Niezwykły widok ujrzeli urlopowicze zażywający morskich i słonecznych kąpieli w meksykańskim Acapulco kilkadziesiąt godzin po uderzeniu tsunami w Japonii. Nagle do brzegu położonego nad Pacyfikiem kurortu napłynęły wielkie ciemne plamy. Nie były to jednak setki ton ropy, lecz setki tysięcy, a może nawet miliony ryb.
Oto zdjęcia tego fenomenu:






Olbrzymie ławice sardeli, sardyn, makreli i skalnika prążkowanego przesuwały się wzdłuż wybrzeża. Skąd się wzięły? Specjaliści mają kilka hipotez. Rybacy uważają, że przygnała je tam fala tsunami, która rozeszła się po Pacyfiku w skutek trzęsienia ziemi w pobliżu Japonii. Tu warto przypomnieć, że Acapulco i Japonię dzieli 5 tys. kilometrów.
Naukowcy stawiają jednak inną hipotezę. Otóż ryby mają wewnętrzne „systemy nawigacji” oparte o magnetyzm ziemi i położenie biegunów. Ponieważ oś ziemi uległa minimalnemu „przesunięciu”, więc także ryby nagle kierując się „dawnymi namiarami” zaczęły płynąć tam, gdzie obecnie są wyspy. Pole magnetyczne ziemi zmieniło się bowiem na tyle, że odczuły to nawet ryby.
Na pokład Nautilusa cały czas docierają materiały dotyczące ostatniego tsunami, ale nie tylko ostatniego, o czym za chwilę. Wielu czytelników przysłało FN linki do filmu lepszej jakości, na którym widać lepiej widać obiekt opisany w ostatnim tekście, choć wyraźnie było wspomniane, że wszystko wskazuje na helikopter (sprawa jednak niczym tornadu obiegła wszelkie światowe serwisy zajmujące się zjawiskami niewyjaśnionymi, więc pomijanie tego milczeniem byłoby niezrozumiałe). Przykładem materiałów związanych z tsunami z poprzednich lat jest e-mail od załoganta Krzyśka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz