięcy i twierdzą, że nie są rentierami, bo na tyle rozwinęli się mentalnie, że doszli do wniosku, że to by było niepoważne gdyby zatrzymali się na tym właśnie poziomie i wciąż się wspinają.Czy ja jestem rentierem?
Myślę, że na poziomie, który mnie satysfakcjonuje albo satysfakcjonowałby to nie jestem. Dlatego, że jeżeli będę zarabiał 10 razy więcej niż teraz, to być może stwierdzę, że już jestem. Natomiast gdybym popatrzył na siebie z punktu widzenia osoby, którą byłem na przykład 8 lat temu, to bym powiedział, że jestem multimilionerem. W tamtym czasie kwestia tego, że kiedyś będę zarabiał 3 tysiące to byłoby dla mnie wtedy zadowalające. To czego się nauczyłem jak byłem dzieckiem to było to, że moi rodzice pracowali przez całe życie zawodowo i właśnie po 40 latach pracy mogli by powiedzieć, że zarabiają dobrze. Jakby mi ktoś powiedział 8 lat temu, że po tylu latach będę zarabiał tyle to powiedziałbym może super. Patrząc na siebie teraz z punktu widzenia kogoś kim byłem 7, 8 lat temu to mógłbym powiedzieć, że naprawdę jestem bardzo zamożny i że jestem tak bogaty, że do końca życia nie powinienem pracować? Patrząc jednak na to jak bardzo się zmieniłem mentalnie to uważam, że naprawdę mam jeszcze bardzo wiele do zrobienia i myślę, że jeszcze bardzo daleka droga przede mną.
Czy przez cały czas podwyższa Pan sobie poprzeczkę....?
Tak, to tak jak w sporcie. Nie chodzi o to, żeby przejechać kolejny maraton i kolejny, tylko skoro już przejechałem to już sobie udowodniłem, że potrafię i następny przejadę już szybciej, żeby być z siebie bardziej zadowolonym. Tak samo, żeby dążyć do rentierstwa trzeba przez cały czas się rozwijać. Myślę, że to jest kluczowe- ciągła edukacja i robienie tego co się lubi.Jak wygląda dzień rentiera?Dzień rentiera wygląda tak, że poświęca czas na to na co chce. W moim przypadku jest to na pewno nauka w kontekście rozwoju mentalnego i nowych umiejętności, na pewno jest to jazda na rowerze i szkolenia, które uwielbiam robić i które robię. Są to spotkania i rozmowy. W związku z tym tak właśnie wygląda zwykle mój dzień.
Połączenie pasji z pracą?
Tak, dla mnie to jest połączenie pasji z pracą i dlatego uważam, że ja już na przykład nie pracuję. To nie dlatego, że ja leżę w łóżku przez cały dzień, choć tak bym to definiował wtedy 8 lat temu. Bo gdybym wtedy usłyszał, że ktoś nie pracuje, to bym widział przed oczami kogoś, kto by siedział cały dzień w ogródku i albo cały dzień na rybach, albo oglądał telewizję- to by były dla mnie definicje kogoś kto nie pracuje. A teraz osobiście uważam, że nie pracuję pomimo, że pracuję. Nie mam telewizora, bo mnie na niego nie stać choć mógłbym sobie kupić każdy. Jednak uważam, że nie stać mnie w tym momencie na telewizor i pewnie to się nie zmieni przez najbliższe lata i takie jest założenie.
Całkowicie zmienia się takie nastawienie mentalne, więc czy jestem rentierem w zależności od tego jak przymierzyć- patrząc na siebie dawnymi oczami jestem, a patrząc na siebie teraz to uważam, że zdecydowanie nie jestem.
Trzeba podnosić poprzeczkę, musi być coraz więcej, bo coś trzeba robić i to jest właśnie fajne. Najważniejsze jest to żeby robić to co się lubi, a przy okazji też pomagać innym ludziom. Bo myślę, że to jest też bardzo ważne.Pomoc w rozwoju innym osobom, by mogły one wskoczyć na odpowiednią ścieżkę, którą mogą pójść i razem się realizować. Tak jak w sporcie...
Jak właściwie wygląda droga dochodzenia do rentierstwa?
To chyba taka systematyczna praca- krok po kroku. Na pewno odkładanie pieniędzy dlatego, że pieniądze dają wolność, ale w takim kontekście, że dają pewne poczucie bezpieczeństwa.
Jeżeli zatem jesteśmy w posiadaniu pieniędzy, jeśli mamy już jakieś zaplecze finansowe, które wcześniej udało nam się zdobyć, to jak wcześniej wspominaliśmy o pędzącym pociągu - w takiej sytuacji jak jadą dwa to łatwiej się zdecydować przeskoczyć na ten drugi. Bo jeśli sobie policzę, że mam jakąś osłonę finansową, czyli jakieś pieniądze, które mi pozwolą przeżyć na moim poziomie przez powiedzmy 6 miesięcy, to znaczy, że de facto mam 6 miesięcy na to, żeby moja pasja mogła się rozwijać i żebym mógł zacząć z tego żyć. Najważniejsze zatem jest to, żeby wyrobić sobie pewne nawyki, czyli żeby odkładać pieniądze, a drugie to zbudować te pieniądze, a później nie bać się przeskoczyć z jednego pociągu na drugi.
Zawsze jest ta niebezpieczna przestrzeń - ludzie boją się, że wpadną pod tory. Z jednej strony strach przed podjęciem ryzyka, a z drugiej można powiedzieć, że ten kto nie ryzykuje niczego nie ma?
Kiedyś usłyszałem takie zdanie - "Problem polega na tym, że jeżeli nie ryzykujesz - ryzykujesz jeszcze bardziej".
Myślę, że w kontekście dzisiejszego rynku, na którym jesteśmy, rynku w sensie gospodarki, w której żyjemy i wszelkich różnych dokonujących się przemian gospodarczych, pracę na etacie dzisiaj można porównać do chodzenia po lodzie. Dlatego, że wiele osób myśli, że jak przebywa na etacie to ma taki pewny grunt pod nogami co sprawia, że czuje się pewnie, bezpiecznie i stabilnie. Tak samo jest z chodzeniem po lodzie- wydaje nam się, że idzie się nam dobrze, ale nigdy nie wiemy kiedy to pęknie. Jeśli ktoś boi się, że nie poradzi sobie na rynku, na którym jest i nie jest samozatrudniony, nie prowadzi jakiegoś biznesu, to równocześnie nie zdaje sobie sprawy, że jego pracodawca jest dokładnie na tym samym rynku i również się boi, też ma pewne ograniczenia i konkurencję. Więc jeżeli jego pracodawca podejmie złe decyzje to właśnie w pierwszej kolejności zwolni właśnie jego jako pracownika, a nie siebie jako pracodawcę. Ta właśnie praca na etacie w dzisiejszych czasach na pewno nie jest pewna, bo daje nam przecież tylko złudne poczucie bezpieczeństwa. I choćby dlatego warto w dzisiejszych czasach rozważyć obranie innego kierunku kariery zawodowej...
Czy mógłby się Pan przedstawić czytelnikom Grandbloga?
Nazywam się Józef Kajta i jestem jednym z dyrektorów firmy Novision.
Dziękuję bardzo za udzielenie wywiadu...
Wywiad dostępny pod adresem
http://www.grandblog.pl/grand_mikrofon_ludzie_sukcesu-_wywiady,60,rentier_ludzie_sukcesu_wywiad_1,56.html
Zapraszam serdecznie do lektury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz