środa, 1 czerwca 2011

Rozbite UFO z Aztec

FBI ujawniła szereg dokumentów dotyczących UFO. Jeden z nich jest datowany na 21 marca 1950 r. (jego przetłumaczoną kopię można zobaczyć na NA) a informacja ujawniona w nim przez FBI nie ma żadnego historycznego kontekstu. Angielska „Daily Mail” natychmiast ogłosiła, że opisane w dokumencie wydarzenie dotyczy Roswell. Jednak ujawniony dokument nie dotyczył Roswell, a miejscowości Aztec. Napisany został przez specjalnego agenta FBI o nazwisku Hottel do dyrektora FBI Edgara Hoovera.
Dokument nie jest nieznany, bo został już raz ujawniony w maju 1977 r. po tym, jak fizyk Bruce Maccabee uzyskał do niego dostęp na podstawie prawa do wolności do informacji. Agent Hottel w swoim raporcie pisze że „trzy latające spodki zostały znalezione w Nowym Meksyku dzięki informatorowi (jego imię zostało zaczernione w dokumencie). Latające spodki spadły na ziemię dlatego, że zainstalowano w tym rejonie bardzo silne radary, a  wszystko wskazuje na to, że promień radaru wpłynął na mechanizm kontrolny spodka. Historycznym faktem, ustalonym przez kongresmena z Nowego Meksyku, Andrew Kissnera jest to, że wraz z początkiem 1946 r. zaczęto instalację silnych radarów mikrofalowych na terenie Nowego Meksyku. Zbudowano w sumie 3 stacje radarowe. W okolicy krążyła plotka, że radary te kilka razy próbowały zestrzelić niezidentyfikowane obiekty latające, które przelatywały nad ściśle tajnymi instalacjami wojskowymi w Nowym Meksyku.
Fakt zestrzelenia latającego spodka był ukrywany i ściśle tajny aż do lat 80-tych. Informacja o tym została przekazana FBI w 1950 r., gdy OSI (Office of Special Investigation) Sił Powietrznych poprosiło FBI o pomoc. Informatorem, który przekazał informacje FBI i którego nazwisko jest zaczernione na dokumencie był najprawdopodobniej aktor – Bruce Cabot. Bruce Cabot jest postacią zaskakującą w tej sprawie, ale jego wojskowa przeszłość i status hollywoodzkiej gwiazdy nieco pomógł FBI ustalić początkowe fakty wypadku w Aztec.
Pierwsza informacja o latających spodkach została zamieszczona w lokalnej gazecie Kansas. Historię tą miał opowiedzieć gazecie dj ze stacji radiowej w Denver i OSI wysłało do tej stacji dwóch śledczych, aby sprawdzić tę informację. Mimo nacisków stacja radiowa nie udzieliła informacji na temat źródła swojej wiedzy o katastrofie latającego spodka nad Aztec. To dlatego OSI poprosiło FBI o pomoc wierząc, że sprawa jest znacznie bardziej poważna niż na to wygląda. Całą historię znał także niejaki Silas Newton, ekscentryczny nafciarz, który historię katastrofy spodka opowiedział na University of Colorado, co wywołało serię pytań ze strony nie tylko studentów ale i pracowników naukowych uniwersytetu. To dlatego FBI wysłało aktora Bruce Cabot w roli agenta, aby ten pod pozorem gry w golfa wyciągnął wszystkie ważne informacje od Newtona.
OSI w tamtym czasie prowadziło własne śledztwa w sprawie każdego przypadku zaobserwowania UFO nad USA, stąd tak duże zainteresowanie agencji artykułem z gazety opowiadającej o katastrofie latającego spodka. FBI nie miało wówczas pojęcia o istnieniu stacji radarowych w Nowym Meksyku, które były ściśle tajne, jednak postanowiono zbadać całą sprawę i ustalić kto jest źródlem przecieku tej informacji do prasy. W 1950 r. Frank Scully wydał swoją słynną książkę pt. „Behind the Flying Saucers”, w której dokładnie opisał historię rozbitego w Nowym Meksyku spodka. Scully miał otrzymać informacje na ten temat od tajemniczego dr G, który uczestniczył w pracach nad spodkiem. Nieco później Frank Scully wyjawił, że dr G jest postacią fikcyjną, na którą składa się tuzin innych naukowców. Wszyscy oni brali udział w badaniach nad obiektem należącym do przybyszów z innej planety. FBI prowadząc śledztwo była bardziej zainteresowana nad ustaleniem kim byli naukowcy reprezentujący dr G i co robili w czasach II WŚ niż całą historią o UFO. Doświadczenia jakie ci naukowcy wykonywali w czasie wojny były w 1950 wciąż ściśle tajne i jeśli przekazali oni tajne informacje na temat UFO, to równie dobrze mogli przekazywać i inne tajemnice wojskowe.
Wszyscy ci naukowcy pracowali w biurze którym zarządzał słynny Vannevar Bush. Scully napisał, że technologia magnetyczna jaką opracowano w czasach II WŚ pomagała wykrywać japońskie okręty podwodne. Wielu znawców tematu uważało to za nonsens, bo wg. nich USA nie posiadało w czasie wojny takiej technologii. Dziś wiadomo, że technologa istniała i urządzenie nazywało się MAD Device (Magnetic Anomaly Detection Device). Urządzenie opracowała firma, znana później jako Texas Instrument. Urządzenie to było w stanie odnaleźć wszystko co było ukryte tak pod ziemią jak i pod wodą. Vannevar Bush miał spotkać się z pomysłodawcą urządzenia, do którego należała forma GSI (Geological Services Incorporated). Spotkanie miało miejsce w późnych latach 30-tych  zeszłego wieku. Urządzenie zostało wymyślone po to, aby wykrywać złoża ropy naftowej i… znajdowało je z wielką dokładnością. Potrafiło odkryć także podziemne źródła wody i metalowe obiekty w wodzie. Bush złożył firmie GSI propozycję nie do odrzucenia z zastrzeżeniem że od tej pory będzie ona miała tylko jednego klienta – USArmy.
Tak więc to co pisał w 1950 r. w swojej książce Frank Scully jest jak najbardziej prawdą.
Silas Newton był bogatym nafciarzem z Denver. Jack Cabot, który grał jedną z głównych ról w „King kongu”, był w czasie wojny porucznikiem sił powietrznych i odbywał służbę wojskową w lotnictwie transportowym. Można sobie wyobrazić jak bardzo zainteresowała go historia opowiadana podczas gry w golfa o tajemniczej kraksie niedaleko miejscowości Aztec w stanie Nowy Meksyk. W całej historii swój udział ma jeszcze jeden mężczyzna – Leo Gebauer. Przez lata sądzono , że to właśnie Gebauer jest tajemniczym dr G, o którym w swojej książce pisał Frank Scully. Tymczasem Leo Gebauer był szefem laboratorium technologii lotniczych w Phoenix i Los Angeles i z pewnością nie był dr G, tylko miał powiązania z inną interesującą postacią – z dr Carlem Augustusem Heilandem, prowadzącym badania nad magnetyzmem. Natomiast tajemniczy dr G z książki Scully’ego nie był  postacią, a całą grupą wybitnych naukowców pracujących nad nowymi technologiami wojskowymi. Na dr G składały się takie postaci jak Vannevar Bush, Detlev Bronk, Jerome Hunsaker, Horace Van Valkenburgh czy John von Neumann. Naukowcy ci pracowali przy najtajniejszych projektach naukowych armii amerykańskiej takich jak Project Manhattan czy Project Philadelphia. To co ich łączyło to zainteresowanie zasadami działania pola elektromagnetycznego.
Historia opisana przez Franka Scully’ego została uznana w latach 50-tych za zwykłe oszustwo. Dziś wiadomo że na taką opinię pisarza pracował również kontrwywiad, który chciał jak najszybciej wyciszyć całą sprawę. Niemalże 40 lat później William Steinman napisał książkę pt „UFO crash at Aztec”, która była efektem jego własnego śledztwa w sprawie rozbitego UFO w Nowym Meksyku. Nie jest do końca jasne w jaki sposób Frank Scully wpadł na trop tej katastrofy i skąd zdobył swoje informacje. Podejrzewa się, że natrafił na pamiętnik jednego z uczestników tamtych zdarzeń, i na jego podstawie powstała książka „Behind the Flying Saucers”, którą wydano w Kanadzie na Wyspie Księcia Edwarda. W książce można także znaleźć opis dysku. Mityczny dr G opisuje, że ma on  metalowy pierścień, który obracał się dookoła kabiny pojazdu. Postawiono wówczas teorię, że pojazd poruszał się w chmurze magnetycznej – takiej samej jaka istnieje dookoła ziemi. Na powierzchni pojazdu nie można było dostrzec  żadnej śrubki czy nita, a tablica rozdzielcza składała się z guzików. Zewnętrza powłoka przypominała aluminium, lecz była tak twarda, że nie dała się przepalić nawet przy użyciu palnika. Odnaleziono dwa urządzenia, które naukowcy uznali za zegary, służące do odmierzania czasu. Wskazówka na jednym z tych instrumentów potrzebowała 29 dni aby zatoczyć pełne koło. Nasunęło to naukowcom pomysł, że napęd latającego spodka może mieć coś wspólnego z magnetyzmem. Dzień magnetyczny to 23 godziny 58 minut, co daje 29 dni składających się na magnetyczny miesiąc. W niektórych miejscach Ziemi istnieją tzw uskoki magnetyczne. W USA takie uskoki są w Nowym Meksyku i Oregon. Wpływ na siły magnetyczne może mieć także eksplozja nuklearna.

Szukając odpowiedzi na pytanie co zestrzeliło latający spodek o 5 nad ranem 25 marca 1948 r. nie ulega wątpliwości, że został on przechwycony przez każdy z trzech radarów zainstalowanych w tym rejonie. Wszystko wskazuje na to, że radar zakłócił pracę latającego spodka, nad którym załoga utraciła panowanie i pojazd kołysząc się na boki runął na ziemię. Wiadomo jest, że UFO pojawiało się często w latach 40-tych i 50-tych nad tajnymi instalacjami wojskowymi w Nowym Meksyku. Laboratorium w Los Alamos zgłosiło nawet zapotrzebowanie na działka przeciwlotnicze. Latający spodek uderzając o ziemię spowodował pożar traw w miejscu zwanym Hart Canyon. Taki pożar był potencjalnie niebezpieczny, bo mógł zagrozić instalacjom naftowym i dlatego o świcie natychmiast przybyli w to miejsce ludzie pracujący dla firmy naftowej El Paso Oil, żeby sprawdzić stopień zagrożenia. Sądzono, że trawy zapaliły się od uderzenia pioruna. Szybko okazało się, że pożar był niewielki i wygasał bez potrzeby używania sprzętu gaśniczego, jednak to, co wprawiło wszystkich w zdumienie, to był widok zarytego w ziemi latającego spodka. Wieść o niezwykłym obiekcie jaki spadł z nieba szybko obiegła okolicę i na miejsce zdarzenia zaczęło przybywać coraz więcej ludzi. Ludzi paliła ciekawość, ale bojaźliwie trzymali się z daleka od nieznanego obiektu. W tłumie gapiów pojawiło się także dwóch policjantów. Jeden z nich był lokalnym gliną, tego drugiego nikt nie znał. Mówił on, że jest policjantem z miejscowości Cuba w stanie Nowy Meksyk. I twierdził, że śledził ten spodek przez całą noc.
Sam spodek sprawiał wrażenie jakby był odlany z formy i był zrobiony z jednego kawałka metalu. Jego pokrycie nie błyszczało jak świeżo wypolerowane aluminium i raczej było matowe. Nigdzie nie można było dostrzec na obiekcie żadnych spawów ani połączeń. Kilku młodych ludzi wspięło się na spodek i zaczęło badać wypukłość w jego centrum. Znajdowały się tam niewielkie iluminatory pokryte lustrzaną szybą. Było ich osiem i jeden z nich był uszkodzony. Jeden z ludzi zaczął postukiwać kluczem do śrub w poszycie kadłuba. Robił to w sposób przypadkowy sam nie wiedząc czego tak naprawdę szuka. Po którymś puknięciu ze spodka nieoczekiwanie wysunęły się schody – kilku śmiałków weszło do środka. Wewnątrz spodka znaleziono martwe ciała kosmitów, było ich 14 a wg. niektórych 16…
Znalezieni na pokładzie latającego spodka martwi przybysze z innej planety, byli niezbyt imponującego wzrostu, bo ledwie przekraczali metr wysokości. Ich twarze – wg. dr Detleva Bronka, który później badał ciała obcych z Aztec – miały rysy mongoidalne. Głowy były duże, oczy skośne, nosy małe. Mieli oni także małe, wąskie usta. Typowy E T ważył ok. 18 kg. Ich ciała były wątłe,  szyja wąska i długa, a ramiona szczupłe i bardzo długie, bo dłonie sięgały do kolan. Nie znaleziono u Obcych organów reprodukcyjnych. Zamiast krwi mieli bezbarwny płyn o ozonowym zapachu. W ciałach Obcych nie znaleziono systemu trawiennego ani innego systemu uczestniczącego w przemianie materii. Nie znaleziono także jelit ani odbytnicy. Jeden z naukowców miał powiedzieć, że odnosi wrażenie, że obcy zostali skonstruowani dzięki jakiejś wyrafinowanej technologii genetycznej. Ich skóra przypominała swoją strukturą tkaninę. Najprawdopodobniej więc załogę spodka stanowiły adnroidy pracujące dla jakiejś pozaziemskiej inteligencji.
Sam spodek mierzył sobie mniej więcej 30 m średnicy (co jest zgodne z informacjami podanymi w książce Scully’ego) a ciała ufoludków wewnątrz pojazdu były nadpalone (tą informację również podał Scully). Dwa ciała E T można było zobaczyć przez rozbity iluminator i wielu ludzi zgromadzonych wokół spodka widziało je na własne oczy. Dłonie Obcych były zbliżone do ludzkich, ale miały tylko cztery palce. Świadkowie, którzy weszli do wnętrza spodka opowiadali, że reszta ciał była rozrzucona po całym pokładzie pojazdu. Nie ma pełnej zgodności wśród świadków na temat tego w co ubrani byli obcy przybysze. Panuje w miarę zgodna opinia, że był to rodzaj kombinezonu, podobnego do tego jaki noszą np. mechanicy samochodowi.
Po dwóch godzinach oględzin przez mieszkających w okolicy katastrofy ludzi (głównie robotników pracujących przy wydobyciu ropy naftowej) nad miejscem wypadku pojawił się helikopter. Był to widok niecodzienny, bo w 1948 r. helikoptery dopiero zaczęły wchodzić na wyposażenie armii. Dla ludzi na ziemi widok helikoptera był następnym wstrząsem tego dnia, bo nikt wcześniej nigdy nie widział takiego pojazdu lotniczego. Helikopter zatoczył kilka kręgów wokół rozbitego spodka i po chwili zniknął za horyzontem. Krótko po tym na miejscu kraksy pojawiło się wojsko.

Vannevar Bush zamówił specjalne pojemniki w które włożono ciała Obcych. Bush był częścią programu MJ-12, którego zadaniem było studiowanie i rekonstrukcja urządzeń z rozbitych pojazdów pozaziemskich. W pracach tych uczestniczył także dr Henry Wang. Jego przyjacielem był Nicholas von Poppen, fotograf, który specjalizował się w fotografowaniu metali i pracował dla przemysłu lotniczego. W listopadzie 1949 r. dr Wang poprosił von Poppena o pomoc w sfotografowaniu ściśle tajnego obiektu w Nowym Meksyku. Von Poppen poleciał do Los Alamos, gdzie wg. Steinmana sfotografował latający spodek z Aztec. Był zachwycony widokiem dysku. Oznacza to, że spodek musiał zostać przetransportowany z Hart Canyon do tajnej bazy wojskowej. Nawet współcześnie dla samochodów terenowych, przewiezienie 30 metrowego obiektu z miejsca trudno dostępnego,  byłoby nie lada wyczynem.
Wojsko, które przyjechało zabezpieczyć spodek było w mundurach bez stopni wojskowych ani żadnych oznak wskazujący na rodzaj wojsk do których należeli. Żołnierze szybko odseparowali od siebie gapiów i każdy z nich był przesłuchiwany osobno w sposób brutalny i nieprzyjemny. Po przesłuchaniu kazano wynosić się wszystkim do domów. Wielu robotników naftowych, którzy znaleźli się na miejscu katastrofy straszono przy pomocy broni. Przewiezienie spodka do bazy w Los Alamos zajęło armii dwa tygodnie. Po tym czasie Hart Canyon znów otworzono dla rancherów pasących tam swoje krowy.
Naukowcy, którzy przybyli obejrzeć spodek gorączkowo szukali sposobu aby przewieźć sporej wielkości pojazd do hangaru, gdzie możliwe byłoby prowadzenie dokładniejszych analiz. Cięcie palnikiem nie zdało egzaminu mimo, że zewnętrzne poszycie miało grubość papieru. Następnie spróbowano diamentowych wierteł i diamentowych pił. One również nie zdołały naruszyć warstwy zewnętrznej spodka. Wreszcie jeden z naukowców penetrując wnętrze znalazł rodzaj zatrzasku. Po przekręceniu dźwigni nieoczekiwanie otworzyła się część poszycia spodka. Szybko znaleziono podobne zatrzaski i po chwili spodek został rozłożony na sekcje, które później przewieziono do Los Alamos i złożono go z powrotem w hangarze Y-22. Mimo wciąż żyjących świadków tamtego wydarzenia armia amerykańska nadal nie chce przyznać, że obiekt który rozbił się niedaleko miejscowości Aztec, stan Nowy Meksyk, należał do cywilizacji z obcej planety.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prześlij komentarz